Kolorowy ateizm

Kolorowy ateizm

Dzisiejszy ateizm, upowszechniany przez masowe środki przekazu, jest głównie proweniencji anglosaskiej, rodzi się w gabinetach uniwersytetów. Jest on niesłychanie sugestywny, jako że powołuje się na odkrycia współczesnego przyrodoznawstwa zazwyczaj dokonywane w państwach zachodnich, dysponujących wyrafinowaną i unikalną technologią badawczą.

Ateizm propagowany przez komunistów w czasach peerelowskich był siermiężny lub — wyrażając się bardziej dosadnie — prostacki. Opracowywany przez partyjnych lektorów, którzy otarli się zaledwie o sale wykładowe uczelni, kopiował teksty importowane z metkami made in Kreml i był konsumowany z nabożeństwem przez szeregowych członków partii, zwłaszcza tych, dla których matura leżała na ogół poza zasięgiem ich możliwości intelektualnych.

Dzisiejszy ateizm, upowszechniany przez masowe środki przekazu, rodzi się w zgoła innych miejscach i za sprawą innych ludzi, a „szaty” ma też całkowicie przeciwne (to znaczy — subtelne i kolorowe) w stosunku do „garderoby” ateizmu sowieckiego. Ateizm ten jest głównie proweniencji anglosaskiej (a dokładnie pisząc — angielskiej), rodzi się w gabinetach słynnych uniwersytetów, jak np. Cambridge, Oxford lub Princetown, a jego twórcy to najczęściej nobliści w dziedzinie nauk przyrodniczych. Jest on niesłychanie sugestywny, jako że powołuje się na odkrycia współczesnego przyrodoznawstwa dokonywane zazwyczaj w zachodnich państwach, dysponujących wyrafinowaną i unikalną technologią badawczą.

Jest on upowszechniany u nas poprzez zachodnie kanały telewizyjne (w rodzimej wersji językowej) oraz bardzo bogatą (co do liczby tytułów) literaturę popularnonaukową. Obecność i dostępność przekazu TV popularyzującego myśl naukową oraz obfitość literatury zapoznającej czytelnika ze współczesnymi odkryciami i teoriami nauk przyrodniczych same w sobie nie są złem społecznym, a przeciwnie. Należy cieszyć się, że nauczyciele i uczniowie starszych klas liceum mają dziś tak szeroki dostęp do światowej literatury naukowej oraz eseistyki interpretującej współczesne odkrycia i podstawowe idee nauk o przyrodzie. Ale przy zakupie i lekturze wielu tłumaczeń anglosaskiej literatury popularnonaukowej trzeba mieć postawę krytyczną i oceniającą te teksty w świetle papieskiej nauki głoszonej w encyklikach Jana Pawła II, w tym zwłaszcza ostatniej Fides et ratio.

Właśnie teraz ukazało się tłumaczenie głośnej na Zachodzie pracy wybitnego brytyjskiego fizyka i kosmologa Lee Smolina, zatytułowanej Życie kosmosu (wyd. Amber, 1999). Lee Smolin w swej pracy przedstawił projekt teorii wyjaśniającej wszystko, co istnieje w megaskali astronomicznej i nazwał go „kosmicznym doborem naturalnym”. Cały dostępny naszym obserwacjom wszechświat, zdaniem tego uczonego, ma charakter i naturę nieograniczonego w czasie i przestrzeni systemu, który sam się stwarza, sam organizuje i sam się do siebie odnosi, oraz produkuje spontanicznie zmienne prawa przyrody.

Autor przenosi darwinowską zasadę doboru naturalnego z biologii do kosmologii i z jej pomocą próbuje wyjaśnić życie gwiazd i układów gwiezdnych zwanych galaktykami i gromadami galaktyk. Przypadkowe kombinacje różnych parametrów cząstek elementarnych oraz ciał kosmicznych prowadzą — zdaniem L. Smolina — w nieskończonym czasie i przestrzeni do powstawania nieskończonej liczby wszechświatów, w których w pewnych okresach ich życia pojawia się życie i świadomość ludzka. Multiplikatywny proces mnożenia się wszechświatów jest podobny do wykładniczego wzrostu liczby osobników w populacji organizmów żywych o zdolnościach replikacji, można więc zastosować do niego darwinowską zasadę doboru naturalnego.

W tym miejscu nie chodzi mi jednak o szczegółowe rozważenie projektu filozofii przyrody prezentowanej w książce Życie kosmosu. Pragnę bowiem poddać pod uwagę czytelnika ten uderzający dla mnie fakt, że koncepcje teoretyczne L. Smolina, zmierzające do zbudowania nowej wizji kosmologicznej, mają szokującą (przynajmniej dla mnie) genezę. Oto autor w licznych miejscach swej książki pisze, że jedynym powodem, który go zmuszał do tej pracy, była przemożna chęć udowodnienia, że do racjonalnego wyjaśnienia istnienia i właściwości dostępnego ludzkiemu poznaniu wszechświata, metafizyka religijna jest nie tylko zbędna, ale i szkodliwa. W dziesiątkach miejsc swojego dzieła, L. Smolin tropi i demaskuje teorie fizyki starożytnej oraz nowożytnej, klasycznej (zwłaszcza mechaniki Newtona) jako pochodne wiary w Boga, w transcendencję, w absolut. Zgrozą i przerażeniem napawają go wszelkie idee i modele teoretyczne fizyki i kosmologii, które zakładają istnienie osobowego bóstwa jako źródła sensu istnienia przyrody, jako źródła rozumu i racjonalności. Z politowaniem mówi o tych twórcach nauk ścisłych, którzy jawnie (lub nie) kierują się ideą istnienia świata platońskiego, a na przyrodę, daną w doświadczeniu zmysłowym, patrzą zgodnie z metaforą „jaskini”.

Jego zdaniem, narodziny i rozwój teorii względności, mechaniki kwantowej, biologii ewolucyjnej, teorii systemów samoorganizujących się itd., to konieczny proces uwalniania się od religijnego postrzegania świata. Autor stara się — w niezwykle analitycznych rozważaniach nad działaniem kosmicznej zasady doboru naturalnego — pokazać, jak jego hipoteza samorodzących się i powielających wszechświatów ten proces uwiarygodnia.

Jego optymizm, wynikający z funkcji grabarza metafizyki religijnej, która zrodziła rzekomo bzdurną fizykę i kosmologię klasyczną, dochodzi do zenitu przy końcu książki: „zatem nigdy nie było Boga, nie było żadnego pilota, który stworzył świat, zastępując chaos porządkiem i który pozostaje na zewnątrz, obserwując i zakazując (…) świat zawsze będzie istniał (…) nic nie kryje się za nim, żaden absolutny czy platoński świat względem niego transcendentalny. Wszystkie prawa przyrody jakie mamy to świat, który sam siebie stworzył”.

Optymizm ów, wypływający z tego subtelnego i niesłychanie inteligentnego ateizmu, zostaje jednak zmącony ostatnim zdaniem tekstu, które przytoczę: „Módlmy się, żeby to (radykalna antyreligijność — MS) wystarczyło”. Można się zapytać — a do kogo mamy się modlić, jeśli Boga nie ma?

Odniosłem wrażenie, zapoznając się z wizją kosmicznego doboru naturalnego L. Smolina, że modlitwy powinniśmy kierować do samych siebie. Albowiem zgodnie z nową wizją życia wszechświata — z którego subtelni angielscy ateiści wyrzucają Boga — jesteśmy żywymi systemami, które w wyniku procesu ewolucji nieskończonego zbioru potencjalnych wszechświatów stały się samostwarzające, samoorganizujące i samoodnoszące się.

Kolorowy ateizm
Mieczysław Sawicki

urodzony w 1930 r. – fizyk, pedagog, dr hab., wykładowca Wyższej Szkoły Pedagogicznej....