Donośne wołanie
fot. ivan rohovchenko / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Jana

0 votes
Wyczyść

Oczekiwanie na spełnienie prośby wymaga czujności i bacznego spoglądania w stronę, z której spodziewam się światła łaski.

Jezus jest Kimś, kto się modli. Nie jest to jednak Jego prywatna sprawa, do której nie miałbym mieć w ogóle dostępu. Żeby zrozumieć tę modlitwę, mogę podejść do Jezusa na tyle blisko, by usłyszeć słowa i dojrzeć mimikę Jego twarzy. Będę przypominał w ten sposób Mojżesza, któremu ukazał się Pan „w płomieniu ognia, ze środka krzewu” (Wj 3,2). Tam była tylko figura, teraz stoi przede mną Ten, który mówi, że jest „prawdziwym krzewem” (J 15,1). Wtedy Bóg kazał Mojżeszowi zdjąć sandały z nóg, bo stanął na świętej ziemi. Teraz zbliżam się do Mocniejszego ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u Jego sandałów. To On jest Świętą Ziemią, do której mogę wkroczyć. Trójjedyny Bóg przyciąga mnie do siebie, bym mógł wypełnić trzy zadania chrześcijanina szukającego Mistrza modlitwy: kontemplować Jezusa na Jego modlitwie, słuchać Jego nauki o niej i w końcu poznać, jak jestem przez Niego wysłuchany, gdy sam nieudolnie zaczynam się modlić.

Przykład

Prawdziwy człowiek, którym jest Jezus z Nazaretu, uczy się modlitwy od innych. Mogę to zrozumieć, bo moja wiara i jej płomień, którym jest modlitwa, nie spada przecież na mnie jak niespodziewana letnia burza. Przypomina raczej stary kościół, który przez wieki obrasta stylami sztuki, wypełnia się oddechami strudzonych pielgrzymów wzdychających w jego murach do nieba i niesie w końcu w sobie historię człowieka poszukującego Boga w każdej epoce. Moja wiara i modlitwa biorą się z wiary i modlitwy innych. Jezus się uczył od swojej Matki, rozważającej w sercu słowo Boże. Uczył się modlitwy Izraela, wchodząc w rytm i melodię Prawa i Proroków, gdy zgodnie ze swoim zwyczajem chodził do synagogi i Świątyni. We właściwym czasie, gdy miał dwanaście lat, objawił w tajemniczym zdaniu, że z Bogiem łączy Go nie tylko obowiązek zachowania Prawa. Łączy Go relacja synowska i w tym, co należy do Jego Ojca, On – Syn – powinien przebywać i odkrywać swoje powołanie. Najwięcej o modlitwie Jezusa napisał św. Łukasz. Trzecia Ewangelia łączy modlitwę Syna z ważnymi i przełomowymi momentami Jego misji. Chrzest, przemienienie, decydująca walka na Górze Oliwnej, a także wybór Dwunastu i ten moment, gdy Piotr ma wyznać swoją wiarę w Jezusa Mesjasza Bożego. Jest to często samotna modlitwa za braci i siostry Jezusowego człowieczeństwa, zanoszona w nocy do Ojca, który „widzi w ukryciu” (Mt 6,6). Modlitwa wstawiennicza współcierpiącego z nami Orędownika.

Ewangeliści przejęli i zapisali trzy formuły modlitwy Jezusa. Pierwsza jest wybuchem uwielbienia Ojca objawiającego tajemnice Królestwa ludziom ubogim, prostaczkom. Upodobanie, jakie Ojciec ma w tych najmniejszych, jest dobrze znane Synowi, bo jest owocem szukania tego, czego chce Ojciec. Drugi ślad modlitwy Mistrza to Jego rzewne słowa nad grobem przyjaciela Łazarza. Dziękczynienie Jezusa za to, że Ojciec nigdy nie pozostawia Go niewysłuchanego, ośmiela mnie, by prosić z ufnością. Dla Jezusa jednak nie dar jest najważniejszy, ale Dawca. Jego Skarbem jest Ojciec, do którego może przylgnąć z ufnością, a nie to, co może od Ojca otrzymać. W końcu, modli się do Ojca, powierzając Mu swój strach i smutek przed śmiercią, w którą ma wejść jak w smolistą rzekę. Jest to dla Jezusa czas modlitwy. Jego słowa z Krzyża są jedynie skrawkami sylab odsłaniającymi na chwilę serce Syna przylegające w pełni do serca Ojca. Donośne wołanie, które jest ostatnim tchnieniem Ukrzyżowanego, mieści w sobie wszystkie głosy, westchnienia, jęki i krzyki, prośby i zawierzenia, które wyszły kiedykolwiek z ust ludzi modlących się do Jedynego Boga. Moja modlitwa ma swoje źródło w modlitwie Jezusa.

Lekcje

Jezus wie, kim jestem. Dlatego też wie, jak mnie nauczyć modlitwy. Ta nauka jest długim procesem. Być może jej zwieńczeniem i najważniejszym egzaminem będzie dopiero ostatni akt zawierzenia: moje donośne wołanie z krzyża, na którym przyjdzie mi umierać? W ewangeliach widać, że Jezus zna doświadczenie swoich rozmówców. Oni są synami Izraela wychowanymi w szkole modlitwy Starego Przymierza. Na ten grunt Siewca rzuca ziarna Dobrej Nowiny o modlitwie jako o języku Nowego Testamentu opartego na więzach miłości. Modlitwa jest bardzo bliska miłości. Dlatego właśnie tak ważne dla Jezusa w Jego szkole modlitwy jest związanie jej z nawróceniem serca. Modlitwa ma zmieniać moje życie. Są dwa powody, dla których ta relacja może nie zachodzić: albo się nie modlę, albo modląc się, nie otwieram przed Bogiem serca, a wypowiadam jedynie martwe komunikaty. Tymczasem Jezus uczy mnie zaufania i wiary w to, że moja modlitwa dociera do Bożych uszu. Śmiałość, w której nie ma miejsca na wahanie i wątpliwości – tak mam stawać przed Bogiem. Wręcz zuchwale. Oczekiwanie na spełnienie prośby wymaga czujności i bacznego spoglądania w stronę, z której spodziewam się światła łaski. Tej lekcji Jezus udzielił uczniom w ogrodzie Oliwnym, gdy sam toczył walkę o wytrwanie przy woli Ojca. Nie przez przypadek gałązki oliwne były milczącymi świadkami słów Nauczyciela i snu Jego uczniów. To była subtelna podpowiedź dla każdego, kto się modli: modlitwa jest walką, która może prowadzić do zwycięstwa i zwieńczenia utrudzonych skroni oliwnym wieńcem.

Pewność

Jezus wysłuchuje mojej modlitwy. Jestem tego pewien, gdy czytam w Ewangelii o reakcji Mistrza na wyrażone w słowach bądź bezdźwięczne wołanie ludzi o Jego litość i pomoc. Jakiej to nieraz wymaga pewności, która przebije bańki tłoczących się nad głową myśli, że „i tak nie słyszy, bo Bóg robi po swojemu”… Szczególnie słowa ewangelicznych ślepców błagających o litość znalazły w ich następcach głośne echo. Codziennie pojawiają się przecież niewidzący sensu dalszej drogi żebracy, którzy powtarzają: „Panie Jezu Chryste, Synu Boga Żywego, ulituj się nade mną grzesznym”. Pogrążeni w ciemności, zgubieni i zdeterminowani, żebrzą słowami o światło i łaskę od życzliwego człowiekowi Boga. A gdy w końcu słyszą pytanie: „Co chcecie, bym wam uczynił” (por. Mk 10,51), wyrzucają z siebie najskrytsze pragnienie: Abyśmy przejrzeli! To jest historia każdego, kto wytrwa w wołaniu i nie zniechęci się w drodze swojej modlitwy.

Donośne wołanie
Wojciech Dudzik

były dominikanin....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze