Między komunizmem a kapitalizmem

Między komunizmem a kapitalizmem

Oferta specjalna -25%

Pierwszy List do Koryntian

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Z inicjatywy ambasadora Stefana Mellera, staraniem polskiej ambasady w Paryżu, pod patronatem Komisji Zagranicznej francuskiego Parlamentu, a także przy wydatnym współudziale senackiej Komisji Zagranicznej z Xavier de Villepin’em na czele, 8 czerwca br. w sali Lamartine’a przy rue de l’Université 101 odbyła się debata La Pologne et la fin du communisme.

Otwierając obrady, przewodniczący senackiej Komisji wyznaczył kierunek dyskusji, pytając o źródła polskiej transformacji: „Co doprowadziło do przełomu, dlaczego po raz pierwszy w historii doszło do przewrotu w sposób pokojowy?”. Zwrócił też uwagę na wydarzenia po 1989 roku: „terapię szokową Balcerowicza”, bezrobocie i powrót do rządów byłych komunistów. Ojcem przemian — zdaniem senatora — był Jan Paweł II, który obudził ducha wolności i, wizytą w 1979 roku, wlał nadzieję na odzyskanie niepodległości. Przemiany, których symbolem stał się rok 1989, polski ambasador nazwał cudem, zaś za największy sukces — patrząc z perspektywy dziesięciu lat — uznał nasze dobrosąsiedzkie stosunki z innymi krajami.

Georges Mink z Centre National de la Recherche Scientifique, rozpoczynając dyskusję na temat „Solidarności” i Okrągłego Stołu przypomniał, że niespodziewane przemiany poprzedziła długa, czarna seria konfrontacji. Stół, przy którym zebrali się komuniści i opozycja, był dla niego narzędziem transformacji. Alain Touraine z École des Hautes Études en Sciences Sociales zauważył, iż 1989 rok nie oznacza końca historii, lecz… koniec jednego z wielu okresów historii, w którym wschodnią część Europy zdominował totalitarny system rządzenia. Według francuskiego politologa skończył się już czas rewolucji, czas kontrrewolucji, jak i czas wystąpienia przeciwko kontrrewolucji. Polska wprawdzie jest krajem wyjątkowym, lecz nie jedynym, w którym doszło do przewrotu. Najważniejszy jest fakt, że powróciła ona do wolnych krajów Europy. „Ujrzałem to, czego nie spodziewałem się w swoim życiu zobaczyć. Widziałem szczęśliwych Polaków” — mówił.

Jerzy Wiatr, profesor nauk politycznych i były minister edukacji, podkreślił zasługi reformatorskiego skrzydła partii. Nie wolno zapominać, że to rządzący poszli na kompromis. — Nie burząc Bastylii, Polska doszła do wolności, bowiem ci, którzy stali u steru, zdawali sobie sprawę, że zmiany są niezbędne. W 1980 roku istniała groźba sowieckiej interwencji, ale dzięki odpowiedzialności władzy nie doszło do rozlewu krwi. Niemożliwe jest uzyskanie jasnego obrazu, jak doszło do „demontażu komunizmu”, pewne jest jednak, iż bez Gorbaczowa nie byłoby polskiej rewolucji — przekonywał gość z Warszawy.

René Rémond, emerytowany profesor uniwersytetów Paris IX i Lille III, stwierdził, że polski rząd nie zdawał sobie sprawy z tego, co się dzieje. U źródeł polskich przemian leżało przymierze ruchów społecznych. Intelektualiści nie spodziewali się, że dojdzie do przełomu i dopiero później, kiedy robotnicze protesty nabrały impetu, przyłączyli się do solidarnościowego ruchu. Wielką rolę odegrało otwarcie się Kościoła, niegdyś bliskiego władzy, który stał się za czasów komunizmu obrońcą wolności. Kapitalne znaczenie miał wybór Karola Wojtyły na papieża, jak i jego pierwsza podróż do Polski, to on bowiem otworzył „bramę do wolności”. Tym, któremu „historia odda sprawiedliwość” był — według autora książki Notre Sičcle — Gorbaczow, bo bez przemian w Rosji nie byłoby polskiej, bezkrwawej rewolucji.

Adam Michnik, naczelny „Gazety Wyborczej” wyznał, że 13 grudnia 1981 roku bardziej niż kiedykolwiek czuł się frankofilem i po lekturze Dżumy Camusa doszedł do wniosku, że są takie momenty w życiu, kiedy trzeba powiedzieć: 2 + 2 = 4! Pierwszą dla niego kwestią była strategia oporu przeciwko dyktaturze. Będąc przekonany, że „nie wygramy wojny na kije ze Związkiem Radzieckim” wybrał długi marsz, długie trwanie zamiast konfrontacji. Generał Wojciech Jaruzelski okazał się taktycznym jastrzębiem, zaś „Solidarność” z Lechem Wałęsą na czele autentycznym ruchem, zdolnym do stworzenia frontu politycznego. Przełomowymi, a zarazem kluczowymi momentami dla najpopularniejszego w latach osiemdziesiątych opozycjonisty była chęć podjęcia rozmów przez Kiszczaka oraz telewizyjna debata Miodowicz–Wałęsa.

Kończąc przedpołudniową sesję, Jean–François Deniau, były minister, członek Akademii Francuskiej, ponownie zwrócił uwagę na zasługi Gorbaczowa. Amerykański program gwiezdnych wojen był dla niego blefem, zwykłym elementem gry politycznej. Gdyby nie wojna w Afganistanie i klęska sowietów, gdyby nie Papież ze swoim „nie lękajcie się”, gdyby nie układ Jagielski–Wałęsa, gdyby nie Kościół i polskie sentymenty, być może historia potoczyłaby się inaczej, jednak fundamentalne znaczenie dla francuskiego pisarza miały reformy, jakie zapoczątkował moskiewski przywódca.

W otwartej dyskusji Bernard Lecomte, dziennikarz i jeden z najbardziej znanych sowietologów, wspomniał wizytę Jana Pawła II w Polsce w 1983 roku i spotkanie Papież — generał Jaruzelski w Rzymie w 1987 roku. Leszek Talko, dyrektor Biblioteki Polskiej w Paryżu, zabierając głos z sali, upomniał się o francuskich związkowców, którzy nieśli Polsce pomoc.

Popołudniową sesję, dotyczącą Okrągłego Stołu i upadku komunizmu, otworzył przewodniczący parlamentarnej Komisji Zagranicznej, Jack Lang. Jak rewolucja francuska, tak i polska — zdaniem byłego ministra kultury — korespondowała z wolą narodu.

Aleksander Hall, występujący jako poseł polskiego Sejmu, mówił przede wszystkim o „Solidarności”. Ona bowiem odegrała największą rolę w upadku komunizmu, nie tylko w Polsce, lecz w całym Bloku Wschodnim. Ekipa Jaruzelskiego — jego zdaniem — nie miała zamiaru oddawać władzy. Do obrad Okrągłego Stołu doszło dlatego, że kraj znalazł się w katastrofalnej sytuacji gospodarczej i ekonomicznej, zaś polscy komuniści przestali być osłaniani przez swoich moskiewskich braci.

Jerzy Wiatr w swoim drugim wystąpieniu postawił tezę, że historycy mają zwyczaj odnosić się do dokumentów, ale są sprawy, które nigdzie nie zostały odnotowane. Dzisiaj — zauważył — często lekceważymy niebezpieczeństwa, jakie istniały, a przecież powrót ortodoksyjnego komunizmu był rzeczywistym zagrożeniem. Znaleźli się bowiem i tacy, którzy chcieli, żeby Wojciech Jaruzelski anulował wybory 1989 roku. Dlatego też hasło „wasz prezydent, nasz premier” było — wedle opinii profesora nauk politycznych, niegdyś jednego z głównych partyjnych ideologów — znakomitym posunięciem.

Ks. Henryk Hoser, przełożony pallotynów we Francji, uznał, że trzeba spojrzeć na problem „końca komunizmu” od strony globalnej i dostrzec także działania Kościoła. Kościół katolicki w Polsce — przypomniał prelegent — w całej powojennej historii zajmował miejsce szczególne, respektując głos milczącej większości i broniąc praw całego narodu, uczył wolności, stał się zaczynem przemian. Najwięcej, tak Kościół, jak i cały naród, zawdzięcza postawom: Prymasa Polski Stefana kardynała Wyszyńskiego i metropolity krakowskiego Karola kardynała Wojtyły, od 1978 roku papieża. „Nie wolno depersonalizować historii” — mówił superior. Nie wolno zapominać o roli episkopatu i, nade wszystko, wyborze na Stolicę Piotrową Polaka. Ów wybór dla wielu był szokiem. Dominujący na drodze do wolności okazał się czynnik religijny.

Michel Dobry z Laboratoire d’Analyse des Systčmes Politique zaryzykował twierdzenie, że to nie kolektyw decyduje o historii, lecz charyzmatyczni przywódcy. Odrzucił tezę spiskowej teorii dziejów. Zdarzają się bowiem zaskakujące momenty, które zupełnie zmieniają bieg wydarzeń. Należy odrzucić zatem tezę o determinizmie w historii. Rok 1989 jest najlepszym dowodem, że nie ma on racji bytu.

Problem zwycięstwa postkomunistów w 1993 roku, a następnie Aleksandra Kwaśniewskiego w prezydenckich wyborach zdominował dyskusję na zakończenie drugiej sesji. Adam Michnik przyrównał prezydenta Wałęsę sprawującego swój urząd do Robin Hooda na Downing Street. Profesor Wiatr nazwał prezydenta Kwaśniewskiego politykiem wielkiego formatu.

Trzecią część sesji, której zadaniem było dokonanie bilansu postkomunistycznego dziesięciolecia, otworzył Dominique David z Institut Français des Relations Internationales. Stwierdził, że Europa stała się symbolem pokojowych dążeń i wyrzeczenia się przemocy.

Adam Michnik, zabierając głos po raz kolejny, mówił o cudzie wolności, poczuciu bezpieczeństwa i wielkim sukcesie. „Rekonkwista czy rekonsyliacja?” — pytał. I wyjaśniał, że państwo stało się wspólnym dobrem i nie można go traktować jak własność niczyją. Za największe obecnie zagrożenie uznał korupcję.

Europa środkowa, jaką kochamy, jest tragiczna — mówił pisarz Guy Sorman — a skoro ona się zmieniła, budzi o wiele mniejsze zainteresowanie. Nie zawahał się wypomnieć rządzącym we Francji ignorancji. Przypomniał modny pogląd, że polski Kościół jest reakcyjny, Polska rzekomo jest krajem despotycznym, zaś na dokonanie znaczących zmian potrzeba będzie przynajmniej jednego pokolenia. Jeszcze do niedawna wśród francuskich elit dominowała opinia — donosił prelegent — iż Polska nigdy nie wejdzie do NATO.

Aleksander Smolar, niegdyś działacz opozycji i redaktor emigracyjnego kwartalnika politycznego „Aneks”, zwrócił uwagę na mit społeczeństwa obywatelskiego, zgromadzonego wokół „Solidarności”. Wielu — jego zdaniem — uległo apokaliptycznym wizjom, które na szczęście się nie spełniły.

Zamykające sesję wystąpienie Alfreda Grossera, emerytowanego profesora Institut d’Études Politiques, odbiegło nieco od tonu wcześniejszych wypowiedzi. Autor książki La Crime et le Mémoire był zdania, że bez odpowiedzialności, bez poświęceń, bez poczucia obowiązku nie dzieje się nic wielkiego w historii. Rzeczy dobre nie przychodzą łatwo, cudownym zrządzeniem okoliczności. Stało się to, czego się nie spodziewano — ale nie bez przyczyny! Europa wyzwoliła się z jarzma.

„Wszystko, co było snem, stało się rzeczywistością” — powiedział podsumowując jednodniową debatę Polska i koniec komunizmu ambasador Stefan Meller.

Dyskusja w sali Lamartine’a pokazała, że poglądy i stanowiska na temat minionych wydarzeń — jak zawsze — są bardzo zróżnicowane. Każdy bowiem patrzy z własnego punktu, ocenia historię według własnych kryteriów, doświadczeń, swojej wiedzy, rozeznania i wiary, ale też według przyjętego przez siebie kodeksu moralnego. „Skoro kapitalizm okazał się przyszłością socjalizmu, skoro świat burżuazyjny zastąpił świat «rewolucji proletariackiej», to cóż możemy wiedzieć o przyszłości? Inwersja kanonicznych priorytetów rozbija marsz kolejnych epok na drodze postępu. Historia staje się na powrót tunelem, w którym człowiek błądzi po omacku, nie wiedząc, gdzie zaprowadzą go jego postępki, niepewny swego losu, wyzuty z iluzorycznej pewności, że wie, co czyni. Pozbawiony Boga człowiek demokratyczny widzi u kresu tego stulecia, jak trzęsie się w posadach bóstwo historii: będzie musiał się z tą groźbą uporać” — pisał w Przeszłości pewnego złudzenia. Eseju o idei komunistycznej w XX wieku François Furet. Zmarły niedawno, znakomity francuski historyk zdawał sobie sprawę, że nie wystarczy wyjść poza horyzont komunizmu, ale trzeba również „wykroczyć poza horyzont kapitalizmu”. Albowiem upadek jednej wielkiej utopii może przybliżyć nas do innej — i sprawić, że o naszym losie decydować będą jedynie prawa rynku!

Triumf nad komunizmem (wcale nie ostateczny!) nie spełnił wszystkich naszych marzeń i nie rozwiązał rozlicznych społecznych, jak i czysto ludzkich problemów. Wolność, jaka nadeszła, dla niejednego okazała się trudniejsza niż przypuszczał. Jeśli nawet lata, w jakich żyjemy (lata przejściowe!) muszą być skażone zamętem i chaosem, nie łudźmy się, że nastanie taki czas, w którym zapanuje „kapitalistyczne” szczęście i pokój. Droga do prawdziwej wolności jest bardzo długa i nie zawsze kończy się życiowym sukcesem.

Między komunizmem a kapitalizmem
Marek Wittbrot SAC

urodzony 16 września 1960 r. w Polanowie – pallotyn, dziennikarz, redaktor, fotografik, autor tekstów poświęconych literaturze i sztuce współczesnej, duszpasterz środowisk twórczych, działacz polonijny we Francji, był redaktorem miesięcznika katolickiego „Nasza Rodzina" (199...