Myśli i modli się za nas

Myśli i modli się za nas

Nadciąga jesień. Początek roku akademickiego. Dla mnie oznacza to kilkanaście wizyt na wyższych uczelniach podczas uroczystych inauguracji oraz codzienne msze święte, tzw. „siódemki”, w naszej kaplicy akademickiej. Kilka minut przed mszą jest jutrznia, a po mszy wspólne śniadanie dla tych, którzy mogą jeszcze przez chwilę pozostać. Te poranne msze święte są jak testament. Ich niepowtarzalny urok i koloryt zawdzięczamy wczesnej porze dnia, kolejnym porom roku oraz dziewczętom i chłopakom, którzy w nich uczestniczą. Kiedyś może i ja byłem ich ozdobą, kiedy z lekkością wbiegałem do tej kaplicy na pierwsze piętro. Dzisiaj, kiedy drapię się po schodach, niosę ze sobą bagaż doświadczeń. Ta poranna msza święta zbiera nas i wychowuje. Stała się naszym podstawowym rytmem i oddechem. Choćbyśmy nawet nic nie robili, to codziennie odprawiając tę mszę świętą, podajemy studentom Chrystusa. I to jest wielki skarb i wielka odpowiedzialność. Wspaniałe dziedzictwo minionych czasów.

W 1935 roku ówczesny prymas Polski kardynał August Hlond ponownie zaprosił do Poznania dominikanów i powierzył im duszpasterstwo akademickie. Przystąpili do budowy klasztoru. Już mieli rozpocząć budowę kościoła akademickiego, kiedy wybuchła wojna.

Budynki klasztorne przejęli Niemcy na policyjne urzędy. W 1945 roku tuż za frontem przybył do Poznania ojciec Stanisław Dobecki, który odzyskał klasztor dla dominikanów, i wraz z ojcem Bernardem Przybylskim przystąpili do organizacji duszpasterstwa akademickiego. Ojciec Bernard duszpasterstwem zajmował się jeszcze przed wybuchem wojny. Jego zadaniem było wtedy – jak sam o tym wspominał – intelektualne kształcenie elit. Prymas Hlond żywo interesował się pracą duszpasterstwa akademickiego, widząc w młodej inteligencji katolickiej wielką szansę polskiego Kościoła.

Pierwsza powojenna młodzież akademicka to nie byli zwykli studenci. Wielu z nich było bardzo biednych, wynędzniałych i chorych po wysiedleńczej tułaczce, po trudach konspiracyjnej pracy i partyzantce, po więzieniach, po Powstaniu Warszawskim. Pochodzili z różnych stron Polski i najczęściej nie mieli rodziny, w której mogliby szukać oparcia. Potrzebowali natychmiastowej pomocy. Toteż od wiosny 1945 roku dominikańskie duszpasterstwo akademickie starało się pomagać w zdobywaniu kwater, dożywianiu oraz indywidualnym duszpasterzowaniu. Dzięki wybitnym duszpasterzom, takim jak ojciec Bernard Przybylski, Stanisław Dobecki, Marcin Chrostowski, Joachim Badeni, Władysław Paździor, Tomasz Pawłowski, Konrad Hejmo, Honoriusz Kowalczyk, Jan Spież czy Tomasz Alexiewicz, duszpasterstwo akademickie organizowało działalność, która była wcieleniem przykazań ewangelii. Ludzie z tamtych lat związali się ze sobą trwałymi więzami, byli dla siebie i dla Boga. To oni byli w ciemnych stalinowskich latach solą naszej ziemi i światłością naszego świata.

Zmieniały się czasy i zmieniali się ludzie. Ojca Stanisława Dobeckiego komuniści wyrzucili z Poznania za nadgorliwość. Czasy były trudne. Dominikanie budowali wtedy akademicki kościół w Poznaniu. Przeor chciał mieć w klasztorze spokój, toteż ojca Stanisława za bardzo nie bronił.

Po kilkuletniej przerwie duszpasterstwem zajęli się inni. Epokę znaczyły nazwiska Joachima Badeniego i Tomasza Pawłowskiego, Konrada Hejmo i Marcina Babraja. Zapisał się w niej też ojciec Honoriusz Kowalczyk, który zginął w tragicznym wypadku, najprawdopodobniej sprowokowanym. Potem nastał mój czas.

Siłą duszpasterzy dominikańskich było to, że nigdy nie byli sami. Cały klasztor stawał za nimi. Można z czystym sumieniem powiedzieć, że duszpasterzami akademickimi byli wszyscy ojcowie mieszkający w tym klasztorze.

Od samego początku istotą dominikańskiego duszpasterstwa było codzienna msza święta o siódmej rano, a po niej spotkanie na śniadaniu ofiarowanym przez klasztor. Niezwykle bogata tkanka działań integrowała środowisko. Rekolekcje, wyprawy rowerowe, obozy wędrowne, pielgrzymki, spotkania z twórcami do dziś imponują rozmachem. Intensywna działalność na miejscu, liturgia, roraty, procesje Bożego Ciała, chór akademicki, kursy i wykłady… Duszpasterstwo wysłało w świat któreś już pokolenie.

W 1987 roku dominikańskie duszpasterstwo akademickie w Poznaniu obchodziło swoje pięćdziesięciolecie. Piszemy dzisiaj dominikańskie. Ale kiedyś innego nie było. Powoli zbliża się jubileusz siedemdziesięciolecia. Szmat czasu. Ogrom działań, spotkań i przeżyć. Jednak nic nie odda ogromu codziennej modlitwy i spotkań z Chrystusem w kaplicy akademickiej na pierwszym piętrze.

Kiedy dzisiaj rano szedłem po schodach do kaplicy na mszę świętą, nikogo jeszcze na dole w kościele nie było. Z daleka usłyszałem poruszające się dziewczyny zapalające światełka wskazujące w ciemnościach drogę i przygotowujące kaplicę. Zimno. W klasztorze jeszcze nie palą. Spoglądając na te światełka, szybko zapomniałem o zimnie. Myślałem natomiast o tym, że zawsze staraliśmy się być ze studentami i żywo reagować na wszelkie przemiany. Duszpasterstwo jest przecież dla ludzi. Może dzisiaj nie będę się chwalił dokonaniami duszpasterskiego holdingu: Hermanice, Jamna, Lednica. Powoli przymierzamy się do jubileuszu. Przyuczałem młodych do rzeczywistości, a nie do ideologii, do życia, a nie do zabawy. Uczyłem odpowiedzialności może nie za świat i Polskę, ale za siebie i porządek wokół siebie. Uczyłem wypowiadania się w swoim własnym imieniu i brania odpowiedzialności za siebie i najbliższych. Ostatecznie starałem się nauczyć odpowiedzialności za obecność Boga we własnym sercu bardziej niż w narodzie i społeczeństwie. Samodzielność w myśleniu, wyzwolenie całego potencjału umysłowego i duchowego, pełny rozwój, czyli formacja całego człowieka stały się moim programem. I wiem, że jeśli wygram ten program w stosunku do kilku, kilkunastu, kilkuset osób w proporcji do kilku, kilkunastu kilkuset tysięcy wyprodukowanych seryjnie wyuczonych czy nawet wykształconych, to już będzie wielkie osiągnięcie z punktu widzenia naszej, chrześcijańskiej, ewangelicznej wizji świata i człowieka. Przyszłość bowiem należeć będzie do tych, którzy zdołają przekazać przyszłemu pokoleniu motywy życia i nadziei. Myślałem o tym wszystkim, idąc powoli po schodach do naszej kaplicy akademickiej, oraz o tym, że ta msza święta była zawsze mądrzejsza niż my, duszpasterze akademiccy, bo myślała za nas i modliła się za nas i z nami, nawet wtedy, kiedy nam tego brakowało.

Myśli i modli się za nas
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...