Dziennikarze o Kościele, prawnicy o psach

Dziennikarze o Kościele, prawnicy o psach

Należę do księży, którzy nie boją się dziennikarzy. Jeśli o coś proszą, to staram się – o ile mogę – pomóc. Rozumiem, że pracują szybko i w dużym stresie, stąd nie marudzę i nie przekonuję ich, iż powinni zadzwonić do mnie z tygodniowym wyprzedzeniem albo że najlepiej będzie, jak udadzą się do specjalisty, bo ja w materii, o którą pytają, nie mam habilitacji. Pamiętam, jak pewnego razu zgłosiła się do mnie zadyszana ekipa telewizyjna z Polsatu. Prosili, bym coś powiedział o mszy krzyżma, bo byli w katedrze i myśleli, że jakiś ksiądz łaskawie powie im ze dwa zdania, co to jest to krzyżmo, ale jeden stwierdził, że nie jest doktorem od liturgii, drugi powiedział, iż musiałby spytać biskupa o pozwolenie, a trzeci z oburzeniem oznajmił, że z Polsatem to on w ogóle gadać nie będzie. Ostatni coś powiedział, lecz długo i nie na temat.

Zdarza się czasem, że i mnie dziennikarze trochę zdenerwują. Nie tak dawno poproszono mnie o wypowiedź na temat zmiany sytuacji polskiego Kościoła po 1 maja, czyli po wejściu do Unii Europejskiej. Jakim nowym zagrożeniom katolicy znad Wisły będą musieli stawić czoło? Stwierdziłem – zgodnie z osobistym przekonaniem – że żadnych specjalnych, nowych zagrożeń nie ma, gdyż Kościół polski od dawna jest w Europie i od dawna mierzy się z różnymi „europejskimi” i nie tylko zagrożeniami. Ponadto dodałem, że nie ma co podgrzewać atmosfery i głosić na dachach, że 1 maja będzie oznaczał dla Kościoła w Polsce wejście w nową erę. Dziennikarka była jednak nieustępliwa i koniecznie chciała, abym o widmie nieuchronnych zagrożeń jednak coś powiedział. Nie dałem za wygraną, a potem dowiedziałem się, że chodziło o ilustrację pewnej z góry założonej tezy. Kto ją założył? Ano pewno jakiś mądrala kierujący się tym, co mniej więcej większość powtarza.

Śmieszyło mnie też, jak różnej maści brać dziennikarska na siłę próbowała nadać wyborom nowego przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski charakter przełomu. Z przejęciem formułowano dramatyczne pytanie: Czy będzie rewolucja czy też kontynuacja dotychczasowej linii? Zdaje się, że większość komentatorów w celu uczynienia swych komentarzy fascynującymi nie chciała pamiętać, że przewodniczący KEP–u nie jest kimś w rodzaju premiera rządu w odniesieniu do Kościoła. Każdy z biskupów ordynariuszy samodzielnie odpowiada za swą diecezję i bezpośrednio podlega Ojcu Świętemu. Konferencja Episkopatu to raczej przyjacielskie spotkanie biskupów niż rząd, któremu twardą ręką przewodzi premier. Kościół jest zbyt złożoną rzeczywistością, aby przełomy lub kontynuacje miały zależeć od jednego człowieka. Wybór nowego przewodniczącego był oczywiście wydarzeniem ważnym, które należało odnotować i skomentować, ale towarzysząca temu przesada była dość żenująca.

Jeśli o przesadzie mowa, to z zabawną sytuacją spotkałem się ostatnio podczas mojej wizyty w Kalifornii. Otóż moi współbracia zakonni chcieli przebudować i wyremontować pewien należący do nich budynek. Przed podjęciem takich prac budowlanych trzeba uzyskać odpowiednie pozwolenia i zapytać sąsiadów, czy nie mają nic przeciwko temu. Tak też uczyniono. Sąsiedzi zasadniczo mówili, że OK, ale jeden wyraził niepewność co do tego, jak przebudowę przyjmie jego pies. Czworonożny przyjaciel człowieka mógł się przecież zestresować pracami remontowo–budowlanymi. W Kalifornii tego rodzaju obawy trzeba traktować poważnie, bo w przeciwnym wypadku można zamierzonej pracy nigdy nie rozpocząć albo potem płacić odszkodowania. Jezuici przedstawili więc właścicielowi psa dwie propozycje. Pierwsza przewidywała systematyczną pomoc psiego psychiatry w czasie budowy. Druga polegała natomiast na tym, że pies obejrzy makietę domu po planowanej przebudowie i może to jakoś zaakceptuje. Właściciel psa przystał łaskawie na tę drugą ofertę. Przyszedł z psem, popatrzyli na makietę, po czym stwierdzono, że pies jest radosny, a zatem wyraża zgodę na planowany remont. Robota mogła ruszyć naprzód.

Obawiam się, czy Ameryka z kraju prawa nie staje się powoli krajem prawników, którzy gotowi są zarobić na wszystkim, nawet jeśli jest to wbrew poczuciu dobrego smaku i zdrowego rozsądku. W każdym razie od amerykańskich prawników wolę mimo wszystko polskich dziennikarzy.

Dziennikarze o Kościele, prawnicy o psach
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....