Zamknij oczy i idź
fot. simone hutsch / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Hewel. Wszystko jest ulotne oprócz Boga

3 opinie
Wyczyść

Imagine, reż. Andrzej Jakimowski, występują: Alexandra Maria Lara, Edward Hogg, Melchior Derouet, Francis Frappat

Wydawałoby się, że w filmowych historiach o ludziach niewidomych zawsze na pierwszy plan wybije się kwestia zmysłu wzroku. Imagine Andrzeja Jakimowskiego obala ten stereotyp, pokazując nam, widzącym, że widzieć to coś więcej, niż postrzegać oczami.

Usłyszeć szafę

Głównym bohaterem jest tu nie obraz (lub jego brak), ale dźwięk. Zauważamy to już w pierwszym ujęciu: widok zamglony, niejasny, nie wiemy, co i jak, ale za to w sposób spotęgowany i czysty słyszymy odgłosy otaczającego nas świata. Po chwili zagubienia już pojmujemy. Żeby ten film zrozumieć, musimy wejść choć trochę w buty niewidomego. A jego świat właśnie tak wygląda – czarny lub zamglony obraz plus niezwykła wrażliwość na dźwięk.

Ian – niewidomy instruktor orientacji w przestrzeni – swój zmysł słuchu rozwinął w sposób niebywały. Przyjeżdża do lizbońskiej kliniki okulistycznej, by uczyć młodych pacjentów patrzenia uszami… Metoda echolokacji, którą stosuje, polega na określaniu położenia obiektów w otoczeniu za pomocą echa akustycznego. W naturze korzystają z niej między innymi nietoperze. Wysyłają ultradźwięki, które odbite od przeszkody wracają błyskawicznie jako echo do ucha, informując o świecie zewnętrznym.

Człowiek co prawda nie potrafi wysyłać dźwięków o tak wysokich częstotliwościach jak nietoperze czy delfiny, ale okazuje się, że może się starać imitować zdolności tych zwierząt. Zamiast ultradźwięków Ian stosuje inne metody: klaszcze, pstryka palcami, stuka podkutymi butami lub kląska, odrywając język od podniebienia. Swoją metodę doprowadził do takiej sprawności, że bez laski niewidomego porusza się po mieście.

Gdy dzieci z kliniki słyszą o takich możliwościach, oczywiście nie dowierzają. I jak to dzieci, wystawiają instruktora na próbę: na korytarzu niedaleko jego pokoju ustawiają szafę. Ian idzie korytarzem, jak zwykle bez laski, i głośno stuka butami, które tworzą echo. Nagle przystaje, ponieważ zorientował się, że echo zostało przez coś zaburzone. Robi kilka ostrożnych kroków i delikatnie trafia na mebel, który teraz może spokojnie obejść.

Kilka kolejnych testów przełamuje nieufność dzieci. Pojawia się fascynacja i chęć nauki. Lekcje są niezwykłe. Ian uczy nie tylko odczytywania dźwięków, ale i trudnej sztuki dedukcji. Skoro sam masz ograniczone zmysły, wykorzystaj zmysły ludzi widzących i zwierząt. Gołębie się spłoszyły? Widocznie ktoś się pojawił w ich pobliżu. Idący przed tobą człowiek zmienił rytm kroków? Pewnie omija przeszkodę, więc zrób to samo. I tak dalej.

No i najważniejsza nauka: odróżnianie dźwięków. Najpierw tych, które w sposób naturalny wpadają do ucha, takich jak warkot samochodu, chód człowieka, bieg psa, odgłosy wydawane przez ogrodnika lub kobietę wieszającą pranie. A potem najtrudniejsze, czyli rozpoznawanie echa, które może poinformować nie tylko o przedmiotach i budynkach znajdujących się w otoczeniu, ale też wskazać, w jakiej odległości znajdują się od niewidomego.

Ian chce nauczyć swoich podopiecznych poruszania się bez laski. Jak łatwo się domyślić, jego awangardowa metoda, choć potencjalnie niezwykle przydatna, może się okazać niebezpieczna. Jeden z chłopców w trakcie nauki wpada w klomb róż, raniąc się kolcami. Instruktor uważa, że to cena, którą warto zapłacić za niezależność i odkrycie nowego świata. Innego zdania jest dyrektor kliniki. Pojawia się konflikt.

Wkraczając do innego świata

Tak, ryzyko jest duże. Można się poranić, stłuc nos albo, co gorsza, wpaść pod samochód. Z drugiej strony opanowanie techniki stosowanej przez Iana daje osobom niewidomym niebywałą wolność. Tej wolności pragnie Eva, piękna 30-letnia pensjonariuszka kliniki. Początkowo słucha lekcji instruktora z ukrycia, przez okno swego pokoju, z którego w ogóle nie chce wychodzić. Potem pociągnięta przez Iana decyduje się nie tylko opuścić azyl bezpiecznych czterech ścian, ale chce też wraz z nim wyjść na ulice miasta.

Zakładają okulary przeciwsłoneczne, laski zostawiają w klinice i idą na spacer po Lizbonie. Eva szybko się uczy, a w towarzystwie Iana czuje się bezpieczna. Po raz pierwszy w życiu nie czuje na sobie stygmatu niewidomej. Gdy dawniej wychodziła na ulice z laską, ludzie ciągle chcieli jej pomagać, prowadzili, chwytali pod ramię, szarpali. A teraz idzie krok za Ianem, naśladuje go, potyka się, ale czuje, że jest wolna, że nikt nie zwraca na nią uwagi.

Gdy siadają na tarasie kawiarenki, pomiędzy grającymi w warcaby starszymi panami z sąsiedztwa, zaczepia ją młody mężczyzna i wyraźnie adoruje, naturalnie nie wiedząc, że rozmawia z niewidomą. Eva czuje się piękna, wyjątkowa. A Ian? Ian, jak się później okaże, jest zazdrosny.

Jest jeszcze Serrano, najstarszy spośród uczniów w klinice. On też pożąda wolności i po cichu w ślad za Ianem wymyka się na miasto. Gdy odkrywa, że zwykłe przejście przez ulicę jest dla niego barierą nie do pokonania, dochodzi do wniosku, że instruktor musi oszukiwać, że on po prostu widzi, tylko udaje niewidomego. Ian w dość drastyczny sposób udowadnia mu, że nie ma sprawnych oczu, i zabiera go ze sobą na ulice Lizbony, by i on doświadczył innego świata.

Miejska włóczęga tych dwóch niewidomych pokazana jest w sposób niepowtarzalny. Oto kamera, zamiast uchwycić to, co normalnie widzą bohaterowie filmów, koncentruje się tylko na nich samych. Nie wiemy, dokąd idą, nie wiemy, co jest dookoła, nie wiemy, na co mężczyźni patrzą, bo przecież nie patrzą… Kamera ulokowana wysoko nad nimi, skupiona wyłącznie na nich, pokazuje przestrzeń zaledwie kilku metrów kwadratowych z nimi w środku. Gdy stoją na krawężniku tuż przy ruchliwej ulicy, my – tak jak oni – nie widzimy nadjeżdżających samochodów. Gdy nocą docierają do portu, my – tak jak oni – nie widzimy, że za kilka metrów można spaść z wysokiego betonowego nabrzeża do morza. Ale – tak jak oni – wszystko słyszymy.

To jest jedna z największych wartości Imagine. Filmowymi środkami Andrzej Jakimowski zagrał tak, by nieco na siłę wcisnąć nas w buty niewidomego. Te specyficzne kadry połączone ze wspomnianym na początku nienaturalnym wyostrzeniem dźwięków dają potężny efekt. Sprawiają też, że budzą się w nas silne emocje. Przecież nie wiemy, czy samochód, który – jak słyszymy – nadjeżdża z dużą prędkością, uderzy w bohaterów, czy też nie. Przecież nie możemy przewidzieć, czy kroczący skrajem betonowego nabrzeża Ian, nagle nie spadnie w ciemną toń morza. Boimy się o nich, żyjemy ich życiem, choć przez chwilę.

Widzieć inaczej

Ludzie niewidomi, chodzący po pięknym mieście bez lasek, używający kontrowersyjnej metody i ryzykujący zdrowie lub nawet życie – to obraz silnie nacechowany symboliką. Reżyser wciąga nas w tę prostą fabularnie historię, każe „patrzeć” oczami niewidzącego i tym samym otwiera nieskończone pole interpretacji.

Pierwsze skojarzenie to miłość. Uczucie, które najwyraźniej rodzi się między Ianem a Evą, jest nie tylko elementem tej opowieści, ale i tropem, który Andrzej Jakimowski pozostawia widzowi. Wszak człowiek, który w domu zostawia laskę niewidomego i nagle musi zaufać swoim zmysłom oraz sztuce rozsądnego wyciągania wniosków, to człowiek, który dobrowolnie pozbawia się ochronnej tarczy, by doświadczyć innego, pełniejszego życia. To też człowiek, który wystawia się na możliwość zranienia. Nie tylko przez nadjeżdżający samochód, ale i przez ludzi o złych zamiarach, którzy łatwo wykorzystają bezbronnego. Jest to więc sytuacja zbliżona do stanu zakochania. Boimy się otworzyć, zakładamy maski ochronne. Ale chcąc doświadczyć miłości, musimy zaryzykować postawienie pierwszego kroku w nieznane, który – owszem – może skończyć się zranieniem i porażką, ale może też zaowocować niepowtarzalnym doświadczeniem nowego, piękniejszego i dojrzalszego życia. Dyrektor kliniki symbolizuje tu ostrożność, suchą naukę i rezerwę. Trzymając się jego reguł, z pewnością nie nabijesz sobie guza. Jednak nie doświadczysz też życia, do którego zaprasza trochę szalony Ian.

W tej symbolice sporo jest też z rzeczywistości wiary. Tak przecież jest, że aby doświadczyć spotkania z Bogiem, trzeba odważnie wyjść naprzeciw Temu, który obdarowuje pełnią i może sprawić, że nagle przejrzymy i zamiast patrzeć oczami ciała, zaczniemy widzieć oczami wiary.

Imagine to piękny film. Wszystko jest na najwyższym poziomie: reżyseria, fabuła, zdjęcia, muzyka, role aktorskie. Ale najważniejsze jest to, czego na ekranie nie widać. To niezwykłe wyzwanie rzucone widzowi, by na chwilę zamknął oczy i poszukał innych dróg patrzenia na życie oraz postrzegania świata. One istnieją.

Zamknij oczy i idź
Konrad Sawicki

urodzony w 1974 r. – absolwent teologii, publicysta, redaktor „Więzi”, współpracownik „Tygodnika Powszechnego” i Deon.pl, redaktor naczelny polskiego wydania portalu internetowego Aleteia....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze