Monastycyzm średniowieczny, Żyć kontemplacją w sercu świata, „Pastores”

Monastycyzm średniowieczny, Żyć kontemplacją w sercu świata, „Pastores”

Clifford Hugh Lawrence, Monastycyzm średniowieczny, przeł. Joanna Tyczyńska PIW, Warszawa 2005, s. 320

Spotkanie z przyjaciółmi

Lubię czytać książki starych profesorów historii. W ich stylu pisania jest coś, co za opisywanymi wydarzeniami, postaciami, przywoływanymi skwapliwie datami pozwala mi dostrzec człowieka, który nie jest znów taki różny ode mnie współczesnego. Clifford H. Lawrence jest z pewnością starym człowiekiem, zatem bez oporów sięgam po jego historię monastycyzmu średniowiecznej Europy. Książka jest jak spotkanie ze starymi przyjaciółmi. Znów Antoni ucieka na pustynię, Benedykt ma dość układów i rozpoczyna samotne życie, Cluny gwałtownie się rozrasta, wobec czego Romuald i Robert z Molesmes szukają Kościoła pierwotnego i znajdują pustelnię. Niby to wszystko doskonale znane, a raz jeszcze ożywa pod piórem Lawrence’a. Drogie sercu postaci odsłaniają swoje ludzkie oblicze. Monastycyzm średniowieczny bowiem nie jest hagiografią. Oprócz opowiadania znanych z historii Kościoła rysów biograficznych i początków działalności poszczególnych zakonów autor stara się wejść głębiej. Próbuje opisać nawet te zagadnienia, które dotychczas nie doczekały się zbytniego zainteresowania. Wciąż bowiem niewiele wiemy o zakonnicach w średniowieczu. Jesteśmy przyzwyczajeni do pobożnych mężów i ich dramatycznych losów, ale przecież nie mniej dramatyczne były koleje ich duchowych towarzyszek. Lawrence dużo miejsca poświęca też dzieciom oblatom — dzieciom przyjmowanym do klasztoru. W naszych czasach przyjęcie habitu jest kwestią świadomego wyboru, indywidualnego pójścia za Chrystusem. W wiekach średnich powody były znacznie bardziej skomplikowane, od prozaicznych zaczynając (brak wyżywienia, wola rodziców), a na dramatycznych kończąc (zesłanie, czyli kara, stare panny i kolejni synowie, dla których nie starczyło już ojcowizny).

Lawrence stara się zrozumieć średniowiecznego człowieka. Wyjaśniając fenomen zakonu cystersów, zwraca uwagę, że zazwyczaj wstępowali doń ludzie z wyższych warstw społecznych, ponieważ dla nich ubóstwo było czymś urzekającym. Chłopi, na co dzień borykający się z tym problemem, nie garnęli się do tej formy życia. Wnikliwy czytelnik znajdzie też zdania, które pozbawią go na trwałe spokoju ducha, jak to: „Wyślijcie nam, jeśli to możliwe, obszerniejszy tom listów św. Augustyna, ponieważ większa część naszej kopii została przypadkowo zjedzona przez niedźwiedzia”. (MC)

Brat Moris Maurin Żyć kontemplacją w sercu świata Wydawnictwo Esprit, Kraków 2005, 184 s.

Prowincja Boga, prowincja człowieka

Nazaret jest znacznie bliżej, niż myślimy. To ubogie miasteczko, dziura, prowincja. Posmak pogardy. „Co dobrego może wyjść z Nazaretu” to pytanie, które będzie towarzyszyć Jezusowi jak cień lub piętno. Każdy z nas ma swój Nazaret, swoją pustynię, którą próbuje zamienić w życiodajny ogród. Prowincja Boga, prowincja człowieka.

Nazaret zawiera w sobie tajemnicę. Przez to, że jest to życie ukryte Jezusa – przeżył w tym miasteczku ponad 30 lat, o których nie informują Ewangelie – zaprasza do wniknięcia głębiej. Zaprasza do odkrycia Nazaretu w sobie. Mały brat Moris Maurin w książce Żyć kontemplacją w sercu świata jest heroldem tego zaproszenia.

Kolejna książka o modlitwie – tak, ale jest w niej coś jeszcze, coś więcej niż tylko pobożne porady doświadczonego człowieka modlitwy. Niby wszystko jest tu zgodne ze sprawdzonym schematem: trochę o Eucharystii, pochwała życia wspólnotowego, rozważania o modlitwie, potrzeba pracy, rys hagiograficzny założyciela wspólnoty – tu Karola de Foucauld. Czy jest coś, co różni tę książkę od wielu podobnych? Tak – świadectwo i obecność.

Autor pisze przede wszystkim wprost ze swojego doświadczenia, nierzadko wplatając w stronice urzekającą autobiografię. W życie małego brata wpisana jest codzienna adoracja. Nie jest to łatwe. Zgromadzenie Małych Braci dzieli życie zwykłych, prostych ludzi. Praca, najlepiej w wymiarze pełnego etatu, prosta, fizyczna, męcząca, jest częścią składową ich powołania. Po pracy powrót do mieszkania, gdzie mieszka 3–4 braci, i adoracja. Modlitwa w milczeniu jest zwykła, indywidualna, jak życie w Nazarecie. To do mnie przemawia najbardziej. Wiem, jak ciężko po całym dniu pracy wywalczyć czas na modlitwę, wiem, jak ciężko jest wtedy się na niej skupić. Duchowi synowie Karola de Foucauld też mają z tym problem. Ale właśnie w taki sposób żyją. Po co? Czy nie lepiej wybrać życie klauzurowe? Powołaniem małych braci jest żyć kontemplacją w sercu świata. Ich życie pokazuje nie tylko, że jest to możliwe, ale także, że każdy jest do tego wezwany. „Duch ofiaruje się nam w obfitości i o wiele więcej osób, niż możemy przypuszczać – w dodatku żyjących w świecie – zostaje w sercu do tego zaproszonych (…) Kontemplacja przekroczyła klauzurę, wylała się na ulice i dotarła do fabryk”. Tak, jesteśmy ludźmi modlącymi się, a to znaczy, że trwamy w obecności Pana. (MC)

Władza a dialog

Abraham Lincoln powiedział kiedyś, że polityk odpowiedzialny jest za statek, nie za fale. Powinien o tym pamiętać człowiek, który sprawuje władzę i ma kłopot z rozpoznaniem, za co odpowiada jako zwierzchnik. Powinien on także akceptować swoją słabość i historię życia. Kiedy zaś musi podjąć ryzykowną decyzję — godzić się na potencjalny błąd, a nie odwlekać jej dlatego, że chce być perfekcyjny. Życie wymknie się spod kontroli temu, kto chciałby wszystko kontrolować. O meandrach kierowania ludźmi pisze w wiosennym numerze „Pastores” psycholog i psychoterapeuta Agata Rusak.

Z kolei ks. Romuald Jaworski czyni rozróżnienie między władzą a przywództwem. Przywództwo to wywieranie pozytywnego wpływu na członków danej grupy, władza zaś opiera się na przymusie. Przed prostym utożsamianiem władzy z przymusem przestrzega na łamach kwartalnika inny autor, ks. Piotr Mazurkiewicz. Podkreśla, że nie powinno się tak definiować szczególnie władzy sprawowanej w Kościele, w którym jest ona służbą, a jej siłę napędową stanowi miłość.

Władza papieża, który – jak wierzą katolicy – miała być zwornikiem Chrystusowego Kościoła, stała się tymczasem jednym z głównych czynników podziałów między chrześcijanami. Równocześnie brak jednego urzędu nauczycielskiego w protestantyzmie czy prawosławiu przyczynił się do powstania w ich ramach wielu odłamów, lokalnych Kościołów i wspólnot niekanonicznych. Krzysztof Gołębiowski przyznaje, że „trudno przewidzieć, czy gdyby dzisiaj powstał taki jeden centralny urząd w łonie wymienionych wspólnot wyznaniowych, usunęłoby to natychmiast podziały, wydaje się jednak, że jeśli nie od razu, to z czasem na pewno przyczyniłoby się to do zwiększenia jedności”.

Na trudności napotyka, rzecz jasna, nie tylko dialog z Kościołami chrześcijańskimi, ale także dialog międzyreligijny. W skomplikowane relacje judaizmu rabinicznego i chrześcijaństwa zagłębia się ks. Waldemar Chrostowski, natomiast stosunki z islamem omawia Eugeniusz Sakowicz. Jego zdaniem, porozumienie z muzułmanami możliwe jest jedynie na płaszczyźnie koegzystencji, na płaszczyźnie zaś dyskusji teologicznych „jest bardzo trudne, wręcz niemożliwe”. Wśród kościelnych grup, które otwierają się na inne religie, zachowując przy tym wierność wobec Ewangelii, jest tworzona przez świeckich wspólnota św. Idziego. Wojciech Skóra MIC nazywa ją „współczesnym świadkiem powszechności Kościoła”.

Prócz tekstów związanych z tematem przewodnim w „Pastores” warto przeczytać m.in. omówienie encykliki Benedykta XVI Bóg jest miłością.

Monastycyzm średniowieczny, Żyć kontemplacją w sercu świata, „Pastores”
Paulina Jeske-Choińska

polonistka, redaktorka, prowadzi projekty wydawnicze....