Do kina chodzę coraz rzadziej
fot. clay banks Nt5 / UNSPLASH.COM

Do kina chodzę coraz rzadziej

, 0 recenzji

Lubię kino, lubię oglądać filmy, ale w oczywisty sposób odbieram sztukę inaczej, mając za sobą osiemdziesiąt lat życia.

Roman Bielecki OP: Czy ma pan swoją ulubioną scenę filmową, która byłaby czymś na kształt kwintesencji kina?

Stanisław Janicki: Po tylu latach zajmowania się filmem tego rodzaju odpowiedzi są szalenie trudne. Bo na myśl przychodzi mi najpierw jedna scena, ale zaraz potem pojawia się druga i następne. W tej pierwszej było coś wyjątkowego, ale i ta druga też miała w sobie jakąś magię i niezwykłość, podobnie kolejne. Tym niemniej w pierwszym odruchu powiedziałbym, że jest to „Dyktator” Chaplina i fragment tańca z globusem. Główny bohater, któremu marzy się bycie panem świata, uniesiony szałem, zaczyna w coraz większym zapamiętaniu tańczyć z wielką piłką – balonem, która przypomina kulę ziemską. Wykonuje coraz wymyślniejsze akrobacje i prawie miłosne gesty, aż nagle globus w najmniej oczekiwanym momencie pęka. A on w odruchu panicznego strachu ucieka po kotarze pod sufit.

Ta scena zawiera wszystko, co lubię w kinie – napięcie, świetne aktorstwo i zaskakującą puentę. A na dobrą sprawę jest to scena przerażająca. W końcu Chaplin to Adolf Hitler – człowiek, który chce rządzić światem i jest na dobrej drodze do spełnienia tego marzenia. Ale jednocześnie jest to śmieszne, choć tylko trochę i pozornie na zasadzie gagu sytuacyjnego. Śmiech rodzi się w tej scenie z powagi żałosnego zachowania dyktatora. Najpierw szaleniec bawi się i pląsa ze światem. Odsłania swoją liryczną naturę. Ale kiedy całość się rozpada, on traci panowanie nad sobą i jak małpa ucieka po zasłonie. Z wielkiego wodza wychodzi panicznie zastraszony chłopczyk.

Kontrapunkt bierze się w tym filmie z jeszcze jednego bardzo filmowego zabiegu. Chodzi o przebieranie się i udawanie kogoś innego. Klasyczne qui pro quo. Bo Chaplin gra w tym w filmie dwie przeciwstawne sobie postacie. Z jednej strony jest biednym żydowskim fryzjerem, a z drugiej zbrodniczym satrapą. I to, że raz ma na sobie wojskowy mundur, a za chwilę skromny garniturek, to oczywiście prawda, bo to dwie różne historie, ale w osobie Chaplina one ciągle się przenikają. I przez to nałożenie obu wątków powstaje jasno czytelna całość.

A gdyby przyszło panu zdefiniować, w czym tkwi siła ruchomego obrazu?

Nie odpowiem naukowo, bo nigdy mnie do tego typu rozważań nie ciągnęło. Jestem popularyzatorem, a nie badaczem. Lubię filmy jako takie. Są tacy, którzy rozbierają je na czynniki pierwsze – montaż, światło, muzyka, scenografia, kostiumy, gra… To ważne i nawet chętnie o tym czasami czytam. Ja jednak odbieram sztukę emocjonalnie i całościowo. Wzięło się to stąd, że od zawsze fascynowałem się muzyką, w której, poza utworami programowymi na dany temat, odbiór uczuciowy jest szalenie ważny. I siłą rzeczy przeniosłem te doświadczenia na inne dziedziny sztuki. Dlatego, czego nie boję się powiedzieć, lubię, kiedy film jest wzruszający, pociągający i emocjonalnie mnie zainteresuje. Bez względu na to, czy jest to głupia komedia obyczajowa, film sensacyjny czy poważny dramat.

Pan chyba w ogóle definiuje kino rozrywkowo?

Oczywiście, bo nie dzielę filmów na wysokie czy niskie, ambitne czy nieambitne. Mój stosunek do danego filmu określam poprzez to, czy zaintryguje mnie jakaś postać, zdarzen

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się