Dzień jak co dzień?

Dzień jak co dzień?

Każdej niedzieli targowe place Paryża zapełniają się kolorowym tłumem. Stragany uginają się od warzyw i owoców, wołowych czy wieprzowych tusz, różnego rodzaju konfekcji i artykułów gospodarstwa domowego. Kupić można wiązankę prawdziwych lub sztucznych kwiatów, „święty” obraz, figurkę Buddy czy podobiznę Leonardo di Caprio. Nabyć można żywego żółwia i kanarka, i księgi snów, i Biblię. Handlarze zachwalają swój towar, przekrzykują się, przekonują i prześcigają w inwencji. Dozwolona jest perswazja i prośba, „niema” reklama i krzykliwe hasło. Każdy radzi sobie jak potrafi, nie brakuje przybyszów zwabionych wolnym niedzielnym przedpołudniem, nadzieją taniego zakupu. Niektórzy wracając z kościoła korzystają ze sposobności, by zaopatrzyć się w coś na obiad czy kolację, większość jednak nie chodzi ani na mszę, ani na świąteczne nabożeństwo. To kupowanie stało się rytuałem, swoistym wypoczynkiem, okazją, by się „przewietrzyć”, porozmawiać z sąsiadami czy spotkać znajomych. Mimo nieodzownych — nie pasujących do wesołej gawiedzi — żebraków i włóczęgów tłum wydaje się zadowolony i syty. Najwięcej jest robiących zakupy kobiet, ale przybywają i całe rodziny. Ci, którzy nie wyjechali za miasto, niedzielne popołudnia spędzają w parku, z przyjaciółmi w restauracji lub w domowym zaciszu, przed coraz większym, kolorowym ekranem. Młodzi licznie nawiedzają kina, dyskoteki, salony gier, starsi preferują bardziej — zależnie od tego, na ile pozwala „kieszeń” — wysublimowane atrakcje. Są i tacy, którzy właśnie niedzielę przeznaczają na remonty, renowacje, konieczne porządki, pranie i sprzątanie. Ci, którzy nie mają już sił na wieczorną, choćby telewizyjną rozrywkę, odpoczywają… przed dniem ciężkiej pracy.

Jezus — jak z ironią zauważa w swej książce Le commerce des apparences Pascal Lainé 1 — powinien zejść z krzyża i „rozprostować swoje członki”, bowiem tam, gdzie króluje myszka Mickey, trzeba dziś szukać Łazarza i Marii Magdaleny. Ludzie, by mieć poczucie uczestnictwa we wspólnym życiu, potrzebują „wiecznego spektaklu”, Disneylandu, niesamowitości, brutalnej rozrywki, wyszukanych trików. Nawet Kościół — zdaniem francuskiego eseisty — zatracił poczucie tajemnicy, pod pretekstem „wyjścia do wiernych” stał się bardziej ludzki niż boski. Podkreśla „walory humanitarne”, zapomina zaś o tym, co wieczne, nie będące przedmiotem przetargów i dysput. Księża opuścili swoje kościoły, by „zaczerpnąć powietrza”, upodobnić się do tłumu. Triumfy święci „sulpicjańska wyobraźnia”, która opanowała katolicki rynek. Święci z obrazów przypominają idolów, kościelne pisma — kolorowe magazyny, duchowni — działaczy. „Logika rynku” wniknęła i do kościelnych instytucji, gdzie wszystko musi być zunifikowane, przystępne, na pokaz. I choć w świątyniach wciąż nie ma mas, duch masowości, wirtualna świadomość, zastępują kontemplację i refleksję.

„Nie istnieje żadna sprzeczność między radością chrześcijańską a prawdziwymi radościami ludzkimi” — głosi list apostolski Jana Pawła II Dies Domini. Papież mówiąc o świętowaniu niedzieli zaapelował o ponowne odkrycie sensu tego dnia. „Dzień nowego stworzenia”, w którym urzeczywistnia się nasza jedność z Bogiem, łączy nas ze wspólnotą żyjących. Ale należy pamiętać także o „dniu ósmym”. Dzień, w którym sprawowane jest Sacramentum unitatis winien być poświęcony modlitwie, refleksji, dziełom miłosierdzia, nade wszystko zaś najbliższym. Nie jest to tylko dies Domini dies Ecclesiae, lecz „aspekty — celebracyjny i egzystencjalny — są [w nim] ze sobą głęboko powiązane”. Chrystus objawiając nam sens czasu wzywa nas jednocześnie do solidarności i braterstwa. „Sam wypoczynek, jeśli nie ma się stać jałową bezczynnością, która wywołuje uczucie nudy, musi być źródłem duchowego wzbogacenia, zapewniać większą wolność”, godność człowieka jest bowiem ważniejsza niż wymogi ekonomii, a dzień Pański dzień Kościoła jest także dniem człowieka.

Dlaczego w kraju o tak starej tradycji katolickiej papieskie przesłanie nagle zaczęło razić delikatne francuskie uszy albo przyprawiać niektórych o nerwowe drgawki? Dlaczego niezadowoleni są i pracodawcy, i pracownicy? Dlaczego podobnie jest z politykami i tymi, którzy się od ich opinii odżegnują? „Francuzi nienawidzą niedzieli” — mówi dawna gwiazda piosenki Juliette Gréco. „35-godzinny tydzień pracy jeszcze bardziej zbanalizuje niedzielę” — twierdzą inni i, jeśli ktoś potrzebuje dowodów, radzą w niedzielę zajrzeć do paryskiego Megastore’u na Polach Elizejskich. „Rujnuje nas ciągłe świętowanie” — przypomina słowa La Fontaine’a jeden z dziennikarzy. Niektórzy przyczyn zatracenia poczucia sacrum, tak w życiu społecznym, jak i rodzinnym, dopatrują się… w Rewolucji Francuskiej. Są tacy, którzy winą obarczają kapitalizm, i tacy, którzy uważają, iż wszystkiemu jest winien zanik etosu pracy, anarchizacja stosunków międzyludzkich. Nie brakuje głosów obarczających winą za obecny stan rzeczy również Kościół.

Papieski list z pewnością nie sprawi, że nagle opustoszeją place targowe, ludzie przestaną chodzić w niedzielę do Megastore’u, banalna rozrywka przerodzi się w aktywną rekreację, a słodkie, „sulpicjańskie obrazki” ustąpią miejsca prawdziwym świętym. Dies Domini nie oznacza nagłej, cudownej przemiany i nie jest zarzewiem konfliktu Kościoła ze światem biznesu — jest co najwyżej początkiem długiej drogi, powrotem do źródeł, próbą uświadomienia, czym jest (czy powinien być) dzień Pański. Jan Paweł II nie tyle przywraca niedzieli świąteczny charakter, co uczy patrzeć, ukazuje tak dogmatyczną, teologiczno-moralną, historyczną, jak i egzystencjalną perspektywę. Dostrzega ludzkie potrzeby, ale też jasno i zdecydowanie upomina się o poszanowanie dla świętości, respektowanie eschatologicznego wymiaru ludzkiej egzystencji.

Świętowanie ma swój ludzki, jak i boski wymiar. Zapewne wielu wystarczą „uciechy stołu”, disco, Formuła 1, niedzielne zakupy, weekend na działce czy nawet muzeum, nie zmienia to jednak faktu, iż dzień siódmy nie jest ostatni. I choć może się w naszym życiu nie powtórzyć, rozpoczyna dzień ósmy… Nie będzie on, choćbyśmy tego bardzo pragnęli, taki jak każdy inny. Kto żyje dziś i nie myśli o jutrze, może kiedyś uświadomić sobie z przerażeniem, że już mu nie zostało — ani jutro, ani dziś, ani wczoraj, ani nic z tego, co wydawało się tak piękne, pociągające, nieśmiertelne…

Paryż

1 Książka francuskiego pisarza i filozofa ukazała się w wydawnictwie Fayard w 1997 roku.

Dzień jak co dzień?
Marek Wittbrot SAC

urodzony 16 września 1960 r. w Polanowie – pallotyn, dziennikarz, redaktor, fotografik, autor tekstów poświęconych literaturze i sztuce współczesnej, duszpasterz środowisk twórczych, działacz polonijny we Francji, był redaktorem miesięcznika katolickiego „Nasza Rodzina" (199...