Ukazać ludziom cel i nadzieję

Ukazać ludziom cel i nadzieję

Kościół jest żywotny tam, gdzie jest bardzo blisko ludzi – szczególnie tych biednych. Jest żywotny tam, gdzie jest blisko Boga. Najlepiej jest wtedy, gdy te dwa obszary się łączą.

Janusz T. Skotarczak: Czym dla Księdza Profesora jest Kościół katolicki?

Paul M. Zulehner: Siłą tradycji katolickiej jest to, że jest ona obecna na płaszczyźnie lokalnej i globalnej. Kościół katolicki nie jest tylko Kościołem europejskim, ale i światowym. W czasie, kiedy jednoczy się gospodarka i świat, całemu światu jest bardzo potrzebne światło duchowe. W tym jednoczeniu Kościół katolicki jest siłą duchową, która stoi naprzeciw siły kapitału, broniąc człowieka.

Czym jednak jest Kościół katolicki dla Księdza Profesora osobiście?

To jest miejsce, w którym zostałem zrodzony, w którym wyrosłem, w którym chętnie przebywam i się odnajduję.

Co Ksiądz Profesor sądzi o zdaniu: „To jest Jego Kościół, a nie nasz”?

Kościół został założony przez Jezusa Chrystusa. Jezus powiedział, że w Nim jest już obecne królestwo Boże. To znaczy, że Kościół zobowiązany jest do przekształcania świata. Nie może tego robić własną siłą, tylko siłą Boga, dlatego Kościół jest ludem Bożym. Jeśli przestaje nim być, a zaczyna być ludem ateistycznym, to przestaje być Kościołem.

Czyli zadaniem Kościoła nie jest bycie dla siebie, ale dla świata.

Jego pierwszym zadaniem jest ukazać ludziom w świecie cel i nadzieję. Do tego potrzeba Kościoła żywego. Bóg buduje Kościół przez to, że posyła ludzi, czyli ich powołuje. To ważne, by ludzie swoje powołanie poznali, zrozumieli i przyjęli. Każdy powinien postawić sobie pytanie: czego Bóg ode mnie wymaga? Kiedy człowiek zrozumie, że jest powołany, to wtedy pozna, że Bóg daje dary. Każdy z nas powinien się zapytać: jakie mam dary? W jaki sposób mogę je wykorzystać w życiu Kościoła? W ten sposób Kościół stanie się żywy.

Czy zgadza się Ksiądz Profesor, że odejście od Kościoła stało się przyczyną utraty wartości moralnych i sensu życia człowieka?

To pytanie postawić można przede wszystkim w perspektywie kultury europejskiej, która bardzo długo była tworzona przez chrześcijaństwo. Są jednak regiony na świecie, które zostały ukształtowane przez islam, buddyzm, hinduizm czy inne jeszcze religie mające ogromną bazę wartości moralnych. Europa tę bazę zawdzięcza chrześcijaństwu. Wydaje mi się, że żyjemy w czasie, kiedy stary kontynent traci źródło wartości moralnych. Obrazowo rzecz ujmując, można powiedzieć, że woda gruntowa jest wybierana ze studni, nowa zaś nie nachodzi.

Jaką drogą poszedłby świat, gdyby nie Kościół?

Byłby uboższy o wartości religijne i duchowe, które przyniósł Kościół. Im bardziej świat jest sekularystyczny, tym bardziej jest produktywny dla religii. To jest zupełne przeciwieństwo tego, co mówiliśmy przez ostatnie 30 lat o Kościele. Uważaliśmy, że im bardziej nasz świat jest ateistyczny, tym mniej religii. To religijno–socjologiczne spojrzenie na Kościół i społeczeństwo okazało się fałszywe. Powrót do duchowości można tłumaczyć jako bunt przeciwko zbyt spiesznemu pokładaniu nadziei w życiu doczesnym oraz jako poszukiwanie sensu życia przez człowieka.

W opinii wielu Kościół przeżywa kryzys. Czy można ustalić, kiedy on się rozpoczął?

Myślę, że błędem jest myślenie, iż jest to tylko kryzys Kościoła. To kryzys w kulturze albo kryzys Boga w kulturze. Do tego dochodzi jeszcze bardzo szybka przemiana świata, jeśli chodzi o technikę i wynalazki. Kościół w takiej sytuacji znajduje się w sferze przekształcania. Kryzys w kulturze i technice po części wyjaśnia przyczyny kryzysu Kościoła. Wierzę, że z tego kryzysu wyjdzie on umocniony.

Kiedy to nastąpi?

Kościół żegna się z tradycyjnymi formami, jednocześnie zaś pojawiają się w nim ruchy odnowy. Nie można wskazać, jak długo będzie trwał ten proces.

W której części świata Kościół jest dziś „najzdrowszy”?

Kościół jest żywotny tam, gdzie jest bardzo blisko ludzi — szczególnie biednych. Jest żywotny tam, gdzie jest blisko Boga. Myślę tu o wspólnotach zakonnych i kontemplacyjnych. Najlepiej jest wtedy, gdy jest blisko Boga i ludzi — gdy te dwa obszary się łączą. Kościół jest najzdrowszy tam, gdzie realizuje podstawowe nakazy Jezusa: kocha Boga i człowieka z całego serca. Inaczej mówiąc — tam, gdzie jest jednocześnie mistyczny i polityczny. Polityczny, to znaczy, że nie tylko opiekuje się ofiarami niesprawiedliwości, ale też troszczy się o dzisiejszy świat, aby nie dochodziło w nim do niesprawiedliwości. Posługując się obrazem św. Łukasza Ewangelisty, powiem, że chodzi o to, żeby nie tylko troszczył się o tych, którzy „wpadli w ręce zbójców”, ale także o to, żeby jutro nie było potrzeby być „zbójcą”.

Czy na podstawie badań Księdza Profesora możemy wskazać, w których krajach wiara jest najzdrowsza?

Mogę powiedzieć, że Kościół w Polsce ma dobrą pozycję kulturalno– –społeczną w narodzie, a np. kultura religijna najbardziej ucierpiała w Czechach i Holandii. Różnice można obserwować nie tyle między Europą Wschodnią a Zachodnią, ile w każdej z nich.

Czy potwierdza Ksiądz Profesor, że słowa dotyczące prawd Kościoła, takie jak: grzech, łaska, sakramenty…, niewiele dziś znaczą w umysłach chrześcijan i że trzeba znaleźć nowy język, który pozwoliłby lepiej wyrazić te prawdy?

Język jest środkiem przekazu myśli. Na przykład miłość znalazła w historii ludzkości bardzo dużą liczbę różnych środków wyrazu. Mimo wszystkich różnic w języku jest dla mnie ważne, żeby w głoszeniu Ewangelii nie chodziło tylko o pojęcia, ale o wydarzenia. Jest ważne, aby w każdej kulturze znaleźć odpowiednie słowa, które pomogą nam odkryć i zrozumieć przesłanie Ewangelii skierowane do wszystkich ludzi.

Ludzie, którzy zajmują się przepowiadaniem, powinni posługiwać się wieloma językami. Muszą rozumieć język religii, bo inaczej nie zrozumieją danego wydarzenia. Powinni jednak też to wydarzenie opowiedzieć w języku ludzi, pośród których dzisiaj żyją. To jest podstawowy wymóg wobec tych, którym zostało powierzone głoszenie Ewangelii. W tym tkwi też wyzwanie nowej ewangelizacji — jest ona jednocześnie inkulturacją.

Można się nauczyć takiego przepowiadania czy też jest ono zarezerwowane dla wybranych?

Łaska bazuje na naturze. Są ludzie, którzy mają np. do katechizowania czy głoszenia kazań większe zdolności. Jeśli ktoś tego daru nie ma, to może się tego częściowo nauczyć, ale tylko w zakresie zdolności, które otrzymał.

W nauczaniu istotne znaczenie ma Pismo Święte…

Powinniśmy mówić o dwóch Pismach Świętych. Jedno to Pismo Święte — książka. Drugie — to historia Boga z konkretnym człowiekiem, czyli „małe Pismo Święte”. Bóg jest obecny w każdym człowieku, a nie tylko w księdzu. Czasem niektórzy księża myślą, że Bóg przemawia jedynie przez nich, a nie przez świeckich. Ważne jest, żeby każdy człowiek — kapłan i świecki — to, co w sobie odczytał, porównał z Pismem Świętym. Tu są dwie drogi. Pierwsza to ta, że każdy powinien swoje życie odnaleźć w obrazie Pisma Świętego. Na przykład mój znajomy z Bawarii mówi, że czuje się często jak Piotr, który idzie po wodzie, i tak jak on wpada pod nią. On swoją historię życia przeżywa w kontekście tamtej historii; ma też pewność, że się nie utopi, ale zostanie jak Piotr uratowany przez Chrystusa. Druga droga jest odwrotna. Pismo Święte jest dla każdego z nas lustrem, w którym może dostrzec, czego mu jeszcze brakuje. Niektórzy ludzie mylą swojego ducha z Duchem Świętym. I wtedy lektura Pisma Świętego jest wielką pomocą. W każdym bowiem człowieku można zaobserwować niebezpieczną tendencję do tego, by raczej Boga naginać do własnej wizji, niż by być Mu posłusznym. Czytając Pismo Święte we wspólnocie Kościoła, człowiek jest przed tym strzeżony.

Kim jest według Księdza Profesora ksiądz?

Możemy zapytać, czy jest tylko autorytetem, czy jednym z uczestników. Księża za długo zastępowali świeckich. Teraz trzeba zrobić wszystko, żeby świeccy działali w swoim otoczeniu. Nie powinniśmy ich jako księża wyręczać. Inaczej trzeba będzie powiedzieć, że Kościół jest orkiestrą, ale wszyscy jej członkowie są niemuzykalni. Ksiądz nie jest głową Kościoła, bo jest nią Chrystus. Ksiądz powinien zrozumieć swój urząd jako służbę dla ludu Bożego, a nie za lud.

Jaki będzie Kościół przyszłej Europy? Czy możliwe jest, aby był kiedyś formą życia całego społeczeństwa, tak jak w średniowieczu?

Jeśli będziemy szanowali wolność religijną każdego człowieka, to w przyszłej Europie będzie panował pluralizm religijny. Wizję, że przyszła Europa będzie złożona tylko z chrześcijan, uważam za nierealną. Normalnym stanem będzie pluralizm religijny. Kościół jest częścią „religijnego rynku”. Pluralizm nie oznacza słabości Kościoła. Przy całym szacunku dla innych religii ma on jasno sprecyzowane poczucie własnej tożsamości. Myślę, że Kościół katolicki może przyjąć rolę przewodnika w świecie różnych religii.

Pierwsze tysiąclecie w historii Kościoła było tysiącleciem jego jedności. Drugie tysiąclecie było czasem wielkich rozłamów. Czy w trzecim tysiącleciu Kościół znów się zjednoczy?

Pierwsza część tego pytania zawiera w sobie romantyczną wizję pierwszego tysiąclecia. Wtedy też było bardzo wiele podziałów. Były obszary kościelne zupełnie niezależne od Kościoła, np. chrześcijanie Tomaszowi w Indiach. Te różnice nie mogły jednak dojść na tyle do głosu, żeby doprowadzić do rozdzielenia Kościoła. Patrząc w trzecie tysiąclecie, nie widzę innej alternatywy, jak tylko wielki ekumenizm. Jego główną przyczyną najprawdopodobniej będzie solidarność i wolność człowieka, która pchnie poszczególne wyznania do tego, aby się jednoczyły.

Niektóre kraje katolickie stały się w ostatnich latach widownią największych okrucieństw. Dlaczego obecności Kościoła w świecie nie towarzyszy automatycznie ewangeliczna miłość? A może to jest romantyczne oczekiwanie?

To oczekiwanie nie jest romantyczne, bo zakłada, że ludzie, którzy przyjmują Ewangelię, żyją nią na serio. Jeśli dochodzi do aktów terroru w Północnej Irlandii między katolikami a protestantami, to jest to wołająca o pomstę do nieba zdrada Ewangelii. I wszystkie grupy, które na tych obszarach nazywają się katolickimi, nie zasługują na to miano. Teologowie, którzy nie są do końca wierni nauce Kościoła, nie mogą nazywać się katolickimi. Życzyłbym sobie, aby grupy czy organizacje, które odchodzą od Ewangelii, oficjalnie otrzymały czarno na białym informację: „Nie jesteście katolikami”. To powinno dotyczyć każdego kraju na świecie. Kościół katolicki musi się od takiej zdrady Ewangelii bardzo wyraźnie zdystansować i odseparować. Mord na ludziach, na społeczeństwach jest grzechem, który ekskomunikuje, czyli wyłącza z Kościoła.

Jakie formy relacji między państwem a Kościołem są owocne, a jakie przynoszą szkodę Kościołowi?

W historii Europy było już wiele modeli relacji między państwem a Kościołem. Austria ma ogromne doświadczenie w tej dziedzinie. Był tu alians między tronem a ołtarzem i „małżeństwo” między chrześcijańsko– –socjalistyczną partią a Kościołem. Obecnie możemy mówić o „wolnym Kościele w wolnym państwie”. To jest model roztropnej kooperacji. To znaczy, że Kościół ma ten sam dystans do każdej partii politycznej. Kardynał König jest zdania, że Kościół musi formułować swoją postawę polityczną, a partie powinny decydować o tym, czy są bliżej czy dalej w relacji do Kościoła.

Jakie jest miejsce Kościoła w systemie demokratycznym?

Kościół na pewno nie jest konkurencją dla państwa, konkurencją dla partii politycznych, potęgą gospodarczą czy potęgą interesów. Kościół jest organizacją o wielkiej sile moralnej, którą czerpie ze źródeł duchowych. Nie jest on z tego świata, ale jest w tym świecie. Jeśli chce współtworzyć życie w układzie demokratycznym, musi się też trzymać reguł demokratycznych. Głównym zadaniem jest ukazywanie zasadniczych reguł życia w danym kraju. Kościół może formować społeczeństwo, posługując się wszelkimi dostępnymi środkami medialnymi. Warto pamiętać, że Kościół działa w sensie najbardziej politycznym, kiedy uświadamia ludziom, że nikt: ani bogaty, ani polityk, ani nikt inny, nie ma absolutnej władzy nad człowiekiem. Dlatego niejeden król najbardziej obawiał się zakonów. Kontemplacja objawia się tu jako jedna z największych sił politycznych. Kościół powinien angażować się dzisiaj zarówno w sferę duchowości, jak i polityki. Nędza jest dziś zjawiskiem wszechobecnym. Coraz mniej mogą się dziś czuć bezpieczni ludzie starzy i wymagający opieki, dzieci nienarodzone, niepełnosprawni, bezdomni i bezrobotni. Kościół wykorzysta swe szanse tylko wówczas, jeśli będzie łączył pobożność z zaangażowaniem społecznym.

W krajach Europy Środkowej i Wschodniej komunizm przestał istnieć. Czy zgodzi się Ksiądz Profesor, że Kościół ciągle poszukuje tu swego miejsca?

Kościół musi się tu odnaleźć w nowym kontekście. Niektórzy uważają, że nowa kultura demokratyczna jest niewiele warta, i schodzą do „podziemia” wobec nowej sytuacji liberalizmu i demokracji. Inni są zdania, że to jest bardzo dobra forma życia społecznego i trzeba z nią współpracować. Nie ma sensu kanonizować demokracji albo jej potępiać. Nie sposób jednak nie zauważyć, że spośród różnych form istnienia życia społeczeństwa jest to najbardziej humanistyczna forma i daje Kościołowi duże możliwości pracy. Życzyłbym Kościołowi Europy Środkowej i Wschodniej, żeby znalazł swoją drogę do siania Dobrej Nowiny, to znaczy drogę pełnej miłości, a jednocześnie krytycznej obecności. Biblijnie mówiąc — „niech wszystko bada, a co dobre zachowuje”.

Czego Kościół Europy Środkowej i Wschodniej może się nauczyć od Kościoła Europy Zachodniej?

Odwróciłbym to pytanie: czego Kościół Europy Zachodniej może się nauczyć od Kościoła Europy Środkowej i Wschodniej, czerpiąc z ich bogatego doświadczenia? To jest zadanie, które stoi przed Kościołem Europy Środkowej i Wschodniej: rozwinąć w sobie wielkie poczucie własnej wartości i zobaczyć, co może dać Europie Zachodniej. Wracając do pytania, to myślę, że Kościoły Europy Środkowej i Wschodniej powinny zobaczyć, jakie błędy popełnił w systemie demokratycznym Kościół Europy Zachodniej, i próbować ich uniknąć. Czego zaś można się nauczyć? Przede wszystkim tego, że wolność jest ambiwalentna; że nie może istnieć bez odpowiedzialności; że może zostać zatracona. Ona nie istnieje sama w sobie, lecz jest sztuką, której trzeba się uczyć. Kościoły Europy Środkowej i Wschodniej nie powinny tylko opowiadać się za wolnością, ale jeszcze bardziej uczyć sztuki wolności. Radziłbym też, żeby starego wroga — komunizmu, nie zastępować nowym — liberalizmem. Warto się też nauczyć, że wolność nie gwarantuje jeszcze solidarności. Wolny rynek uczy nas tego, że bardzo wielu ludzi może niestety przegrać. To bardzo ważne, aby w kulturze wolnościowej być socjalnym sumieniem. Polecałbym też Kościołowi Europy Środkowej i Wschodniej tę nową sytuację traktować jako szansę, a nie jako zagrożenie.

Gdzie leżą granice krytyki Kościoła?

Krytyka jest dla mnie umiejętnością rozróżniania. Najbardziej trafna jest ta, która jako kryterium używa narzędzia Ewangelii. Jeśli Kościół przeglądał się w lustrze Ewangelii, zawsze mówił: „Jesteśmy grzesznym Kościołem”, dlatego dla swojego ludu Bóg powoływał proroków, którzy potrafili w prawdzie spojrzeć na rzeczywistość. Kościół, który każdą krytykę próbuje zdławić, kłamie, że nie jest grzeszny; podcina działanie proroków. Można także uprawiać krytykę w imieniu Boga, ale nie mieć w ręku kryteriów. Patrzeć na swoje zyski, korzyści albo na swoje przyzwyczajenia bądź patrzeć oczami „świata”. Myślę, że taka krytyka dyskwalifikuje się sama. Max Frisch powiedział: „Jeśli krytykujesz kogoś, to nie uderzaj go w buzię mokrym ręcznikiem, tylko trzymaj tę krytykę jak płaszcz, który masz założyć na siebie”. Znaczy to, że do kultury krytykowania Kościoła należy również kryterium miłosierdzia i miłości Kościoła. Najlepsza obiektywna krytyka szkodzi, jeśli nie płynie z miłości. Odnosi się to nie tylko do Kościoła, ale do każdego człowieka i społeczeństwa.

W jakim kierunku będzie się rozwijał Kościół w Polsce w najbliższej przyszłości? Jak zmieni się jego oblicze?

Jestem przekonany, że odpowiedzialni za Kościół w Polsce nie ulegną pokusie, aby rozpoczynać nową pracę tam, gdzie zakończyła się stara przed przyjściem komunizmu. Mam nadzieję, że Kościół w Polsce oczyszczony przez 40 lat „niewoli egipskiej” przyjdzie do „kraju obietnic”. Myślę tak, ponieważ uważam, że Kościół w Polsce ma bardzo dużo duchowych rezerw i dlatego w najbliższych latach może przeżyć dynamiczny rozwój. Życie Kościoła będzie wyglądało przy tym inaczej niż dzisiaj. Kościół może będzie politycznie skromniejszy, ale silniejszy duchowo. Będzie zatroskany o moralne podstawy życia społecznego, ale będzie też czuł duży respekt przed konkretnymi rozwiązaniami życia społecznego na płaszczyźnie społecznej, gospodarczej, kulturalnej. Powinna się tu dokonać zamiana: co było dobre na Zachodzie, to przejąć — a temu, co było złe — zapobiec. Błędem Zachodu nie jest zdecydowanie się na wolność — to jego mocna strona. Wolność nie jest ideą, która tkwi tylko w głowie, ale ma podłoże w ekonomii. Bieda czyni ludzi niewolnikami rozwoju gospodarczego. Człowiek nie może wymagać tylko wolności bez rozwoju gospodarczego. Chodzi o to, by szerokie rzesze społeczeństwa nie były biedne. To wymaga wielkiej odpowiedzialności i solidarności. To ważne, by Kościół w Polsce równocześnie rozwinął wolność i solidarność. Solidarność zarówno osobistą, jak i instytucjonalną.

Czy uda mu się zachować jego masowość?

To zależy od mądrości pastoralnej. Kościół w Polsce ma to szczęście, że bycie Polakiem jest tożsame z byciem katolikiem. Z drugiej strony dla chrześcijańskiego życia jest bardzo duże wsparcie kulturalne. Dobrze byłoby te rezerwy kulturalne wykorzystać, aby wielu członków Kościoła tę nabytą wiarę przekształciło w wiarę chrześcijańską przeżywaną osobiście. Wybór osobisty może stać się wyborem społecznym. I wtedy Kościół może być masowy.

Jakiej rady Ksiądz Profesor jako były teologiczny doradca Rady Konferencji Biskupów Europy udzieliłby polskim biskupom?

Trzeba żyć Ewangelią na płaszczyźnie solidarności. Tak jak jeden z kardynałów uważam, że ma to być droga do Kafarnaum, tzn. droga zstępowania do współczesnego świata, a nie romantyczne przebywanie w prowincjonalno–duchowo–sielankowej atmosferze. Myślę, że Ewangelia najszybciej wnika w życie społeczne, jeśli Kościół nie tylko uczy innych, ale i sam się uczy. Powinien prowadzić dialog z przegranymi i biednymi, ale również z nowo rodzącymi się duchowymi siłami społeczeństwa.

Czy Kościół wyglądałby dziś inaczej, gdyby przed 25 laty nie wybrano na papieża kardynała Wojtyły?

Jest jeszcze za wcześnie, aby mówić mowę pogrzebową o Papieżu. Mądra historia Kościoła mówi: „poczekaj”. Jednego jestem pewien — on będzie wielkim papieżem w poczcie papieży Kościoła. Można tu podać wiele przykładów. To dotyczy jego dyskretnego, ale bardzo konkretnego współdziałania, jeśli chodzi o zwalczanie systemu komunistycznego, który pogardzał człowiekiem. To dotyczy również jego walki o cywilizację życia. I również tego, że jest on całym sobą za opcją na rzecz biednych na świecie. Nie można powiedzieć, że Pan Bóg nie mógł wszystkich tych spraw dokonać inaczej. Z drugiej strony mamy czarno na białym, że to akurat ten człowiek to spowodował.

rozmawiał Janusz T. Skotarczak, współpraca translatorska Piotr Kubiak

Wiedeń, 14 października 1997 roku

Ukazać ludziom cel i nadzieję
Paul M. Zulehner

urodzony 20 grudnia 1939 r. w Wiedniu – profesor teologii pastoralnej Uniwersytetu Wiedeńskiego, socjolog religii, założyciel Forum Pastoralnego ds. Wspierania Kościoła w Europie Wschodniej i Środkowej oraz grupę ds. kościelnych badań socjologicznych...

Ukazać ludziom cel i nadzieję
Janusz T. Skotarczak

nauczyciel religii w Liceum Ogólnokształcącym i Gimnazjum Dwujęzycznym w Śremie, ekspert MEN, publicysta, twórca i organizator m.in.: Śremsongu – Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Religijnej, Śremsk...