Powrót do utraconych korzeni
Oferta specjalna -25%

Wiara i teologia

0 opinie
Wyczyść

Żyć w Rosji i na Ukrainie to przede wszystkim być z ludźmi znękanymi, z tymi, którzy mają poczucie beznadziei i braku stabilności. Przychodzący do nas widzą, że byliśmy wczoraj, jesteśmy dzisiaj i ufają, że jak jutro przyjdą, również będziemy. Nasza obecność ma być trwaniem wspólnoty, bo wtedy jedynie jesteśmy widocznym znakiem dla ludzi.

Zakon dominikanów na terenie byłego Związku Radzieckiego przyjął obecną strukturę w 1993 roku, kiedy Zakon ustanowił dwa wikariaty: Aniołów Stróżów (Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś) i Michała Archanioła (Rosja i Ukraina). Pierwszym przełożonym Wikariatu świętego Michała Archanioła został o. John Patryk Kenryks Kwaśnica z prowincji angielskiej, a jego zastępcą o. Aleksander Hauke–Ligowski z prowincji polskiej, który do chwili utworzenia Wikariatu był odpowiedzialny za misję Zakonu na terenie byłego Związku Radzieckiego. Był to bardzo ważny etap naszej działalności. W tym czasie powstały wszystkie placówki, w których obecnie pracujemy: dwie na terenie Rosji — w Sankt Petersburgu i Moskwie oraz pięć na Ukrainie — w Kijowie, Fastowie, Jałcie, Czortkowie i Mukaczewie. Za priorytety uznaliśmy Kolegium św. Tomasza i wydawnictwo „Kairos”; obie instytucje znajdują się w Kijowie. Ważnym miejscem jest dla nas klasztor w Sankt Petersburgu, który ma być naszą wizytówką w Rosji.

Obecność Kościoła katolickiego i Zakonu na terenie Rosji i Ukrainy

Nie przyszliśmy na tereny Rosji i na Ukrainę dopiero dzisiaj. Obrządek łaciński jest obecny od początku chrześcijaństwa na Rusi Kijowskiej — kolebce trzech narodów: rosyjskiego, ukraińskiego i białoruskiego. Niektórzy historycy podkreślają nawet, że misjonarze łacińscy pojawili się w Kijowie wcześniej niż greccy. Ostatecznie Kijów przyjął jednak chrześcijaństwo z Konstantynopola i chrześcijaństwo łacińskie pozostało na zawsze w mniejszości.

Ukraina

Po najeździe tatarsko–mongolskim centrum niepodległej Rusi przeniosło się z Kijowa do Moskwy. Kijów i teren obecnej Ukrainy zaczął się kształtować trochę inaczej niż Ruś Moskiewska i był przez wieki aż po dzień dzisiejszy miejscem, gdzie ścierały się dwa wpływy: kultura Wschodu i Zachodu, z wyraźną dominacją wschodniej. Kultura tego regionu i mentalność ludzi została ukształtowana przez Kościół prawosławny oraz greckokatolicki. Kościół łaciński był jednak zawsze obecny: wśród elit książęcych (tak było za czasów św. Jacka w XIII wieku), jak i później, wśród mniejszości narodowych, głównie polskiej i niemieckiej oraz słowackiej i węgierskiej na terenie Zakarpacia. Czasami schodził on do podziemia, a czasami ujawniał swe wpływy twórcze w kształtowaniu kultury i teologii oraz wiary.

Warto podkreślić, iż tworzenie się struktur Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego na Ukrainie jest odbudowaniem tego, co zniszczył komunizm, a nie wkraczaniem na nowe tereny misyjne. Jest to okres wychodzenia z podziemia i przywrócenia posługi sakramentalnej i bazy materialnej zniszczonego Kościoła.

Uważam, że dzisiejsza Ukraina potrzebuje naszej łacińskiej, twórczej obecności, aby odnaleźć swoją tożsamość, którą w dużej mierze utraciła w okresie komunizmu. Nasza obecność nie jest latynizacją kultury i mentalności ukraińskiej, ale ukazaniem wartości chrześcijańskich jako fundamentu ich kultury narodowej — w zasadniczych rysach prawosławnej — ożywieniem świadomości ukraińskiej oraz wlaniem nadziei na możliwość kontaktu z Zachodem. Ważne by było, abyśmy, wnosząc ze sobą teologię katolicką, sprawność racjonalnej refleksji i analizy oraz formację filozoficzną, otwarli się na mentalność i kulturę tutejszych ludzi. Dopiero wtedy będziemy mogli kształtować inteligencję ukraińską poszukującą swej tożsamości. Często obraz współczesnej kultury ukraińskiej reprezentowany przez przeciętnych obywateli Ukrainy jest formą bez treści. Trzeba, abyśmy nauczyli się wydobywać formy z przeszłości. Kultura ukraińska jest kulturą pogranicza.

Rosja

W XIV wieku, kiedy to prawosławni mnisi odegrali ważną rolę w odzyskaniu niepodległości, Kościół prawosławny stał się na tych terenach jedynym Kościołem. Od XV do XVIII wieku Rosja praktycznie pozostawała w całkowitej izolacji od Zachodu. Decydującym momentem odrzucenia Kościoła katolickiego było obwołanie heretykiem przez wiernych Moskwy metropolity Izydora, który podpisał unię florencką. Prawosławie stało się w tym czasie tożsame z rosyjskością. Dopiero reforma Piotra I otwarła Rosję na Zachód i Kościół katolicki. Widocznym znakiem wejścia Kościoła katolickiego do Rosji było podarowanie przez Piotra I terenu dla katolików, aby wybudowali sobie kościół — to było coś nowego i niespotykanego, a nawet niedopuszczalnego wcześniej w Rosji. Kościół katolicki, będąc zawsze mniejszością w Rosji, stworzył jednak do rewolucji październikowej swą strukturę i w jej ramach działał. Zasadniczo był to Kościół działający wśród mniejszości narodowych, głównie Niemców, Litwinów, Polaków oraz Łotyszów, a nawet Węgrów, jak świadczą o tym tablice wotywne znalezione w naszym dominikańskim kościele św. Katarzyny w Sankt Petersburgu. Rosjanie, którzy przechodzili do Kościoła katolickiego, według ówczesnych zaleceń Rzymu, przechodzili do Kościoła greckokatolickiego. Tak było na przykład z małżeństwem Abrikozowych, którzy na początku XX wieku, tuż przed wybuchem rewolucji, założyli w Moskwie zakon dominikański wschodniego obrządku.

Podsumowanie

Ludność należąca do Kościoła katolickiego na terenie Rosji i Ukrainy jest historycznie zawsze w mniejszości, ale równocześnie jest jednak u siebie. Podobnie jest z naszym Zakonem. Jesteśmy obecni praktycznie od XIII wieku, ale ze zmiennym powodzeniem. W Kijowie nasza fundacja jest już historycznie czwartą. Wszystko zależało od polityki możnych tego świata. Zawsze jednak, kiedy pojawialiśmy na tych ziemiach, mieliśmy co robić.

Zakon dominikański

Obecny powrót dominikanów na teren Rosji i Ukrainy nie jest właściwie powrotem. W czasach komunizmu w Związku Radzieckim, na terenie Rosji ciągłość Zakonu przeniosły istniejące w podziemiu siostry wschodniego obrządku, założone przez matkę Katarzynę Abrikozową. Wszystkie siostry po wybuchu rewolucji trafiły do łagrów. Sama założycielka zginęła, zabita przez KGB na Łubiance w Moskwie. Pod koniec istnienia Związku Sowieckiego siostry nie przyjmowały już nowych kandydatek i ofiarowały istnienie zgromadzenia Bogu jako całopalną ofiarę za jak najszybszy upadek komunizmu i odrodzenie się Kościoła w Rosji. Ich ofiara jak widać została przyjęta. Siostry przekazały niejako ciągłość Zakonu ojcom, którzy — dzięki ich świadectwu wiary — przyjęli w podziemiu święcenia kapłańskie. Praktycznie przez cały czas, jak tylko to było możliwe, utrzymywali z nimi kontakt ojcowie z polskiej prowincji.

Na Ukrainie ciągłość Zakonu przenieśli w zasadzie świeccy dominikanie. Duże znaczenie mieli tutaj ojcowie, którzy regularnie odwiedzali laikat dominikański. W ostatnich latach byli to głównie: o. Włodzimierz Kucharek (nie żyje), o. Zygmunt Kozar (obecnie pracuje w Fastowie) oraz o. Aleksander Hauke–Ligowski. Ważną osobą wśród laikatu dominikańskiego był Adam Chłopek, mieszkający w Drohobyczu na zachodniej Ukrainie. Dzięki niemu mieliśmy w Zakonie pierwszych dominikanów, którzy nie ujawniając swojej przynależności do Zakonu, studiowali w Rydze, w jednym z dwóch oficjalnych seminariów na terenie ZSRR.

Dlaczego mamy być na terenie Rosji i Ukrainy? Jako dominikanie jesteśmy w Rosji i na Ukrainie nie tylko dlatego, że historycznie byliśmy na tych terenach, ale dlatego, że jesteśmy tutaj potrzebni. Bóg potwierdza to licznymi powołaniami: 7 braci w postulacie i 14 na studiach.

Sytuację w Rosji i na Ukrainie po upadku komunizmu porównałbym do wczesnej wiosny, kiedy niska temperatura nie pozwala rozwijać się pąkom drzew, a śnieg i lody już stopniały. Ujawniło to nieporządek i zniszczenia, które kryły się pod warstwą śniegu. Odpowiedzią na tę sytuację nie jest siedzenie i przyglądanie się, ale porządkowanie i naprawa. Co to znaczy dla nas, dominikanów? Chciałbym oddać głos ojcu Frankowi Sutmanowi OP z amerykańskiej prowincji św. Józefa, który pracuje w St. Petersburgu:

Wierzę, że jako dominikanin otrzymałem charyzmat i zobowiązanie do głoszenia. Ale jak to robić? Myślę, że dla nas, dominikanów w Rosji, sposobem głoszenia jest to, w jaki sposób żyjemy jako wspólnota. Życie jest głoszeniem. Jeżeli głoszenie nie udaje się w domu, to nie ma sensu wychodzić z nim na zewnątrz, bo ludzie od razu dostrzegą kłamstwo i nie uwierzą. Dla mnie, Amerykanina, okazja do pracy z Rosjanami i Polakami we wspólnocie jest skutecznym świadectwem ewangelii. Przez to, że przychodzimy z różnych narodów i kultur, dajemy świadectwo obecności Chrystusa w tym świecie.

Żyć w Rosji i na Ukrainie to przede wszystkim być z ludźmi znękanymi, z tymi, którzy mają poczucie beznadziei i braku stabilności. Przychodzący do nas widzą, że byliśmy wczoraj, jesteśmy dzisiaj i ufają, że jak jutro przyjdą, również będziemy. Nasza obecność ma być trwaniem wspólnoty, bo wtedy jedynie jesteśmy widocznym znakiem dla ludzi.

Tutejsi ludzie słyszeli już wiele słów bez pokrycia i są bardzo wrażliwi na ideologię. Bywa tak, że niektórzy z nich, zgorszeni sowieckim oficjalnym nauczaniem, szukają sami prawdy i swego Boga, i często ulegają wpływom magii i sekt lub nihilizmu.

Wspólnota życia i głoszenia staje się zaczynem kulturotwórczym, odbudowującym przede wszystkim utraconą godność człowieka. Dopiero wtedy bowiem można głosić Chrystusa, który jest źródłem tej godności i może pomóc otworzyć się ludziom na Dobrą Nowinę.

Po komunizmie na terenie Rosji i Ukrainy dużo ludzi ochrzciło się, bo taka była moda. Dzisiaj Pan Bóg dotyka ludzkich serc na osobności, indywidualnie i przyprowadza do Kościoła, tworząc z nich Mistyczne Ciało Chrystusa.

Ważne, abyśmy tych ludzi umieli przyjąć i pomóc im odnaleźć się jako osobom wierzącym w sposób odpowiedzialny i twórczy w świecie, który ich nie potrzebuje, a czasem jest do nich wrogo nastawiony. Być katolikiem w Rosji, ale także i na Ukrainie jest decyzją trudną, gdyż traci się i tak już bardzo małe oparcie i zrozumienie w społeczeństwie. Dlatego, jeśli ktoś mimo tych trudności decyduje się, postępując zgodnie ze swoim sumieniem, przyjąć chrzest w Kościele katolickim, trzeba mu pomóc.

Potrzeba nam braci z różnych narodowości i z różnymi darami, aby odpowiedzieć na potrzeby ludzi, których Bóg przyprowadza do Kościoła. Ważne jest, aby bracia, którzy przyjadą do pracy w Wikariacie, byli zdolni żyć i pracować w zespole międzynarodowym.

My, pracujący w Wikariacie św. Michała Archanioła jesteśmy świadomi, że jesteśmy wikariatem Generała. Nasza obecność w Rosji i na Ukrainie nie jest przypadkiem, zostaliśmy posłani tam przez Zakon. Liczymy, iż Zakon za nami stoi i nie zostawi nas samym sobie. Życie wśród ludzi wewnętrznie poranionych i oszukanych przez komunizm, bez nadziei na przyszłość i bez szacunku dla siebie i drugiego człowieka, jest trudne. Potrzebne jest nam Wasze wsparcie. Przede wszystkim potrzeba nam wsparcia duchowego i moralnego, że naprawdę jesteśmy tam z mandatu Zakonu. Wsparcie ze strony Generała mamy, ale słyszymy często głosy z Zakonu, które naszą tam obecność stawiają pod znakiem zapytania. Przyznaję, że dla wielu braci, którzy przyjechali, dając siebie, swoje dary i młodość, aby żyć i pracować w Rosji i na Ukrainie, takie słowa są bardzo osłabiające, a co dopiero dla braci, którzy wstępują do Zakonu z tych terenów. Jeden z rosyjskich dominikanów, który wstąpił do Zakonu jeszcze za komuny, po rozmowie z pewnym bratem z Zachodu, stwierdził, że poczuł się w tej rozmowie jak niechciane dziecko.

W obecnej sytuacji Wikariat bez pomocy z zewnątrz Zakonu nie jest w stanie istnieć. Liczne powołania, które mamy, stanowią przyszłość, ale ludzie potrzebują pomocy dzisiaj, jeśli nie, znajdą ją w sektach. Powinniśmy odpowiedzieć na ich wołanie. Są to wprawdzie pojedyncze osoby, mniejszość w Rosji i na Ukrainie, ale są to konkretni ludzie, których Bóg ukochał i chce ich zbawić.

Chciałbym teraz zwrócić się do Was, jako prowincjałów, abyście wspierali braci, których Bóg pragnie posłać do pracy w Rosji lub na Ukrainę. Ufam bowiem, że dobry Bóg daje takie powołania w wielu prowincjach. Jednocześnie proszę Was o wielkoduszność i odwagę w posyłaniu braci do pracy w Wikariacie, nawet gdy czasami Wam brakuje braci do pracy we własnej prowincji. Każde powołanie misyjne — tak mówią starzy zakonnicy — przynosi kilka nowych do pracy w kraju.

ak

Kolegium św. Tomasza z Akwinu w Kijowie

Istniejące od przeszło już sześciu lat Kolegium św. Tomasza z Akwinu liczy dzisiaj blisko 130 studentów, którzy w ciągu trzech lat zagłębiają się w studia filozoficzno–teologiczne. Liczba studentów od czterech lat jest już stała. Są to nie tylko katolicy, ale także prawosławni, protestanci, osoby poszukujące. Również seminarzyści — po wcześniejszym otrzymaniu na to zgody swojego ordynariusza — przychodzą na niektóre z zajęć do Kolegium. W gronie wykładowców znajdują się osoby duchowne i świeckie obrządku katolickiego, są także wykładowcy obrządku prawosławnego. Pracują tu Ukraińcy, Polacy, Rosjanie, ale i goście z Europy zachodniej.

Dlaczego tak szczególnie podkreślam ten fakt różnych obrządków, jak i obywatelstwa wykładowców, czy też pochodzenia narodowego studentów? Z dwóch zasadniczych powodów, które mają wymiar ekumeniczny. Na tych terenach jest ogromnie ważne, aby budować wzajemne zaufanie, przełamywać wszelkie stereotypy przeciwne dążeniu do dialogu i zjednoczenia. Dlatego też bracia mieszkający w Kijowie są często gośćmi u braci prawosławnych w seminarium albo na herbacie u różnych biskupów prawosławnych. Ostatnio z Patriarchą Autokefalicznym odbyliśmy interesującą rozmowę na temat możliwości przyjazdu Papieża na Ukrainę. Drugi powód, równie istotny, to pewnego rodzaju tendencje polityczne coraz bardziej popularne w niektórych środowiskach na Ukrainie. Opierają się one na razie jedynie na stereotypach, za którymi nic nie stoi, są natomiast na tyle poważne, że nie mamy prawa ich nie dostrzegać. Myślę tutaj przede wszystkim o pułapkach utożsamiania pochodzenia narodowego z wyznaniem. W tym myśleniu Rosjanie żyjący na Ukrainie powinni być prawosławni, sami Ukraińcy — katolikami obrządku greckiego, natomiast społeczność mniejszości niemieckiej, polskiej czy słowackiej obrządku łacińskiego. Taki model narodowo–wyznaniowy jest pozbawiony wszelkich racji demokratycznych, a przede wszystkim skazuje same wyznania na nie kończące się konflikty.

Obecnie Kolegium stara się o afiliację do Uniwersytetu Angelicum. Działania te są zaawansowane i prawdopodobnie już na wiosennej Konferencji Episkopatu Ukrainy zostanie udzielona zgoda na dalszy rozwój uczelni w tym kierunku. Jest to jedyna tego typu uczelnia religijna na Ukrainie.

Ważnym zadaniem Kolegium jest prowadzenie formacji w kierunku społecznego nauczania Kościoła. Ogromną pomocą są regularne zaproszenia kierowane co roku przez krakowski Instytut „Tertio Millennio” — założony i prowadzony przez obecnego ojca prowincjała Macieja Ziębę — do udziału w letnich spotkaniach krakowskich, jak i w formacji na miejscu, w Kijowie. W tym roku, oprócz samych wykładów, prowadzonych przez o. Macieja, odbywać się będą ćwiczenia, mające na celu przybliżenie zasad funkcjonowania społeczeństwa demokratycznego, kierującego się prawami wolnego rynku.

Kolegium pragnie wszystkim, którzy decydują się na podjęcie w nim studiów, dać możliwość szerokiej formacji intelektualnej, tak w wymiarze teologicznym, filozoficznym, jak i myśli społecznej Kościoła, aby wyplenić planowo zasiewaną tutaj wcześniej pustkę w tych wymiarach życia każdego człowieka.

Wydawnictwo „Kairos”

W listopadzie ubiegłego roku wydawnictwo „Kairos” obchodziło swoje piąte urodziny. W jego skład wchodzą trzy działy: czasopiśmienniczy, informacyjny i książkowy. Ważną rolę odgrywa „Gazeta parafialna” — dwutygodnik o nakładzie 7000 egzemplarzy — która, już od pięciu lat dociera do 30 parafii na terenie całej Ukrainy. Współpracuje ona ze wszystkimi diecezjami w kraju, w każdej z nich posiada swoich korespondentów. Organizuje regularne staże i szkolenia dziennikarskie. Kształci w ten sposób stałych korespondentów pisma. Będą oni w przyszłości przygotowywali dodatki regionalne.

Raz w miesiącu ukazuje się dodatek „Gazety” — magazyn o charakterze katechetyczno–formacyjnym. Jest on redagowany we współpracy z pismem „Fete et Sesons”, którego wydawcą jest „Cerf” z Paryża. Nasza współpraca trwa już trzy lata. Pokazuje ona coś bardzo ważnego — trzy tysiące kilometrów, jakie dzielą Kijów od Paryża, nie musi być przeszkodą we wspólnej pracy ewangelizacyjnej Zakonu, w przepowiadaniu i głoszeniu Bożego Słowa na różne sposoby. Nasza praca w Europie wschodniej jest misją całego Zakonu. W Kijowie dwukrotnie gościliśmy przedstawiciela „Cerfu”, o. Jeana Marie Gueullette, który podczas pierwszej wizyty prowadził zajęcia teoretyczne i ćwiczenia dla wydawców katolickich na Ukrainie. W tym spotkaniu wzięło udział również czterech największych wydawców katolickich obrządku greckokatolickiego.

Drugi pobyt o. Jeana Marie był okazją do podzielenia się doświadczeniem wydawniczym podczas sympozjum zorganizowanym przez nasze wydawnictwo w 1997 roku. Zaproszeni byli na nie wszyscy wydawcy katoliccy z Ukrainy. Głównym tematem sympozjum była „Ewangelizacyjna rola wydawnictw katolickich w przygotowaniu trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa”. Wzięli w nim również udział przedstawiciele Konferencji Episkopatów obu obrządków katolickich istniejących na Ukrainie. Jednym z ważniejszych celów tego spotkania było pokazanie, że pomimo wielu podziałów i nieporozumień, jakie istnieją na Ukrainie między tymi dwoma obrządkami, na płaszczyźnie ewangelizacyjnej trzeba pracować wspólnie i potrafimy temu zadaniu sprostać.

Dział książkowy wydawnictwa skoncentrowany jest na pozycjach o charakterze katechetyczno–ewangelizacyjnym. Ważne jest przekazywanie wiary językiem zrozumiałym przez społeczeństwo, w którym żyjemy, szybka odpowiedź na potrzeby lokalnego Kościoła. Tytuły, które proponujemy naszym czytelnikom, to czerpanie ze skarbca duchowości Kościoła zachodniego i bogactwa myśli prawosławnej. W najbliższych dniach ukaże się martyrologium, opracowane na podstawie dokumentacji archiwalnej KGB o duchowieństwie i osobach świeckich różnych narodowości i obrządków chrześcijańskich, którzy byli prześladowani w latach 1920–40 na terenach Związku Sowieckiego.

Dział informacyjny wydawnictwa przygotowuje miesięczny biuletyn informacyjny o życiu Kościoła i Cerkwi na Ukrainie. W jego powstawaniu uczestniczą przedstawiciele różnych Cerkwi. Dociera on do wszystkich biskupów katolickich i prawosławnych. Dział ten współpracuje również z Nuncjaturą Apostolską w Kijowie, przygotowując w języku ukraińskim dokumenty papieskie i pomagając w organizowaniu ich prezentacji.

W Polsce wydawnictwo „Kairos” posiada swoją filię, działającą na zasadzie stowarzyszenia, która zajmuje się między innymi publikacją książek i wydawaniem co kwartał czasopisma ewangelizacyjnego „Post Scriptum”. Również tu współpracujemy z wydawnictwem „Cerf”, wspólnie drukując na polskim rynku pozycje kolekcji „Żywa wiara”, które po sprzedaniu tytułu pozwalają na tłumaczenie i publikację poszczególnych tytułów kolekcji w języku rosyjskim. Stowarzyszenie „Kairos” organizuje również staże dla dziennikarzy chrześcijańskich z Ukrainy w różnych wydawnictwach religijnych na terenie Polski.

Nasza dominikańska działalność wydawnicza byłaby o wiele uboższa, gdyby nie przyjaciele zarówno ze środowisk prawosławnych, greckokatolickich, a także wykładowcy Akademii Kijowsko–Mohylańskiej, którzy służą swoimi uwagami i są recenzentami wielu naszych pozycji wydawniczych.

Nasza obecność w Petersburgu

Dominikańska posługa duszpasterska w Sankt Petersburgu wychodzi poza struktury parafialne. Nasi ojcowie — a pracuje ich tam czterech — oprócz zadań związanych z prowadzeniem parafii i remontem świątyni, wygłaszają wykłady w seminarium diecezjalnym. Tam wraz z katolickimi duchownymi zatrudnieni są również prawosławni. Tak też jest na prawosławnej Akademii Teologicznej.

Jeden z ojców pracuje w katolickim radiu w Petersburgu, które — jak wskazują liczne sondaże — jest ogromnie popularne i to nie tylko u wierzących w Boga. Audycjami są również zainteresowane środowiska prawosławne, o czym świadczy bardzo duża korespondencja i zaangażowanie słuchaczy w czasie audycji. Ojciec Eugeniusz, bo o nim tutaj mówię, utrzymuje wiele przyjacielskich kontaktów zarówno z duchownymi prawosławnymi, jak i protestantami, ciesząc się w ich środowiskach ogromnym poważaniem. Budowanie relacji z Kościołem prawosławnym jest nie do przecenienia.

Inni ojcowie prowadzą regularną formację katechetów świeckich, grupę katechumenalną, duszpasterstwo dla dzieci, młodzieży, osób dorosłych. Dają swój czas drugiemu człowiekowi, który oczekuje wysłuchania i konkretnych wskazówek odnoszących się do jego życia.

Podobnie wygląda troska o stałą formację laikatu dominikańskiego, zarówno w Petersburgu, jak i w Moskwie, dokąd bracia regularnie dojeżdżają. Abp Kondrusiewicz bardzo pragnie, byśmy w Petersburgu wzięli pod swoją opiekę Kolegium (podobne do tego, które funkcjonuje w Kijowie). Potrzebne jest nasze większe zaangażowanie się w lokalne media, szczególnie w istniejące radio katolickie. Jesteśmy bezradni, gdyż fizycznie jest to już nie możliwe.

Powrót do utraconych korzeni to nie tylko dominikański powrót do miejsc założonych przez św. Jacka i tych położonych dalej, do których docierali synowie św. Dominika. Jest to odkrywanie duchowego źródła naszej posługi. Przez fakt powrotu w miejsca tak bardzo naznaczone cierpieniem, odnajdujemy ciągłą żywotność Zakonu. Na nowo odczytujemy ten znamienny fakt, że bez powołania św. Dominika, a następnie całego Zakonu, Kościół wyglądałby zapewne inaczej.

Powrót do utraconych korzeni
Wojciech Jezienicki OP

urodzony w 1966 r. – dominikanin, duszpasterz rodzin, pracownik Archidiecezjalnej Poradni Rodzinnej we Wrocławiu, animator Spotkań Małżeńskich. Wcześniej był wiceprzełożonym Wikariatu Generalnego Rosji i Ukrainy i mieszkał...

Powrót do utraconych korzeni
Andrzej Kamiński OP

urodzony w 1955 r. – dominikanin, dr teologii UPJPII, rekolekcjonista, wikariusz parafii, wykładowca Instytutu św. Tomasza w Kijowie. Od 1997 roku jest przełożonym Wikariatu Generalnego Rosji i Ukrainy. Mieszka w Kijowie....

Produkt dodany do koszyka

Polecane przez W drodze