Więcej demokracji w Kościele!

Więcej demokracji w Kościele!

Od czasu do czasu można tu i ówdzie usłyszeć wołanie o większą demokrację w Kościele. Prawdą jest, że w pierwszym tysiącleciu Kościół był mniej scentralizowany niż dziś. Prawdą jest też, że początków europejskich demokracji można by się dopatrywać w demokratycznych procedurach niektórych zakonów, ale zasadniczo Kościół jawi się jako struktura ściśle hierarchiczna, w której liczne rozkazy, polecenia oraz impulsy idą niezmiennie z góry na dół. Przez kilka wieków za model społeczności całkowicie zhierarchizowanej, opartej na posłuszeństwie uchodzili – nie wiadomo dlaczego – jezuici. Przytaczano przy tej okazji sformułowania takie, jak to, że podwładny powinien być w ręku przełożonego jak laska w ręku starca. Dziś słowo „posłuszeństwo” dla niektórych brzmi bardzo niepoprawnie i nasuwa niedobre skojarzenia. Jest nawet taki żart, że zakonnicy nie ślubują już posłuszeństwa, tylko wieczysty dialog z przełożonym.

Dzisiaj wszyscy wiedzą, że władza (również kościelna) powinna dialogować ze społeczeństwem. Tego rodzaju postulaty są słuszne. Wydaje mi się jednak, że „oświeceni”, którzy domagają się większej demokracji w kościelnych strukturach, często nie zdają sobie sprawy z kryjących się w ich postulatach pułapek. Ba! Owi demokraci okazują się niejednokrotnie demokratami wybiórczymi. Niektóre środowiska chętnie nawołują do wolności, pluralizmu i demokracji w Kościele, kiedy na przykład chodzi o niesfornego teologa, który otwarcie twierdzi, że Kościół jest stetryczały w sprawach aborcji, antykoncepcji, eutanazji, homoseksualizmu, celibatu, święceń kobiet itd. Te same jednak środowiska będą się jednocześnie domagały, by biskupi pokazali swą władzę i w sposób bezpośredni i natychmiastowy rozwiązali problemy, które, zdaniem owych środowisk, należy rozwiązać. I tak na przykład w Polsce nie brakuje takich kościelnych „demokratów”, którzy są głęboko przekonani, że należałoby bezzwłocznie zamknąć pewną toruńską rozgłośnię na cztery spusty, a jej dyrektora wraz ze znanym prałatem z Gdańska zesłać na banicję. Widocznie sądzą, że demokracja jest dobra, ale nie dla wszystkich, oraz że wszyscy jesteśmy równi, ale niektórzy równiejsi.

Przypuśćmy, że Kościół się demokratyzuje i że ludzie należący do tegoż Kościoła mają więcej praw przy np. mianowaniu proboszczów, biskupów itd. I tak biskup nadal byłby tym, który naznaczałby proboszczów, ale musiałby w tym względzie brać pod uwagę zdanie parafian. Co by było, gdyby ciemny lud wybrał sobie na proboszcza jakiegoś – zdaniem innych – ksenofoba, rasistę i ponadto bogacza? Analogicznie biskup byłby mianowany przez papieża, ale musiałby w tym względzie brać na serio pod uwagę wynik sondaży lub nawet wyborów przeprowadzanych w całej diecezji. I co by było, gdyby większość chciała na swego pasterza antyunijnego populistę? Aż strach pomyśleć, do czego mogłaby nas doprowadzić taka demokracja w Kościele. A może nie byłoby tak źle. Kiedyś ponoć lud krzyknął: „Ambroży biskupem” i Ambroży rzeczywiście biskupem został. I to jakim!

W każdym razie z tą demokracją sprawa jest niełatwa. Znam pewną parafię i mam wielu znajomych z tej parafii. Proboszcz jest niewątpliwie dobrym kapłanem, ale – jak niektórzy mówią – trochę nerwowym i potrafi na ambonie podnieść głos i wygarnąć ludziom, co o nich myśli. Kiedyś na jakichś imieninach wywiązała się dyskusja na temat kazań owego proboszcza. Jedni przekonywali z oburzeniem, że dziś na ludzi nie można krzyczeć, bo to przynosi odwrotny skutek. Ale znalazła się osoba (i to niestara), która oznajmiła, że to bardzo dobrze, iż ksiądz krzyczy, bo większość ludzi to tłumoki, którym pewne sprawy trzeba łopatą do głów wkładać. No cóż! Obawiam się, że to mocne stwierdzenie nie jest zupełnie bezpodstawne. Z drugiej strony osobiście nie lubię, jak ksiądz krzyczy z ambony. Choć mógłbym podać przykłady, że ta średniowieczna metoda okazuje się dość skuteczna.

O demokracji mówi się, że to dość podły ustrój, ale lepszego do tej pory nie wymyślono. Patrząc na współczesne demokracje i wyniki demokratycznych wyborów, dochodzę niekiedy do wniosku, że jednak najlepszym ustrojem jest oświecona monarchia. Tyle że istnieje w tym wypadku ryzyko, iż monarcha okaże się mało oświecony. Kościół jest w tej dobrej sytuacji, że jego monarchą jest Jezus Chrystus. Zatem nie w najwyższej władzy tkwi problem, lecz w podwładnych.

Więcej demokracji w Kościele!
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....