Demokracja czy „koinokracja”?

Demokracja czy „koinokracja”?

Zaryzykowałbym sugestię, że w religijnym języku chrześcijańskim rozważamy raczej pojęcie „koinokracji” niż demokracji.

Demokracja jako forma rządzenia

Demokracja jest koncepcją, systemem i praktyką wywodzącą się ze starożytnej Grecji, podjętą przez różnorodne jednostki jako forma rządzenia społecznościami. Jako system społeczny i forma rządzenia demokracja oparta jest na pewnych założeniach oraz na etyce wykluczającej zarówno wpływ bóstw, jak i dominującą rolę religii. Społeczeństwa tworzą swe własne zasady i prawa w oparciu o maksymalne uczestnictwo obywateli w czynnościach ciał politycznych w celu ustalenia i organizacji tychże praw. Jako koncepcja i praktyka demokracja charakteryzuje się całkowitą niezależnością od religii. Demokracja ewoluuje jako system złożony, doskonały w swej własnej logice.

Prawdą jest, że w ciągu wieków religie, a w szczególności chrześcijaństwo, albo wpływały, albo przeciwstawiały się bądź faworyzowały polityczne znaczenie demokracji. Opowiadały się one za lub przeciwko systemom władzy opartym na demokracji, łącząc się zarówno z rządami i strukturami monarchistycznymi, jak i despotycznymi czy tyranią. Dzieje Europy pokazują, że aż do Rewolucji Francuskiej, a nawet i później, Kościół katolicki tradycyjnie już popierał autokratyczne monarchie oraz instytucje feudalne; w konsekwencji zatwierdzane były systemy nie mające zbyt wiele poszanowania dla ludzkiej wolności. Na demokratyczne formy rządzenia Kościół reagował alergicznie. Byłoby jednak uproszczeniem i niesprawiedliwością przeciwstawiać chrześcijaństwo i demokrację. Tradycja naszego Zakonu jest wystarczającym tego dowodem.

„Demokratyczne” tradycje w zakonie kaznodziejskim

Panuje powszechna zgodność, mająca również odbicie w znanych tekstach belgijskiego socjologa Leo Moulina czy też ostatnich badaniach nad procesem tworzenia praw w Zakonie Kaznodziejskim, że Dominikanie tworzą najbardziej demokratyczny spośród antycznych porządków istniejących w Kościele. Podczas konferencji pod hasłem „Demokracja w Średniowieczu: Zgromadzenie Braci Kaznodziejów”, Pierre Abeberry ukazał z wielką precyzją, jak niesamowicie oryginalne były demokratyczna struktura, praktyka i duch, które charakteryzują Zakon od początku, w porównaniu z pozostałymi instytucjami duchownymi. Opisuje to w ten sposób: „Dominikańska demokracja istnieje od ośmiuset lat. Wydaje się, że wywarła ona wpływ na zapisy w konstytucjach współczesnych narodów”. Leo Moulin, w swej książce La Société de demain dans l’Europe d’aujourd’hui, tak oddaje swój podziw dla demokratycznego systemu Zakonu:

Trudno byłoby nie czuć podziwu dla tego filaru konstytucyjnego prawa, jakim jest dominikański system legislacyjny. Stoimy tu w obliczu autentycznej demokracji, gdzie osoby podwładne otrzymują więcej władzy bądź więcej możliwości wyrażenia swej woli niż przełożeni. Istnieje tu ruch dwustronny: ciągły ruch w górę, od podstaw, poprzez wszystkie poziomy hierarchii, aż do szczebla najwyższego, a następnie ruch powrotny, aż do podstaw. W ten prosty sposób jesteśmy dalej od groźby systemów centralistycznych, jak również i anarchii. Wszyscy jesteśmy przekonani i nie bez powodów dumni z całkowicie demokratycznego charakteru naszych instytucji i stylu życia. Tak bardzo przekonani, że czujemy się zobligowani do zaproponowania go jako modelu dla całego Kościoła, a nawet świata.

Brat Abeberry tak podsumowuje swój artykuł, odnosząc się do instytucji kościelnych i europejskich:

Nawet w obrębie silnie scentralizowanej formy katolicyzmu, dominikańska demokracja wciąż oferuje możliwość innego modelu dla eklektycznego funkcjonowania, gdzie kładzie się nacisk na współudział i współodpowiedzialność. Kto wie? Być może staniemy się źródłem inspiracji dla Europy, która próbuje się odnaleźć.

Pytania

W praktyce wyłaniają się pytania dotyczące pracy Zakonu na dzień dzisiejszy, czy też celowości tego czy innego działania naszej instytucji. Na przykład: jak daleko można posunąć się w poszanowaniu wolności, autonomii i inności? Czy większość nie staje się niekiedy tyranem? Czy mniejszość bywa zawsze wysłuchana z odpowiednią uwagą? Czyż fundamentalna równość ludzi i praw nie prowadzi do egalitaryzmu, do zatrzymania rozwoju w stosunkach między ludźmi, jak i bezmyślności w zachowaniu? Czy współ-odpowiedzialność rzeczywiście inspiruje braterstwo i współpracę? Co powinniśmy zrobić stając w obliczu paraliżujących sytuacji, opóźnień usankcjonowanych przez instytucje bądź manipulacje grup nacisku?

Korzenie naszej instytucji w Ewangelii

Stojąc w obliczu powyższych pytań, jak również wad instytucjonalnych działań Zakonu, powinniśmy ulepszyć proces demokratyzacji poprzez powrót do ewangelicznych korzeni naszego życia codziennego. Nasze wspólnoty, i generalnie Zakon, nie są zbiorem demokratycznych społeczności, które kierują się zasadami i prawami utworzonymi dla osiągnięcia ludzkich celów: użycia bądź podbicia świata. Św. Augustyn wyznacza charakter naszych instytucji w zasadzie, której pierwsze słowa brzmią następująco: „Najpierw zamieszkacie razem w domu w jedności i będziecie jednym umysłem i jednym sercem w Bogu, pamiętając, że jest to celem, dla którego jesteśmy tu zebrani”. Dla Dominika główną cechą Vita Apostolica jest koinonia, której przykładem było zgromadzenie apostołów po Pięćdziesiątnicy, wsparte mocą Ducha Świętego (Dz 2,1–4).

Zasada św. Augustyna, Konstytucja Podstawowa, Wprowadzenie do Księgi Konstytucji oraz Zasady Kapituły Generalnej, wszystkie one razem bezustannie przypominają nam o ewangelicznych korzeniach naszych instytucji, a w szczególności naszego systemu rządzenia. Być może mamy tendencje do zapominania niektórych podstawowych prawd, które są fundamentalnymi dla egzystencji dominikańskiej, jak i rozwoju koinonii. Chciałbym podkreślić tylko trzy z nich:

Duch Święty autorem i źródłem dominikańskiej koinonii

Konstytucja jasno mówi, że zarówno w Kościele Apostolskim, jak również pomiędzy nami, zbudowana jest wspólnota, założona i wzmocniona poprzez samego Ducha Świętego (par. 3,1). Zarówno nasze codzienne życie, jak i nasza Misja, mające swe początki w profetycznej i apostolskiej tradycji, noszą znamię Ducha Świętego, którego główną charyzmą jest koinonia.

Jest dominikańską tradycją, że każde ważniejsze działanie Kapituły powinno być poprzedzone albo inwokacją bądź też mszą św. do Ducha Świętego. Praktyka ta winna być częstsza w naszych zgromadzeniach głosujących i rozstrzygających, tak byśmy nie zapomnieli o miejscu i roli, jaką pełni Duch Święty w projekcie Dominika, jak również w ciągłej wierze Zakonu. Skoro podczas Kapituły wybuchają sprzeczki, kiedy nasze konflikty gotowe są zniszczyć koinonię, dlaczego by nie przywrócić obecności Ducha Świętego w naszej społeczności? Czy też raczej na odwrót, dlaczego by nie podążyć za apostołami, którzy nigdy nie podejmowali żadnych decyzji bez pomocy i autorytetu Ducha Świętego? Nasze Kapituły mogłyby wtedy, z całą prawdą i pełną odpowiedzialnością, oznajmiać, tak jak to robiło zgromadzenie apostolskie w Jeruzalem: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my…” (Dz 15,28).

Sądzę, że jedną z podstawowych przyczyn nieprawidłowego funkcjonowania naszych instytucji można odnaleźć w „deficycie Ducha Świętego”, który charakteryzuje pewną liczbę naszych zgromadzeń; brak nam tak często niezbędnego odniesienia do obecności Ducha Świętego, który w koinonii sam może skierować nasze dyskusje i spory ku Prawdzie. Braterskie dzielenie się własnością, oraz wymiana myśli mają miejsce wtedy, gdy wezwany i godnie przywitany jest Duch Święty. Praktyczne zasady demokratycznego funkcjonowania i zarządzania muszą szukać podstaw w tej fundamentalnej prawdzie, zasadzie służenia władzy i obecności posłuszeństwa.

Koinonia jest oparta na współodpowiedzialności

Dwa wyjątki ze Starego Testamentu ilustrują tę fundamentalną prawdę o współodpowiedzialności, która to charakteryzuje koinonię; w szeroko znanym epizodzie z Księgi Liczb Bóg rozkazuje Mojżeszowi: „Zwołaj mi siedemdziesięciu mężów spośród starszych Izraela… Wezmę z ducha, który jest w tobie, i dam im, i będą razem z tobą dźwigać ciężar ludu, a ty go sam już więcej nie będziesz musiał dźwigać” (Lb 11,16–17). Współodpowiedzialność Mojżesza i siedemdziesięciu starszych, jako grupy stojącej na czele narodu, ma swoje źródło w dzieleniu się Duchem Świętym. Wszyscy komunikują się w tym samym Duchu, który początkowo dany był tylko Mojżeszowi; wszyscy uczestniczą kolegialnie w rządzeniu ludem. Epizod, w którym Eldad i Medad obdarzeni zostają tym samym Duchem, nawet mimo faktu, że pozostali oni poza obozem, prowadzi Mojżesza do wypowiedzenia tej wspaniałej modlitwy: „Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha!” (Lb 11,29).

Prośba ta powtórzona zostanie, jak echo, przez Joela w profetycznej formie: „Wyleję potem Ducha mego na wszelkie ciało, a synowie wasi i córki wasze prorokować będą, starcy wasi będą śnili, a młodzieńcy wasi będą mieli widzenia. Nawet na niewolników i niewolnice wyleję Ducha mego w owych dniach” (Jl 3,1–2).

Te dwa wyjątki ze Starego Testamentu obrazują sposób, w jaki Naród Boga jest wezwany do rządzenia sobą: w duchu współodpowiedzialności, to znaczy we wspólnocie w jednym Duchu, który jest źródłem całej siły, w uczestnictwie wszystkich w życiu i rozwoju jako całości, w zgodnym dzieleniu się obowiązkami. W Nowym Testamencie zarówno potęga kluczy danych Piotrowi (Mt 16,19), jak i działalność apostołów nie przemawiają za autokratyczną koncentracją siły jako formą rządzenia. Przeciwnie, wszystko zachęca do współodpowiedzialności występującej na każdym poziomie, bez hierarchicznej konfiskacji wspólnego Dobra Ducha, którym obdarzeni zostali młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni, ważne osobistości, jak i służba.

W Zakonie nasze prawa i działania kapituły nieustannie skłaniają nas do praktykowania tej współodpowiedzialności. Bardzo wcześnie każdy z nas odkrywa, że w świetle zasad jest zarówno podwładnym, jak i pełnowartościowym członkiem całego ciała, i że pomimo różnorodności talentów i ról stanowimy jedno ciało (por. Rz 12,1–6). Ale często, w praktyce, współodpowiedzialność nie jest właściwie rozumiana, bądź też nie jest praktykowana w odpowiedni sposób, co jest spowodowane albo brakiem chęci dzielenia się ową odpowiedzialnością ze strony osób oficjalnie do tego zobligowanych, bądź też brakiem udziału ze strony innych członków wspólnoty lub prowincjała.

Można to wytłumaczyć w dwojaki sposób: z jednej strony, nawet mimo konstytucyjnych barier mających regulować władzę, pojawia się niekiedy silna pokusa kierowania się ku pozycji autorytarnej i samodzielnemu sprawowaniu władzy w obrębie naszych instytucji. Jest zatem sprawą najwyższej wagi, by w trakcie pełnienia mandatu dokonywać uczciwego i braterskiego przeglądu formy zarządzania u przeorów naszych domów i prowincjałów, tak aby mogły zostać wprowadzone niezbędne zmiany i zasugerowane poprawki. (…)

Koinonia otwarta dla współpracy i solidarności

Pozwólmy sobie na zakończenie tych refleksji na krótkie przypomnienie tego, co jest ważnym aspektem dominikańskiej koinonii: angażuje nas ona do współpracy i solidarności.

Jeżeli spojrzymy na demokratyczną strukturę Zakonu, ryzykujemy położenie zbyt wielkiego nacisku na autonomię jednostek. Koinonia wymaga otwartości, współpracy i solidarności. Otwartości w stosunku do potrzeb najsłabszych.

Ostatecznie koinonia promuje solidarność w celu osiągnięcia jedności w sercu oraz strukturze wspólnoty: mieszanina ludzi, kultur, kontekstów, opinii, ślubów, ale zjednoczonych w braterstwie. Być może powinniśmy promować ten rodzaj solidarności w obecnych czasach, zamykając kartę przeszłości, która nie jest wolna od waśni, opozycji, rywalizacji, a czasem nawet ekskomunik między prowincjami. Nie jest wskazane, by przenosić tę przeszłość, wywołującą uprzedzenia i niszczącą solidarność, na młodsze pokolenia. Otwartość i współpraca pomiędzy prowincjami, pomijając wszelkie historyczne i jurysdykcyjne granice, powinny być promowane ze wszystkich sił, zaczynając od okresu kanonicznego nowicjatu. (…)

tłum. Jacek Karczewski

Demokracja czy „koinokracja”?
Sidbé Semporé OP

dominikanin z Burkina Faso, teolog, badacz życia religijnego w Afryce i afrykańskich kościołów chrześcijańskich. Autor wielu artykułów, które ukazały się w europejskich i afrykańskich publikacjach....