Potrzeba ludzi prawego sumienia

Potrzeba ludzi prawego sumienia

Trudno jest pisać o polskiej inteligencji i o zmianach, jakie wśród niej zaszły w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. Trudno pisać najpierw dlatego, że nie jest łatwo ją zdefiniować.

Rodzi się pytanie: czy do tej inteligencji należą polscy katolicy, którzy, posiadając wyższe wykształcenie, w swoim życiu i działalności czuli się i czują zawsze związani z Kościołem (byłaby to szersza definicja inteligencji katolickiej w naszym Kraju), czy też jako inteligencję katolicką należałoby uznać tylko tych polskich katolików, którzy działali i działają w Klubach Inteligencji Katolickiej oraz byli i są związani z takimi czasopismami, jak „Tygodnik Powszechny”, „Znak”, „Więź” (w tym przypadku byłaby to wąska definicja inteligencji katolickiej)? Zdając sobie sprawę z powyższej trudności, opowiadam się za szerszą definicją inteligencji katolickiej i jej też dotyczyć będzie moja wypowiedź.

Gdy patrzymy wstecz na mijające ćwierćwiecze, z całą pewnością nie rysuje się ono jako jakiś w miarę jednolity okres czasu. Owszem, przedstawia się nam on jako czas naznaczony dość dużymi przyspieszeniami biegu historii, wraz z tym politycznym przełomem, który stanowią wybory 4 czerwca 1989 roku i upadek Muru Berlińskiego. Wydaje się, że najnowsze dzieje naszego Kraju, w które była żywotnie zaangażowana polska inteligencja katolicka, niekiedy wręcz jako istotny sprawca i podmiot, dają się podzielić na cztery podstawowe okresy.

Pierwszy okres stanowią lata 1973-1978. Mówiąc językiem współczesnej publicystyki, przypadają one na czasy środkowego i schyłkowego Gierka. Jak dobrze sięgam pamięcią do tamtych lat, Polska powoli wychodziła już z okresu rozbudzonych nadziei społecznych związanych z przełomem grudniowym roku 1970, wyrażających się w haśle „Pomożemy!” Co prawda, wielu Polaków żyło wtedy jeszcze wielkimi oczekiwaniami zmian na lepsze. Otrzymanie własnego mieszkania na terenie jakiegoś blokowiska czy też możliwość pojechania własnym „maluchem” na pracownicze wczasy były dla wielu widomym znakiem wyrwania się z marazmu końcowych lat rządów Gomułki. Hasła tak zwanego „budowania drugiej Polski” czy też „małej stabilizacji” brzmiały dla wielu Polaków ciągle jeszcze bardzo chwytliwie. Ale też powoli ukazywały się znamiona zbliżającego się kryzysu duchowego i ekonomicznego. W roku 1976 doszło do strajków w „Ursusie” i Radomiu. Brutalnie stłumione, ukazały po raz kolejny prawdziwe oblicze komunizmu. Zaczął się rodzić półoficjalny sprzeciw społeczny. Działał KOR, w którego strukturach byli także przedstawiciele inteligencji katolickiej. W powszechnej opinii uchodzili oni za swoiste sumienie narodu, tym bardziej, że ich działalność łączyła się z wystąpieniami Księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego, który m.in. w swych kazaniach świętokrzyskich protestował przeciwko planowanym zmianom w Konstytucji PRL zmierzającymi do uczynienia z Polski państwa oficjalnie wasalnego wobec ZSRR, oraz Księdza Kardynała Karola Wojtyły, który otwarcie upominał się o pokrzywdzonych robotników.

Drugi okres obejmuje zaledwie trzy, ale jakże brzemienne w skutki lata 1978-1981. 16 października 1978 roku Kardynał Wojtyła został wybrany na Papieża. Jego wybór wzbudził ogromny entuzjazm w całym Kraju. Rok później doszło do I Pielgrzymki Jana Pawła II do Polski i do słynnych przemówień na Placu Zwycięstwa w Warszawie oraz na Wzgórzu Lecha w Gnieźnie. Naród polski poczuł się ogromną siłą, która ukazała całą swą moc i potęgę podczas strajków sierpniowych 1980 roku i która ostatecznie zaowocowała powstaniem NSZZ „Solidarność”. Wtedy też doszło do niezwykłego w powojennej Polsce zbratania robotników z intelektualistami. Wśród nich niepoślednią rolę odgrywali przedstawiciele inteligencji katolickiej. Potrafili oni wyrazić słowem to, co czuło robotnicze serce. Nie bez przyczyny powstały wówczas Niezależny Samorządny Związek Zawodowy w swoim programie odwoływał się do nauki społecznej Kościoła. Nie bez powodu wznoszone wówczas wielkie pomniki — ofiar Grudnia’70 w Gdańsku i Czerwca’56 w Poznaniu — przybrały postać Krzyży. Ten duchowy sojusz inteligencji katolickiej z robotnikami pogłębiał się przez cały czas działania „Solidarności” aż do chwili wprowadzenia stanu wojennego. Jak bardzo znaczenie tegoż sojuszu — także na przyszłość — doceniali robotnicy, świadczy fakt udzielania przez nich pomocy materialnej i żywnościowej, nie mówiąc już o moralnej, strajkującym w listopadzie i grudniu studentom wyższych uczelni. Nic dziwnego więc, że przedstawiciele obydwóch tych warstw ówczesnego społeczeństwa polskiego znaleźli się pospołu w obozach dla internowanych.

W trzecim okresie — to znaczy w latach 1981-1989 — inteligencja katolicka nadal odgrywała ważką rolę w życiu narodu, który nie chciał się pogodzić z klęską „Solidarności”. Bez przesady można by powiedzieć, że była ona wtedy prawdziwym jego sumieniem. Część jej przedstawicieli działała w podziemiu, inni w ramach ówczesnych możliwości występowali otwarcie, znajdując dla siebie wiernego sprzymierzeńca w Kościele. Profesorowie uniwersyteccy — w Poznaniu m. in. prof. Janusz Ziółkowski i prof. Jarosław Maciejewski — wyjeżdżali do odległych niekiedy miejscowości, by w szczelnie wypełnionych ludźmi kościołach i salkach katechetycznych prowadzić prelekcje z historii, socjologii, społecznej nauki Kościoła. Prawdziwym fenomenem w skali całego Kraju były urządzane nawet w niedużych miastach „Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej” czy też „Msze święte za Ojczyznę”. Działalność ówczesnej inteligencji katolickiej znalazła dla siebie szczególne duchowe wsparcie podczas papieskich pielgrzymek w latach 1983 i 1987. Wybory 4 czerwca 1989 roku pokazały ostatecznie, jak iluzoryczne były programy i hasła ekipy Jaruzelskiego, który przez stan wojenny pragnął zaprowadzić w Polsce „ład i porządek” i który niejednokrotnie ogłaszał w imieniu PZPR, że „socjalizmu będziemy bronić jak niepodległości”. Wygrane przez „Solidarność” wybory (przypomnę, że do Senatu, gdzie wybory były w pełni wolne, nie ograniczone proporcjami ustalonymi przy Okrągłym Stole, weszło 99 przedstawicieli „drużyny Wałęsy”) były jednocześnie tryumfem tego swoistego sojuszu robotniczo-inteligenckiego. Do nowego Parlamentu weszli głównie przedstawiciele inteligencji, w dużej mierze katolickiej, głosami przede wszystkim robotników. Na czele rządu stanął wtedy Tadeusz Mazowiecki, od lat związany ze środowiskiem „Więzi”.

Tryumf roku 1989 stał się nieoczekiwanie początkiem schyłku tej roli, jaką dotąd w życiu narodu odgrywała inteligencja katolicka. W obozie solidarnościowym — w tym także wśród samej inteligencji — doszło do bolesnych podziałów. Co gorsze, doszło do pęknięcia więzi między robotnikami a inteligencją — zatem do pęknięcia tego, co stanowiło o sile solidarności pisanej przez małe i duże „s”. W nowej rzeczywistości gospodarczej i politycznej znacznie lepiej poczuli się ludzie wykształceni, którym łatwiej przyszło znaleźć dla siebie miejsce, niekiedy nawet dobrze się pod względem materialnym urządzić. W dużej mierze ciężar strukturalnych przemian ekonomicznych spadł natomiast na barki robotników dużych zakładów pracy. Duża część z nich poczuła się opuszczona i oszukana. Przed górnikami, hutnikami i stoczniowcami stanęła groźba bezrobocia. Na pewno jakimś symbolem tego opuszczenia stało się sprzedanie Stoczni Gdańskiej będącej kolebką „Solidarności”. Nie wszyscy też przedstawiciele inteligencji katolickiej — a przynajmniej nie wszyscy ci, którzy manifestowali swoją obecność w kościołach — zasłużyli na społeczne zaufanie, co, niestety, objawiło się w sposobie piastowania przez nich ważnych stanowisk państwowych czy samorządowych. To sprawiło, że inteligencja polska, w tym katolicka, przestała cieszyć się autorytetem, jaki posiadała jeszcze dziesięć lat temu. Co więcej, część inteligencji katolickiej nie potrafiła znaleźć adekwatnej odpowiedzi na wyzwania czasu, odchodząc od tego, na co w swoim nauczaniu wskazywali zarówno Ojciec Święty, jak i polscy biskupi. Można było odnieść wrażenie, że brakowało jej jakby ukochania Kościoła. Słynny list Jana Pawła II do redaktora Jerzego Turowicza pozostanie niezwykłym w swej wymowie dokumentem tego zjawiska.

Oczywiście te dość pesymistyczne stwierdzenia odnoszące się do lat 1989–1990 nie stanowią obrazu całości współczesnej inteligencji katolickiej. Żyjemy w zupełnie nowej rzeczywistości, stoją przed nami nowe możliwości i nowe wyzwania. Wynikają one zarówno z istoty demokratycznego państwa, jak i nieustannej żywotności Kościoła działającego pod natchnieniami Ducha Świętego. Tymi nowymi możliwościami rysującymi się przed polską inteligencją katolicką są: Akcja Katolicka, Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, „Caritas” i wiele innych działających w jedności z Kościołem ruchów i stowarzyszeń. Można i należy w nich uczestniczyć, wkładając w to cały swój osobisty potencjał wiary i intelektu, które to dziedziny, jak wiemy, nieustannie siebie nawzajem potrzebują, poszukują i wspierają. Nie można wykluczyć tego, że tak zarysowane pola działalności inteligencji katolickiej zmienią nieco jej obraz: będzie ona mniej elitarna, ale za to głębiej zakorzeniona w codziennej rzeczywistości Kościoła polskiego.

Jestem głęboko przekonany, że także — a być może w pierwszym rzędzie — właśnie o polskiej inteligencji katolickiej myślał Ojciec Święty, kiedy polskim biskupom przebywającym w styczniu i lutym 1998 roku na Watykanie z wizytą ad limina tak oto przedstawiał jedno z głównych ich zadań duszpasterskich: „Odzyskanej wolności nie rozwinie się, ani się nie obroni, jeśli na każdym odcinku życia społecznego, gospodarczego i politycznego nie staną ludzie prawego sumienia, zdolni oprzeć się nie tylko różnym zmiennym wpływom i naciskom zewnętrznym, lecz także temu wszystkiemu, co osłabia albo niszczy wolność człowieka od wewnątrz. Ludzie sumienia to ludzie duchowo wolni, zdolni do rozeznania w świetle odwiecznych wartości i norm, które się tyle razy sprawdziły, nowych zadań, przed jakimi Opatrzność stawia nas w chwili obecnej. Każdy chrześcijanin powinien być człowiekiem sumienia odnoszącym naprzód to najważniejsze i poniekąd najtrudniejsze ze zwycięstw — zwycięstwo nad samym sobą. Powinien nim być we wszystkich sprawach dotyczących jego życia prywatnego i publicznego”.

Potrzeba ludzi prawego sumienia
Bp Marek Jędraszewski

urodzony 24 lipca 1949 r. w Poznaniu – polski duchowny rzymskokatolicki, profesor nauk teologicznych, biskup pomocniczy poznański (1997–2012), arcybiskup metropolita łódzki (2012–2017), od 2014 r. zastępca przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, od 2017 r. arcybiskup...