Jak czytać stworzenie?

Jak czytać stworzenie?

Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Kard. Christoph Schönborn, Cel czy przypadek. Dzieło stworzenia i ewolucja z punktu widzenia racjonalnej wiary, Wydawnictwo Jedność Herder, Kielce 2009

Na wydaną nakładem wydawnictwa Jedność książkę kardynała Christopha Schönborna Cel czy przypadek składa się zbiór jego katechez poświęconych teologii stworzenia. Zostały one wygłoszone w katedrze św. Szczepana w Wiedniu w roku akademickim 2005/2006. Niewiele wcześniej, w lipcu 2005 roku, arcybiskup Wiednia zamieścił w „New York Timesie” artykuł, w którym skrytykował przekonanie, jakoby naukowe modele wyjaśniające pochodzenie świata i życia mogły uczynić „niewytłumaczalną” chrześcijańską naukę o stworzeniu. Tekst wywołał spore kontrowersje i polemiki, których wyraźne ślady można znaleźć w omawianej pozycji.

A potem Bóg rzekł…

Jaka jest zatem owa chrześcijańska nauka o stworzeniu? W dużym skrócie można ją streścić następująco: Bóg w sposób wolny i niekonieczny stworzył świat. Stworzenie nie jest wyłącznie aktem jednorazowym, lecz także nieustannym podtrzymywaniem świata w istnieniu. Świat ma swój początek i cel, do którego zmierza, jest dobry, a jego różnorodność jest przez Boga chciana. Człowiek ma w nim wyjątkową pozycję.

Takie stanowisko rodzi pytania. Czy wiara w Stwórcę nie jest sprzeczna ze współczesnymi teoriami powstania świata i życia na drodze ewolucji? Skąd zło, jeśli świat jest stworzony przez dobrego, wszechmocnego Boga? Czyż wiara w wyjątkową pozycję człowieka nie jest po prostu rodzajem gatunkowego szowinizmu, a przykazanie, by czynić sobie ziemię poddaną, nie doprowadziło do ekologicznej katastrofy? Z tymi pytaniami mierzy się kardynał Schönborn. Trzeba przyznać, że odważnie podejmuje postawione wątpliwości i z dużą erudycją porządkuje te zagadnienia.

Szczególnie warte uwagi jest stanowisko autora wobec suponowanego konfliktu między nauką a wiarą. Można powiedzieć, że rozwój nauk empirycznych, który miał miejsce w Europie, jest pochodną biblijnej wiary w stworzenie. Odarła ona bowiem świat z aury boskości. Słońce, gwiazdy, księżyc przestały być niedostępnymi ludzkiemu pojęciu bóstwami. Stały się godnymi podziwu dobrami, za które należy chwalić Stwórcę i które można badać! Tak też postrzegali to pierwsi wybitni naukowcy nowożytnej Europy. Kopernik, Galileusz czy Newton traktowali naukę jako próbę rozumowego odczytania napisanej przez Boga księgi stworzenia.

Wiara i nauka

Skąd zatem przekonanie o odwiecznym konflikcie między wiarą a nauką? Z jednej strony jest to pokłosie czarnej legendy, według której badacz staje się ofiarą mrocznej inkwizycji. Legenda ta, niekoniecznie bliska faktom historycznym, wciąż jest obecna w powszechnej świadomości. Drugą przyczyną owego pozornego konfliktu jest metodologiczne założenie nauk, według którego poszukuje się wyłącznie naturalnych przyczyn dla badanych procesów. Po trzecie, wielu naukowców miesza wyniki swoich badań z przekonaniami światopoglądowymi. Zdaniem kardynała, wyniki rzetelnie prowadzonych doświadczeń naukowych nie mogą pozostawać w konflikcie z wiarą. Inaczej może być w przypadku tez światopoglądowych opartych na wiedzy naukowej.

W metodzie nauk przyrodniczych panuje założenie nazywane czasem „metodycznym ateizmem”. Zakłada się, że żadnej Boskiej ingerencji nie było, „by następnie zobaczyć, jak daleko się zajdzie przy takim założeniu”. Według Schönborna założenie to jest nie tylko uprawnione, ale wręcz konieczne w przyrodoznawstwie. I oczywiście, nie ma ono nic wspólnego z ateizmem światopoglądowym. Nauki przyrodnicze poszukują bowiem mechanizmów, uwarunkowań, związków, które mogą wyjaśnić przebieg procesów.

Wiara w Stwórcę jest czymś zupełnie innym. Stwórca nie jest jedną z wielu przyczyn, a akt stwórczy nie jest nadprzyrodzonym działaniem, które można wykazać pośród innych naturalnych sił. Stwórca tworzy byt w ogóle, tworzy całość świata z jego prawami, rzeczy widzialne i niewidzialne. Bóg nie jest metafizyczną zapchajdziurą, która tłumaczy to, co jeszcze nie jest wytłumaczalne. Boża przyczynowość jest transcendentnym, stwórczym działaniem, które sprawia, że świat jako całość, krok za krokiem, postępuje według Jego planu. Jak to rozumieć? Według Schönborna trzeba pamiętać o rozróżnieniu między warunkami a przyczyną. Na przykład, aby powstało życie na naszej planecie, konieczny był zbiór warunków, bez których nie byłoby ono możliwe. Jednak te ogólne warunki nie są stwórczą przyczyną. Bez stwórczego aktu Boga, bez „boskiej iskry” nie byłoby przejścia od możliwości powstania życia do jego zaistnienia. Jednak na tę „boską iskrę” badania nauk przyrodniczych z definicji nie natrafią w swoim obszarze.

Komentując stanowisko Schönborna, można powiedzieć, że wypływa ono z klasycznego pytania Leibniza dotyczącego przygodnych bytów: Dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Mam jednak wątpliwości, czy argumenty autora są dla wszystkich przekonujące. Szczególnie na płaszczyźnie biologii – mocno jeszcze tkwiącej w deterministycznej fizyce Newtona. Podczas gdy we współczesnej fizyce dużą rolę odgrywa prawdopodobieństwo, fizyka Newtona jest czystą grą konieczności. Rzeczywiście, w takim wypadku zanika postulowane przez Schönborna rozróżnienie między warunkami a przyczynami.

W ten sposób dochodzimy do wspomnianej powyżej trzeciej przyczyny konfliktu nauki i wiary. Wyniki badań empirycznych są często zanurzone w przekonaniach filozoficznych czy światopoglądowych. Zdaniem kardynała, badania w przyrodoznawstwie mają rzeczywiście ograniczony zakres i nie ma możliwości ucieczki od pytań na gruncie filozoficznym 1. Niemniej jednak filozoficzne (i religijne) przekonania naukowców powinny być oddzielone od wyników badań. Niestety, często się zdarza, że, świadomie lub nie, naukowcy dodają do wyników badań naukowych kwestie światopoglądowe. Prowadzi to do przekształcania teorii naukowych w ideologie. Przykładem może być zdanie: „Ludzkość powinna zaakceptować, że nauka pozbawiła zasadności wiarę w sens i cel kosmosu”. Nie jest ono przecież wynikiem badań przyrodoznawczych, lecz zdaniem filozoficznym. Inna sprawa, że jest skądinąd oczywiste, iż nauki nie mogą znaleźć sensu i celu kosmosu, bo z założenia go nie szukają.

W kontekście dyskusji między wiarą a naukami przyrodniczymi nasuwa się pytanie o stosunek katolickiej wiary w stworzenie do tzw. „kreacjonizmu”. Chodzi o pogląd, rozpowszechniony głównie wśród protestanckich fundamentalistów, jakoby biblijny opis stworzenia świata był niejako protokołem relacjonującym chronologiczny przebieg sześciu dni stworzenia. Kardynał Schönborn daje tu bardzo zwięzłą odpowiedź. Cytuje zdanie Tomasza z Akwinu, który mówi, że „wiary chrześcijańskiej nie wolno chcieć bronić za pomocą argumentów, które ją ośmieszają, ponieważ jawnie sprzeciwiają się rozsądkowi”. Twierdzenie, że świat ma jedynie 6000 lat, jest absurdem, a próba naukowego dowodzenia tego naraża wiarę na kpiny.

Dowód na istnienie duszy

Jeden z fragmentów omawianej książki budzi pewne wątpliwości. Dyskutując z materialistyczną wizją człowieka, autor przytacza za Hansem Jonasem zdarzenie, które miało miejsce w Berlinie w pierwszej połowie XIX wieku. Otóż ukształtowała się tam grupa młodych naukowców, którzy chcieli z fizjologii uczynić naukę ścisłą. Trzech z nich złożyło przysięgę, „że dowiodą prawdy, iż w organizmie nie działają żadne inne siły poza zwyczajnie fizykochemicznymi”. Jak pisze Jonas, uwadze trzech młodych uczonych umknęło jednak to, że sam fakt uroczystego ślubowania był sprzeczny z treścią ich przysięgi. „Zawierzali oni bowiem czemuś całkowicie niefizycznemu, ich stosunkowi do prawdy, również władzy nad zachowaniem się ich mózgów, którym w treści przysięgi generalnie przeczyli”. Było to nieme i nieuświadomione przyznanie, że istnieje rzeczywistość, która różni się od tych „inherentnych dla materii” sił, działających podczas wzajemnych oddziaływań. Kardynał Schönborn, wykazując ewidentną sprzeczność między deklaracjami i czynami młodych naukowców, zwraca uwagę na wymiar intelektu, duszy, wolności, „który nie może być samym tylko produktem materialnych uwarunkowań działania intelektu”. A jeżeli tak się sprawy mają, to rozsądnie jest założyć istnienie w człowieku jakiejś substancji myślącej, tradycyjnie utożsamianej z duszą.

Argumentacja Schönborna wydaje mi się w tym miejscu, delikatnie mówiąc, naciągana. Błąd wspominanych przez Jonasa uczonych nie polegał na tym, że chcieli uczynić z fizjologii naukę ścisłą i znaleźć wyłącznie naturalne wytłumaczenie dla przebiegających w organizmie procesów. Taki postulat jest w przyrodoznawstwie nie tylko uprawniony, ale wręcz konieczny. Ich błąd i późniejsze niespójności między przekonaniami a zachowaniem polegały na rozszerzeniu materialistycznego redukcjonizmu, który był uprawnionym założeniem metody badawczej, na redukcjonizm światopoglądowy. Przekształciwszy założenie swojej metody badawczej w ideologię, wspomniani uczeni nie do końca zrozumieli konsekwencje tego stanowiska. Stąd zabawna sprzeczność w ich zachowaniu. Paradoksalnie, można powiedzieć, że w pewnym stopniu sprzeniewierzyli się swojej własnej naukowej metodzie. Pod wpływem redukcjonistycznej ideologii odrzucali dane empiryczne pochodzące choćby z ich własnego zachowania.

Redukcjonizm światopoglądowy, który nie chce uznać tych jakości człowieczeństwa, których nie można sprowadzić wyłącznie do mechanistycznej fizjologii, jest niewątpliwie błędem, także na poziomie empirycznym. Jednak nie sądzę, by uprawnione było podawanie tego jako dowodu na istnienie rozumnej duszy. Byłoby to zbyt proste, a dusza, będąca ostatecznie przyczyną duchową, zbyt łatwo schodziłaby do poziomu naturalnych przyczyn czy uwarunkowań. Czy tak rozumiana dusza nie byłaby „jednym z ogólnych warunków”, jakie muszą zaistnieć, by powstała kultura? Wówczas albo istnienie kultury byłoby ostatecznym dowodem na istnienie Boga, albo dusza rozumna byłaby tylko pewną naturalną właściwością.

Książka godna polecenia

Czytając książkę Schönborna, można miejscami natrafić na podobne zwroty i przeskoki w argumentacji. Niemniej jednak, wydaje się, że są to raczej uproszczenia wynikające z charakteru dzieła. Nie jest to bowiem praca naukowa, lecz zbiór katechez, które można przyrównać do pozycji popularyzatorskich. Zasadniczym celem autora jest przestępne przedstawienie teologii stworzenia czytelnikowi, który niekoniecznie jest wyrobiony teologicznie czy filozoficznie. I trzeba przyznać, że książka kardynała Schönborna spełnia w tym względzie swoją funkcję. Napisana z niezwykłą erudycją, nie przytłacza. Jasno przedstawia sens chrześcijańskiej wiary w stworzenie, a we fragmentach polemicznych prezentuje wyważone stanowisko, porządkując omawiane zagadnienia. Z całą pewnością można ją polecić każdemu zainteresowanemu problematyką relacji wiary i nauki.

1 Na przykład: przyjęcie tezy, że realna jest tylko rzeczywistość empiryczna i wobec tego nic, co nie jest empirycznie poznawalne, nie istnieje – nie jest ucieczką przed metafizyką, lecz metafizycznym wyborem. W tym miejscu naturalnie nasuwa się komentarz Romana Ingardena wobec postulatu Koła Wiedeńskiego. Zgodnie z postulatem sensowne są tylko: zdania wypływające z danych empirycznych i tautologie logiczne. Ingarden zadał wobec tego pytanie, czy sam postulat należy do którejś z dopuszczonych przez Koło Wiedeńskie grup zdań sensownych.

Jak czytać stworzenie?
Krzysztof Kocjan OP

urodzony w 1975 r. – dominikanin, absolwent psychologii na UŚ oraz teologii na PAT, obecnie przeor klasztoru i proboszcz parafii w Witebsku (Białoruś). Życzenia imieninowe przyjmuje 25 lipca....