Miłość do Kościoła

Miłość do Kościoła

Osobiście nigdy nie poznałem pana Jerzego Turowicza. Kiedy bowiem trafiłem do „Tygodnika Powszechnego” w 1998 roku, „szef” – jak nadal mówią o nim starsi członkowie redakcji krakowskiego pisma – kierował pracami redakcji ze szpitalnego łóżka. Nie, błąd. On nie musiał kierować, wydawać rozkazów, gdyż jego sposób myślenia o Kościele i świecie, otwarty i życzliwy, czuło się w „Tygodniku” na każdym kroku. Mógł więc pan Jerzy, dopóki sił mu starczało, nadrabiać zaległe lektury w szpitalnym łóżku, pisać niedokończone artykuły, mając świadomość, że pismo, które stworzył i na którym swoim stylem bycia i myślenia odcisnął niezatarte piętno – nawet pod jego fizyczną nieobecność – nie opublikuje żadnego materiału, za który należałoby się wstydzić albo bić w piersi.

Dlaczego teraz przywołuję postać Jerzego Turowicza? „Tygodnik Powszechny” opublikował w specjalnym dodatku wybór korespondencji między kard. Karolem Wojtyłą a Jerzym Turowiczem, obejmujący okres od lat 60. do połowy 90. XX wieku. Jasne, że publikacja listów nastręcza pewną trudność – zarówno czytelnikom, jak i komentatorom. Listy, jak wiemy, mają sygnaturę prywatności. Jeśli jednak redakcja zdecydowała się wydrukować zapis tej intrygującej rozmowy między krakowskim kardynałem, potem papieżem Janem Pawłem II, a Jerzym Turowiczem, oznacza to, że owa wymiana myśli może, a nawet powinna stać się przedmiotem szerszej dyskusji, zwłaszcza że korespondencja dwóch wybitnych polskich intelektualistów nie zawiera uwag na temat pogody, zdrowia czy innych kurtuazyjnych uprzejmości. Nie dotyczy także kwestii prywatnych, które nie powinny oglądać światła dziennego. Przeciwnie: listy są naszpikowane myślami, krążącymi wokół kwestii kondycji posoborowego polskiego katolicyzmu. Wojtyła i Turowicz zastanawiają się, jak pisać o Kościele. Czy katolickie pismo ma być odpowiedzialne przede wszystkim za formację, jak chce kard. Karol Wojtyła, czy również za informację, do czego przekonuje swojego przyjaciela pan Jerzy? Czy „Tygodnik” powinien w imię jedności Kościoła przemilczać kontrowersyjne sprawy, a skupiać się na tym, co krakowski metropolita nazywa „pedagogią wiary” (pedagogia fidei), czy też pisać również o sporach, które przecież II sobór watykański budził w katolickim świecie?

Z listów jasno wynika, że ścierają się w nich dwa spojrzenia na Kościół: duszpasterza, którym przede wszystkim był kard. Karol Wojtyła, i wytrawnego dziennikarza, którym był z kolei Jerzy Turowicz. Duszpasterz martwi się o bezpieczeństwo swej owczarni, robi wszystko, by powierzony mu Lud Boży, na którego czele stoi, się nie rozproszył. Inaczej dziennikarz; co prawda Turowicz nigdy nie traci z oczu tego, co pasterz nazywa sensus catholicus, ale dopuszcza także różnice zdań, polemiki, szuka dziury w całym… Nie z dziennikarskiej naddociekliwości czy przekory, ale ku poszerzaniu i pogłębianiu katolickiej świadomości. Nie możemy więc, przekonuje swojego przyjaciela Turowicz, milczeć o sporze między liberalnym i konserwatywnym skrzydłem w posoborowym Kościele. Tym sporem, dodaje, żyje przecież cały katolicki świat. To, że nie będziemy o tym pisać, że zaniechamy informowania o przedmiocie kontrowersji naszych czytelników, nie znaczy, że owe informacje i pytania nie dotrą do Polski.

Kard. Wojtyła, później Jan Paweł II, rozumiał stanowisko Turowicza. Pozostał jednak przy swoim. Pismo katolickie ma przede wszystkim zadanie formacyjne. Także przy swoim pozostał Turowicz, który – jako szef gazety – do końca nie unikał trudnych kwestii. I choć Jan Paweł II nigdy, nawet przez chwilę, nie podawał za taki wybór w wątpliwość „katolickości” „Tygodnika Powszechnego”, jak to nagminnie robiło wielu księży i nadgorliwych katolików, to jednak można z tych listów wyczytać, że stanowcza postawa Turowicza sprawiała mu kłopot. Zrozumiał to chyba i Jerzy Turowicz, który w jednym z listów – brzmi to niemal jak wyznanie wiary składane po latach służby – pisze, że miłuje swój Kościół. „Ojciec Święty przywołuje słowa Zygmunta Kubiaka: »ja miłuję Kościół« – pisze Jerzy Turowicz. – Ojcze Święty, ja chyba nie muszę mówić, że i ja kocham Kościół, chyba nie mniej od Kubiaka, i może nawet lepiej od niego wiem, czym jest Kościół, któremu służę – tak jak umiem – od wczesnej młodości. Kocham Kościół taki, jaki jest w świecie i Polsce. Widzę, jak wiele jest w tym Kościele dobra i prawdy, jak wielu jest w nim ludzi, chrześcijan wspaniałych, duchownych i świeckich, że dokonuje się dzięki niemu dzieło Boże, rękami duszpasterzy, zakonników i zakonnic, katolików świeckich. Ale kocham Kościół nie tylko taki, jaki jest, ale i taki, jaki chciałbym, żeby był, jaki powinien – moim zdaniem – być, by w naszym czasie być wiernym Chrystusowi i Jego Ewangelii”.

Jerzy Turowicz, o czym dobitnie świadczą opublikowane przez „Tygodnik” listy, może uchodzić za patrona tych katolików, którzy wierność katolicyzmowi chcą godzić z krytycznym myśleniem. Którzy wiedzą, że miłości do Kościoła nie można mylić z wiernopoddaństwem.

„Miłość, dialog, spór. Korespondencja Karola Wojtyły – Jana Pawła II z Jerzym Turowiczem”, „Tygodnik Powszechny”, nr 14.

Miłość do Kościoła
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...