Żyć cudzym życiem
fot. jesus eca / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Słuchanie na modlitwie

0 votes
Wyczyść

reżyseria: Anna Muylaert; występują: Regina Casé, Camila Márdila, Karine Teles, Lourenço Mutarelli, Brazylia 2015, dystrybucja: Aurora Films, polska premiera 4 września 2015

Z jednej strony – wierność i oddanie do przesady. Z drugiej – lekceważenie, a nawet wstręt. Wierność jest po stronie Val (doskonała Regina Casé), głównej bohaterki filmu Prawie jak matka. Lekceważenie to zapłata od jej pracodawców.

Każdy jej dzień wygląda tak samo, i to od wielu lat: przygotowuje śniadanie i podaje je do stołu, przy którym służbie nie wolno siadać; spełnia zachcianki pana Carlosa – rozleniwionego rentiera z artystycznymi pretensjami, który nie ma żadnego pomysłu na życie; pierze, sprząta, gotuje i opiekuje się nastoletnim Fabinho, a czasem także jego kolegami. Wydaje się, że dom nie jest w stanie funkcjonować bez Val, że misternie nakręcany codziennie mechanizm rozsypałby się, gdyby kobiety zabrakło.

Życie służącej w zamożnym domu w São Paulo nie jest fascynujące, bo takie być nie może. Ale Val najwyraźniej czerpie z niego radość, a w każdym razie swoistą satysfakcję. Swoistą, bo w pewien sposób masochistyczną. Tyle że kobieta raczej nie zdaje sobie z tego sprawy – nie dopuszcza do siebie myśli, że choć jej praca wykonywana jest dobrze, to jednak kosztem tego, co nazwać by można samospełnieniem. Dla Val – mieszkającej w służbówce na tyłach domu, poświęcającej się pracy bez reszty – negowanie życia, jakie fundują jej pracodawcy, to ciężki grzech. Ona jest wierna, lojalna, wręcz ślepa na to, że kierowane wobec niej oczekiwania są często zachciankami, których spełnianie nie powinno należeć do jej obowiązków.

Druga matka

Kluczem do filmu jest relacja rodzic – dziecko. Tylko, że „matka” i „dziecko” są tu pojęciami umownymi – w pewnym sensie w role dzieci Val wcielają się nawet pan Carlos i jego żona Barbara, z ich niezaradnością, niemożnością zrobienia trzech kroków w stronę lodówki, by wziąć sok czy przyrządzić sobie drinka. Jednak to relacja z siedemnastoletnim Fabinho – doprowadzona do granic absurdu – najlepiej pokazuje, w jak bardzo zniekształconym układzie funkcjonuje Val. Chłopak, od dziecka zaniedbywany przez własną matkę (w początkowej scenie przy basenie kilkuletni chłopiec pyta o to, kiedy matka wróci) szuka miłości, a przede wszystkim przyjaźni właśnie u Val. Doskonale podkreśla to angielski tytuł filmu – Druga matka. To właśnie ona dowie się o pragnieniach i lękach Fabinho, nawet tych najbardziej intymnych, to Val może liczyć na szczery uścisk, a nie prawdziwa matka – Barbara, dla której chłopak pozostawi jedynie zdawkowy uśmiech i wymuszone „Jak się czujesz?”, gdy ta ulegnie wypadkowi. Ale nie oszukujmy się – zachowanie Fabinho wobec Val też pozostawia wiele do życzenia. Chłopak jest z pewnością szczery w swych relacjach, ale skupiony jest na sobie, na własnych zachciankach. I Val zgadza się na to, nie protestuje, co więcej: niczym lwica broni Fabinho przed innymi (jak w scenie z ulubionymi lodami chłopaka – nikt, kto chciałby ich spróbować, nie jest bezpieczny, nawet pracodawca, pan Carlos, może trafić na czarną listę, gdyby dopuścił się zszargania tej świętości).

Val jest dla Fabinho drugą matką, ale przecież Val ma też własne dziecko – córkę Jessicę. Córkę, której nie widziała… dziesięć lat, ale na którą łoży co miesiąc spore kwoty, by zapewnić jej godne życie. Ten układ oznacza, że gdzieś tam, z dala od São Paulo, Jessica ma własną „drugą matkę”, podczas gdy jej rodzona matka wychowuje cudze dziecko. I Jessica też pewnie raz po raz pyta: „Kiedy ona wróci?” (oryginalny tytuł filmu), nie znajdując na to pytanie satysfakcjonującej odpowiedzi.

Kiedy ona wróci?

Punktem kulminacyjnym opowieści staje się przyjazd Jessiki do São Paulo na studia. Dziewczyna chce zdawać na architekturę, jest ambitna i – w przeciwieństwie do matki – pewna siebie. Jest to pewność siebie posunięta chwilami do przesady, zahaczająca niebezpiecznie o bezczelność, łamiąca ustalony porządek, w każdym razie z punktu widzenia bohaterów zastałego, zakonserwowanego świata domu, do którego dziewczyna wkracza. Od pierwszej chwili wiemy, że musi nastąpić katharsis, że zastałe struktury muszą runąć.

– Mieszkasz w domu swoich pracodawców? – pyta Jessica. To z pozoru niewinne pytanie rozpoczyna proces rozkładu dotychczasowych norm. Jessica nie ma w sobie nic z Val, nie zamierza być kolejnym elementem układanki, bezmyślnie poddanym swoim pracodawcom. Taka postawa denerwuje – i to nie tylko samą Val, ale, co ciekawe, także nas, widzów. W tym najprawdopodobniej tkwi siła tej postaci. Tak bardzo polubiliśmy Val, tak bardzo kibicujemy jej nijakiemu, ale bezpiecznemu życiu, że nie dopuszczamy myśli, by cokolwiek mogło się zmienić. I zachowanie Jessiki postrzegamy jako zagrożenie.

Brawa dla reżyserki za symboliczną scenę, w której dom wreszcie budzi się z dotychczasowego letargu. W tym jedynym, jedynym momencie swojego życia Val… nie wstaje na czas, bo zawodzi budzik. Z pozoru nic złego się nie wydarzy, nikt nie będzie miał pretensji. Co więcej – pani Barbara sama przygotuje sobie poranną porcję soku, a nawet zrobi śniadanie dla Jessiki. Jednak podskórnie czujemy, że ta drobna czynność, którą nikt poza Val dotychczas się nie skalał, będzie przyczynkiem do radykalnych zmian.

Czy ona wróci?

„Kiedy ona wróci?” – to pytanie musimy sobie zadać, patrząc na bohaterkę. Kiedy wróci prawdziwa Val, a nie ślepo zapatrzona w pracodawców niemłoda już kobieta przedkładająca szczęście obcych ludzi nad dobro swoje i córki. A może raczej: „Czy w ogóle kiedykolwiek wróci?”. My już wiemy, co się kryje pod maskami uprzejmości Barbary i Carlosa. Ale czy dostrzeże to Val?

Jest w tym filmie jeszcze jedna, symboliczna scena, nawiązująca do innej, wcześniejszej, rozgrywającej się w basenie, do którego Fabinho w żartach wrzuca Jessikę. Tamta scena to akt pozornie bez znaczenia, ta kolejna to swoiste oczyszczenie, a jednocześnie wyprostowanie wszelkich relacji rodzic – dziecko. To moment okupiony strachem, ale i niosący bohaterce prawdziwą satysfakcję. Wciąż jeszcze nie wiemy, jak wiele (i czy w ogóle) zmieni to w życiu Val, ale mocno trzymamy kciuki, by ten drobny, banalny heroizm przyniósł owoc chociażby w postaci szacunku dla samej siebie.

Prawie jak matka to kino najwyższej próby, opowiedziane jednak językiem prostym i zrozumiałym pod każdą szerokością geograficzną. Jest to bowiem obraz uniwersalny, pokazujący historię, która dotyczyć może każdego. Historię zniewolonego ducha i szansy na przebudzenie. Postać służącej można śmiało potraktować jak kolejny symbol czy maskę. Film pokazuje bowiem toksyczną relację, która może się zdarzyć wszędzie. Dlatego tę opowieść trzeba potraktować jako przestrogę.

Żyć cudzym życiem
Przemysław Poznański

urodzony w 1970 r. – długoletni dziennikarz „Gazety Wyborczej”, od czasu do czasu publikuje felietony na portalu Polityka.pl oraz ZupelnieInnaOpowiesc, autor...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze