Szacunek wobec Eucharystii

Szacunek wobec Eucharystii

W numerze 5/99 „W drodze” Autor podpisany nazwiskiem Tomasz Kwiecień (z zaznaczeniem „dominikanin”) zamieścił artykuł pt. „O przyjmowaniu Komunii świętej”. Traktując poważnie wyrażone przez szanowną Redakcję zaproszenie do zabrania głosu, czuję się wręcz do tego zmuszony, nie tyle dlatego, że w tekście rzeczonym pojawia się moje nazwisko, lecz przede wszystkim dlatego, iż zawiera on — obok cennych i słusznych przemyśleń (zwłaszcza w krytycznych uwagach pod adresem Komunii na rękę) — poważne nieporozumienia.

1. We wstępie czytamy: „Synod plenarny Kościoła w Polsce rozważa możliwość wprowadzenia zwyczaju podawania Ciała Pańskiego na rękę również u nas (…). Wolą Kościoła jest również stopniowy powrót do starodawnej praktyki Komunii pod dwiema postaciami”. Jeśli słówko „również” ma być w tym miejscu w ogóle sensowne, to sugeruje ono paralelność między synodem plenarnym a Kościołem, tudzież między podawaniem Komunii św. na rękę, a jej praktyką pod dwiema postaciami. Układ taki zawiera jednak istotne błędy zarówno teologiczne, jak też liturgiczno–prawne. Po pierwsze bowiem „rozważania” synodu plenarnego nie stanowią nauczania Kościoła, gdyż są nim jedynie dokumenty wydane bądź przynajmniej zaaprobowane przez Stolicę Apostolską; po drugie, jest wprawdzie w Konstytucji o Liturgii Soboru Watykańskiego II (nr 55) mowa o możliwości — lecz nie o „woli”! — stosowania Komunii św. pod dwiema postaciami (ale „przy zachowaniu ustalonych przez Sobór Trydencki zasad dogmatycznych”!), nie ma zaś ani słowa o podawaniu Komunii św. na rękę; po trzecie ostatnim — a więc aktualnie obowiązującym, także synody plenarne — dokumentem Stolicy Apostolskiej w sprawie sposobu podawania Komunii św. jest Instrukcja Kongregacji Kultu Bożego Memoriale Domini z 29 maja 1969 roku. W niej zaś czytamy m.in. odnośnie podawania Komunii św. do ust: „Ten sposób udzielania Komunii św. powinien zostać zachowany (servari debet) ze względu na całą obecną sytuację Kościoła. Nie tylko dlatego, że opiera się on na przekazanym przez Tradycję wielu wieków zwyczaju, lecz szczególnie dlatego, że wyraża on szacunek wiernych wobec Eucharystii (reverentiam significat)… Zwyczaj ten należy do owego przygotowania, które jest konieczne do najbardziej owocnego przyjęcia (modo maxime frugifero) Ciała Pańskiego. (…) Z tego powodu Ojciec Święty uznał za niewłaściwe zmieniać dotychczasową praktykę udzielania Komunii św. Dlatego Stolica Apostolska napomina z całą stanowczością biskupów, kapłanów i wiernych do przestrzegania obowiązującego i na nowo potwierdzonego prawa…” Zaiste nie do uwierzenia, by wykładowca liturgiki — jakim jest Autor — nie wiedział nic o tak ważnym (i aktualnie obowiązującym!) dokumencie.

2. „Bardziej oczytanym przeciwnikom Komunii św. na rękę” przypisuje Autor „interpretowanie” powszechnej niegdyś praktyki Komunii na rękę jako „reliktu przeszłości, zmienionego pod wpływem rosnącej czci wobec Najświętszego Sakramentu”. Od tak sformułowanej tezy przeciwnika (bez podania ani cytatu, ani źródła) przechodzi Autor do swego wniosku, iż teza ta „sugeruje jakoby chrześcijanie pierwszych wieków mieli mniejszy szacunek wobec Eucharystii” i tym samym jest „krzywdząca”. Najpierw konieczne jest stwierdzenie dotyczące metody zastosowanej przez Autora. Przypomina ona bowiem działania operacyjne stalinowskiej „służby bezpieczeństwa”: najpierw podrzucić „wrogowi klasowemu” kompromitujące materiały, a następnie znaleźć je u niego, po czym go oskarżyć i skazać. Tak i Autor przypisuje przeciwnikom Komunii św. na rękę twierdzenia, których faktyczności nie tylko nie można zweryfikować, lecz która to faktyczność jest wysoce nieprawdopodobna czy wręcz niemożliwa. Któż bowiem trzeźwo myślący — a cóż dopiero „bardziej oczytany”! — zdobyłby się na zarzucanie „chrześcijanom pierwszych wieków” w ogólności, braku szacunku wobec Najświętszego Sakramentu? Zupełnie zaś osobną sprawą jest rozwój świadomości odnośnie do prawd wiary oraz dostosowywanie doń form liturgicznych. Wyraźnie mówi o tym także zacytowana powyżej Instrukcja Kongregacji Kultu Bożego.

3. Ze wspomnianą metodą wiąże się także inny zabieg Autora, mianowicie niedookreślenie i zarazem uogólnienie swoich adwersarzy. Konkretnie bowiem (przynajmniej względnie) wymienia Autor jedynie „internetowe przesłanie członków grupy dyskusyjnej Unam sanctam”, sugerując, jakoby ta lefebrystowska grupa była reprezentatywna dla przeciwników liturgicznych nowinek. Doprawdy tylko w taki sposób niedorzeczne wypowiedzi prowokatorów mogą służyć jako materiał kompromitujący wszystkich, którzy ośmielają się mieć krytyczny pogląd na wprowadzanie Komunii św. „ręcznej” (choć nie mają zupełnie nic wspólnego z lefebrystami).

4. Cytując fragment z Katechez Mystagogicznych św. Cyryla Jerozolimskiego, Autor dostrzega słusznie, iż tchnie on „miłością, szacunkiem i adoracją Eucharystii”. Tym oraz innymi cytatami (podanymi zresztą bez podania źródeł, a więc nieweryfikowalnymi) posługuje się Autor dla ośmieszenia tez przypisywanych swym adwersarzom (w sposób już wspomniany, nazwijmy go eufemistycznie kukułczym). Właściwie jednak nie wyciąga on wniosków z zawartej w owych cytatach troski o należne traktowanie Ciała Pańskiego, połączonej z przestrogami. Wystarczy bowiem owe przestrogi przed uronieniem cząstek eucharystycznych przełożyć na rozwój form liturgicznych, by dojść do przekonania, wyrażonego we wspomnianym dokumencie Stolicy Apostolskiej, iż to właśnie Komunia św. do ust — maksymalnie ograniczając niebezpieczeństwo zbezczeszczenia — najbardziej odpowiada należnemu szacunkowi wobec Eucharystii.