Dlaczego Papież kocha Amerykę

Dlaczego Papież kocha Amerykę

Ojciec Święty przemawiał z niespotykaną na co dzień jasnością o tym, co jest dobre, a co złe w naszym społeczeństwie. To, co jest dobre, jest wizją moralną, wizją Ameryki, jaką mieli jej ojcowie założyciele. To, co złe, stanowi kulturę, która zdominowała życie intelektualne i w znacznym stopniu także społeczne, kulturę, którą Papież określił jako „kulturę śmierci”, wojnę posiadających władzę przeciwko słabym, w której osoby będące ciężarem dla innych — dzieci nie narodzone, chorzy, upośledzeni i starsi — są traktowane jak wrogowie, którym należy stawiać opór, bądź eliminować w imię „wydajności”.

Jan Paweł II uważa, że „kultura śmierci” koliduje z politycznymi i społecznymi instytucjami stworzonymi przez ojców założycieli. W swojej misji budowania „kultury życia”, określanej jako „szacunek dla natury i ochrona Bożego dzieła stworzenia”, Papież postrzega Amerykę jako swojego głównego sprzymierzeńca. „Stany Zjednoczone posiadają zabezpieczenie, ogromną zaporę wobec [moralnego sceptycyzmu], mówię o waszych dokumentach założycielskich: Deklaracji Niepodległości, Konstytucji, Karcie Praw. Dokumenty te posiadają solidne oparcie i ucieleśniają w sobie niezmienne zasady prawa naturalnego, którego trwałą prawdę i ważność można poznać rozumem, gdyż prawo to jest zapisane przez Boga w ludzkich sercach. W centrum wizji moralnej… leży uznanie praw osoby ludzkiej, w szczególności zaś szacunek dla godności i świętości ludzkiego życia we wszelkich warunkach i na każdym etapie jego rozwoju”. Katolicyzm rzeczywiście naucza i przekazuje „samą istotę cnót, na których spoczywa demokracja amerykańska”.

Popieranie religii

W roku 1993 Papież powiedział: „Kiedy ojcowie założyciele tego wielkiego narodu zagwarantowali pewne niezbywalne prawa w Konstytucji… uczynili tak, ponieważ uznali istnienie pewnego «prawa» — szeregu praw i obowiązków — wyciśniętych przez Stwórcę w sercu i sumieniu każdej osoby”. W ubiegłym roku przebywając w stanie New Jersey, w katedrze pod wezwaniem Najświętszego Serca w Newark, Papież modlił się tymi słowami: „Dziękujmy Bogu za tę wyjątkową ludzką epikę, którą są Stany Zjednoczone Ameryki”.

Przywiązanie Ameryki do doskonałości moralnej naznaczyło naszą społeczną egzystencję od najwcześniejszych dni. George Washington zarówno w swoim przemówieniu inaugurującym swoją kadencję, jak i w przemówieniu pożegnalnym bronił religii jako dobra społecznego. Moralność i religia nie są oczywiście czymś identycznym. Moralność dotyczy postępowania ludzi względem innych i wobec samych siebie: Rozum wymaga od ludzi, aby zachowywali się moralnie. Jednak największą siłą motywującą większość ludzi do wyrabiania nawyków cnoty moralnej jest religia, poznanie ich Stworzyciela, Jego błogosławieństwa i oczekiwań. Pozbawione siły boskiego nakazu prawo naturalne, choć poznane z pomocą rozumu, nie potrafi przekonać większości ludzi do samodyscypliny przeciwko namiętnościom, preferencjom i wąsko pojmowanemu interesowi własnemu. Wolny rząd nie posiada żadnej władzy, która pozwalałaby preferować jeden odłam religijny względem drugiego, podkreślał Washington. Dzieje się tak dlatego, iż rząd musi popierać religię jako taką.

James Madison, jeden z najbardziej zdecydowanych zwolenników rozdzielenia Kościoła od państwa, ojciec Konstytucji i Karty Praw, uważał, że los Ameryki zależy od zasad moralnych zawartych w Biblii. „Uzależniliśmy całą przyszłość amerykańskiej cywilizacji nie od siły rządu, dalecy jesteśmy od tego” — pisał. — „Uzależniliśmy przyszłość naszych politycznych instytucji… od umiejętności każdego z nas i wszystkich razem do samorządzenia się, do kontroli siebie samych, do życia zgodnie z dziesięcioma przykazaniami Bożymi”.

Thomas Jefferson, główny autor Deklaracji Niepodległości, który ukuł wyrażenie „mur podziału pomiędzy Kościołem i państwem”, dostrzegał bezpośrednie powiązanie pomiędzy religią i wolnością: „Czy prawa narodu można uznać za zabezpieczone — pytał — kiedy usunęliśmy ich jedyny solidny fundament — przekonanie znajdujące się w umysłach ludzi, że prawa te są darem Bożym? Że nie mogą być one niczym naruszone za wyjątkiem gniewu Bożego?”

Abraham Lincoln interpretował Deklarację Niepodległości jako „ojca wszystkich zasad moralnych” narodu amerykańskiego. „Oczywista prawda” mówiąca, że „wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi”, nadaje moralne znaczenie wolnościom naszego narodu. Prawdy, które są oczywiste, wiążą każdego z racji zdolności gatunku ludzkiego do rozumowania. Według tego, co napisał Lincoln, każdy, kto potrafi podjąć refleksję na temat ludzkiej natury, potrafi wyprowadzić wniosek, że wszyscy ludzie są równi w swej godności i prawach. Jest to prawda moralna, która posiada taką samą logiczną siłę (jeśli nie tę samą prostą jasność) jak matematyczna prawda o tym, że 2+2=4. Zaprzeczanie którejś z tych prawd jest myśleniem nieracjonalnym, do czego żaden człowiek nie ma prawa, szczególnie wówczas, gdy dotyczy to dobra wspólnego.

Z natury zasada wszelkich sprawiedliwych rządów jest taka, że to, co wyższe i lepsze, powinno rządzić tym, co niższe i gorsze: mądrość powinna kierować namiętnością. Różne gatunki wśród stworzenia w sposób naturalny są ułożone w pewien porządek, poprzez który człowiek, z racji swego rozumu, rządzi bezrozumnymi zwierzętami bez ich zgody, podczas gdy z racji swych nakierowanych na własną korzyść namiętności i ograniczeń nałożonych na ludzki umysł, człowiek jest rządzony bez swej zgody przez najwyższy, najmocniejszy i najmądrzejszy Byt, Boga Stwórcę. Ta formuła mogłaby być wyrażona w następujący sposób: Bóg — człowiek : człowiek — zwierzęta. Jednak wśród ludzi, z racji tego, że wszyscy do pewnego stopnia stanowią mieszankę uniwersalnego rozumu i nakierowanych na własną korzyść namiętności, żadna różnica nie daje jakiemukolwiek człowiekowi naturalnego prawa do rządzenia innymi. Słuszne rządzenie ludźmi przez ludzi istnieje jedynie dzięki zgodzie rządzonych. Takie jest nauczanie ojców założycieli na temat ludzkiej godności i wolności politycznej.

Idea „natury”, tak jak ją używali ojcowie założyciele, jest dziś nieznana, choć nie jest trudna do zrozumienia. Ogólnie rzecz biorąc może być ona sprowadzona do „sposobu, w jaki rzeczy prawdziwie lub stale” odnoszą się, do niezmiennej struktury rzeczy. Natura odpowiada na pytanie typu „czym jest”: czym jest coś prawdziwie lub jaki jest jego „sposób” istnienia? Pytanie „Czym jest człowiek?” oznacza pytanie o coś, co określa człowieka jako osobę ludzką, a nie jako coś innego; oznacza pytanie o sposób, w jaki ludzie istnieją, pytanie szczególnie trudne, gdyż człowiek przedstawia tyle różnych sposobów życia, ile jest społeczeństw wraz z ich różnymi zwyczajami. Jednak poza tymi wszystkimi różnicami istnieje natura ludzka jako taka i stąd też sposób, w jaki istoty ludzkie istotnie istnieją, bez względu na ich poszczególne zwyczaje czy też społeczeństwa, w których żyją.

Ojcowie założyciele zgadzali się z Arystotelesem, św. Tomaszem z Akwinu, Richardem Hookerem, Johnem Lockem i innymi przedstawicielami wielkiej tradycji filozofii starożytnej, nowożytnej i chrześcijańskiej, że naturą bądź charakterystyczną konstytutywną cechą człowieka jest jego zdolność do rozumowania: Człowiek jest zwierzęciem, które poznaje rzeczy. Rozumowanie objawia sposób istnienia człowieka, tzn. ustalone zasady bądź prawa w samej jego naturze. Ludzka natura jest zasadniczo niezmienna. Dla Arystotelesa i ojców założycieli pewne zasady (np. wszyscy ludzie dążą do szczęścia, wszyscy ludzie są równi w swych niezbywalnych prawach) są powszechnie prawdziwe. Stąd Jefferson napisał, że znajdujące się w Deklaracji Niepodległości klasyczne wyrażenie tych zasad oznaczało streszczenie tradycji myśli politycznej od starożytności do czasów nowożytnych: „Cały autorytet Deklaracji spoczywa… na zharmonizowaniu aktualnych przekonań wyrażonych w rozmowie, listach, drukowanych esejach bądź w podstawowych książkach na temat dobra publicznego takich autorów jak Arystoteles, Cyceron, Locke, Sydney itp.”

Odkąd chrześcijaństwo, poprzez św. Tomasza z Akwinu, dokonało namysłu nad filozofią natury Arystotelesa, a jej implikacje zostały zrozumiane, Kościół katolicki stał się największym instytucjonalnym obrońcą prawa naturalnego.

Dziecko z nieprawego łoża

„Kultura śmierci” jest dzieckiem z nieprawego łoża Oświecenia. Po wieku XVI nowożytną filozofię można streścić jako powolny zanik koncepcji natury (oraz „Boga natury”). Ponieważ zaś Kościół energicznie bronił prawa natury, Oświecenie wypowiedziało wojnę również jemu.

Oświecenie zostało zapoczątkowane przez elitę intelektualną, która propagowała siebie samą jako dobroczynną awangardę filozofów humanistycznych. Nie przez przypadek intelektualiści, którzy rozpoczęli ten spisek (wyrażenie autorstwa głównego wojownika Oświecenia d’Alamberta w jego wielkiej Encyclopédie) ochrzcili ją jako „Oświecenie” (Aufklarung, Éclaircissement). Zerwali oni radykalnie z „niewiedzą” czasów średniowiecznych, gdy filozofia i instytucje mogły istnieć legalnie jedynie pod egidą chrześcijaństwa. Dla tych philosophes i ich intelektualnego potomstwa każda religia oparta na boskim natchnieniu jest eo ipso przesądna. Te irracjonalne religie wraz ze swoimi kapłanami muszą być „poskromione” — bądź, jak mówili inni, „wyeliminowane” — jeśli ludzie mają wzrastać w wiedzy i szczęściu.

Oświeceniowe ambicje przekształcenia cywilizacji były imponujące. Nowa wiedza polityczna miała zrodzić republikańskie rządy, w ramach których ludzie rządziliby sobą jako wolne osoby. Religijne i inne wojny miały zostać zastąpione przez „wieczny pokój”. Naukowa technologia miała uczynić ludzkie życie wygodnym poprzez zaspokojenie każdej ludzkiej potrzeby. Nowożytny kapitalizm miał szczodrze obsypać pracowników przemysłowych i zapobiegliwych ciułaczy materialnym dobrobytem. Erotyczna namiętność miała zostać uwolniona od duszenia się w pozbawionych miłości małżeństwach. Sztuka miała wyrażać najszlachetniejsze przekonania duszy artysty-twórcy. Rząd mógł być nawet wyeliminowany i zastąpiony przez zarządzanie produkcji gospodarczej. Psychologia obiecywała odegnać zaburzenia emocjonalne spowodowane winą i zaprowadzić zdrowie psychiczne.

Szczęście na ziemi

W celu osiągnięcia tych fantastycznych korzyści podstawowe zainteresowania człowieka musiały zostać odwrócone od nierozwiązywalnych religijnych dysput na temat świata nadprzyrodzonego w kierunku poprawy życia na ziemi. Instytucją, która utrudniała ten zwrot, był Kościół powołany przez Chrystusa po to, aby troszczyć się o nieśmiertelne ludzkie dusze. Z punktu widzenia Oświecenia, Kościół musiał być postrzegany jako wielka przeszkoda do szczęścia, nie dlatego, że nie wypełniał swojej zbawczej misji, lecz dlatego, że w uparty sposób odmawiał jej porzucenia.

Poniżej przedstawiam krótkie Who is Who filozofów, którzy od tego momentu ochoczo toczyli wojnę z Kościołem:

  • Machiavelli, myśliciel przedoświeceniowy, wyrażał żal z powodu nieudanej próby zamordowania za jednym zamachem Papieża Juliusza II „i wszystkich kardynałów wraz z ich przepychem”, podjętej przez włoskiego szlachcica, wówczas gdy miał on doskonałą okazję do czynu, który mógłby spowodować powszechny podziw dla jego odwagi, a jemu samemu przynieść nieśmiertelną sławę.
  • Kartezjusz potępił „wielkich przyjaciół Boga”, których gorliwość „kazała popełniać największe zbrodnie, jakie mogą być przez człowieka popełnione, takie jak zdrada miast, zabijanie książąt i eksterminacja całych narodów z tej tylko przyczyny, że nie podzielały one ich poglądów”.
  • Monteskiusz krytykował Kościół katolicki za jego promowanie celibatu, a co za tym idzie dewaluację życia rodzinnego, opóźnianie przyrostu naturalnego i uniemożliwianie gospodarczego dobrobytu.
  • Rousseau potępiał chrześcijaństwo za „głoszenie jedynie poddaństwa i zależności… Prawdziwi chrześcijanie zostali stworzeni po to, aby być niewolnikami”, mówił.
  • Marks potępiał wszelką religię jako „opium ludu”.
  • Nietzsche opisywał „chrześcijańską koncepcję Boga… jako wydanie wojny przeciwko życiu, przeciwko naturze, przeciwko woli życia!” Twierdził, że działalność Kościoła jest wroga życiu”, ogłosił śmierć Boga i przepowiadał ostatni pontyfikat do 2000 roku.

Armia wykształconych na uniwersytetach intelektualistów maszerowała w szeregach tego „kryminalnego syndykatu” (jak opisał ich kiedyś Willmoore Kendall). Zbyt łatwo można zignorować ich utopijne myślenie, dziś jednak z trudem możemy sobie wyobrazić świat, który chcieli obalić — starą Europę prostackich arystokratów wraz z ich okrutną arogancją, skorumpowanych księży oraz feudalnych chłopów pańszczyźnianych wraz z ich skrajnym poddaństwem. Jako tym, którzy odnieśli korzyść z ich pełnej determinacji walki o prawa obywatelskie i wolność od nie pozwalającego na wytchnienie przymusu, nie wolno nam lekceważyć ich nadziei na zrealizowanie szlachetnego ideału ludzkiej godności po tysiącleciu powszechnej ignorancji i prześladowania, które nastąpiły w Europie po upadku cesarstwa rzymskiego.

Chociaż oświeceniowy racjonalizm w pierwszej kolejności propagował naturę odartą z metafizyki, współczesna filozofia odrzuciła ją w swoim zapale wyzwalania ludzkości od ograniczeń narzuconych przez konieczność życia „zgodnie z naturą”. Pod koniec XVIII wieku, gdy pisano Konstytucję Stanów Zjednoczonych, w myśli europejskiej historia zastępowała naturę. To nowe zrozumienie nie było starym, zdroworozsądkowym poglądem mówiącym o tym, że ludzkie doświadczenie daje wgląd, który przyczynia się do zrozumienia działania człowieka w czasie: Jako byt historyczny, człowiek co do swej istoty nie jest niezmienny, lecz raczej plastyczny, tzn. dający się udoskonalić w ramach „postępowych” instytucji społecznych oraz podatny na zepsucie w warunkach „reakcyjnych”.

Filozofia historyczna była pokazywana jako sprzeczna sama w sobie i relatywistyczna i wkrótce została unieważniona przez Nietzschego. Skutkiem tego było nie tylko zanegowanie zarówno natury, jak i historii jako norm ludzkiego postępowania, lecz również zanik samego rozumu i prawdy. Pozostała jedynie kosmiczna pustka, nihilistyczna otchłań, w której nic nie można było nazwać realnym: „Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone” napisał Nietzsche. Doszedł on do wniosku, że owocem racjonalizmu będzie absolutna wolność człowieka od każdego ograniczenia narzuconego przez nadprzyrodzone koncepcje Boga bądź metafizykę; ludzkość nauczy się mówić życiu „Tak oraz amen”.

Oświeceni filozofowie nie widzieli, bądź nie przyznaliby się, że gdy zainteresowanie człowieka skupia się na jego życiu doczesnym, przy równoczesnym porzuceniu celów transcendentnych, wówczas nie tylko jego wieczne zbawienie narażone jest na ryzyko, lecz również jego sposób życia na ziemi degeneruje się. Paradoksalnym efektem psychologii „zorientowania na teraźniejszość” bądź psychologii tymczasowości, która odrzuca „zorientowaną na przyszłość” troskę o wieczność, jest osłabienie cywilizowanego życia w teraźniejszości.

Ogromny wysiłek Oświecenia, oparty na odrzuceniu wiecznego porządku i zmierzający do podniesienia godności człowieka, nie mógł się powieść bez wysokich kosztów. Marzenia rozbiły się o skały wszystkich wojen tego wieku, holocaustu i ludobójstwa, które objawiły prawdę o skrajnej wolności, gdy ta została oddzielona od natury człowieka.

Jedynie przyjemność

Współczesne filozofie odarły naturę z jej znaczenia. Jednak zarówno dla ojców założycieli, jak i dla Papieża, natura i jej prawa są podstawą moralnego wnioskowania. Zwykła obserwacja pokazuje, ze człowiek działa w jakimś celu. Prawo naturalne ujęte w wielkiej tradycji stanowi najbardziej zadowalającą próbę ludzkiego umysłu wyartykułowania wzniosłych celów, dla których człowiek podejmuje wysiłek, aby żyć dobrze, wymagając równocześnie zdolności do rozróżniania pomiędzy zachowaniem złym i dobrym, wybierania dobra, a unikania zła. Bez obiektywnych kryteriów, które pozwalają sformułować to rozróżnienie, przyjemność staje się jedyną rzeczywistością i prowadzi nie do wolności, lecz do śmierci.

Szczególnie ważki problem wolności, poddany przez Ojca Świętego do publicznej debaty, w znacznej mierze obraca się wokół statusu natury i jej praw. Papież z wielką determinacją powołuje się na to prawo, aby wyzwolić tych, którzy żyją w „kulturze śmierci”. Urząd nauczycielski związany z posługą św. Piotra, wraz z jego podstawą znajdującą się w Ewangelii, umożliwia Papieżowi głęboki wgląd w moralny kryzys naszych czasów. W opozycji do oświeceniowego nihilizmu, Papież usilnie stara się ponownie uczynić naturę fundamentem ładu moralnego naszych czasów.

„Obecny wiek dokonał olbrzymich osiągnięć poznawczych, gdy chodzi o świat materii, a także świat psychologiczny człowieka” — pisze Jan Paweł II w swoim Liście do rodzin — „jednak w odniesieniu do swego wymiaru najgłębszego, wymiaru metafizycznego, człowiek pozostał dla siebie istotą nieznaną”. Cytując Sobór Watykański II, Papież w pełnych emocji słowach pisze, iż: „Chrystus objawia człowieka samemu człowiekowi” (nr 19).

Sto sześćdziesiąt lat temu Alexis de Tocqueville powiedział, że „Jezus Chrystus przyszedł na ziemię po to, aby wszyscy członkowie rodzaju ludzkiego zrozumieli, że są z natury podobni i równi”. Tocqueville miał na myśli złotą regułę: „Cokolwiek chcielibyście, aby ludzie wam czynili, wy im czyńcie”. Ewangeliczna antropologia potwierdza naturalne prawo równości i wolności zawarte w Deklaracji Niepodległości.

W trylogii encyklik, które pod względem intelektualnym plasują się wśród najlepszych kiedykolwiek napisanych deklaracji religijnych, Ojciec Święty wskrzesił prawo naturalne i pokazał jego praktyczne zastosowanie w naszej kulturze. W encyklice Veritatis splendor (1993) Papież bada i odrzuca takie współczesne doktryny moralne jak proporcjonalizm, konsekwencjalizm i relatywizm, które próbują obejść się bez odniesienia do natury. We fragmencie wyrażającym we współczesnym języku stanowisko moralne ojców założycieli Papież pisze, że „prawo naturalne wyraża godność ludzkiej osoby i kładzie podwaliny jej fundamentalnych praw i obowiązków, jego nakazy mają znaczenie uniwersalne, jest ono zatem wiążące dla wszystkich ludzi. Ta uniwersalność nie ignoruje odrębności poszczególnych istot ludzkich, nie przeczy jedyności i niepowtarzalności każdej osoby” (nr 51).

Jan Paweł II argumentuje, iż rozpad norm moralnych opartych na prawie naturalnym uśmierca samą prawdę: „Doktryny te przyznają poszczególnym jednostkom lub grupom społecznym prawo decydowania o tym, co jest dobre lub złe: według nich ludzka wolność może „stwarzać wartości” i cieszy się pierwszeństwem przed prawdą, do tego stopnia, że sama prawda uznana jest za jeden z wytworów wolności” (nr 35). Skutkiem tego jest formalna autokreacja bez wewnętrznej treści: „W ten sposób człowiek nie miałby własnej natury, lecz kształtowałby siebie jedynie według własnego projektu. Nie byłby niczym innym, jak tylko własną wolnością!” (nr 46).

Rozpad prawa naturalnego czyni demokrację w sposób szczególny podatną na zranienia. Papież ostrzega, że egalitarne tendencje demokracji subiektywizują te prawdy, od których sama zależy. W encyklice Veritatis splendor Papież mówi o „groźbie sprzymierzania się demokracji z relatywizmem etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy!” (nr 101).

W encyklice Centesimus annus (1991) Papież argumentuje, że „autentyczna demokracja możliwa jest tylko w Państwie prawnym i w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej”. Totalitaryzm zawarty jest implicite w zaprzeczaniu przez demokrację istnienia prawdy obiektywnej: „Dziś zwykło się twierdzić, że filozofią i podstawą odpowiadającą demokratycznym formom polityki są agnostycyzm i sceptyczny relatywizm… w sytuacji, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza” (nr 46).

W encyklice Evangelium vitae (1995) Papież rozwija praktyczne konsekwencje demokratycznego relatywizmu w postaci legalizacji aborcji, eutanazji, homoseksualizmu, innych sprzecznych z naturą praktyk seksualnych, używania narkotyków, itp. Oddzielenie wolności od prawdy przywraca stan natury w ujęciu Hobbesa: „Jeżeli promocja własnego «ja» jest pojmowana w kategoriach absolutnej autonomii, prowadzi nieuchronnie do negacji drugiego człowieka; jest on postrzegany jako wróg, przed którym trzeba się bronić” (nr 20).

Dolna granica

Jeśli ludzie nie uznają wiążącej mocy ani prawa naturalnego, ani boskiego, nic już za wyjątkiem pozytywnych nakazów nie będzie w stanie ich utrzymać w ryzach. Lincoln napisał kiedyś: „Jeśli niewolnictwo nie jest złe, nic nie jest złe”. Jeśli natura nie zabrania niczego, zło moralne nie istnieje i — wracając do nihilizmu Nietzschego — dosłownie wszystko jest dozwolone, także dla tych, dla których przyjemność lub wola może obejmować ludobójstwo, rasizm, „homofobię” lub jakąkolwiek inną formę nienawiści, oszustwa bądź przemocy.

Poprzez zniesienie lub drastyczne zliberalizowanie w Ameryce przepisów dotyczących aborcji, rozwodów, antykoncepcji, sodomii, eutanazji, nie tylko legalizujemy nihilizm, ale osłabiamy także w ten sposób nasze samoograniczenie, które jest nierozdzielnie związane z przetrwaniem wolności. Papież jest do tego stopnia zatroskany prawnym usankcjonowaniem kultury śmierci, iż Stolica Apostolska otwarcie potępiła prezydenta Clintona za zawetowanie zakazu wykonywania aborcji poprzez wymuszenie porodu celem przerwania ciąży (partial-birth abortion), oświadczając, że: „Ta prezydencka decyzja… oznacza niewiarygodnie brutalny akt agresji wobec niewinnego życia ludzkiego i niepodważalnych ludzkich praw dzieci nie narodzonych. Fakt, iż decyzja ta legalizuje ten nieludzki proceder, w sposób moralny i etyczny zagraża przyszłości społeczeństwa, które ją akceptuje”.

W ubiegłym roku w Baltimore Jan Paweł II zacytował przemówienie Abrahama Lincolna z Gettysburga: „Sto trzydzieści lat temu prezydent Abraham Lincoln zapytał, czy naród «poczęty w wolności i oddany przekonaniu, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi» może «się długo ostać»”. W swoich przemówieniach „Ojciec Abraham” zastosował słowa Jezusa, św. Pawła, Mojżesza oraz historię Izraela do Amerykanów — „narodu prawie wybranego”. Prawdopodobnie nigdy nie mówił on o tym w bardziej otwarty sposób, jak wówczas, gdy powołał się na podstawy chrześcijaństwa, aby wesprzeć wizję ojców założycieli: „Niech dumna budowla wolności spoczywa na [ogólnej mądrości, jasnej moralności oraz szacunku do Konstytucji i praw], tak jak skała na swej podstawie i tak prawdziwie, jak zostało to powiedziane o jedynej większej instytucji: Bramy piekielne go nie przemogą”.

Wielkość chrześcijaństwa polega na pewności, jaką daje wiara, że wieczna prawda o Bogu i człowieku zatriumfuje z czasem nad wszelkim złem. Podstawy Ameryki opierają się także na wiecznej prawdzie, na „skale” natury, bez żadnej jednak gwarancji, że nasi obywatele pozostaną jej wierni. Ameryka pławiąca się w małym, egoistycznym hedonizmie nie ostanie się.

tłum. Krzysztof Warchoł

Dlaczego Papież kocha Amerykę
Dennis Teti

dyrektor ds. badań w Tricentennial Foundation for America i profesor kontraktowy nauk politycznych w Hillsdale College....