Na łasce przypadku?

Na łasce przypadku?

Oferta specjalna -25%

Nowe stare błędy

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Niektórzy myśliciele, zaprzeczając istnieniu boskiej opatrzności, używają argumentów, które swoje korzenie mają w neodarwinizmie. Błąd ten jednak pojawia się tylko wtedy, gdy ktoś w nieuzasadniony sposób wynosi argumenty biologiczne do poziomu twierdzeń metafizycznych i teologicznych.

Podczas ceremonii w Watykanie niewiele miejsca zostawia się przypadkowi, a ci, którzy organizują wydarzenia dla Stolicy Apostolskiej, doskonale zdają sobie sprawę z symbolizmu tego, co się w ich trakcie mówi i robi. Nie przypadkiem zatem podczas audiencji generalnej papieża Benedykta XVI 9 listopada 2005 roku czytano Psalm 136, który sławi łaskę Boga i uznaje stworzenie za pierwszy widzialny znak tej łaski. W swoich uwagach papież odniósł się także do Psalmu 19, według którego „Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego nieboskłon obwieszcza” (Ps 19,1–2). Koncentrując się na tym, że stworzony porządek ujawnia wielkość Boga, sięgnął do komentarza ojca Kościoła greckiego, św. Bazylego (330–379), który dotyczy pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju. Bazyli zauważył, że mimo dowodów na stworzenie, pewni współcześni mu ludzie „ogłupieni ateizmem, który noszą w swym wnętrzu, wyobrażają sobie świat pozbawiony kierunku i porządku, jakby znajdował się na łasce przypadku”. Po zacytowaniu tych słów papież dodał, że także i dziś niektórzy ludzie „»ogłupieni ateizmem« twierdzą i starają się dowieść tego, że według myśli naukowej wszystko jest pozbawione kierunku i porządku, jakby było zdane na łaskę przypadku”.

Jak jest w zwyczaju w takich sytuacjach, Papież nie był konkretny w swym krótkim komentarzu; nie określił, kogo ma na myśli, mówiąc o „ogłupionych ateizmem”, którzy przeczą istnieniu porządku i celowości w przyrodzie. Jednak okoliczności, w których ten komentarz został wygłoszony, były znaczące. Niedaleko papieża, w Auli Pawła VI, znajdował się bowiem kardynał Christoph Schönborn, arcybiskup Wiednia, oraz inni biskupi Austrii, przebywający w Rzymie z przepisową wizytą ad limina. W Watykanie było wiadomo, że kwestia projektu i porządku w przyrodzie była tematem krótkiego artykułu kardynała Schönborna, opublikowanego 7 lipca 2005 roku w „New York Timesie”, i że w przeważającej części reakcja na to, co napisał, nawet w niektórych kręgach katolickich, była negatywna.

Poznać Boga światłem rozumu

W artykule zatytułowanym Znaleźć plan w naturze, do którego gazeta dodała podtytuł: „Oficjalne katolickie stanowisko na temat ewolucji”, kardynał napisał, że od lat niepokoił go sposób, w jaki wielu autorów (także teologów katolickich) „błędnie interpretowało” stanowisko Kościoła, mające rzekomo popierać ideę ewolucji jako przypadkowego procesu. Jednak ewolucja tak odczytywana, jak się wydaje, wyklucza jakąkolwiek rolę Boga w przyrodzie. Za szczególnie niepokojące kardynał uznał nadużywanie stwierdzenia papieża Jana Pawła II z 1996 roku, że ewolucja „jest czymś więcej niż hipotezą”. Doprowadziło to bowiem, jego zdaniem, wiele osób do błędnego przekonania, że nauczanie katolickie bez problemu akceptuje twierdzenia biologii ewolucyjnej.

W artykule tym kardynał przywołał nauczanie katolickie, według którego w przyrodzie istnieje porządek i celowość, immanentny projekt, który wskazuje na istnienie Boga jako jego źródła. Zacytował także twierdzenie z Katechizmu Kościoła Katolickiego, którego był jednym z głównych redaktorów: „Istnienie Boga Stwórcy można bowiem poznać w sposób pewny z Jego dzieł, dzięki światłu rozumu ludzkiego” (KKK 286). Kardynał starał się dowieść, że „teoria ewolucji w rozumieniu neodarwinowskim”, z jej twierdzeniem, że przemiany biologiczne są u swego podłoża „ślepym, niezaplanowanym i przypadkowym” procesem, nie jest zgodna z katolickim nauczaniem dotyczącym stworzenia i boskiego, opatrznościowego porządku w świecie. Zacytował w tym miejscu wypowiedź papieża Benedykta XVI, głoszącą, że „nie jesteśmy jakimś przypadkowym i pozbawionym znaczenia produktem ewolucji”. Poza tym kardynał stwierdził, że „każdy system poglądów, który nie uznaje nieodpartego dowodu na istnienie immanentnego projektu w przyrodzie lub szuka go w biologii, jest ideologią, a nie nauką”. Jest to oczywiście twierdzenie filozoficzne, a nie teologiczne, lecz kardynał doskonale zna tradycyjną katolicką obronę rozumu, ponieważ – jak powiedziałby Tomasz z Akwinu – rozum jest drogą do Boga. A oto przedostatnie zdanie jego artykułu: „Obecnie, na początku dwudziestego pierwszego wieku, Kościół katolicki, stojąc w obliczu takich naukowych twierdzeń, jak neodarwinizm i hipoteza multiwszechświata w kosmologii, wysuniętych po to, by odrzucić – odkryty we współczesnej nauce – nieodparty dowód na istnienie celowości i projektu, ponownie będzie bronił ludzkiego rozumu, głosząc, że immanentny projekt ukazywany przez naturę jest czymś rzeczywistym”.

Wszystko zależy od selekcji naturalnej?

Już samo opublikowanie artykułu Schönborna w najbardziej prestiżowej amerykańskiej gazecie było wydarzeniem. Dziennikarze pośpieszyli z sugestią, że jeden z ważniejszych kardynałów „na nowo określił spojrzenie Kościoła na ewolucję”. Artykuł pojawił się dokładnie w tym samym czasie, kiedy odbyła się decydująca rozprawa sądowa w Pensylwanii i zapadły decyzje Komisji Edukacji stanu Kansas na temat nauczania teorii ewolucji w publicznych szkołach średnich 1.

Ta od dawna tocząca się w Stanach Zjednoczonych debata, choć pod wieloma względami charakterystyczna dla kultury amerykańskiej, ujawnia, jak łatwo można zaciemnić dyskusję o stworzeniu i ewolucji w szerszym, politycznym, społecznym i kulturowym kontekście. Teorie ewolucji i stworzenia, kiedy przejmują kulturowe konotacje, służą jako znaki ideologiczne z takim skutkiem, że każdy z nich zaczyna reprezentować konkurencyjny światopogląd. Dla niektórych akceptacja teorii ewolucji jest uznaniem wyłącznie świeckiego i ateistycznego poglądu na rzeczywistość i na tym gruncie ewolucja może być odpowiednio albo przyjęta, albo odrzucona. Jak napisał ostatnio Michael Ruse, znany filozof nauki, „kreacjonizm” i to, co on sam nazywa „ewolucjonizmem”, reprezentują konkurencyjne religijne widzenia świata: „konkurencyjne opowieści o pochodzeniu, konkurencyjne oceny znaczenia życia ludzkiego, konkurencyjne zbiory nakazów moralnych (…)” 2. To, co Ruse nazywa „ewolucjonizmem”, jest szeregiem ogólniejszych twierdzeń kulturowych, które swoje korzenie mają w dziedzinie naukowej, którą jest biologia ewolucyjna, choć należy je od niej odróżniać.

Wystarczy tylko przeczytać dzieła Richarda Dawkinsa albo Daniela Dennetta, aby przekonać się, że kardynał Schönborn z pewnością ma rację, dochodząc do wniosku, że istnieje konflikt między biologią ewolucyjną i nauczaniem katolickim. Dawkins pisze bowiem, że wiara w Boga „jest wirusem komputerowym umysłu”, a wszechświat odkryty w biologii ewolucyjnej „ma dokładnie takie właściwości, jakich powinniśmy się spodziewać, jeśli tak naprawdę nie istnieje żaden plan, cel, zło ani dobro, i nie ma niczego oprócz ślepej bezlitosnej obojętności” 3. Daniel Dennett pisze bez ogródek: „Można kochać albo nienawidzić takie zjawiska [jak DNA], lecz one pokazują sedno siły teorii darwinowskiej. Bezosobowy, bezrefleksyjny, mechaniczny, bezmyślny fragment molekularnej maszynerii jest ostateczną podstawą wszelkiego działania, a więc także znaczenia, oraz wszelkiej świadomości we wszechświecie” 4. Nieżyjący już Stephen Jay Gould, jakkolwiek czasami krytyczny wobec bezzasadnego braku umiaru w twierdzeniach takich uczonych, jak Dawkins i Dennett, komentując pojawienie się rodzaju ludzkiego, napisał: „Gdybyśmy mieli odtwarzać taśmę milion razy od początku pojawienia się człowieka (…), to wątpię, żeby ponownie pojawiło się coś takiego jak Homo sapiens”. Człowiek jest tylko „małą gałązką na nieprawdopodobnej gałęzi wszelkich możliwych konarów na drzewie szczęścia” 5.

Selekcja naturalna jako mechanizm, za pomocą którego dokonuje się przemiana biologiczna, jest zasadniczą cechą biologii ewolucyjnej, którą szczególnie zainteresowany jest kardynał Schönborn i inni. Według teorii neodarwinowskiej na skutek przypadkowych wariacji na poziomie genetycznym powstają wariacje w organizmach, powodujące, że niektóre organizmy są lepiej przystosowane do otoczenia niż inne. Przyroda zatem „wybiera” te lepiej przystosowane organizmy, a „eliminuje” rywali. Właśnie na bazie procesu naturalnej selekcji biologia ewolucyjna wyjaśnia istnienie różnorodności gatunków na świecie. Przed Darwinem wydawało się, że jedynym możliwym wytłumaczeniem obecności wyraźnego projektu w porządku naturalnym jest bezpośrednie działanie Boga. Darwin jednak przedstawił wyjaśnienie, które opierało się wyłącznie na przyczynach istniejących w przyrodzie. Wydaje się, że po Darwinie w wyjaśnieniu tego, co odkrywa biologia na temat świata istot żywych, nie można Bogu przypisać żadnej roli.

Stronnicy „inteligentnego projektu”

Większość tego, co napisał kardynał Schönborn, stanowi przypomnienie, że katolickie nauczanie, uznając stosowną autonomię nauk przyrodniczych w opisywaniu świata fizycznego, odrzuca twierdzenia filozoficzne, niekiedy przybierające maskę wniosków naukowych, że wszechświat jest w całości samowystarczalny i nie potrzebuje Stwórcy. Niektórzy komentatorzy odczuwają jednak zaniepokojenie z powodu argumentów, które wysunął kardynał, broniąc nauczania katolickiego. Argumenty te, przynajmniej z artykułu zamieszczonego w „New York Timesie”, można zbyt łatwo odnieść do toczącej się w Stanach Zjednoczonych debaty na temat teorii ewolucji. Zwolennicy „inteligentnego projektu” mogliby czerpać spore pocieszenie ze wzmianki kardynała na temat „nieodpartego dowodu na istnienie celu i projektu, znalezionego we współczesnej nauce”. Stronnicy „inteligentnego projektu” uważają, że w przyrodzie istnieje „nieredukowalna złożoność”, która nie może być wynikiem przypadkowego procesu: w ostatecznym rozrachunku rodzaj projektu odkryty przez biologię można wyjaśnić jedynie poprzez odwołanie się do projektanta. Wniosek ten, jak twierdzą, jest de facto wnioskiem naukowym 6. W analizie przeprowadzonej przez Williama Dembskiego, czołowego teoretyka „inteligentnego projektu”, biologiczne jednostki, które ujawniają to, co on nazywa „wyspecyfikowaną złożonością” 7, nie mogą powstać jedynie w naturalnym procesie, a zatem muszą być rezultatem inteligentnego projektu. Inteligentny projektodawca jest nie tylko źródłem formy czy wzoru tego, co jest projektowane, lecz także czynnikiem sprawczym jego powstania w porządku naturalnym.

Nazywanie „inteligentnego projektu” teorią naukową niepokoi wielu naukowców. Przedmiotem ich troski jest to, że esej kardynała odrzuca fundamentalne zasady współczesnej biologii i w związku z tym stawia Kościół w roli przeciwnika nowoczesnej nauki. Ich obawę budzi to, że kardynał, broniąc tradycyjnego twierdzenia Kościoła, postrzegającego przyrodę i naturę człowieka jako podległe Bożej opatrzności, przeprowadził obronę, która sprawia wrażenie, jakby była oparta na wątpliwych twierdzeniach związanych z „inteligentnym projektem”. Skoro „inteligentny projekt”, słusznie czy nie, uważany jest za niebezpieczny dla nauki, to każde wyraźne poparcie dla jego twierdzeń jest podejrzane.

W sprawie stanowiska kardynała

Niestety, w swoim lipcowym eseju kardynał nie zrobił wystarczającego rozróżnienia z jednej strony na argumenty dotyczące porządku i projektu w przyrodzie, a z drugiej, na argumenty dotyczące Boga i Stwórcy. Brak takiego rozróżnienia można znaleźć także w analizie Dawkinsa i Dennetta, gdy odrzucają oni stworzenie na podstawie tego, co uznają za brak porządku i projektu w przyrodzie. Co więcej, istnieją różne znaczenia „porządku i projektu” i należy je odpowiednio zdefiniować, zanim dojdzie się do wniosku, że przyroda ujawnia „wewnętrzną celowość”. Debata na temat „inteligentnego projektu” dotyczy tego, w jakim stopniu współczesna nauka, jak dowodził kardynał, oferuje „nieodparty dowód na istnienie celowości i projektu”. Jednym z uroków „inteligentnego projektu”, przynajmniej dla niektórych wierzących, jest to, że dostarcza on, a przynajmniej tak się wydaje, naukowego dowodu na istnienie Boga. Argumenty przedstawiane na korzyść „inteligentnego projektu” w istocie nie sprzyjają sprawie wiary w Boga, a w pewnym sensie tylko potęgują zamieszanie panujące wokół stworzenia i ewolucji. Myślę, że powinniśmy odróżniać dowody dostarczane przez poszczególne nauki od wniosków wyciąganych na podstawie tych dowodów w filozofii przyrody.

Katolicka tradycja, zwłaszcza myśl Tomasza z Akwinu, może wiele pomóc w rozwikłaniu zamieszania panującego we współczesnej dyskusji na temat teologicznych i filozoficznych implikacji biologii ewolucyjnej. Tomasz głosi przede wszystkim wzajemne uzupełnianie się wiary i rozumu. Według niego prawdy naukowe nie stanowią zagrożenia dla prawd wiary, Bóg bowiem jest autorem wszelkiej prawdy. Tomasz z Akwinu pomaga nam dostrzec błąd polegający na „absolutyzowaniu” przypadku i przypadkowości i traktowaniu ich jako uniwersalnych zasad przemiany bądź uznawaniu, że ich istnienie w przyrodzie jest wyzwaniem dla opatrznościowego porządkowania świata przez Boga.

Pożyteczne byłoby w tym miejscu porównanie pierwszej krytyki neodarwinizmu, przeprowadzonej przez kardynała Schönborna (lipiec 2005), z fragmentem na ten sam temat, który cytował z dokumentu Międzynarodowej Komisji Teologicznej. Kardynał przedstawiał teorię ewolucji w sensie neodarwinowskim jako zasadniczo „ślepy, niezaplanowany proces” i nazywał ją ideologią, a nie nauką. Komisja natomiast odrzuciła „te teorie ewolucji, również o pochodzeniu neodarwinowskim, które jednoznacznie odmawiają boskiej opatrzności jakiejkolwiek roli w rozwoju życia we wszechświecie” 8. Należy zauważyć, że Komisja, w przeciwieństwie do kardynała, nie stawia znaku równości między neodarwinizmem a odmową wszelkiej roli boskiej opatrzności: odnosi się jedynie do tych teorii ewolucji, które w rzeczywistości wykluczają opatrzność. Z pewnością niektórzy myśliciele, zaprzeczając istnieniu boskiej opatrzności, używają argumentów, które swoje korzenie mają w neodarwinizmie. Błąd ten jednak pojawia się tylko wtedy, gdy ktoś w nieuzasadniony sposób wynosi argumenty biologiczne do poziomu twierdzeń metafizycznych i teologicznych. Tak więc prawdziwy problem polega nie na tym, że biologia ewolucyjna podejmuje się wyjaśniania z punktu widzenia przypadkowości i nieprzewidywalności, lecz raczej na nieuzasadnionych ekstrapolacjach odnośnie do braku sensu i celu w przyrodzie. To właśnie te ekstrapolacje, używając wyrażenia kardynała Schönborna, są „ideologią, a nie nauką”.

Patrząc krytycznie

John Haught, katolicki teolog z Uniwersytetu Georgetown, w eseju z sierpnia 2005 roku 9 skrytykował kardynała za usiłowanie „wymuszenia boskiego projektu bezpośrednio na podstawie danych naukowych (…). Schönborn ma swoje powody, aby bronić katolicyzmu przed filozofią materialistyczną, ponieważ w istocie nie są one zgodne. Poddaje się jednak aktualnemu zamieszaniu związanemu z teorią ewolucji i nie wyświadcza żadnej przysługi niuansom myśli katolickiej. Nie udaje mu się bowiem odróżnić biologii neodarwinowskiej od materialistycznej tendencyjności, którą wielu naukowców i filozofów przypisuje ewolucyjnym odkryciom”.

Haught dowodzi, że wypowiedzi kardynała są „krokiem w tył w dialogu religii i nauki”, ponieważ „kardynał skupia się na tym, by z samej nauki uczynić obrońcę pojęcia boskiego projektu – stary błąd pokutujący do dziś. Twierdzenie, że boski umysł albo projektant kryje się za zjawiskami naturalnymi, nie jest wnioskiem, do którego może dojść nauka jako taka”. Haught konkluduje, że gdybyśmy podążali za myślą kardynała Johna Henry’ego Newmana, to zobaczylibyśmy, że błędem jest przeprowadzanie „teologicznego dociekania, które szukałoby boskiego projektu w przyrodzie poza doświadczeniem religijnym. Takie podejście – pisze Newman – »nie może być w ogóle podejściem chrześcijańskim w żadnym prawdziwym sensie«”. Ograniczanie odkryć dotyczących celowości w przyrodzie do dziedziny wiary stoi jednak w sprzeczności z tradycyjnym katolickim poglądem, widocznym zwłaszcza w myśli Tomasza z Akwinu, utrzymującym, że tylko rozum może odnaleźć porządek i projekt w naturze. Powinniśmy także mieć się na baczności przed atrakcyjnością takich teorii, jak ta Stephena Jaya Goulda, które wyróżniają dwa osobne magisteria: magisterium nauki zajmujące się faktami i magisterium religii dotyczące sensu, celu i wartości 10.

Jeden z krytyków kardynała Schönborna, jezuita George Coyne, dyrektor Obserwatorium Watykańskiego, dowodził, że kardynał zamazał właściwe różnice, które istnieją między nauką a religią. Nauka, pisze Coyne, „jest całkowicie neutralna względem implikacji filozoficznych i teologicznych, które można wyciągnąć na podstawie jej wniosków” 11. Zgodnie z tym współczesna nauka może udzielać poparcia albo ateizmowi, albo teizmowi, których roszczenia do prawdy są tematem filozofii bądź teologii, lecz nie nauki. Jednak to, czy nauki przyrodnicze, bezpośrednio lub pośrednio, ujawniają porządek i projekt w przyrodzie, czy nie, wymaga określenia zarówno tego, co rozumiemy przez porządek i projekt, jak i tego, co rozumiemy przez naukę. Zbyt często ci, którzy pragną oddzielić naukę od implikacji filozoficznych i teologicznych, uznają pewien rodzaj pozytywistycznej filozofii nauki, która odmawia wszelkiej roli teleologii w przyrodzie. Co więcej, trudno zrozumieć, jak mogłaby istnieć nauka oddzielona od elementarnej refleksji filozoficznej. Założenia na temat tego, co rozumiemy przez przyrodę, przemianę, czas, przyczynowość i tym podobne, zawsze prowadziły naukowców do odkrywania porządku w świecie doświadczenia 12.

W poszukiwaniu „złotego środka”

Wydaje mi się, że analizując problem „ewolucjonizmu” i „kreacjonizmu”, można uniknąć przynajmniej trzech niebezpieczeństw. Po pierwsze, nie powinno się bezpośrednio przechodzić od poszczególnych nauk empirycznych, takich jak biologia, do Boga jako źródła projektu w przyrodzie, bez pośrednictwa filozofii. Po drugie, nie powinno się twierdzić, że projekt i celowość w przyrodzie ujawniają się tylko w doświadczeniu religijnym, a co za tym idzie, że rozum bez wiary musi milczeć na temat tego, czy jest cel w przyrodzie, i dalej, że sam rozum nie może nas prowadzić od przyrody do Boga. Ograniczanie argumentów dotyczących projektu i celowości do dziedziny wiary, i zaprzeczanie, że sam rozum może ujawnić dowód w przyrodzie na istnienie Boga, jest pod pewnym względem o wiele groźniejsze dla tradycyjnego katolickiego rozumienia przyrody niż pokusa oferowana przez „inteligentny projekt”. Jak powiedziałby Tomasz z Akwinu, ważne jest, aby unikać złych argumentów na poparcie tego, w co wierzymy 13. Unikając złych argumentów, nie powinniśmy jednak odrzucać właściwej roli samego rozumu w ujawnianiu prawd o przyrodzie, stanowi on bowiem dopełnienie tego, w co wierzymy. Po trzecie, nie wolno mylić argumentów na temat stworzenia i całkowitej zależności wszystkiego, co istnieje, od Boga jako przyczyny – czyli argumentów metafizyki – z argumentami na temat projektu i celowości w przyrodzie – czyli argumentami filozofii przyrody 14. Najwięcej pracy trzeba wykonać właśnie na polu filozofii przyrody.

Można powiedzieć, że opatrzność Boża nie jest zagrożona przez teorię ewolucji widzianą w kategoriach przypadkowych wariacji, jeśli oczywiście nie będziemy błędnie dowodzić, że nauki przyrodnicze są jedynym źródłem prawdy o świecie. Wypływa z tego ważny wniosek: nie musimy bronić boskiej opatrzności, odrzucając biologię ewolucyjną, a jedynie odrzucając pewne twierdzenia filozoficzne, które przeczą istnieniu opatrzności.


przeł. Justyna Grzegorczyk


1
 Niektórzy europejscy komentatorzy artykułu kardynała obawiali się, że amerykański styl debaty o pochodzeniu życia naruszy „pokój, który w starej Europie panował między nauką i religią niemal od czasów Oświecenia, a przynajmniej od historycznego, z trudem zdobytego rozdziału Kościoła od polityki pod koniec dziewiętnastego i na początku dwudziestego wieku”. Taki przynajmniej wniosek wysunęła Helga Nowotny, przewodnicząca Europejskiego Komitetu Konsultacyjnego ds. Badań (EURAB). Na początku listopada 2005 roku pojawił się w wielu europejskich gazetach jej artykuł Oświecenie przed sądem. Twierdziła w nim błędnie, że „wydaje się, jakoby kardynał twierdził, że prawdzie objawionej należy przyznać pierwszeństwo przed prawdami, które ujawnia nauka dzięki rozumowi”, Enlightenment on Trial, „Project Syndicate: An Association of Newspapers Around the World”, listopad 2005. 
2 Michael Ruse, The EvolutionCreation Struggle, Harvard University Press, Cambridge 2005. 
3 Richard Dawkins, The Blind Watchmaker, W.W. Norton, Nowy Jork 1986, s. 6. 
4 Daniel Dennett, Darwin’s Dangerous Idea: Evolution and the Meanings of Life, Simon & Schuster, Nowy Jork 1995, s. 203. 
5 Stephen Jay Gould, Wonderful Life, Harvard University Press, Cambridge 1989, s. 289, 291. 
6 William Dembski ujął to w następujący sposób: „Projekt jest wykrywalny; naprawdę go wykrywamy; mamy niezawodne metody, aby go wykrywać (…). Jak starałem się dowieść w tej książce, projekt jest ogólny, racjonalny i daje się zobiektywizować”. No Free Lunch: Why Specified Complexity Cannot Be Purchased Without Intelligence, Rowman and Littlefield Publishers, Inc., Lanham 2002, s. 367. 
7 „Nieredukowalna złożoność”, taka jak słynna wić bakterii Michaela Behego, jest szczególnym przypadkiem pojęcia opartego raczej na matematyce – „wyspecyfikowanej złożoności” – które wiąże się ze skomplikowaną analizą statystyczną i teorią prawdopodobieństwa. 
8 Communion and Stewardship: Human Persons Created In the Image of God, Watykan 2004, s. 64. 
9 John Haught, Commonweal, 12 sierpnia 2005. Haught pisał obszernie na temat teologicznych implikacji myśli darwinowskiej. Zob. God After Darwin: A Theology of Evolution, Westview Press, Boulder 2000; oraz Deeper than Darwin: The Prospect of Religion In the Age of Evolution, Westview Press, Boulder 2003. 
10 Stephen Jay Gould, Rocks of Ages: Science and Religion In the Fullness of Life, Ballantine Books, Nowy Jork 1999. 
11 „The Tablet”, 6 sierpnia 2005. 
12 Ponad dwadzieścia lat temu Gerard Holton, znany ze studiów z historii współczesnej nauki, napisał pouczający esej na ten temat: Do Scientists Need a Philosophy, „The Times Literary Supplement”, 2 listopada 1984, s. 1231–1234. 13 W innym kontekście – dyskusji o tym, czy można poznać na podstawie rozumu, że wszechświat ma początek – Tomasz napisał: „To, że świat ma początek – jest przedmiotem wiary, a nie dowodu czy nauki. Dobrze zrobimy, mając to na uwadze; inaczej, jeśli będziemy arogancko brać się do dowodzenia tego, co jest przedmiotem wiary, możemy wprowadzić argumenty, które nie są ściśle jednoznaczne; a to dostarczy niewiernym okazji do szyderstwa, gdyż pomyślą, że aprobujemy prawdy wiary na takiej zasadzie”, Summa Theologiae I, q. 46, a. 2. 
14 Chociaż można odkryć porządek i projekt w przyrodzie dzięki naukom przyrodniczym i filozofii przyrody, to rozpoznanie go w ostatecznym rozrachunku zawiera się w metafizycznej konkluzji, że Bóg jako Stwórca jest przyczyną wszystkiego, co istnieje. Jak zauważa Tomasz: „Mądrość Boża jest przyczyną sprawczą wszystkich rzeczy o tyle, o ile stwarza je w bycie, nie tylko dając im bycie, lecz bycie wraz z uporządkowaniem w rzeczach [esse cum ordine in rebus]. In De Div. Nom., c. 7, lec. 4, n. 773.

Na łasce przypadku?
William E. Carroll

amerykański doktor teologii, członek Fakultetu Teologicznego na Uniwersytecie w Oxfordzie, zajmuje się zagadnieniami dotyczącymi relacji między teologią, filozofią i naukami szczegółowymi....