Starzeć się pięknie

Starzeć się pięknie

Starość jest przygodą jak cała reszta życia. Nie wiekiem przygody, lecz przygodą wieku. Przygoda to nie tylko przemierzanie świata, lecz również droga prowadząca, bez względu na wiek, do odkrycia piękna natury, odkrycia innych, odkrycia siebie, odkrycia Boga.

Przez długi czas myślałem, że wciąż jestem młody: poruszałem się sprawnie, mimo przejścia dwóch operacji nie odczuwałem dolegliwości; jako dziennikarz nadal pisałem artykuły i w końcu mogłem zrealizować długo powstrzymywane pragnienie publikowania książek; myślałem jedynie o przyszłości i nigdy nie oglądałem się za siebie; uczestniczyłem wraz z czytelnikami i różnymi grupami w licznych dniach skupienia i spotkaniach modlitewnych. Emerytura nie tylko nie zaburzyła rytmu mojego życia, ale go przyspieszyła. Aż pewnego dnia…

Pewnego dnia podczas zebrania rady administracyjnej, do której od dawna należałem, musiano wyznaczyć członka tej rady, by przez dziesięć minut sprawował zastępstwo — czas potrzebny do wybrania nowego przewodniczącego. „Proponuję — powiedział ustępujący przewodniczący — żeby poprosić o tę przysługę najstarszego wiekiem”. I zobaczyłem, że wszystkie oczy zwracają się w moją stronę.

W pierwszej chwili bardzo mnie bawiła ta efemeryczna władza. Sprawowałem ją z zapałem i byłem w dobrym humorze. Jednak coś we mnie pękło. Nagle zdałem sobie sprawę ze swojego wieku. To był pierwszy sygnał — bo nie zawsze czujemy, że nadchodzi starość. I nagle — oto ona w całej swej okazałości. Nic się nie zmieniło: już od dawna nadchodziła, jednak zmieniło się wszystko: wiedziałem, że nadeszła, ponieważ inni to potwierdzali.

„Jest pan emerytem!”

Mniej więcej w tym samym czasie zostałem zaproszony na spotkanie z około trzydzieściorgiem uczniów z pierwszej klasy liceum w rejonie Paryża. Oczywiście nie pierwszy raz zdarzyło mi się mówić o prasie lub telewizji czy o modlitwie. Na ogół słuchacze mnie nie znali i musiałem się sam przedstawiać. Robiłem to, wychodząc od pytań: — Czym, waszym zdaniem, się zajmuję — jaki mam zawód? Po co tu przyszedłem?

W ten sposób próbowałem wyczuć, czego słuchacze się spodziewali po mojej obecności — jeśli się czegoś spodziewali! Albo odkryć, co ich interesuje. Albo dowiedzieć się, jakie wrażenie wywołuję na tych młodych ludziach. Wielokrotnie w różnych liceach postępowałem w ten sposób. Odpowiedzi były różne: Profesor? (czasami). Podróżnik, który przyszedł mówić o Trzecim Świecie albo o Ameryce Łacińskiej? (znacznie rzadziej). Polityk? (nigdy). Dziennikarz? (patrzcie, patrzcie)… Tego dnia po chwili pełnej zakłopotania ciszy jeden z uczniów wykrzyknął: „Jest pan emerytem!”.

Drugi sygnał. Rozwiane wątpliwości. Inni zauważają, że są starzy, gdy podczas uroczystych kolacji regularnie sadza się ich po prawej stronie gospodyni lub gdy w metrze ktoś ustępuje im grzecznie miejsca. Lub obchodząc urodziny. Lub czytając nekrologi w gazetach.

Jak na początku jednej ze swych książek stwierdza powieściopisarz Hektor Bianciotti: „Pewnego dnia zdajemy sobie sprawę, że dosięgnął nas wiek” 1.

W jakim wieku jest się starym?

Zacząłem się więc zastanawiać nad wiekiem. Cisnęły się pytania: W jakim wieku jest się starym? Co cechuje starość? Zacząłem czytać i czytać, ponieważ jest wiele książek i artykułów w prasie na ten temat. Zacząłem oglądać programy telewizyjne poświęcone „schyłkowi” życia albo „zaćmieniu” pamięci i umysłu — nic, tylko zmierzch i zaćmienie! Naprawdę, można się załamać…

Niekiedy, przeciwnie, pocieszano nas pochwałami (wieku, emerytury) lub praktycznymi radami dotyczącymi sposobu usuwania zmarszczek.

Zwróciły moją uwagę dwie rzeczy.

Z jednej strony fakt, że w miarę upływu lat ludzie starzy zajmują i będą zajmować coraz więcej miejsca w społeczeństwie. Jak napisał kiedyś Guy Gilbert: „Starsi to przyszłość”. Realistyczna wizja, której konsekwencje finansowe, społeczne i kulturalne są nieogarnione. Powrócę do tego.

Drugą poważniejszą rzeczą był fakt, że nie jesteśmy gotowi stawić czoła temu wzrostowi (który wcale nie jest jedynie negatywnym zjawiskiem). Nie ośmielam się mówić o „Nowym wieku”, ponieważ to zaczynające być w modzie określenie obejmuje wszelkie mocno dyskusyjne teorie. Chodzi jednak właśnie o nową sytuację, wyjątkową okazję, by nauczyć się starzeć. Jak stwierdził Matisse, który wiedział, o czym mówi, „nie możemy zapobiec starzeniu się, lecz możemy zapobiec staniu się starymi”.

Zbyt często sprowadzamy starość do wieku naszych tętnic, do spowolnienia naszych ruchów, do postępującego w błyskawicznym tempie uwiądu. Starość jest innym wiekiem, który jak każdy wiek ma swoje blaski i cienie, słabe i mocne strony. To chwila obecna — zawsze.

Wieczór ukazuje, jaki był dzień

Życie nie jest „długą, spokojną rzeką”, która płynie z gór do morza — i gubi się w nim. Starzenie się to długie lata terminowania, a nawet nowa przygoda. Przygoda głównie duchowa. Nie ciężar, lecz dar. Nie utrata, lecz szansa. Nie czas niepowodzenia, lecz łaski. Trzeba się więc do niej przygotować, ponieważ w pewnym stopniu jest prawdą, że mamy taką starość, na jaką zasłużyliśmy. Starość jest dziedzictwem naszej młodości. Wieczór ukazuje, jaki był dzień — powiedział Erazm. Właśnie dlatego zwracam się nie tylko do osób starszych, ale do wszystkich. Starzenie się zaczyna się bardzo wcześnie.

Ostatecznie problemem, który trzeba rozwiązać, jest przeciwieństwo tego, o czym się myśli, gdy mówi się o „pozostaniu młodym”. To błąd! I obłęd! Nie można powstrzymać starzenia się: to nie wstyd! Przeciwnie, można wraz z upływem lat „stać się młodym”. Nie jest to już więc kwestia kalendarza, lecz kwestia witalności, kreatywności, pragnienia. Picasso, wciąż jeszcze będąc malarzem, powiedział pod koniec życia: „Potrzeba czasu, by stać się młodym”.

By wyjaśnić ten paradoks, odwołam się do wypowiedzi historyka Micheleta: „Trzeba posunąć się w latach, by osiągnąć młodość, by ją wyzwolić z pęt, by żyć zgodnie ze swym początkowym rozmachem”. Filozof Michel Serres dodaje: „Starzenie się jest przeciwieństwem tego, co się o nim sądzi. W chwili, gdy jeszcze nie dokonaliśmy wyboru, jesteśmy przytłoczeni ciężarem tradycji i nauczanych prawd. Będąc młodzi, jesteśmy starzy. Wierzymy w rozpowszechnione opinie, w to, co powtarza ulica. Niesiemy bagaż rodziny, tradycji, grupy, społeczeństwa. Jeśli o mnie chodzi, posuwania się w latach doświadczyłem jako uwalniania się od wszystkich tych ciężarów. Starzeć się to odrzucić przesądy, to być lżejszym. W pewien sposób jest się starszym, gdy jest się młodym, i młodszym, gdy jest się starym. Z upływem lat stopniowo doświadczamy ulgi” 2. Ten sposób widzenia zmienia wszystko.

Zniszczenia? Katastrofa?

Doświadczenie czasu jest doświadczeniem strasznym, to prawda, najstraszniejszym ze wszystkich doświadczeń, ponieważ jest nieuniknione, nie da się nad nim zapanować. Każdy usiłuje zmniejszyć ciężar starości lub ją ukryć, lecz nie ma rady — można ją jedynie inaczej postrzegać: jako przyjaciółkę raczej niż wroga. Jako łaskę raczej niż niełaskę. Jako bogactwo raczej niż ubóstwo.

Starość nie jest stanem, terytorium. Jest przejściem, ruchem, przeobrażaniem, stawaniem się. Nie jest archetypem: każdy ma swoją starość, dziedzictwo całego życia, starość, na jaką zasłużył. To nie blok skalny, który tarasuje szlak, lecz droga ciągle otwarta. Nie rzeka na zawsze wyschnięta, lecz nadal orzeźwiające źródło. Jesteśmy żywi, dopóki nie umarliśmy!

Fazy życia się nakładają

W istocie, czas nie jest jedynie sumą lat, które przechodzą w kalendarzu. Do czasu kalendarzowego dochodzi wiek biologiczny (wiek naszych komórek, naszych tętnic, stan naszego zdrowia), wiek psychologiczny (nasza świadomość, nasze uczucia), wiek społeczny (role, które odgrywamy 3).

W istocie czas nie ma wieku albo raczej fazy życia się nakładają. Każda chwila jest nowa, złożona zarazem z rzeczy przygniatających i porywających. Starzejemy się za każdym razem, gdy zamykamy się w sobie, za każdym razem, gdy liczymy swe kroki, za każdym razem, gdy spoglądamy w przeszłość. Staję się młodszy za każdym razem, gdy patrzę w przyszłość, bliższą lub dalszą, za każdym razem, gdy wysłuchuję, zanim osądzę, za każdym razem, gdy umiem zmienić zdanie, za każdym razem, gdy troszczę się o innych, za każdym razem, gdy się cieszę z nowego spotkania, za każdym razem, gdy się zachwycam, za każdym razem, gdy kocham.

Starość nie jest początkiem końca. Jest nowym etapem. Zbyt często przedstawia się ją jako ograniczenie. Starzeć się to być mniej produktywnym, mniej sprawnym, mniej szybkim itd. „Według tej koncepcji człowiek stary jest w istocie jedynie umniejszonym młodym człowiekiem” 4.

Nie żyje się mniej, żyje się inaczej.

Wojna mitów

Dominującym stereotypem ostatnich lat jest stereotyp młodości. Oczywiście nie jesteśmy w stanie go przecenić. Czas kształcenia się, terminowania, często ryzyka, dynamizmu, pasji. „Młodzi to przyszłość”. Przystosowują się do ewolucji świata, w którym wszystko toczy się coraz szybciej, idzie coraz dalej: świata informatyki, świata odkryć biologicznych, świata nowych energii, świata przygody (która zresztą nie datuje się od dziś).

Jeśli taka jest młodość, starość więc — myślimy — to jej przeciwieństwo: szarość, wycofanie, komfort, stabilizacja, zgrzybiałość. Fotel! Słowem, przeszłość. Osoby starsze nie są nawet zdolne, by podnosić swe kwalifikacje. Jeśli uznaje się, że mają pewne doświadczenie, to z wyższością, ponieważ dziś doświadczenie to w mniejszym stopniu znajomość przeszłości, jak było dawniej, a bardziej zdolność przewidywania przyszłości i dostosowania się do niej.

Stereotyp młodości rodzi, przez opozycję, stereotyp starości. Pewien amerykański specjalista od tego, co nazywa się tam aging (nabierać wieku, starzeć się), w następujący sposób opisuje rozwój gerontofobii:

Młodość jest czymś dobrym, dlatego starość może być jedynie czymś złym.

Młodzi mają wszystko, dlatego starzy mogą jedynie być wszystkiego pozbawieni.

Młodość jest twórcza i dynamiczna, dlatego starość może być tylko smutna i sztywna.

Młodzi są piękni, dlatego starzy mogą być tylko odrażający.

Młodość jest pełna zapału, dlatego starość może być tylko obojętna na wszystko.

Dzieci są naszą przyszłością, dlatego osoby starsze mogą być tylko naszą przeszłością.

Stąd lista stereotypów starości:

  1. Ludzie mający ponad sześćdziesiąt pięć lat są starzy (czyli: jak arbitralnie wybrana liczba staje się rzeczywistością).
  2. Większość osób starszych jest chora (co jest nieprawdą).
  3. Umysł osób starszych jest mniej błyskotliwy niż osób młodszych (otóż umysł osób starszych jest równie aktywny jak umysł młodszych).
  4. Osoby starsze są nieproduktywne (na mocy jakich kryteriów?).
  5. Osoby starsze nie są ani atrakcyjne, ani seksowne (opinia, której przeczą najnowsze badania).
  6. Wszystkie osoby starsze praktycznie są do siebie podobne (a przecież ileż różnic w ich postawach: wobec śmierci, wobec innych 5).

Już Romano Guardini uważał, że „fakt, iż mylimy pełnię życia z młodością, jest jednym z najbardziej niepokojących zjawisk naszej epoki” 6. Faktycznie, takie wyobrażenie zostało całkowicie zdezaktualizowane przez obecny rozwój. To prawda, że „starzy” stanowią grupę społeczną odrębną od grupy młodych, lecz coraz mniej w sensie negatywnym. Po prostu wnoszą oni inne proste wartości, zwłaszcza gdy nie spychamy ich w samotność i pogardę.

Starość nie jest chorobą

Tak jak należy odróżnić wiek od liczby przeżytych lat, tak też trzeba go oddzielić od choroby. Zbyt często łączy się jedno z drugim. Prawdą jest, że choroba często towarzyszy starości, że prowadzi do słabości (istnieje nawet kilka chorób właściwych podeszłemu wiekowi, jak choroba Alzheimera), lecz w rzeczywistości między jednym i drugim nie ma istotnego związku.

Trudno zrozumieć, dlaczego starość i choroba często zostają połączone w statystykach. Jak gdyby choroba nie dotykała też — i często ciężko — młodych i dorosłych! Zachorować można w każdym wieku. Istnieją nawet choroby, na które łatwiej zapaść na początku niż pod koniec życia. Słowem, starość nie jest chorobą: jest normalnym etapem życia. I w związku z tym wymaga nie tylko terapii medycznej, lecz również duchowej.

Uwaga jeszcze bardziej oczywista, gdy myślimy o śmierci. Ją również należy oddzielić od wieku. To trudne, gdy uważamy, że starość istotnie jest „przedsionkiem śmierci”. Nie umiera się jednak jedynie z powodu starości lub chorób, można umrzeć młodo w wypadku. „W oczach wszystkich obraz starości mąci fakt — pisze Gilbert Cesbron — że prowadzi ona do śmierci… Śmierć zakaża starość”, ponieważ czyni się z niej postrach. Coś budzącego lęk. Nakaz zatrzymania się. Tymczasem jest aktem narodzin, „nie nieprzyjacielem, lecz emisariuszem przybywającym do nas z obcego królestwa, którego moc wcześniej lub później nas pokona” 7.

Być i wyglądać

Jeśli starzenie się jest czymś naturalnym, jeśli jest to nowy etap, po co próbować je ukryć? Tym lepiej, jeśli „nie wyglądamy na swój wiek”. Lecz cóż to zmienia? „Zakaz starzenia się” — brzmi tytuł w gazecie. Łatwo powiedzieć! Widząc, że starzenie się opóźnia, sądzimy, iż pewnego dnia będzie można żyć tak długo jak Matuzalem (zakładając, że nie pomnożono przez dziesięć liczby jego lat), a nawet zostać „wiecznie młodym” — marzenie ludzkości.

Z braku tej nadziei z zapałem staramy się zmienić powierzchowność. Zamienić stan faktyczny we własne wyobrażenie siebie — za pomocą kremów „opóźniających efekty starzenia się”, liftingów, chirurgii estetycznej, przeszczepów jąder, świeżych komórek, serum, botoksu i wszelkiego rodzaju hormonów.

Tym, co trzeba zmienić, jest nie wygląd, lecz serce. Nie ma na to żadnych sztuczek ani gotowych recept. To sprawa długiego procesu uczenia się, który zaczyna się bardzo wcześnie — procesu uczenia się sztuki życia. Starzenia się uczy, jak uczy się chodzić, mówić dzień dobry, pomagać innym, modlić się. Gdzie jednak można się nauczyć dobrze się starzeć? Kto się tym martwi zawczasu? Gdy jest się młodym, starość wydaje się tak odległa. Tymczasem już się zaczęła.

Starość jest przygodą jak cała reszta życia. Nie wiekiem przygody, lecz przygodą wieku. Przygoda to nie tylko przemierzanie świata, lecz również droga prowadząca, bez względu na wiek, do odkrycia piękna natury, odkrycia innych, odkrycia siebie, odkrycia Boga.

Starość jest etapem, jedną ze zmian w życiu, transformacją.

Istnieje bowiem „inny sposób przynoszenia korzyści niż wydajność w pracy, inne źródła skuteczności niż działanie, inny sposób przynoszenia owoców niż prokreacja, inne radości niż te, które są właściwe młodości. Ta zdolność do bezinteresowności, zachowania pogody ducha rodzi nowe wartości w obliczu śmierci” 8.

Najpiękniejszy wiek to ten, w którym się jest

Koniec końców tym, co sprawia, że się starzejemy, jest błędna koncepcja czasu.

Mówi się o nadgryzieniu zębem czasu (jak gdyby był drapieżnikiem), o tym, że czas ucieka (jak gdyby był złodziejem). Czas jawi się jako nasz najgorszy wróg: skarb, owszem, lecz który wyczerpuje się nieubłaganie. W miarę, jak się starzejemy, odnosimy wrażenie, że przyspiesza jak piasek dochodzący do dna klepsydry.

Jednak czym bylibyśmy bez czasu? Jest nietrwały, lecz niezastąpiony. Jest naszym jedynym prawdziwym bogactwem. „Nicią, na którą nanizuje się szlachetne kamienie” 9.

Nić życia jest tylko jedna. I na tej nici wszystkie kamienie są cenne, nie tylko lata naszej młodości lub wieku dojrzałego, lecz w równym stopniu lata naszej starości.

Bez czasu nie ma nic ważnego, nic głębokiego. Ani przyjaźni, ani wierności. Niestety, przyzwyczailiśmy się dokładnie programować czas. Do tego stopnia, że zegarek jest dziś na całym świecie najczęściej sprzedawanym przedmiotem: pięćset milionów każdego roku. Czas mierzy się w sekundach, czasem nawet w dziesiątkach lub setnych sekundy (na przykład na wyścigach samochodowych).

Czas oszczędzony? Czas stracony?

Sądzimy niekiedy, że oszczędziliśmy czas, a w rzeczywistości go straciliśmy. I na odwrót. Pewnego dnia zgłosił się do mnie młody kandydat na dziennikarza: poświęciłem mu godzinę, zrzędząc w głębi ducha: Po co mi to? Nie mam czasu! Czy mój artykuł będzie gotowy „na czas”? Był, ale ten młodzieniec został zatrudniony w wielkim dzienniku, gdzie wyrobił sobie nazwisko. Podszedł do mnie kiedyś podczas zebrania. Nawet go nie rozpoznałem. Powiedział: „Zawsze, gdy przychodzi do mnie jakiś młody człowiek, przypominam sobie, jak poświęcił mi pan swój czas, i ja z kolei nie szczędzę mu czasu…”.

Trzeba dać czasowi czas — jak mówi hiszpańskie przysłowie często powtarzane w ostatnich latach przez sławnych ludzi.

To, co pilne, niekoniecznie jest najważniejsze. Często, niestety, mylimy te dwie rzeczy.

„Za moich czasów”

Gdy się starzejemy, wielką pokusą jest nie tylko odmierzanie swojego czasu, lecz również odnoszenie wszystkiego do przeszłości. „Za moich czasów” jest najczęstszym powiedzeniem, gdy posuwamy się w latach. Nie tylko opowiadamy w ten sposób swoją przeszłość, lecz żyjemy w przeszłości. „To były dobre czasy”.

Czyżby! Tak czy owak przeszłość należy do przeszłości. Jeśli chodzi o przyszłość, jeszcze nie nadeszła. Sekret tego, by się dobrze starzeć — albo jeszcze lepiej, by stać się młodym — polega na tym, by żyć teraźniejszością. „Żyć, jakbym zawsze miał czas przed sobą — powiedział Theilhard de Chardin — to znaczy, jakbym miał pozostać nietknięty” 10. Bezpieczny od wszelkiego zagrożenia zdrowia i życia.

Wszystko zaczyna się w każdej chwili.

To pozwala Paulowi Claudelowi oświadczyć: „Również jesień jest czymś, co się zaczyna”.

A dzień dzisiejszy jest pierwszym dniem końca mojego życia.

Wychodząc od tego, lepiej odkrywamy wszystkie pozytywne strony starzenia się.

Czas tracenia czasu

Oto wreszcie nadszedł czas, by żyć (nie mówię — by korzystać z życia w nieco wulgarnym znaczeniu tego słowa). Czas słuchania. Czas bycia dostępnym, co jest coraz rzadsze w naszym zbyt zajętym życiu. Również czas tworzenia. Czas dawania swojego czasu. Innym. Bogu.

Czas bezinteresowności

„Nasza cywilizacja — powiedział Jacques de Bourbon–Busset — jest cywilizacją korzyści, dobrze obliczonego interesu, odpłacania pięknym za nadobne… Dawać za nic to szczyt głupoty, to być może również szczyt prawdziwej mądrości, takiej, która przedkłada być nad mieć… Poza tym bezinteresowność jest zaraźliwa… Za to, co daje, nie żąda niczego w zamian i ponieważ nie kalkuluje, zbliża się, nie chcąc i nie wiedząc o tym, do absolutu” 11.

Ta bezinteresowność jest jedną z szans starości. Jednym z przejawów jej wielkości. „Znajdźcie czas, by się spotkać, mając w oku raczej źdźbło niż pył… Znajdźcie czas, by dzielić się waszym źródłem nadziei bardziej niż przyrządami do liczenia… Znajdźcie czas raczej na głoszenie niż oskarżanie… Znajdźcie czas, by słuchać jak w muszli ogromnego oceanu biednych z Trzeciego Świata”. To kilka rad, których kardynał Etchegaray udzielił uczestnikom kongresu poświęconego poszanowaniu natury (Bazylea 1989). Znajdują zastosowanie w wielu innych okolicznościach i podczas wielu innych zmagań.

Czas zachwytu

To właściwe młodości — myślimy. Być może, pod warunkiem, że się zbytnio nie spieszy. Istnieje wielkie ryzyko, że przejdziemy obok tych wszystkich okazji do zachwytu — zwłaszcza wobec natury: „Jesień życia to moment, by się zatrzymać, żeby zobaczyć wszystkie barwy, rozkoszować się wszystkimi zapachami, całym bogactwem natury i życia, a jeśli do tej pory żyliśmy trochę jakby martwi — żeby przygotować się, by chociaż umrzeć jako żywi” 12.

Zwracać uwagę na rzeczy i istoty żywe; na dzieła sztuki, na literaturę. Pozwolić się zadziwić: „Początek starości przypada dokładnie w dniu, w którym nie mamy już ochoty być radośnie zdziwieni” 13. I „Bóg jest wtedy, gdy się zachwycamy” — powiedział Maurice Zundel.

To również czas kontemplacji, bez której działanie staje się nerwową krzątaniną. I czas milczenia, bez którego słowa tracą cały oddźwięk i wagę.

Czas ogołocenia

Tu również jest wiele osób, które mógłbym wezwać na świadka. Pierwszą z nich jest Jan Paweł II, który napisał: „Starzenie się jest uprzywilejowanym czasem ogołocenia”. To nie moment na przywiązywanie się do szczegółów, na pielęgnowanie urazów, małostkowości, na krytykowanie, lamenty, boleści. To czas przebaczenia.

Trzeba też umieć oswoić czas. Nie drwiąc z niego. Nie ścigając się z nim. Trzeba żyć z czasem, jak gdyby był kimś, kogo szanujemy i kogo lubimy. Trzeba podążać z nim dzień po dniu. Nie przynaglając go. Pogodnie.

Czas przejrzystości

To inny sposób postrzegania czasu ogołocenia. „Przejrzystość” jest modnym słowem, zwłaszcza jeśli chodzi o pieniądze czy politykę. Jednak jeszcze lepiej odnosi się do życia duchowego.

Starzejąc się, możemy stać się bryłą granitu. Twardą. Nieczułą. Niezmienną. Nie zmieniamy już poglądów, nie poznajemy już nowych przyjaciół, nie zmieniamy już upodobań. A przecież „doświadczenie czasu” rozwiewa tyle iluzji. Sprawia, że możliwe, jeśli nie łatwe, są gesty wolności. Niektórzy z otoczenia dziwią się temu. Osobiście mam słabość do niegodziwych starszych pań.

To chwila, gdy zarysowuje się niebezpieczeństwo zależności, lecz również moment, gdy można okazać niezależność. Niezależność ducha, niezależność sądu, niezależność uczuć. Bryła granitu staje się wówczas kryształem. Zarazem twardym i kruchym. Być przejrzysty to pozwolić komuś objawić się w głębi siebie. Komuś ważniejszemu niż my. To stanowić jedno z jego prawdą, stanowić jedno z Prawdą. „Dobrze się starzeć — pisał Gilbert Cesbron — to sprawa przejrzystości” 14.

Czas czułości

Moim głównym świadkiem jest tutaj Stan Rougier: „Jesteśmy w wieku naszej czułości. Stopień naszego zużycia to nic innego niż miłość, której nie ofiarowaliśmy”. Czas miłości z jej burzami, z jej wyłącznością, z jej całkowitym zaangażowaniem minął. Jeśli chcecie wiedzieć, czym jest czułość, spójrzcie na babcię i wnuki. Albo odwrotnie.

Czułość nie jest tym, co pozostaje z miłości, jest czymś głębszym, delikatniejszym, bardziej osobistym. Lecz nie mniej silnym. Mogę „kochać” swój kraj, pracę, książkę, wiersz. Ta miłość wyraża się czasownikiem, który się odmienia. Nie istnieje czasownik dla nazwania czułości, jedynie rzeczownik pełen zawstydzenia. Czułością można obdarzać jedynie osoby (w ostateczności zwierzęta, a więc istoty żywe). Czułość nie żąda nic dla siebie. Nie obchodzi się po grubiańsku. Mówi się, że Bóg jest miłością: bez wątpienia, lecz mam ochotę powiedzieć, że jest On również czułością. I miłosierdziem.

Gilbert Cesbron bardzo pięknie to ujął: „Żyć od czułości do czułości i od chwili do chwili jak oddycha pływak” 15.

Czas modlitwy

Modlitwa jest porywem czułości. Czułości wobec wszystkich, z którymi się modlimy (Maryja, święci, lud Boży), wszystkich, za których się modlimy (nasze intencje), a przede wszystkim wobec Tego, do którego się modlimy, Ojca, Syna i Ducha Świętego. Modlitwa jest szczególnym powołaniem osób starszych, ponieważ mają czas. „Cywilizacja, w której już się nie modli, jest cywilizacją, w której starość nie ma już sensu — pisze Olivier Clement. — I jest to przerażające. Przede wszystkim potrzebujemy starców, którzy się modlą, ponieważ starość jest dana właśnie po to”.

I nie tylko, by wzmocnić swą modlitwę, lecz by ją odmłodzić. Jeśli starzejąc się, mamy „stać się młodzi”, dotyczy to zwłaszcza dziedziny modlitwy. Odmłodzić naszą modlitwę, by odmłodzić nasze serce. Odmładzać ją w miarę, jak się starzejemy, w przeciwnym razie grozi nam, że postarzeje się z nami, a my z nią.

Zaproponowałem kiedyś ten temat do refleksji na spotkanie modlitewne z członkami Vie Montante 16. Niektórzy zareagowali ostro: „Modlitwa nie ma wieku” albo: „Odmawiam różaniec, to zawsze to samo” lub też „Po co zmieniać modlitwę? Nie jest już dobra?”.

Tak naprawdę nie chodzi o zmianę istoty modlitwy ani o zmianę wielkich uświęconych modlitw. Chodzi jedynie o to, by wiedzieć, czy zbytnio nie osłuchaliśmy się z formułami, które powtarzamy w sposób mechaniczny. Odmłodzić swą modlitwę to nie pozwolić jej się postarzeć, nie pozwolić jej zgnuśnieć, nie pozwolić jej zesztywnieć. Zatem uczynić ją bardziej uniwersalną, bliższą codziennym słowom, by więcej było w niej uwielbienia i podziękowań za otrzymane łaski. A zwłaszcza nie tyle ją odnowić, jak kładzie się nową farbę na starą, ile sprawić, że będzie tryskać w naszym sercu, całkowicie nowa, jak gdyby nigdy dotąd nie istniała. Nie tylko odkryć ją na nowo, lecz po prostu ją odkryć. Jest ona jak źródło, o którego istnieniu nie wiemy.

Modlić się to także zacząć słuchać Boga. Grozi nam, że staniemy się głusi, nie tylko w dosłownym tego słowa znaczeniu. Grozi nam, że staniemy się gadatliwi, to znaczy, że nie będziemy słuchać innych ani Boga, chociaż mamy na to czas. Grozi nam, że pomylimy odmawianie modlitw (nawet rozlicznych) z modlitwą, która jest sposobem życia, a nie jedną z wielu czynności. I że zapomnimy, iż nie ma modlitwy tam, gdzie nie ma milczenia.

Milczenie jest podstawą modlitwy. Jaką wagę mogą mieć nasze słowa, jeśli nie wydobywają się z ciszy? Nasze modlitwy są jak wyspy na morzu. Nie byłoby wysp, gdyby nie było morza. Morza milczenia. Mówi się czasami, że starość jest czasem milczenia. Tak, lecz jakiego milczenia? Tego, które się znosi, najczęstszego w tym wieku, czy tego, które się pielęgnuje w sobie, zrodzonego z uwagi skierowanej na Boga (jak i na innych ludzi), jedynego milczenia pozytywnego i twórczego.

Mówi się, że modlitwa jest cechą szczególną podeszłego wieku, ponieważ wtedy ma się czas. Nie jest to jednak prawdą w odniesieniu do modlitwy, którą się odmawia lub którą się odklepuje nieuważnie. Prawdziwa modlitwa to ta, która rodzi się w głębi nas, w każdej chwili, przy każdej okazji. Ze słów zwykłych lub ze słów nowych. Przyzwyczajamy się do słownictwa, przyzwyczajamy się do języka. Słowa również się starzeją i zużywają. Trzeba odświeżyć swój język, jak odświeża się twarz — i serce. Nie po to, by wyglądać młodo, lecz by być młodym.

Modlitwa jest sposobem na wyjście z samotności, która jest największym niebezpieczeństwem podeszłego wieku. Łącząc nas z Bogiem, wiąże nas z innymi. Jest bowiem siłą, o którą prosimy i którą dajemy jedni drugim. Siłą tajemniczą, lecz działającą. Sekretem pogody ducha. Sekretem radości. Sekretem młodości, do której mimo wieku wciąż jesteśmy wzywani.

To właśnie w tym sensie starość jest czasem szczególnie sprzyjającym modlitwie. Drogą do młodości serca.

Osoby starsze są tymi, które czuwają — by odwołać się do Ewangelii. „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił” (Łk 24,29).

Czas błogosławieństw

Raz jeszcze — i to nie przez przypadek — odwołuję się do Gilberta Cesbrona, by zaproponować ostatnią definicję starości: czas błogosławieństw. Czas otwarcia. Czas duchowej przygody. Czas odnowienia. Błogosławieństwa są przeciwieństwem przyzwyczajenia. Oczywiście są skierowane do wszystkich, w każdym wieku, lecz są między nimi takie, które mogą w szczególny sposób dotyczyć najstarszych z nas. „Dobrze się starzeć — mówi Cesbron — to czynić to zgodnie z ośmioma błogosławieństwami: być bezinteresowny, odrzucić przemoc, być współczujący, tolerancyjny, mieć czyste serce itd. Otóż właśnie starość w sposób naturalny nas do tego przygotowuje”.

Fakty nie zawsze to potwierdzają. Niekiedy ludzie starzy mają napady niecierpliwości, egoizmu, krytykanctwa. Mimo to starość sama w sobie przygotowuje do praktykowania błogosławieństw. Cesbron wybiera szczególnie szóste błogosławieństwo, czystość serca. „To najpiękniejszy dar — mówi — jaki przynoszą nam białe włosy: spojrzenie nowe i czyste… Ogarniająca nas niemożność uwalnia od kalkulacji i ukrytych myśli, które przyćmiewały nam wzrok w trakcie życia. I oto czystość serca staje się dla nas czymś naturalnym; to sekretna radość, promieniująca, a mimo to nie do pojęcia… W ten sposób człowiek starzejący się staje się, jeśli słucha swego wewnętrznego głosu, człowiekiem błogosławieństw, to znaczy w języku mniej galilejskim kimś, kto pomaga innym żyć” 17.

przeł. Beata Stefaniak

Tekst stanowią fragmenty książki Jean–Pierre’a Dubois–Duméego Starzeć się, nie stając się starym, która ukaże się nakładem Wydawnictwa W drodze.

1 Hector Bianciotti, Seules les larmes seront comptées, Gallimard, Paryż 1989, s. 13.
2 Un si grand âge (Entretiens avec Michel Serres), Éd. Photocopies, s. 105.
3 Brian, L. Milchara i Robert G. Riedel, Le vieillissement, PUF, Paryż 1985, s. 15–20.
4 Romano Guardini, Les âges de la vie, Cerf, Paryż 1976, s. 168, seria „Foi vivante”.
5 Ken Dychtwald, Age wave, Éd. Jeremy P. Tarcher, Los Angeles 1989.
6 Romano Guardini, Les âges de la vie, s. 63.
7 Gilbert Cesbron, Passé un certain âge, Robert Laffont, Paryż 1980, s. 21–22.
8 Pierre Talec, L’annonce du bonheur, Le Centurion, Paryż 1988, s. 187–188.
9 Serge July w „Libération”.
10 Pierre Theilhard de Chardin, Réflexions et prieres dans l’Espace–Temps, Le Seuil, Paryż 1972.
11 „La Croix” 12.02.1991 (Chronique).
12 L. Evely, Chaque jour est une aube, Le Centurion, Paryż 1987, s. 20– –21.
13 Ojciec Bro, France catholique.
14 Gilbert Cesbron, Passé un certain âge, s. 50.
15 Tamże, s. 175.
16 La Vie Montante Internationale to ruch, stowarzyszenie katolickie, które gromadzi 300 tys. osób starszych z czterdziestu krajów.
17 Gilbert Cesbron, Passé un certain âge, s. 30.

Starzeć się pięknie
Jean-Pierre Dubois-Dumée

(ur. 12 lutego 1918 r. – zm. 20 grudnia 2001 r.) – francuski pisarz, wykładowca w Instytucie Katolickim w Paryżu, dziennikarz, przez lata piastował wiele odpowiedzialnych stanowisk w prasie katolickiej. Był jednym z twórcó...