Trochę wolniej
fot. max ostwalt / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Spowiedź

0 votes
Wyczyść

Koniec zimy przywitałam w Londynie. Pojechałam odwiedzić córkę, która jest jednym z szefów kuchni w bardzo dobrej restauracji. Praca jest wykańczająca, ale bardzo kreatywna i Flavia mimo zmęczenia czerpie z niej wiele satysfakcji.

Niemal za każdym razem, gdy jestem w Londynie, biegam z jednej wystawy na drugą, odwiedzam rodzinę i przyjaciół, mając ciągłe poczucie, że nie zrobiłam wszystkiego, co trzeba. Tym razem postanowiłyśmy z córką spacerować spokojnie po mieście, dobrze zjeść i odpoczywać.

Prawie dwie godziny spędziłyśmy w Hatchards, najstarszej księgarni w Londynie, założonej w 1797 roku. Eleganckie wnętrze i cisza, która tam panuje, sprawiają, że człowiek, zanurzając się w świecie słowa drukowanego, traci poczucie przemijającego czasu. Flavia zatrzymała się na piętrze, gdzie były książki kucharskie, a ja przeglądałam pozycje historyczne i biografie. W końcu, z rękami pełnymi wybranych tytułów, spotkałyśmy się przy lekturach podróżniczych. Nie ma jak kupowanie książek, dla mnie to wręcz fizyczna przyjemność.

***

Jednej wystawy jednak nie potrafiłam sobie odmówić. Wybrałam się do Courtauld Gallery, by obejrzeć rysunki Francisca Goi. Przedstawione są tam dzieła z albumu zatytułowanego Wiedźmy i stare kobiety, które artysta narysował w ostatnich latach życia, ujawniając w nich swoją bujną wyobraźnię, pełną koszmarów i przesądów, związanych ze światem magii oraz – i może to jest najbardziej wzruszające – z wszelkimi problemami podeszłego wieku. Postaci, które oglądamy, czasami stworzone dosłownie paroma kreskami koloru sepii lub szarej akwareli, są wykrzywione, często groteskowo śmieszne albo przerażające. Oprócz jednej: pogodnej staruszki, która rozmawia ze swoim małym kotem.

Wystawę otwiera słynna rycina z cyklu „Kaprysy” – Gdy rozum śpi, budzą się demony. Artysta ma na niej głowę opartą na biurku, a wokół niego krążą złowieszczo upiory, w postaci nietoperzy i sów. Niezwykle trafny obraz – jak na dzisiejsze czasy.

***

Podróżowanie metrem w sobotę i niedzielę okazało się nie lada zabawą. Dwie linie były zamknięte, więc tłumy stały najpierw przy bramkach, a potem na peronach, szczególnie w centrum miasta. Na ten widok, mnie, kobiecie z włoskiej prowincji, mieszkającej obecnie w dość spokojnej stolicy państwa środkowo-wschodniej Europy, robi się niedobrze i zaczynam tęsknić za metrem warszawskim (!). To kolejny dowód na to, jak wszystko w życiu zależy od punktu siedzenia, dosłownie.

***

Flavia mieszka i pracuje w Shoreditch, we wschodniej części miasta. Dzielnica Shoreditch powstała w średniowieczu wokół parafii pod wezwaniem św. Leonarda. Kościół w swojej dzisiejszej postaci został zbudowany na fundamentach starego średniowiecznego budynku w latach 30. XVIII wieku, w stylu palladiańskim, przez architekta George’a Dance’a. Kościelne dzwony znane są od wieków za sprawą piosenki Oranges and Lemons, której uczyłam się na pamięć w dzieciństwie.

W XVI i XVII wieku Shoreditch słynęło z teatrów – The Theatre otwartego w 1597, a potem, rok później, The Curtain Theatre, w którym z wielkim sukcesem prezentowano między innymi Romea i Julię oraz Henryka V Shakespearea.

W XIX i na początku XX wieku Shoreditch rywalizowało ze słynnym West Endem, jeśli chodzi o liczbę teatrów i sal koncertowych, ale nadal było dość biedną dzielnicą robotniczą. Wszystko zaczęło się zmieniać dopiero w połowie lat 90. XX wieku, kiedy Shoreditch stało się bardzo popularne, a dzisiaj jest tętniącą życiem, bardzo modną dzielnicą pełną klubów, restauracji i galerii sztuki. Flavia mówi: „inny Londyn”, bardziej na luzie, ciekawy.

***

Londyn mam poniekąd we krwi, ale dzisiejsze miasto prawie wcale nie przypomina, z oczywistych względów, miasta mego dzieciństwa, dużego i dostojnego w swoich odcieniach szarości. Było w nim coś bardzo uspokajającego, czego teraz zupełnie się nie czuje. Przypominają mi się słowa, które sławny osiemnastowieczny pisarz Samuel Johnson miał powiedzieć kiedyś swemu przyjacielowi Jamesowi Boswellowi: Sir, when a man is tired of London, he is tired of life, for there is in London all that life can afford (Proszę pana, jeśli człowieka nuży Londyn, to znaczy, że nuży go życie, bo w Londynie jest wszystko to, co ma ono człowiekowi do zaoferowania).

Zdecydowanie się starzeję, ale życie mnie jeszcze nie nuży, bynajmniej, tylko powoli, proszę… i bez zbędnego hałasu.

Trochę wolniej
Tessa Capponi-Borawska

urodzona 3 marca 1959 r. we Florencji – ukończyła studia historyczne na tamtejszym uniwersytecie, do Polski przyjechała w 1983 roku, przez wiele lat wykładała na Uniwersytecie Warszawskim. Od wielu lat publikuje w „Twoim...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze