Przesłanie nadziei

Przesłanie nadziei

Oferta specjalna -25%

List do Rzymian

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

W latach siedemdziesiątych, po kolejnych buntach robotników w Poznaniu w 1956 i na Wybrzeżu w 1970 roku, komunizm osłabił swoją pierwotną ostrość, utracił totalitarny charakter i przybrał postać „realnego socjalizmu”, bezdusznej machiny władzy, która, zaciągając ogromne pożyczki za granicą, usiłowała olśnić społeczeństwo nieco wyższym standardem życia. Nie można też zapominać, że podczas obchodów Tysiąclecia Chrześcijaństwa w Polsce w 1966 roku nastąpiło duchowe zderzenie Kościoła z wojującym ateizmem państwowym i bezwzględnym aparatem ucisku, który usiłował na każdym kroku utrudniać przebieg uroczystości kościelnych. Podczas tych wielkich zgromadzeń religijnych z udziałem setek tysięcy wiernych i Episkopatu Polski doświadczyliśmy mocy wiary i odkryliśmy, jaką wartością jest przeżycie w tak wielkiej wspólnocie tożsamości religijnej i narodowej. Wojujący komunizm poniósł wówczas decydującą klęskę. Podobnie uświadomiliśmy sobie, kim jesteśmy, w dniu wyboru kardynała Karola Wojtyły na następcę św. Piotra oraz podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny, która już za rok miała zapoczątkować wielki wolnościowy Zryw „Solidarności”, solidarność polskich sumień.

Millennium i lata siedemdziesiąte stanowiły tło, na którym zrodziła się myśl założenia dominikańskiego pisma. Był to również powrót do dość już odległej tradycji wydawanych przez polskich dominikanów czasopism: „Róża Duchowna”, „Szkoła Chrystusowa” i tuż przed wojną „Przegląd Tomistyczny”. W latach siedemdziesiątych istniało kilka zaledwie czasopism związanych z Kościołem, których nakłady były niezwykle małe. Ta sytuacja stała się zobowiązującym wezwaniem do założenia pisma, które, w kraju niszczonym przez prymitywną i sztuczną ideologię, służyłoby pogłębionej formacji katolickiej.

Miesięcznik „W drodze” wyrósł z doświadczenia duszpasterstwa akademickiego, z naszej pracy i kontaktów ze środowiskami studentów, profesorów, inteligencji. To nie była tylko wola założenia pisma, ale kilka lat uciążliwych starań, poszukiwania luk w bezdusznej i zideologizowanej administracji państwowej.

Zgoda na wydawanie związanych z Kościołem pism i książek, aptekarskie przydziały papieru, którego stale brakowało do ostatniego tchnienia PRL-u, to były decyzje polityczne na szczeblu centralnym. Początkowy nakład miesięcznika „W drodze” wynosił dwa tysiące egzemplarzy, o przydziale drukarni nie było mowy. Trzeba było szukać odważnego dyrektora drukarni, który zaryzykowałby drukowanie katolickiego pisma. Dzięki ludzkiej życzliwości wylądowaliśmy aż w Szczecinie. Był rok 1973. Zapotrzebowanie społeczne było duże. W kolejce na prenumeratę czekali potencjalni prenumeratorzy, wśród nich biblioteka KC wszechwładnej Partii.

W 1975 roku podniesiono nakład do 3 500 egzemplarzy, i tak już pozostało do upadku komunizmu. Wówczas na tle ilości zadrukowywanego w kraju papieru, na publikacje katolickie przypadał mniej więcej jeden procent.

Państwowa cenzura okaleczała teksty najciekawsze, również o charakterze światopoglądowym, odnoszące się do kondycji człowieka, potrzeby wiary w jego życiu, przeżywania tożsamości religijnej, społecznej i narodowej. Trzeba było nieraz przenosić aktualne sytuacje w inne kraje i epoki. Po pierwszej pielgrzymce Ojca Świętego do Ojczyzny napisaliśmy: „Na ulicach Krakowa wiał wiatr historii”. Cenzura skreśliła słowo „historia”. Dopiero w odwołaniu do centralnego urzędu poskutkował argument, że wówczas w Krakowie nie było nawet delikatnego wietrzyku.

Egzystencja miesięcznika „W drodze” ze względów politycznych była trzykrotnie zagrożona. Dominikanie bowiem w swojej posłudze duszpasterskiej docierali do ludzi młodych, do środowisk intelektualnych, które władzy ludowej się nie podobały. Stosowano wówczas zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Ratowała nas troskliwa opieka Prymasa Tysiąclecia, również życzliwość sekretarza Episkopatu arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego i obecnego Prymasa, kardynała Józefa Glempa. Wspominam o tym, ponieważ pamięć o tamtych trudnych doświadczeniach zdaje się zanikać, a to z kolei sprawia, że tak beztrosko zaprzepaszczamy dzisiaj dar odzyskanej wolności.

Przesłanie miesięcznika „poświęconego życiu chrześcijańskiemu” wyrażało się w ukazywaniu bogactwa, nowości i piękna chrześcijańskiej inspiracji w czasach, gdy miliony Polaków były kształtowane przez zideologizowaną szkołę i kulturę. Jako dominikanie chcieliśmy wobec społeczeństwa spełniać „posługę mądrościową” (munus sapientiale) przez głoszenie odwiecznej Prawdy o Bogu i człowieku, zgodnie z nauczaniem Kościoła.

Tytuł „W drodze” zobowiązywał, nadawał wewnętrzną dynamikę naszym poszukiwaniom, nawiązywał do korzeni biblijnych — tej nieustannej wędrówki narodu wybranego, oddawał kondycję człowieka-pielgrzyma, otwierał na nowe horyzonty i nowe spotkania. Ważny tu był program ekumeniczny: dążenie podzielonego chrześcijaństwa do jedności, otwarcie na wartości zawarte w wielkich religiach monoteistycznych, odnajdywanie na tej drodze do odwiecznego Celu wszystkich ludzi, również tych, którzy są daleko od Królestwa. Publikowaliśmy na łamach „W drodze” świadectwa wielkich myślicieli: Heschla, Bubera, Bonhoefera, Sołowjowa, Evdokimova, Maritaina… Cieszyliśmy się, że udało nam się stworzyć własne środowisko publicystów i krąg przyjaciół-pisarzy: Romana Brandstaettera, Anny Kamieńskiej, Andrzeja Kijowskiego, Bohdana Ostromęckiego, którzy na łamach „W drodze” publikowali swoje przejmujące świadectwa wiary. W tamtym czasie ludzie kultury odnajdywali swoje miejsce w Kościele. Owocem tych doświadczeń były Tropy Andrzeja Kijowskiego. W 1981 roku poszerzeniem naszej obecności w kulturze stało się wydawnictwo kierujące się tymi samymi założeniami programowymi co miesięcznik.

Inspiracją był dla nas II Sobór Watykański z jego pełnym zaufania otwarciem się na współczesny świat i ukazywaniem obecności i zadań wyznawców Chrystusa w świecie domagającym się prawdy i sprawiedliwości. Wielkim światłem stał się pontyfikat Jana Pawła II, papieża niosącego w sobie najgłębsze przesłanie polskiej historii i kultury, przez które w czasach niewoli i wolności najpełniej wyraża się nasza tożsamość narodowa. Pełnymi garściami czerpaliśmy z tej papieskiej inspiracji program zadań stojących przed wszystkimi, którzy mają poczucie odpowiedzialności za Polskę, świat i człowieka.

Sądzę, że „W drodze” zawsze towarzyszyło Czytelnikom w odczytywaniu znaków czasu przełomu, pomagało w kształtowaniu wiary świadomej, ukazywało sens modlitwy i piękno życia chrześcijańskiego. Jako dominikanie — pugiles fidei, szermierze wiary — staraliśmy się być wierni Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła. Nade wszystko jednak w tamtych czasach „W drodze” było przesłaniem nadziei. Takie opinie słyszę nieraz z ust Czytelników, którzy towarzyszą pismu od 25 lat.

Początkowa euforia po upadku komunizmu i odzyskaniu wolności opadła. Znaleźliśmy się w świecie pluralistycznym, zlaicyzowanym, z którego pragnie się usunąć sakralny wymiar życia człowieka. Obecnie dawną nadzieję zastępuje rozczarowanie. Przez wszystkie struktury idą podziały, zaprzepaściliśmy nawet Chrystusowe pragnienie jedności Jego uczniów. Nie potrafimy w jedności budować wolnej Polski. Jesteśmy też świadkami zmagania się o duszę Europy i świata. Konstatuje się nawet dzisiaj, że kultura chrześcijańska przestała w Europie istnieć, została wchłonięta przez kulturę laicką. Dlatego tak ważne jest spotkanie Kościoła z kulturą.

Podczas tegorocznej wizyty ad limina Apostolorum Biskupów polskich Ojciec Święty poświęcił dużą część jednego ze swych wystąpień kulturze, zwracając uwagę, że „to duchowe bogactwo i dziedzictwo kulturowe naszego narodu jest niejednokrotnie narażone na niebezpieczeństwo sekularyzacji i spłycenia, zwłaszcza na obszarze podstawowych wartości ludzkich, humanistycznych i moralnych, których trzeba bronić”. Papież podkreślił również rolę naszej rodzimej kultury w procesie integracji z Unią Europejską: „Polska kultura chrześcijańska, etos religijny i narodowy są cennym rezerwuarem energii, których Europa dziś potrzebuje, by zapewnić w swych granicach integralny rozwój osoby ludzkiej”. Jest to wezwanie skierowane również do społecznych środków przekazu, których „właściwym celem i zadaniem… jest służba prawdzie i jej obrona” (wszystkie cytaty z: Jan Paweł II, Przemówienie do III grupy Biskupów, 14 II 1998).

Mottem do artykułu redakcyjnego pierwszego zeszytu „W drodze” w 1973 roku były słowa Norwida: „drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona”. Po 25 latach jest to hasło nadal zobowiązujące. Otwierając się na wyzwania przyszłości, pamiętajmy o korzeniach, z których wyrastamy. Pragnę w tym miejscu podziękować wszystkim Braciom Dominikanom i świeckim Współpracownikom, którzy to pismo współtworzyli i tworzą nadal, oraz naszym wiernym Czytelnikom: Bądźcie zawsze w DRODZE!

 

Przesłanie nadziei
Marcin Babraj OP

(ur. 21 października 1933 r. w Berezne (pow. Kostopol na Wołyniu, obecnie Ukraina) – zm. 01 lutego 2021 r. w Krakowie) – wł. Andrzej Michał Babraj, polski dominikanin, mgr filologii polskiej UAM, inicjator, jeden z trzech ojców założycieli i pierwszy redaktor naczelny (1973-...