Udręczniki
Oferta specjalna -25%

Dzieje Apostolskie

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Polskie podręczniki do religii to ciekawy materiał badawczy. Zdania wielokrotnie złożone, neologizmy, niejednoznaczne definicje, banalne pytania, dziesiątki akapitów – to raj dla badacza języka. Niestety nie dla ucznia.

Gdyby podręczniki do katechezy były tak dobre jak ich tytuły… W domu i rodzinie Jezusa, Bliscy Sercu Jezusa, W domu Bożym i rodzinie Jezusa, Czekamy na Ciebie, Panie Jezu, W oczekiwaniu na Jezusa, Jesteśmy rodziną Jezusa. To tytuły podręczników dla podstawówki. Gimnazjum nie jest gorsze. Jezus uczy i zbawia, Jezus działa i zbawia, Jezus prowadzi i zbawia. W szkole średniej znika Jezus. Pojawia się Chrystus. Świadek Chrystusa w rodzinie, Jestem świadkiem Chrystusa w Kościele, W świetle Chrystusa – Prawdy.

Uświęciciel i apostoł

– W podręczniku do klasy trzeciej szkoły podstawowej można znaleźć zdanie, które liczy 146 słów – mówi dr Danuta Krzyżyk z Uniwersytetu Śląskiego. – To znacznie przekracza normę nawet dla licealisty – dodaje przerażona i dzieli się wnioskami ze swoich badań nad podręcznikami.

Podręczniki są coraz grubsze. I najeżone definicjami, które nic nie oznaczają. Doktorat z pedagogiki dla tego, kto przełoży na język ucznia definicję diabła („diabeł to oskarżyciel, oszczerca wprowadzający podział”), transcendencji („Bóg jest inny, a jego istnienie przekracza wszechświat i nie może być z nim utożsamiane”) lub Królestwa Bożego („całość darów i praw składających się na zbawcze działanie Jezusa Chrystusa na rzecz ludzi”).

Definicje zamiast wyjaśniać, zaciemniają obraz. Wigilia to nabożeństwo poprzedzające ważne święta. Niby się zgadza, ale nie ma słowa o potocznym, znanym uczniom znaczeniu słowa, od którego można by wyjść, konstruując definicję. To samo dotyczy definicji ślubu. „Jest to świadoma i dobrowolna obietnica uczyniona Bogu. Wypełnienie ślubu motywowane jest cnotą religijności”. Co to jest cnota religijności? Słowo apostoł też ma kilka znaczeń, a w definicji mówi się tylko o jednym.

Istnieje grupa definicji – cytatów z Katechizmu Kościoła Katolickiego. Licealista sobie poradzi. Gimnazjalista – niekoniecznie. Akt penitenta, żal za grzechy, dary Ducha Świętego… Te wyrażenia autorzy uznają za powszechnie znane i zrozumiałe. Mało kto je tłumaczy.

I jeszcze tytuły rozdziałów i podrozdziałów. W jednym z podręczników z serii W drodze do Emaus dowiadujemy się, że „Jezus niejedno ma imię” oraz, że istnieje ktoś taki jak „Uświęciciel”.

Unia hipostatyczna to po prostu zjednoczenie osobowe

Na problem nadmiernej terminologizacji katechezy, również w podręcznikach, wskazuje Katarzyna Czarnecka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Niewyjaśnianie terminów używanych przez katechetów prowadzi do mechanicznego, bezrefleksyjnego uczenia się definicji. Możemy zapytać ucznia, „jakich łask udziela Pan Bóg w sakramentach świętych”. Ten odpowie: „Łaskę Bożą uświęcającą i uczynkową” 1. Tylko co z tego.

Nawet sami badacze krytykujący terminologizację katechezy wpadają w opisywaną przez siebie pułapkę. „Po cóż dzieciom znać te różne humerały, manipularze, cingula, binacje etc.? Czy nie można zastąpić »unii hipostatycznej« zjednoczeniem osobowym?” 2.

Ten trudny i naszpikowany naukową terminologią język to poważny zgrzyt w zderzeniu z nieszczerością autorów, którzy przymilają się do odbiorcy na początku książki, w przedmowach, listach, odezwach: „drodzy przyjaciele”, „przyjacielu”, „młody czytelniku”… Wszystkie próby zbliżenia się do „młodego człowieka wkraczającego w dorosłość” tylko pogarszają sprawę, jeśli kolejne dwieście stron to wykład ex cathedra.

Aby język giętki…

Autorzy w walce o ekonomiczność języka stosują skróty myślowe – prawdziwe językowe potworki. W podręczniku z serii W drodze do Emaus, który na tapetę biorą Danuta Krzyżyk i Helena Synowiec, można znaleźć sformułowania „zmysł wiary” lub „msza święta to także stół słowa Bożego” 3. Znaczą wszystko i nic.

Nie brakuje też potwornych konstrukcji. „Mając świadomość podejmowanego nieustannie wysiłku zmiany siebie, zmiany swojego stosunku do otoczenia, obdarowywania dobrem, gotowością służenia innym, także w obliczu ponoszonych porażek, przegranych, trzeba się zwracać do Boga”. Inny przykład: „Fundamentem rodziny jest dane przez Boga wzajemne przyciąganie się mężczyzny i kobiety”. Albo: „Zbierz informacje o jakimś człowieku, którego proces beatyfikacyjny lub kanonizacja trwa. Można przytoczyć jakąś dokumentację”. Jakaś tajemnicza siła przyciąga ludzi, jakąś tajemniczą dokumentację trzeba przytaczać. To nauczanie religii czy magii?

Autorki zwracają uwagę na wiele usterek gramatycznych i oficjalność wtrętów odautorskich. „Podczas czytania należy zwrócić uwagę…”. Przecież lepiej brzmi „zwróć uwagę”. Dobrze przynajmniej, że do historii przeszły dyskusje językoznawców o infantylizacji słów. Dziś razi napuszony język podręczników, kiedyś raziły „bozie”, „płaczące aniołki”, „dzieciny czekające na lulanie” i „żłóbki w serduszku dziecka” 4.

Szkoła krakowska i poznańska

Nie ma rankingu popularności podręczników. Istnieje za to nieoficjalny ranking sprzedaży. Zwycięża w nim krakowskie wydawnictwo WAM. Podręczniki krakowskie to wykład na z góry narzucony temat. Podręczniki wydawane w Poznaniu są zbiorem tekstów źródłowych. Katecheta musi się wysilić, bo to on konstruuje lekcje. W podręczniku znajduje tylko fragmenty Pisma Świętego, Katechizmu i artykułów. Które podejście jest lepsze? To tak, jakby spierać się na temat wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia. Wszystko zależy od predyspozycji katechety i możliwości percepcyjnych uczniów.

– Najrzadziej z podręczników korzystają księża – mówi Aleksandra Bałoniak z miesięcznika „Katecheta”. Zauważyła to podczas kwietniowej konferencji na Uniwersytecie Opolskim. – Księża mają swój sposób nauczania. Ksiądz zakłada, że jego wykład jest najlepszy.

– Uczniowie oglądają telewizję, słyszą o eutanazji, aborcji, zapłodnieniu in vitro. I o to pytają – tłumaczy mi ksiądz katecheta z Poznania. Podręczników nie lubi, bo uczniowie i tak do nich nie zaglądają. Tylko obciążają plecak. – Katecheza to rozmowa – dodaje.

Świeccy katecheci chwalą sobie jednak porządek, który wprowadza podręcznik. A uczniowie potrzebują jasności i systematyczności. Inaczej się gubią. Podręcznik tworzy cykl nauczania i nawet gdy zmienia się katecheta, nie zmienia się porządek przerabianych tematów. – A jak uczymy od zdarzenia w gazecie X do wypadku w telewizji Y, to mamy nie lekcje, a ciągłe komentowanie rzeczywistości – dodaje Aleksandra Bałoniak. – Później uczniowie na pytanie: „Co to znaczy, że Maryja jest niepokalanie poczęta” odpowiadają, że „jest dziewicą”.

Program ma być o życiu

„Dyrektorium ogólne o katechizacji” wydane przez Kongregację ds. Duchowieństwa nakazuje, by katecheza była związana z życiem ludzi, do których jest adresowana. W szkołach ponadgimnazjalnych jest. Im wyższa klasa, tym bardziej. Oto przykładowe tematy. Klasa pierwsza: Kim jestem? Kim jest Bóg? Moje miejsce w Kościele? Jak żyć we wspólnocie? Jak unikać sekt? Jak się modlić?

Tematy w klasie drugiej liceum są uznawane przez uczniów za najciekawsze. Tak przynajmniej wynika z doświadczeń katechetów: Religie świata. Aniołowie, diabeł, grzech. Po co mamy pracować? Być czy mieć? Czy bogaty będzie zbawiony? Media – szansa czy zagrożenie. Życie wieczne. Jest pole do dyskusji, a uczniowie to lubią.

Przygotowanie do życia w rodzinie i małżeństwie, AIDS, dziecko z probówki, adopcja, homoseksualizm, pornografia, moje powołanie… – to propozycje dla uczniów klasy trzeciej.

Ale podręcznik niczego nie załatwi za nauczyciela. Przewodnikiem jest zawsze katecheta. – Młodzież często mówi, że nie widzi sensu życia – opowiada Aleksandra Bałoniak, która oprócz pracy w „Katechecie” uczy religii w szkole średniej. – Rozmawiałam z uczniami o śmierci i usłyszałam, że dla nich umrzeć teraz, to nawet lepiej. Oni mają poważne problemy. Nie widzą ideałów. Są zmanipulowani przez narzekanie nas, dorosłych. Dając im nieograniczony dostęp do telewizji i Internetu, pokazaliśmy, że życie jest okrutne. Kiedyś cała szkoła jechała przed maturą do Częstochowy, w tym roku trudno było zebrać siedemdziesiąt osób.

O wiele gorzej sprawa wygląda w gimnazjum. Jedna z poznańskich katechetek, prosząca o anonimowość, nie zostawia suchej nitki na programie nauczania religii w gimnazjum i na podręcznikach pisanych na jego podstawie. Twierdzi, że za dużo jest tematów o przyjaźni i więziach międzyludzkich. Uczniowie się nudzą. Odchodzi więc od programu. – Ich wciąga temat walki duchowej – mówi moja rozmówczyni. – Oni na co dzień muszą walczyć z grzechem. Wiele razy podczas spotkań katechetów i autorów była o tym mowa. Ale w podręcznikach nic się nie zmienia – konkluduje.

Kultura obrazkowa i przysadka mózgowa

Ta sama katechetka narzeka na zbytnią obrazkowość podręczników. Mało jest w nich treści.

Autorzy się bronią: – Do młodego człowieka przemawiają obrazy – przekonuje Katarzyna Maciejewska, autorka podręczników. – Najważniejsze jest to, by katecheta umiał skorzystać z tych obrazów. Wtedy nikt nie powie, że obrazów jest za dużo, a tekstu za mało.

Zdjęcia tak, infantylne obrazki nie. To podejście ks. Krzysztofa Matyska, autora podręczników serii opolskiej. – W książkach wydawanych w Opolu nie ma modnych w innych publikacjach obrazków komiksowych. Nasze książki ilustrowaliśmy rysunkami dzieci biorących udział w konkursach diecezjalnych. Poza tym publikujemy zdjęcia kościołów i dzieł sztuki z naszego regionu.

 Ks. Matysek podkreśla, że jeśli już publikować obrazy, to te przedstawiające rzeczywistość otaczającą ucznia. – Ideałem jest dla mnie Elementarz Falskiego. Te realistyczne obrazy Falskiego wszyscy pamiętają.

„Zbuntowana katechetka” obrazki w podręczniku zamieniłaby chętnie na świadectwa wiary. Niekoniecznie świętych. – W dawnych podręcznikach były przykłady. W moim życiu zdarzyło się to i to. Podpisane: Jan Kowalski. Często na lekcjach wykorzystuję teksty, w których ludzie opowiadają o swoim życiu – dodaje. – W podręczniku trzeba wychodzić od codzienności. Poruszać nie tylko sprawy wiary – mówi Katarzyna Maciejewska, autorka serii poznańskiej. – Słucham również rodziców i ich problemów z wychowaniem religijnym i prowadzeniem dziecka do Boga.

Czasem rodzice radzą autorom, czasem muszą interweniować, jak w przypadku podręcznika ks. Tadeusza Śmiecha W miłości Ojca. Ksiądz Śmiech napisał, cytując niemiecką zakonnicę i pisarkę matkę Basilieę Schlink, że „drgania gitary basowej oraz rytm bębnów mają bezpośredni wpływ na gruczoł przysadki mózgowej sterującej popędem płciowym” 5. „Gazeta Wyborcza” przytaczała kolejny fragment podręcznika, w którym autor dowodził, że „Mick Jagger i Freddy Mercury przedstawiali się jako personifikacja diabła, a nazwa grupy AC/DC oznacza „Antychryst/Śmierć dla Chrystusa”. Tymczasem każdy elektryk wie, że AC/DC to symbol prądu stałego/prądu zmiennego. Rodzice zaalarmowali prasę, a Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw dziecka, wyraził żal, że na lekcje religii nie ma wpływu nadzór pedagogiczny ani rodzice.

Co 10 uczeń nigdy nie pracował z podręcznikiem

Maria Madejowa z UJ przeprowadziła gruntowne badania zainteresowania uczniów podręcznikami 6. Na pytanie: „jak często pracujesz z podręcznikiem na lekcjach religii”, 13 proc. badanych odpowiada, że zawsze, 32 proc. – często, 36 proc. – od czasu do czasu, 10 proc. – nigdy. Dla prawie połowy uczniów korzystających z podręcznika jest on ciekawy. Prawie połowa niekorzystających tłumaczy brak zainteresowania podręcznikiem… brakiem zainteresowania, 12 proc. – nudą, 15 proc. – brakiem ochoty, 7 proc. – brakiem potrzeby. 42 proc. uczniów znajduje w podręcznikach odpowiedź na nurtujące pytania, 48 proc. z nich w ogóle nie szuka ich w podręczniku. Z własnej i nieprzymuszonej woli do podręcznika w domu zagląda tylko 3 proc. uczniów.

Zaskakujący jest wynik „dostrzegania wad” podręczników. 46 proc. uczniów uważa za wadę przewagę zdjęć nad treścią. Jednak nie do końca żyjemy w kulturze obrazkowej.

Co sądzę o podręczniku

Marysia, 15 lat. Osiedle Bajkowe w Poznaniu: – Z katechetką jestem pokłócona, więc nie czytam podręcznika. Zresztą za dużo jest w nim języka religijnego.

– No bo to przecież podręcznik do religii – prowokuję Marię.
– Mogłoby być więcej cytatów literackich albo wypowiedzi pisarzy i naukowców. A tu tylko księża przemawiają.
– Czego więc oczekujesz od podręcznika do katechezy? – pytam dalej.
– Żeby było więcej o innych religiach, nie tylko o chrześcijaństwie.

Tomek, 15 lat. Osiedle Powstańców Warszawy. Również Poznań.

Książkę nosi siedem osób na 11 chodzących na religię i jestem pewien, że siostra katechetka też nie nosi. Ma swoje notatki. Czasem tylko każe nam coś z książki przeczytać na głos. Najczęściej fragment Dziejów Apostolskich. Oprócz tekstu w książce są definicje różnych pojęć.

Witek, 9 lat. Podręcznik służył mu do odrabiania zadań domowych. Nie zawsze umiał sobie sam poradzić, dlatego niejednokrotnie pomagała mu mama. – Strasznie ją to denerwowało, że musi mi tłumaczyć jakieś trudne definicje, których sama do końca nie rozumiała – mówi Witek. Dlatego Witek chodzi teraz na etykę. – Dzieci na religii uczą się wiedzy nieprzydatnej – mówi jego mama. – Potrafią podać definicję tabernakulum, ale nie potrafią powiedzieć własnymi słowami, w co wierzą. Lekcje są mało aktywne, katecheta idzie za podręcznikiem, a nie za dzieckiem. Mimo że nasza rodzina jest wierząca, Witek chodzi na etykę. Przychodzi pan z uniwersytetu, słucha ich (uczniów). Nie ma kolorowania obrazków. Syn przyszedł ostatnio do kuchni i zapytał, co sądzę o instytucji pożytku publicznego.

Asia, starsza siostra Witka. – My nie mieliśmy podręczników i to były bardzo fajne lekcje. O eutanazji pierwszy raz usłyszałam na religii. Religia nie powinna mieć podręcznika. Jezus nauczał bez książki.

– Niech korzystają z Pisma Świętego – wcina się mama. – Ale nie z podręcznika. Religia powinna być inną lekcją niż fizyka czy język polski.

Kasia, 14 lat. Uczennica gimnazjum w centrum Poznania: – Nie znam nikogo, kto by zaglądał sam z własnej nieprzymuszonej woli do książki z religii. Jest nudna.

– A do podręcznika z historii, ile razy zaglądałaś ostatnio?
– W ogóle.
– A do biologii?
– Nie mam książki do biologii – odpowiada Kasia.
– To może nie ma różnicy między podręcznikiem do religii a innymi podręcznikami?
– Jest. Książka do religii jest do religii.

1 Czarnecka K., Język katechezy jako przedmiot refleksji na łamach czasopisma „Katecheta”. Stan i potrzeby, w: Język katechezy, red. Przybylska R., Przyczyna W., Tarnów 2008, s. 191–192. 
2 Tamże. 
3 Krzyżak D., Synowiec H., Odzwierciedlenie funkcji dydaktycznych w koncepcji i języku podręczników do katechezy w gimnazjum, w: Język katechezy, op. cit., s. 270–271. 
4 Czarnecka K., Język katechezy jako przedmiot refleksji na łamach czasopisma „Katecheta”. Stan i potrzeby, w: Język katechezy, op. cit., s. 195. 
5 Warchala M., Śmiech na sali (katechetycznej), „Gazeta Wyborcza” z 6 września 2008. 
6 Madejowa M., Gimnazjalne podręczniki do nauki religii w świetle wypowiedzi uczniów i katechetów, w: Język katechezy, op. cit., s. 286–288.

Udręczniki
Piotr Miedzianowski

urodzony w 1980 r. – absolwent kulturoznawstwa na WSNHiD, dziennikarz, współtwórca portalu internetowego dla maturzystów. Żonaty, mieszka w Poznaniu....