Modlitwa Kościoła naszą modlitwą

Modlitwa Kościoła naszą modlitwą

Wprawdzie jesteśmy w środku okresu zwykłego, na co wskazuje zielony kolor szat liturgicznych, ale proponowane przeze mnie pozycje są częściami większej serii, dotyczącej życia liturgicznego. Chciałbym je potraktować jako swego rodzaju zachętę do sięgnięcia po dalsze tomy. Książki nie przerażają swoją objętością, omówię je zatem dosyć krótko.

Vincent Ryan jest irlandzkim benedyktynem, wybitnym liturgistą. W swoich pracach stara się, korzystając z tradycji, wprowadzić chrześcijan w przestrzeń niezgłębionych bogactw, jakie niesie ze sobą liturgia. Robi to „otwierając często Mszał, Lekcjonarz, Liturgię Godzin”, jak czytamy w nocie zamieszczonej na okładce. Trzeba przyznać, że wśród większości wiernych w Polsce tego rodzaju praktyki są rzadkością: uważa się, że księgi liturgiczne stanowią domenę księży. Inna rzecz, że ci ostatni także zdają się zaglądać do nich dosyć rzadko i z niewielkim zrozumieniem, co widać w jakże nieraz swobodnym i bezmyślnym traktowaniu norm i przepisów, wynikających przecież z długiej tradycji całego Kościoła. Na ogół odnoszę wrażenie, iż większość kapłanów nie przygotowuje się do sprawowania liturgii, wychodząc z założenia, że „przecież codziennie odprawiam mszę, więc wiem, jak to się robi, a świeccy i tak się na tym nie znają”. W takiej sytuacji nie dziwi znużenie wielu ludzi. Podam przykłady: nowy mszał przewiduje kilka form aktu pokuty, osiem prefacji na niedziele zwykłe, cztery aklamacje po Przeistoczeniu… Jednak najczęściej co niedziela słyszymy te same formuły. Trudno usprawiedliwiać się ich nieznajomością wśród wiernych — brak praktyki raczej nie pomoże w ich poznaniu. Trudno też znaleźć kościoły, w których zgodnie z zaleceniami Soboru wierni świeccy mieliby możliwość uczestniczenia w liturgii godzin.

Ale, jak wspomniałem, jest to zachowanie większości, co nie znaczy wszystkich. Zarówno wśród świeckich, jak i duszpasterzy można znaleźć takich, którzy rzeczywiście żyją liturgią, a w ten sposób życiem całego Kościoła i pomnażają jego apostolską płodność. To właśnie liturgia, jak naucza Sobór Watykański II, buduje codziennie z tych, którzy należą do Kościoła, mieszkanie Boże w Duchu (Sacrosanctum Concilium, 2).myślę, że właśnie ona najpełniej tworzy Mistyczne Ciało Chrystusa, włącza weń nawet tych, którzy bezpośredniej łączności z ludzką wspólnotą nie mają. Niewątpliwie jednak, aby ten cel osiągnąć, konieczna jest solidna liturgiczna katecheza. Nie była ona czymś niezwykłym w epoce Ojców Kościoła, wystarczy wspomnieć Cyryla Jerozolimskiego czy Ambrożego. W pewien sposób do takiej właśnie tradycji nawiązuje o. Ryan w swoich książkach.

Szczególnego znaczenia nabiera takie nauczanie w odniesieniu do Wielkiego Postu, który w Polsce wciąż jest popularnie kojarzony tylko z Męką Pana Jezusa. Tak naprawdę liturgia zaledwie dwóch ostatnich tygodni tego okresu nawiązuje do cierpień naszego Pana, jak na to wskazują chociażby antyfony mszalne i dobrane teksty Ewangelii. Natomiast cały Wielki Post ma być poświęcony przygotowaniu do największej uroczystości, solemnitas solemnitatum, jaką jest Wielkanoc. Vincent Ryan zwraca uwagę na różne akcenty wielkopostnej liturgii, w zależności od roku liturgicznego i związanych z nim czytań mszalnych. (Lekcjonarz przewiduje na niedziele całego roku 3 cykle, oznaczone literami A, B, C, w zależności od tego, którą Ewangelię synoptyczną: Mateusza, Marka czy Łukasza, czyta się podczas mszy.)

Przede wszystkim przypomina o powiązaniu Wielkanocy z chrztem. Zbyt łatwo zapomnieliśmy, że tego sakramentu udzielano niegdyś głównie w czasie Wigilii wielkanocnej, a okres Wielkiego Postu był uroczystym przygotowaniem kandydatów. Może ktoś powiedzieć, że teraz, gdy chrzci się przeważnie dzieci, tego rodzaju przygotowanie w odniesieniu do lokalnej wspólnoty nie ma sensu. Ale czy my wszyscy, którzy „otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa” (Rz 6,3) i powinniśmy uczestniczyć w Jego przejściu ze śmierci do życia, rzeczywiście zdajemy sobie z tego sprawę na co dzień? Czy pamiętamy o przyrzeczeniach chrzcielnych, odnawianych w świętą Noc Zmartwychwstania? Czy uświadamiamy sobie, jak wielkim darem jest ten sakrament? Liturgia wielkopostna, wskazuje o. Ryan, ma nam to przypomnieć: dlatego czytamy o wodzie żywej, o światłości i o zmartwychwstaniu. Za szczególnie cenny należy uznać rozdział zatytułowany Przypomnienie chrztu, gdzie irlandzki benedyktyn zwraca uwagę na częste praktyki i modlitwy, które powinny kojarzyć się nam z tym sakramentem, jak chociażby przeżegnanie się znakiem krzyża czy użycie wody święconej.

Inne ważne tematy niedziel wielkopostnych to, według Ryana, przymierze i pokuta. Myślę, że tak naprawdę łączą się one z sakramentem chrztu, który przecież jest zawarciem przymierza z Bogiem i wezwaniem do przemiany swojego życia. Ważne jest też, aby pamiętać o ich odniesieniu do Wielkanocy: „Wszystkie sakramenty… są sakramentami paschalnymi”.

Jeszcze jedna istotna rzecz, związana z Triduum Paschalnym. Zastanawiam się, kiedy w Polsce nauczymy się, że w Wielką Sobotę nie ma mszy, nie ma w ogóle liturgii poza modlitwą brewiarzową, a Wigilia paschalna — która powinna być sprawowana w nocy — jest najbardziej uroczystym i najważniejszym wydarzeniem w roku kościelnym? Zgrozą przejmuje fakt, na co wiele już osób z niepokojem zwracało uwagę, że w naszych kościołach lekceważy się zalecenia dotyczące pory sprawowania Wigilii wielkanocnej i rozpoczyna się ją późnym popołudniem, gdy słońce jeszcze nie zaszło! Jakiż sens ma wtedy uroczysty obrzęd światła? Czy nazwa: „Wielka Noc” nic nam nie mówi? Poza tym przeraża ograniczanie czytań biblijnych w czasie tego nocnego czuwania („w wyjątkowo uzasadnionych przypadkach można je zredukować do dwóch”, czytamy w mszale; zdaje się, że dla polskich duszpasterzy takie przypadki stały się normą). Czy zatem rzeczywiście nasza Wielkanoc jest jeszcze Wielką Nocą?

Jak już wspomniałem, autor w swej liturgicznej katechezie odwołuje się także do Liturgii Godzin. Widać to szczególnie dobrze w tomie poświęconym Adwentowi, gdzie np. omówione są szczegółowo tak zwane „wielkie antyfony”, przeznaczone na tydzień przed Bożym Narodzeniem; wyrażają one gorącą tęsknotę za Zbawicielem, który jest Mądrością Przedwieczną, Kluczem Dawida, Wschodem z wysoka… „Przez użycie starożytnych obrazów z Biblii wymieniają boskie tytuły Słowa Wcielonego, a ich Veni (Przyjdź) wyraża całą teraźniejszą tęsknotę Kościoła”. Można się tylko zastanawiać, ilu wiernych wie o istnieniu tych wspaniałych adwentowych wezwań… Równie często o. Ryan przytacza fragmenty z pism Ojców Kościoła, używanych w Godzinie Czytań, pomagające uzmysłowić sobie sens danego święta czy okresu liturgicznego.

Równie istotne są odwołania do mszału. Czy uczestnicząc we mszy, zwracamy uwagę na, powiedzmy, modlitwę po Komunii? Albo na prefację? Ryan zwraca uwagę na zawarte w nich myśli, zawsze ściśle połączone z liturgią danego dnia. Te modlitwy przecież nie są tylko dla księdza, wszyscy powinniśmy się w nie włączyć, a to zacząć trzeba od ich usłyszenia i zrozumienia.

Osobiście cieszę się też z uwagi, jaką irlandzki liturgista poświęca Najświętszej Dziewicy Matce Bożej. Cały rozdział mówi o Jej roli w Adwencie („Przez cały okres Adwentu odczuwamy obecność Maryi Panny… Z punktu widzenia liturgii grudzień ma większe prawo do miana «miesiąca Maryi» niż maj…”), kiedy to scena zwiastowania nieustannie trwa w myśli Kościoła. Pisząc o Bożym macierzyństwie Maryi Dziewicy, zwraca też autor uwagę na ekumenizm. I jakże wzruszające słowa: „Powinniśmy mieć trwałe poczucie Jej obecności w naszym życiu, blisko Syna i blisko nas”. I wreszcie opis klasztornego zwyczaju pozdrawiania przeczystej Dziewicy na zakończenie liturgii wielkanocnej…

Jeśli chodzi o omawiane książki muszę wyrazić jedno zastrzeżenie, dotyczące zwłaszcza pierwszej z nich. Przypuszczam, że Wydawnictwo Benedyktynów pragnęło wydać książkę przed Bożym Narodzeniem, aby mogła ona być użyteczna w praktyce. To się chwali, ale — niestety — ucierpiała na tym korekta. Czytałem tę książkę z ołówkiem w ręku, co chwila poprawiając: a to przecinek, a to literówkę… Myślę, że warto przygotować nowe, poprawione wydanie już teraz, żeby znowu zdążyć przed Adwentem. I tylko trzeba sobie życzyć, żeby jak najwięcej osób pozwoliło się wprowadzić w świat liturgii, a w ten sposób żebyśmy jeszcze bardziej — wszyscy — mogli stać się Kościołem, Mistycznym Ciałem Chrystusa. Żywym Ciałem.

Modlitwa Kościoła naszą modlitwą
Marcin Morawski

urodzony w 1972 r. – absolwent filologii klasycznej, specjalizuje się w mediewistyce. Publikował w „Tygodniku Powszechnym” i „W drodze”. Mieszka w Warszawie....