Kościół powszechny, nie narodowy

Kościół powszechny, nie narodowy

Ostatnie ćwierćwiecze, w którym Redakcja „W drodze” występuje jako świadek i współuczestnik przemian w Kościele w Polsce, przyniosło wiele zjawisk niosących nadzieję i optymizm. Cieszy przede wszystkim to, iż Kościół potrafił przeciwdziałać instytucjonalnej laicyzacji. I tej fanatycznej, w wersji stalinowsko-gomułkowskiej, i tej pragmatycznej, która przyszła wraz z epoką Gierka, niosąc jeszcze większe zagrożenia niż poprzednia. Nie potwierdziły się proroctwa czarnowidzów, którzy twierdzili, że zaraz po upadku komunizmu polski katolicyzm wejdzie w stadium głębokiego kryzysu, kiedy zniknie motywacja, by pójść do Kościoła na złość rządowi.

Przemiany ostatnich 9 lat ukazały, jak wiele osób w polskich warunkach traktuje głęboko swą wiarę, jak żywa jest więź między tradycją religijną a poszukiwaniem ewangelicznego autentyzmu. Rozwijające się stowarzyszenia katolików świeckich, rosnąca liczba grup apostolskich, kręgi wrażliwej na ideały młodzieży stanowią oznaki duchowej wiosny Kościoła w warunkach wyzwolonych z patologii. Dziękując Bogu za te pozytywne oznaki, musimy jednak refleksyjnie dostrzegać także i to, co było bolesne i chore w postawach polskich katolików oraz musimy stawiać pytanie o współczesne następstwa chorób, które narastały zarówno w wyniku uwarunkowań historycznych, jak i zorganizowanej indoktrynacji ideologicznej.

Bolesne dziedzictwo przeszłości

Kościół, obecny w dramatach polskiej historii, głosząc Ewangelię przeciwstawiał się zarówno ateizacji, jak i tzw. internacjonalizmowi proletariackiemu, w którym usiłowano zabijać nie tylko poczucie patriotyzmu, lecz również więź z tradycją narodową. Prowadziło to do wiary religijnej, która nie była zbiorem abstrakcyjnych prawd, lecz uzyskiwała konkretną życiową postać przez uwzględnienie polskiego „tu i teraz”. Jej wzorcową ekspresję znajdujemy w nauczaniu Prymasa Tysiąclecia. Równocześnie jednak usiłowano katolikom w Polsce ukazywać inne wzorce patriotyzmu i zaangażowania społecznego. Ich nauczycielami mieli być tzw. „księża patrioci” oraz przywódcy PAX-u. Byłoby oznaką niepoprawnego optymizmu oczekiwanie, iż dziedzictwo to odeszło do lamusa historii wraz z upadkiem PRL. Dlatego też ważne wyzwanie chwili obecnej widzę w tym, by umieć wyciągnąć wnioski z ideowego dziedzictwa PAX-u, aby nie traktować ideologii głoszonej przez Bolesława Piaseckiego jako jednej z wielu teoretycznie możliwych propozycji teologicznych. Między patologią a zwykłą zdradą, jaką naznaczona jest tamta ideologia, kryje się ważna dziedzina aktualnych zagrożeń. Ich przejawem są współczesne próby upolitycznienia chrześcijaństwa. Niosą one nowe kontrowersje, kiedy stanowisko przywódców partyjnych, skrajna wersja idei Narodowej Demokracji czy autorytet publicystów politycznych stawiane są znacznie wyżej niż nauczanie papieskie lub autorytet hierarchii kościelnej. W tej postawie uzewnętrznia się nadal mentalność tych ideologów PAX-u, którzy nie ukrywali bynajmniej, iż w kwestiach dotyczących Kościoła w Polsce mają znacznie większe rozeznanie niż Stolica Apostolska.

Jan Nowak-Jeziorański w niedawnej rozmowie ze mną wspominał mi swe ostatnie spotkanie z gasnącym Prymasem Tysiąclecia. Było to w pełne napięć dni, inspirowane nadzieją Polskiego Sierpnia. Komunizm dogorywał już, ale w swej agonii zdolny był jeszcze do nieobliczalnych zachowań. Prymas mówił z niepokojem o wszystkich zagrożeniach, jakie mógł przynieść dzień następny. Patrzył w przeszłość i z nadzieją mówił o lekcji minionych zagrożeń, przez które Kościół przeszedł, mimo iż prognozy ekspertów były jednoznacznie pesymistyczne. Powiedział wtedy m.in.: „W tamtych wszystkich niepokojach bezwzględnie największe zagrożenie szło ze strony PAX-u. Jego próba połączenia prawdy chrześcijaństwa z fałszywą ideologią marksizmu niosła szczególne ryzyko relatywizmu, w którym rozmyje się podstawowe treści Ewangelii, by usprawiedliwić dowolną postać ideowego kompromisu. Tamta fałszywa ideologia niosła od wewnątrz największe zagrożenie dla misji Kościoła.”

W zapiskach prymasowskich może znaleźć przybliżone wersje tej samej oceny, kiedy ks. Kardynał pisze np. o „najczarniejszym dokumencie” stworzonym przez redakcję „Słowa Powszechnego” dla księży patriotów i świadczącym o tym, że jego autorzy są, niestety, „niewolnikami lęku”, którzy już „zatracili wrażliwość na to, co jest nakazem «katolickiej racji stanu»” 1. W tych samych Zapiskach więziennych reaguje on gorzką zadumą na styl upolitycznionego katolicyzmu, w którym nie widać całościowej wizji Kościoła Chrystusowego, natomiast do rangi podstawowych problemów urastają doraźne działania inspirowane taktyką polityczną. Ksiądz Prymas odnotowuje z bólem zarówno wypowiedzi księży patriotów, jak i postawę działaczy PAX-u. Podsumowując publikacje „Słowa Powszechnego”, które dotarły do niego w okresie internowania, pisze 30 XI 1955 roku: „W całym przeglądzie prasy nie znalazłem ani jednego śladu jakiegoś «ubolewania» z powodu tak bolesnych dla Kościoła wydarzeń, jak zniknięcie Prymasa. Odnosiło się wrażenie, że dla redakcji «Słowa» nic się nie stało godnego uwagi, co wymagałoby zajęcia stanowiska «katolickiego». Nie ma też ani śladu w przemówieniach księży; ich przemówienia są tak ujęte, jakby ich nic nie obchodziło, co się stało z Prymasem Polski. Zajmują się wszystkim: wymyślają całemu światu, złorzeczą Adenauerowi, kardynałom niemieckim, mówią o fabrykach, o traktorach, o kukurydzy — natomiast uważny czytelnik «Słowa» nie znajdzie nic o ich stanowisku wobec gwałtownie usuniętego przedstawiciela hierarchii Kościoła” 2.

Dziedzictwo tej mentalności stanowi dla nas zagrożenie także i obecnie. Jego duchowi spadkobiercy nie będą troszczyć się o nadprzyrodzoną misję Kościoła, nieistotna będzie dla nich Ewangelia. Konsekwentnie będą natomiast wikłać Kościół w spektakularne działania, pozbawione bezpośrednich odniesień do misji zbawczej. Praktyka ideologicznego kamuflażu, rozwijana pod sztandarem haseł o postępowym katolicyzmie, może dziś otrzymać i — niestety — już otrzymuje nową postać w próbach uwikłania Kościoła w działania polityczne, w których Ewangelię usiłuje się podporządkować ideologii partyjnej w podobny sposób, jak usiłowano to wcześniej czynić w działaniach PAX-u.

Między teologią a ideologią

Paradoksy polskich dramatów przejawiają się w tym, iż partia nazywana robotniczą nakazywała wielokrotnie strzelać do robotników, zaś katolicy nazywani postępowymi działali jako niewolnicy lęku, rozmywając podstawowe terminy i zakrywając treści Ewangelii hasłami polityków. Oczywiście, całości dziedzictwa PAX-u nie można sprowadzać do działań Bolesława Piaseckiego w okresie stalinowskim. Trzeba z szacunkiem odnieść się do wielu osób, które pracując np. w Wydawnictwie PAX zachowywały wyraźny dystans wobec sloganów powtarzanych przez ideologicznych przywódców Stowarzyszenia. Osoby te bardzo często unikały wszelkich form zaangażowania ideologicznego, zaś decydującym czynnikiem, który skłonił ich do podjęcia pracy w sposób kompetentny i wolny od obciążeń ideologicznych, była troska o przetrwanie rodziny. Ważne byłoby także wyraźne sformułowanie istotnych różnic między poszczególnymi frakcjami w PAX-ie i określenie, w jakim stopniu różnice te wynikały z celów taktycznych, w jakim zaś wyrażały one osobiste przekonania poszczególnych przedstawicieli. Sami zainteresowani do tej pory nie byli w stanie przedstawić obiektywnej analizy działań PAX-u. Kreślony przez nich z upodobaniem obraz Piaseckiego jako polskiego Konrada Wallenroda nie tylko grzeszy żenującą naiwnością, lecz również wyrządza szkodę innym działaczom, sprawiając, że nikt z odbiorców nie traktuje serio tłumaczeń inspirowanych wallenrodowską retoryką.

Tezą, która odgrywała podstawową rolę w próbach usprawiedliwiania działań założycieli PAX-u było przekonanie, iż w sytuacji, gdy hierarchia nie potrafi należycie reprezentować Kościoła w pertraktacjach z komunistyczną władzą, doskonale zrobią to świeccy reprezentujący katolików „postępowych” przy współpracy ze środowiskiem duchownych, nie tych jednak, którzy są wierni hierarchii, ale „księży patriotów”. Byłoby oznaką niepoprawnego optymizmu oczekiwanie, iż mentalność ta wygasła razem z odejściem budowniczych PRL. W dzisiejszych warunkach, kiedy odwołanie do sił postępu i szlachetnych zasad socjalizmu wywołuje efekty groteskowe, będzie ona poszukiwać wsparcia ze strony całkowicie innych sojuszników. W niektórych krajach zachodnich, bliska stylowi PAX-u, rozłamowa pragmatyka działań wewnątrzkościelnych znajduje dziś zwolenników w kręgach liberalnych, usiłujących przeciwstawiać nauczaniu Kościoła hierarchicznego liberalną wizję wiary, noszącej wyraźne ślady mentalności zlaicyzowanej. W polskich warunkach, przy głębokich różnicach kształtowania się tradycji religijnej, podobne propozycje spotkałyby się co najwyżej z zainteresowaniem środowisk, które i tak umieszczają Ewangelię na marginesie swych życiowych zainteresowań. W naszych warunkach szacunek do tradycji idzie jednak w parze z troską o przyszłość narodu, żywą świadomość narodową, podtrzymywanie dobrze pojętej polskości jako alternatywy dla kosmopolitycznego wykorzenienia z wartości. Zaistniały więc naturalne warunki dla działalności ideologów, którzy głosić będą mariaż idei narodowych i katolickich w takim samym stylu, jak PAX głosił niedawno więź socjalizmu z katolicyzmem. Istotę podobnego podejścia można wyrazić regułą: Nawiązać do stylu Prymasa Tysiąclecia i sprowadzić dyskusję na poziom PAX-u.

W sygnalizowanej perspektywie wielkie Prymasowskie dziedzictwo chrześcijańskiego zatroskania o naród będzie sprowadzane na poziom dekoracyjno-propagandowy. Formuły usiłujące łączyć katolicyzm i narodowość uzyskują wtedy postać, która stanowi przyczynek do teologicznej patologii. Kościół Chrystusa zbudowany na fundamencie Apostołów jest bowiem Kościołem, którego naturę określa przymiotnik „powszechny”, stanowiący odpowiednik pochodzącego z języka greckiego terminu „katolicki”. W tym określeniu zawiera się szacunek dla wszystkich narodów, środowisk i kultur. Jedną z podstawowych cech ewangelizacji inspirowanej duchem Wieczernika stanowił uniwersalizm zbawczy skierowany w stronę „wszystkich narodów” (Mt 28,19). Jeśli ktoś mówi o postawie „narodowo-katolickiej”, to z taką samą poprawnością mógłby mówić o wierze „rodzinno-katolickiej”, „kulturowo- -katolickiej” czy „życiowo-katolickiej”, mając na myśli katolicyzm, w którym akcentuje się szczególną rolę rodziny, kultury i obrony życia. Co jednak oznacza w praktyce „akcentowanie” roli rodziny? Problem w tym, że nie istnieje coś takiego jak katolicka poligamia czy katolicki rozwód. Zasady katolickiej teologii rodziny są identyczne dla celibatariuszów, wdowców i osób o odmiennej orientacji seksualnej. Tak samo zasady teologii narodu pozostają identyczne dla katolików w Polsce, w Chorwacji, na Kubie i na Alasce. Sugerowanie, iż narodowość jest czynnikiem tak ważnym, iż można ją podnieść do rangi tak ważnego składnika chrześcijaństwa, że wyrazimy go w nazwie „narodowo-katolicki”, oznacza jakąś, często nieuświadomioną, postać bałwochwalstwa, w którym na równi stawia się powszechność Chrystusowego Kościoła i jego lokalny odcień narodowy. Jednoznacznie ocenia podobne praktyki kard. Ratzinger, pisząc: „Nacjonalizm to nic nowego, to tylko współczesna radykalizacja mentalności plemiennej, tzn. odwieczna ułomność ludzkości, […] w której przeceniając swój własny naród tworzy się nowe mity” 3.

Horyzont nadziei

Sprowadzanie do jednego poziomu wiary religijnej i przynależności etnicznej jest dla chrześcijanina niedopuszczalne od czasów, gdy św. Paweł napisał do Kolosan, że ukierunkowana ku Chrystusowi egzystencja osoby ludzkiej wyraża się w uniwersalizmie, który eliminuje wcześniejsze dystynkcje i przeciwstawienia jako mało istotne. W perspektywie tej „już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich [jest] Chrystus” (Kol 3,11). Zamiast łatwej psychologicznie koncepcji chrześcijaństwa, w której akcentuje się wyłącznie różnice między Jerozolimą, Atenami i Koryntem, Apostoł Narodów potrafił ukazać wielką uniwersalistyczną wizję, w której wszyscy jesteśmy „z Bożej rasy” (Dz 17,29) i wszystkich nas jednoczy miłość wyższa od wiary i nadziei (por. 1 Kor 13,13). W perspektywie ukazywanej przez Ewangelię człowiek nie był już ani wytworem warunków społecznych, ani samotną wyspą oddzieloną od innych wysp przez morze kultur i odmiennych tradycji narodowych. Jest natomiast istotą, która w całej wspólnocie ludzkiej może Boga nazywać Ojcem.

Problemy te winny stać się przedmiotem wnikliwej refleksji, w której stawialibyśmy pytanie, czy w popularnej u nas poetyce narodu nie pojawia się czasem prywatna teologia obca nauczaniu papieskiemu? Czy w radykalnych propozycjach niektórych partii narodowi nie są przypisywane cechy, które teologia chrześcijańska odnosi jedynie do Boga? Czy płytki mesjanizm historiozoficzny nie jest jedynie formą prywatnej psychoterapii, w której posłannictwo Chrystusa usiłuje się zastępować szczególną misją jakiegoś narodu, misją pozbawioną jakichkolwiek podstaw w teologii Nowego Przymierza? Odpowiedzi na te pytania nie mają bynajmniej na celu osłabiać troski o wartości narodowe. Mają tylko ukazywać tę troskę w perspektywie, która nie narusza proporcji i każe na naród, podobnie jak na wiele innych wartości, patrzeć z perspektywy wiary w jedynego Boga.

Nawet jeśli pytania te mają jedynie charakter profilaktyczny, ich stawianie jest celowe, gdy patrzymy na absurdalne formy współczesnych nacjonalizmów, widoczne także na kontynencie europejskim. Zapewne absurd ten stanowi jakąś formę odreagowywania zarówno dziedzictwa totalitaryzmu, w którym naród podporządkowywano klasie, jak i współczesnych wersji sławiących kosmpolityzm. Dawkę nienawiści płynącej ze współczesnych nacjonalizmów ilustrują szczegóły dotyczące wojny na Bałkanach. Zarówno te, które ukazują nowy dramat ludobójstwa, jak i te wyrażane w mało znanych szczegółach, w których np. patologiczna miłość do narodu kazała tłoczyć godła narodowe bezpośrednio w produktach wędliniarskich 4. Pomijając estetyczny wymiar podobnych praktyk, trudno nie dostrzec w nich totalitarnych ciągot, skutkiem których nawet kawałek pokarmu niesiony do ust musi mieć symbol narodowy. Podobne praktyki mogą stanowić większe zagrożenie dla patriotyzmu, niż relatywizm zacierający wagę różnic narodowych.

Chrześcijaństwo unika relatywizmu. Zakorzenione w historii i otwarte na dialog z przedstawicielami innych kultur i środowisk programowo unika jednak również absolutyzowania tego, co ograniczone zarówno w zasięgu przestrzennym, jak i czasowym. Jan Paweł II w swym nauczaniu podejmował wielokrotnie tę tematykę, ucząc, w jaki sposób miłość do lokalnej tradycji łączyć z wizją Kościoła, który nie jest Kościołem narodowym, lecz powszechnym. W nauczaniu papieskim istotę ewangelizacji stanowi przekaz tych uniwersalnych wartości, które integrują rodzinę ludzką, prowadząc do jej harmonijnego rozwoju. Jak podkreśla encyklika Slavorum Apostoli, „Ewangelia nie prowadzi do zubożenia czy zgaszenia tego, co każdy człowiek, lud i naród, każda kultura w ciągu historii poznają i realizują jako dobro, prawdę i piękno. Zachęca raczej, by te wartości zostały zasymilowane i rozwijane; by wielkodusznie były wprowadzane w życie i uzupełniane tajemniczym i wywyższającym światłem Objawienia” 5. Integracyjna funkcja ewangelizacji przejawia się w tym, iż „Kościół urzeczywistnia wszędzie swoją powszechność przyjmując, scalając i wywyższając we właściwy sobie sposób, z macierzyńską troską, każdą prawdziwą wartość ludzką. Równocześnie stara się w każdej szerokości i długości geograficznej i w każdej sytuacji historycznej pozyskać dla Boga każdego człowieka i wszystkich ludzi, zjednoczyć ich między sobą i z Nim w Jego Prawdzie i Miłości” 6.

Dziedzictwo patologii, które otrzymaliśmy po „postępowym katolicyzmie” á la PRL, nie ogranicza się bynajmniej do narodowej wersji katolicyzmu. Jego przejawem pozostaje próba upolitycznienia chrześcijaństwa przez związanie go z jedną przodującą partią, postawa agresji wobec hierarchii, konsekwentne ignorowanie ważnych prawd zawartych w nauczaniu papieskim. Byłoby przejawem surrealizmu oczekiwać, iż postawy te kształtowane i wzmacniane przez pół wieku, zniknęły wraz z rozwiązaniem PZPR. W imię chrześcijańskiego realizmu trzeba dostrzegać ich przejawy w obecnych polskich realiach i zwracać uwagę, że stanowią one zaprzeczenie doktryny Kościoła katolickiego, proponując zazwyczaj prywatną zideologizowaną namiastkę wiary religijnej. Pragnąłbym, aby nasi wierni w wolnej Ojczyźnie potrafili zachować wobec oferowanych im namiastek taki sam dystans, jaki zachowali w przeszłości wobec propozycji zideologizowanego chrześcijaństwa dla „postępowych” katolików.

1 Kard. Stefan Wyszyński, Zapiski więzienne, Ed. du dialogue, Paris 1982, s. 210.  
2 Tamże, s. 210.  
3 Joseph Ratzinger, Un tournant pour l’Europe? Flammarion, Paris 1996, s. 110n.
4 Por. Dubravka Ugrešić, Kultura kłamstwa (eseje antypolityczne), Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1998, s. 74.  
5 Slavorum Apostoli, 18, w: Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II, Znak: Kraków 1996, s. 238.  
6 Slavorum Apostoli, 19, w: dz. cyt., s. 238.

Kościół powszechny, nie narodowy
abp Józef Życiński

(ur. 1 września 1948 w Piotrkowie Trybunalskim – zm. 10 lutego 2011 w Rzymie) – polski duchowny rzymskokatolicki, profesor filozofii, doktor teologii, biskup diecezjalny tarnowski w latach 1990–1997, arcybiskup metropolita lubelski w latach 1997–2011....