Ewangelia według św. Jana
Przebywam obecnie poza śląską prowincją, więc i tematycznie trochę się oderwę. Gorąco wokół okrutne i może z tego przegrzania przyszła mi do głowy niezbyt roztropna myśl, żeby napisać tekst o kobietach w Kościele. Dlaczego przypiąłem jej łatkę nieroztropnej? Przede wszystkim dlatego, że takim tekstem się nieuchronnie narażę. To jest pewne niezależnie od treści. Bo albo bardziej konserwatywne grona zapytają, po co w ogóle poruszać temat, jeśli żadnego problemu nie ma: w polskim Kościele nauczanie św. Jana Pawła II o „geniuszu kobiecym” mamy w wielkim poważaniu i przykładnie wcielamy je w życie, aż furczy. Albo, przeciwnie, z feministycznej strony mi się oberwie, że w ogóle jakim prawem facet odważa się pisać o kobietach. I to jeszcze celibatariusz. Zgroza pełna. Ale cóż, taka dola felietonisty, że czasem na jakiś ogon przychodzi nadepnąć. Więc jednak tekst nierozsądny piszę: o kobietach w Kościele.
I zaraz muszę się przyznać – co rozsierdzi być może część czytelniczek – że wpadłem na ten pomysł, obserwując, jak to w ostatnich latach uruchomiła się kreatywność polskich duszpasterzy, żeby zachęcić mężczyzn do aktywnego trwania w Kościele. I w realu, i w internecie co chwilę jakieś męskie propozycje, często – a jakże – okraszone bojową, rycerską retoryką. Wysyp rekolekcji, książek, audiobooków w tych obszarach mamy imponujący. I kiedy się przyglądałem tej obfitości, napawając się ważnością własnej płci, naszła mnie okropna myśl, żeby zerknąć w analogiczny pion kobiecy. Może szukałem niewystarczająco, może mam stępioną wrażliwość, ale przy męskim pion kobiecy jakoś mizernie wygląda. Jak na zawołanie mózg zaszuflował mi stereotypowe wyjaśnienie: mamy przecież kryzys ojcostwa wynikający z kryzysu mężczyzn – nie dziwota więc, że duszpasterstwo wzięło się pełną parą za przeciwdziałanie temu.
Prawie natychmiast w innej części mózgu zapaliło mi się żółte światełko: Zaraz, zaraz – ale czyż nie jest tak, że ewentualny „kryzys męskości” jest owocem przemian społecznych, które co najmniej podobnie zatrzęsły kobiecymi losami? Piszę ostrożnie „co najmniej”, bo badania należą do socjologów, choć z dyletanckiego oglądu sytuacji wynika, że to w prywatnym, rodzinnym i społecznym funkcjonowaniu kobiet w Polsce zaszły w ciągu ostatniego wieku znacznie głębsze zmiany. Może te przemiany nie mają charakteru kryzysowego? A może kobiety mają – niech rzucę stereotypem – mniejszą od mężczyzn skłonność do dramatycznej mitologizacji własnej sytuacji?
Nie wiem, jak jest. Dziwi mnie tylko, że stosunkowo niewiele refleksji w polskim Kościele poświęca się tym procesom. Milczenie może nie jest totalne, ale brzmienie tej ciszy mnie niepokoi. Może to, co napiszę dalej, jest czarnowidztwem i w istocie kobiety we współczesnym polskim Kościele odnajdują się znakomicie, duszpasterstwo zaspokaja ich duchowe potrzeby, a struktury kościelne zapewniają stosowne wsparcie w różnych obszarach, łącznie z lobbingiem za prawnymi rozwiązaniami, ułatwiającymi kobietom życie. Jeśliby jednak tak pięknie nie było, to owo milczenie mogłoby oznaczać, że – po pierwsze – duszpasterze, zajęci kryzysem męskości, przesypiają moment, w którym akurat kto inny może bardziej wymagałby uwagi. Polski Kościół, nazywany czasem złośliwie żeńskokatolickim, stał kobietami i, zdaje się, jeszcze stoi. Czyżbyśmy – wbrew nauce płynącej z katolickich krajów, które przez podobne przemiany przeszły nieco wcześniej – zakładali, że to nienaruszalny porządek rzeczy, który u nas ostoi się na przekór wszystkiemu?
Wspomniane milczenie wokół kwestii kobiecych może też oznaczać – tu mój lęk wzrasta – że same kobiety w ogóle nie uważają polskich przestrzeni kościelnych za forum nadające się do podejmowania istotnych dla siebie tematów. Czyli że wśród kobiet, które reflektują nad swoją sytuacją społeczną, a zatem mogłyby zabrać głos, już się dokonała mentalna emigracja z Kościoła – tym groźniejsza, że niezadeklarowana, cicha. I że w związku z tym za jakiś czas obudzimy się w Kościele z niedobitkami ocalonych od kryzysu rycerskich mężczyzn, ale bez całego prawie pokolenia kobiet, których aspiracje dawno przecież opuściły obszary, gdzie damy mdleją pod spojrzeniem walecznych rycerzy.
Oceń