Obsesja reformowania Kościoła

Obsesja reformowania Kościoła

„Hundert Professoren und das Vaterland ist verloren” (stu profesorów i ojczyzna zgubiona) – miał stwierdzić Bismarck. Rzeczywiście, coś w tym jest. Bo chociaż potrzebujemy ludzi nauki i na szczęście Opatrzność Boża obdarza ludzkość wybitnymi umysłami, to – z drugiej strony personom z tytułami profesorskimi zdarza się pleść zdumiewające androny.

Tego rodzaju sytuacje można po części tłumaczyć tym, co słynny dominikanin Józef Maria Bocheński nazwał „zabobonem autorytetu”. Otóż zabobon ten polega na myśleniu, że jeśli ktoś jest światowej sławy specjalistą od owadów, to ani chybi również w innych dziedzinach ma coś znaczącego do powiedzenia. Na przykład na temat kondycji Kościoła katolickiego. A profesorów – „fachowców” od reformowania Kościoła ostatnio jakby coraz więcej. Jednym z tych fachowców jest Gianni Vattimo, uważany przez niektórych za najwybitniejszego współczesnego filozofa włoskiego. Z jego dobrymi radami dla Kościoła katolickiego można się było zapoznać, czytając wywiad, który przeprowadziła z uczonym Karolina Wigura na łamach „Dziennika” („Europa” nr 236, 18.04.2009).

Zresztą dziennikarka ta okazała się też „fachowcem” od Kościoła. Już jej pierwsze pytanie zdradza tyleż polityczną poprawność myślenia, co nieznajomość tematu, który podjęła. „W nauczaniu Benedykta XVI […] sprawy związane z seksem często wysuwają się na pierwszy plan. Niedawne kontrowersje po wypowiedzi papieża na temat prezerwatyw podczas jego pielgrzymki do Afryki są tylko jednym z wielu przykładów dyskusji z tym związanych. Skąd bierze się to nastawienie Kościoła?” – zagadnęła Wigura. No cóż! gdyby zadała sobie minimalny trud zaznajomienia się z nauczaniem Benedykta XVI, z jego książkami, encyklikami i homiliami, to by zauważyła, że Papież prawie w ogóle nie mówi o seksie. Jego nauczanie skoncentrowane jest na Jezusie Chrystusie jako Zbawicielu. O prezerwatywach Benedykt XVI wspomniał, gdy zapytał go o to wprost jeden z dziennikarzy na pokładzie samolotu lecącego do Afryki. Wątpię, żeby Wigura miała choć blade pojęcie, o czym Papież mówił podczas swej apostolskiej wizyty w Afryce. Benedykt XVI głosił Ewangelię, odnosząc się do palących problemów kontynentu afrykańskiego. Dokonał bardzo interesującej analizy panującej tam sytuacji. Zachodnie media nie były tym zainteresowane. Dziennikarze rozprawiali o prezerwatywach. I kto tu ma obsesję na punkcie seksu? Na pewno nie Benedykt XVI!

Gianni Vattimo podjął skwapliwie pytanie Wigury i pogroził Kościołowi swym profesorskim palcem: „Kiedy widzę, jak silnie Kościół miesza się do spraw związanych z seksem, z reprodukcją, mam wrażenie, że przede wszystkim nie jest on przygotowany na zmianę społeczną. […] Ujawnia to konkretną wyznaniową słabość i przywodzi na myśl nieprzyjemne wyobrażenie Kościoła jako armii – to przecież armia próbuje narzucać ograniczenia życia seksualnego poprzez wprowadzenie surowych ograniczeń i dyscypliny”. Pomieszanie z poplątaniem! Kościół w oparciu o Tradycję i Pismo Święte głosi od dwu tysięcy lat tę samą co do istoty naukę dotyczącą ludzkiej płciowości. I nikogo do niczego nie zmusza, ale odwołuje się do wolnej woli i rozumu tych, którzy mają ochotę poznać katolicką naukę. Lewaccy światopoglądowo filozofowie, wychowawcy, dziennikarze i wszelkiego rodzaju lobby mniejszości seksualnych mogą nachalnie wciskać swoje idee, które jawią mi się jako ordynarna demoralizacja, mogą przekonywać nastolatków, że należą im się środki antykoncepcyjne oraz szybka aborcja, mogą mówić, że małżeństwo to niekoniecznie związek mężczyzny i kobiety itp. Na tego rodzaju „edukację” wydaje się mnóstwo pieniędzy. Ale kiedy Kościół głosi to, co uważa za objawioną prawdę o płciowości człowieka, to podnosi się wrzask, który słychać na dnie piekła. Medialna histeria rozpętana po dwóch zdaniach wypowiedzianych przez Benedykta XVI na temat prezerwatyw jest tego najlepszym przykładem. Kościół nie jest armią. Armię tworzą przemysł antykoncepcyjny, biznes pornograficzny, kliniki aborcyjne, lobby homoseksualne… Gianni Vattimo zapewne tę armię ma na myśli, kiedy mówi o zmianie społecznej, do której Kościół nie dorasta.

„Kościół musi otworzyć się na sekularyzacyjne prądy” – głosi Vattimo. I podkreśla, że „współcześnie prawdy etyczne nie mogą być narzucane odgórnie”. Ależ mogą! Na przykład Unia Europejska całkiem odgórnie, wbrew większości wielu społeczeństw, narzuciła prawdę, że kara śmierci jest całkowicie niedopuszczalna. Ale nie w tym problem. Chodzi o to, że gdyby Vattimo rozejrzał się wokół, to dostrzegłby Kościoły, które od dawna są otwarte na sekularyzację: święcą kobiety, udzielają ślubów gejom i lesbijkom, zrezygnowały z jakiejkolwiek jasnej nauki na temat moralności, koncentrując się na powtarzaniu świeckich dogmatów np. o moralnym obowiązku walki z globalnym ociepleniem. Pojawiają się nawet tacy duchowni, jak episkopalny biskup John Spong wzywający do „nowej reformacji”, która zerwałaby z ideą Boga osobowego, wiarą w zbawienie i tradycyjną moralnością. I co? Ano te zsekularyzowane Kościoły stały się własną karykaturą i tak naprawdę nikomu do niczego nie są potrzebne. Będę zatem wielce rad, jeśli profesor Vattimo zostawi Kościół katolicki w spokoju, a swymi radami wesprze kogoś innego.

Obsesja reformowania Kościoła
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....