Potrzeba nowych miejsc

Potrzeba nowych miejsc

Oferta specjalna -25%
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

W czasach pluralizmu i coraz większego rozluźnienia struktur społecznych warto zwrócić uwagę na przestrzenie pastoralne. Indywidualne możliwości wyboru i model społeczeństwa mobilnego sprawiają, że powstają nowe więzi i środowiska, które w coraz mniejszym stopniu dają się przyporządkować terytorialnemu pojęciu parafii.

Fakt ten potwierdzają wszystkie ankiety i obserwacje: wzrasta dystans do Kościoła, a wspólnotom parafialnym w coraz mniejszym stopniu udaje się być głównym źródłem religijnego pożywienia, centralnym miejscem zgromadzenia i rozesłania wiernych i poszukujących. Czy parafie nie stały się przestarzałym modelem, obok którego przepływa nurt życia członków Kościoła katolickiego? Powiedzmy od razu: nie chodzi mi o to, aby doprowadzić do rozpadu lokalnych wspólnot duszpasterskich. Troszcząc się „o utrzymanie i rozwój wspólnotowego życia Kościoła”, próbuję znaleźć nowy sposób istnienia struktur pastoralnych: nie chodzi mi o wysłanie parafii na emeryturę, lecz o zmianę ich funkcji.

Zmiana funkcji wspólnoty parafialnej

Zakładam, po pierwsze, że wiara potrzebuje widzialnej wspólnoty oraz że gromadzenie i rozesłanie wiernych i poszukujących wymaga namacalnego, konkretnego spotkania, to jest spotkania umiejscowionego, którego nie można przenieść do przestrzeni relacji nieumiejscowionych, realizujących się na przykład w społecznych mediach elektronicznych. Mimo wielkiego znaczenia, jakie dla głoszenia Radosnej Nowiny mają audycje przekazujące orędzie chrześcijańskie w radiu czy telewizji, „wspólnoty czytelników” skupionych wokół kościelnych gazet i czasopism, duszpasterstwo przez telefon czy Internet, mogą one stanowić wyłącznie uzupełnienie owej widzialnej wspólnoty wierzących i poszukujących. Określone akty religijne skazane są na wzajemną bezpośredniość i jednoczesną widzialną obecność osób biorących w nich udział, ponieważ stanowią fundament społeczny i zakorzenienie dla religijnych wyobrażeń i wspomnień, które nie są zrozumiałe same przez się i których nie można udowodnić empirycznie.

Po drugie, wychodzę z założenia, że nie każdy społeczny fundament i nie każde „zgromadzenie i rozesłanie” wiary należy utożsamiać ze „wspólnotą duszpasterską”. Nie należy jej też utożsamiać ze „wspólnotą lokalną”, a „wspólnota lokalna” nie jest identyczna ze „wspólnotą parafialną” — takie rozróżnienie czyni się rzadko w wewnątrzkościelnym uzusie językowym i niektóre osoby często o nim w ogóle nie wiedzą.

Gromadzenie i rozesłanie wiernych

Poza parafią, ale nie w sposób nieumiejscowiony, odbywa się na przykład nauka religii albo działają poradnie Caritasu i zakony zajmujące się pracą duszpasterską. Także inne wspólnoty chrześcijańskie działające poza kontekstem parafialnym, jak nowe wspólnoty duchowe, stowarzyszenie Jeden Świat, organizacje katolickie i duszpasterstwa w centrum dużych miast, wspólnoty eucharystyczne na placach campingowych, w sanktuariach bądź kościołach przy autostradach, wspólnoty rekolekcyjne lub „wspólnoty drogi” i „wspólnoty związane osobowo” –– nie są również nieumiejscowione, a często bywają nawet przywiązane do bardzo konkretnych miejsc, ale niekoniecznie są „wspólnotami lokalnymi” — wspólnotami „na miejscu”. Co zaś tyczy miejsca zamieszkania, to wspólnoty lokalne mogą (i mogłyby) być wspólnotami innymi niż parafialne. Tak jest chociażby w miastach, gdzie funkcjonują wspólnoty duszpasterstwa chorych w szpitalach czy duszpasterstwa akademickiego, które jeśli nawet nie są związane bezpośrednio z miejscem zamieszkania, to przynajmniej z regionem.

Kwestia struktury

Często spotykane utożsamianie wspólnot duszpasterskich i wspólnot parafialnych, które w zależności od formy można poddawać dalszym typologicznym rozróżnieniom, jest wyrazem uporczywego dążenia polityki duszpasterskiej do utrzymania możliwie jak najdłużej sprawdzonej w przeszłości gęstej siatki wspólnot terytorialnych. Odbywa się to w coraz większym stopniu kosztem innych miejsc zgromadzenia i rozesłania w Kościele, pomimo że z przyczyn finansowych i osobowych sieć ta od dłuższego czasu grozi rozerwaniem i dotknął ją głęboki kryzys. Dotyczy to również — a może szczególnie — ewangelickich Kościołów, które pojmują się w wymiarze teologicznym jako Kościoły wspólnot duszpasterskich, a nie jako Kościół przynależący do biskupa.

Już przed 45 laty (1958) Arthur–Fridolin Utz wskazał na przecenianie struktury parafialnej w odniesieniu do eklezjalnego chrześcijaństwa w nowoczesnym społeczeństwie, pisząc:

Teolog musi (…) pytać, jaka jest wewnętrzna zasada struktury Kościoła na Ziemi. I znajduje ją faktycznie (…) również w podziale na diecezje. Strukturalny podział diecezji teolog przejmował dotąd z tradycji w formie parafii. Ale właśnie tutaj (…) nauka o faktach, socjologia, wskazuje mu nowe drogi. Stwierdza ona, że struktura parafialna już nie wystarczy, odkąd większa część ludności skupionej dotąd w parafii przestała być w zasięgu duszpasterza parafialnego, gdyż: w ciągu tygodnia pracuje ona w miejscu odległym od miejsca zamieszkania, a w niedzielę wybiera sport i przyjemności poza miastem. W ten sposób teolog uczy się od nauk społecznych, rozważając, jakie są nowe metody strukturalne, które można sensownie włączyć w porządek postdiecezjalny.

Gdybyż teolog nauczył się tego w ciągu ostatnich dekad! Utz zwraca nam tymi słowami z jednej strony uwagę na fakt, że tendencje pluralistyczne nowoczesnego społeczeństwa uwidaczniają się również w wymiarze przestrzennym, stąd życie albo przestrzeń życiowa współczesnego człowieka nie ogranicza się już do najbliższego otoczenia miejsca zamieszkania. Zmiana znaczenia najbliższego otoczenia społecznego jest skutkiem długotrwałych zmian w przestrzennych sposobach zachowania i orientacji jednostek oraz wyrazem faktu, że społeczeństwo w coraz większym stopniu się różnicuje. Już w latach 60. socjolog Friedrich H. Tenbruck wskazywał na to, że

jednostka poprzez swoje miejsce zamieszkania nie jest już częścią grupy społecznej albo że nie chodzi o grupę społeczną we właściwym sensie, to znaczy taką, która wpływa na działanie jednostki w istotny sposób i której prawdziwe funkcje odgrywają rolę stabilizującą.

Egzystencja jednostki rozgrywa się raczej w dużej mierze w relacji do grup zorganizowanych alokalnie i w konsekwencji inwestuje ona w te relacje wyposażone w prawdziwe funkcje swą społeczną tożsamość.

Tenbruck uważa przejście od form egzystencji związanych z miejscem do form niezdeterminowanych lokalnie za „jedną z bardzo niewielu fundamentalnych zmian” ostatnich 250 lat. Oznacza to, że wraz z tą przemianą w społeczeństwie nowoczesnym, i na jej skutek — również zgodnie z nauczaniem II soboru watykańskiego — „tradycyjne społeczności lokalne, którymi są rodziny patriarchalne, klany, plemiona, gminy (…) doświadczają z dnia na dzień coraz bardziej kompleksowych zmian” (KDK 6), a wiara Kościoła traci swą wcześniejszą lokalną bazę społeczną. Sytuację komplikuje fakt, że najbliższe otoczenie społeczne zasiedlają często przeróżne grupy ludności: osoby społecznie lub etnicznie obce, tj. ludzie, z którymi nie dzieli się właściwie nic poza zajmowanym po sąsiedzku terytorium, podczas gdy krewni, znajomi i przyjaciele mieszkają daleko. W warunkach indywidualnych możliwości wyboru, społeczeństwa mobilnego i komunikacji masowej powstają społeczne więzi i środowiska, które nie tworzą trwałych związków terytorialnych. W ten sposób już „od dłuższego czasu zaobserwować można, że ludzie nie orientują się według terytorialnych granic, ale szukają dla siebie miejsc, w których doświadczyć mogą bogactwa więzi lub sami je sobie tworzą. W sposób dosadny można by powiedzieć, że „pewni siebie chrześcijanie sami tworzą sobie wspólnoty duszpasterskie”.

Zasada parafialna versus współczesne życie

Problem, który się pojawia w takiej sytuacji, to niewystarczalność struktury parafialnej w stosunku do nowoczesnego życia: trzymając się jej kurczowo, Kościół ryzykuje, że będzie zorientowany wyłącznie na miejsce zamieszkania, by nie powiedzieć „na miejsce spania”, względnie skupi się na mniejszości, której przestrzeń życiowa realizuje się w dużym stopniu w miejscu zamieszkania bądź tam ma swój punkt ciężkości. Natomiast dla życia osób, których przestrzeń życiowa wykracza daleko poza najbliższe otoczenie społeczne, a ważne ośrodki aktywności życiowej położone są gdzie indziej, także wspólnota parafialna jest w dużym stopniu nieistotna. Czy to przypadek, że w ostatnich dziesięcioleciach mężczyźni wycofali się ze społecznego zaangażowania na rzecz wspólnoty Kościoła, ustępując pola kobietom? Kurczowe trzymanie się parafii potęguje ryzyko, że głoszenie wiary będzie mijać się z życiem wielu współczesnych ludzi, sprzyjając w ten sposób społecznej presji prowadzącej do prywatyzacji wiary.

Parafia nie jest już dzisiaj w stanie podołać wielości trosk i upodobań mieszkających na jej terytorium członków Kościoła. Próba sprostania takim wyzwaniom przekracza jej możliwości, dlatego jest notorycznie niedostatecznie zróżnicowana i w sposób tendencyjny wroga wychodzeniu do innych. Wobec tego wspólnoty parafialne nierzadko przemieniają się w bardziej lub mniej zamknięte towarzystwa wzajemnej adoracji. W parafiach spotkać można grupy, które dominują, w sposób hegemoniczny, zawłaszczając nawet kwestie estetyczne i w ten sposób ograniczając dostęp innym. Pełna zaufania więź nie znosi jakiejkolwiek obcości. Wiąże się z tym skłonność do samorekrutacji, a zatem tendencja do łączenia się z ludźmi własnego pokroju i co za tym idzie, ryzyko zawężenia doświadczeń, zjawisko znane także z innych organizacji, jak choćby partie i stowarzyszenia. Jednocześnie wspólnoty parafialne nie stawiają często odpowiednich wymagań ludziom „religijnie utalentowanym”, którzy w swym życiu przeszli już podstawowy poziom wiary albo — sami nawróciwszy się w późniejszym wieku — pragną praktykować ją w sposób bardziej wymagający. W momencie, gdy coraz większa liczba członków Kościoła ma do niego stosunek handlowy, również i ten fakt wskazuje na brak parafialnych szans widzialnego zgromadzenia i rozesłania, pomijając już że wiele miejscowych wspólnot, noszących jeszcze miano parochii, faktycznie stało się wspólnotami z wyboru, jeśli nie wspólnotami personalnymi.

Tożsamość wspólnot

Jeśli ktoś nie zamierza być przekornie samowystarczalny, co da się zaobserwować tu i ówdzie, to rozwiązanie kwestii dotyczących miejsc gromadzenia i rozesłania jest jednym z centralnych wyzwań dla współczesnego Kościoła w Niemczech. Stanowi ono także przełom w myśli teologicznej ostatniego soboru, który uzasadnia tożsamość chrześcijańskich wspólnot duszpasterskich nie terytorialnie, lecz sakramentalnie i diakonalnie. Nie parafialna, lokalna wspólnota duszpasterska jest fundamentalnym modelem chrześcijańskiej wspólnoty duszpasterskiej, lecz „partykularny Kościół biskupi”. Jest on „pierwszą, zasadniczą formą wspólnoty Kościoła”.

Model ten dopuszcza poza parochiami inne miejsca gromadzenia i rozesłania wierzących i poszukujących oraz pozwala na tworzenie i zagospodarowanie takich miejsc na terenie zamieszkania bądź w najbliższym otoczeniu społecznym. Zatem „na miejscu”, ale także w ośrodkach aktywności życiowej ludzi, poza dotychczasowym systemem struktur terytorialnych, lecz w odległości nieprzekraczającej ich możliwości przemieszczania. Właśnie tego rodzaju nowe „jednostki duszpasterskie”, które należałoby rozwinąć, oferują szansę, by kształtować współpracujące ze sobą struktury duszpasterskie. Tworzyłyby one w przestrzeni społecznej dzielący się zadaniami pastoralnymi system duszpasterstw powołanych do gromadzenia i rozesłania wierzących i poszukujących, przy czym wspólnoty parafialne miałyby „stać się w swej formie bardziej płynne” (Ernst Lange).

Przyszłość parafii zależeć będzie od tego, czy zdołają na nowo określić swoje funkcje i adresatów, a zatem wyspecjalizować się i odejść od tego, że wszyscy robią to samo, oraz czy zdołają, dzieląc pracę z innymi parafiami i innymi ośrodkami w Kościele — także tymi, które trzeba jeszcze utworzyć — zbudować wspólną nową strukturę. Taki duszpasterski system naczyń połączonych, związany z przestawieniem się z podziału segmentowego na funkcjonalny, oznacza naturalnie, że trzeba pożegnać się z dotychczasowym pojmowaniem parafii, księdza proboszcza, wspólnoty parafialnej i rady parafialnej. Parafia nie może być już wszystkim dla wszystkich mieszkających w danym rejonie, lecz oferować wiele dla określonych osób w sposób oparty na podziale zadań. Dzięki tworzeniu wyspecjalizowanych ośrodków w ramach większego i różnorodnego systemu połączonych duszpasterstw zwiększyłyby się szanse wiernych na włączenie się w życie Kościoła i uwzględnione zostałoby zróżnicowanie terytorialne i mobilność społeczeństwa. System połączonych duszpasterstw miałby jeszcze inne węzłowe punkty gromadzenia i rozesłania: na przykład klasztory, ośrodki duchowe, hospicja, ośrodki szkolne, kształceniowe, domy stowarzyszeń, duszpasterstwa w centrum dużych miast i duszpasterstwa specjalistyczne w innych miejscach, również w szpitalach, w których trudno jest zgromadzić wokół ołtarza chorych na łóżkach.

System duszpasterstw połączonych

Wspólnym przestrzenno–organizacyjnym punktem odniesienia duszpasterstwa nie będzie już wtedy parafialna lokalna wspólnota duszpasterska, lecz większa przestrzeń odpowiedzialności duszpasterskiej z szerokim wachlarzem ofert i inicjatyw, które będą wskazywać zawsze poza siebie i na siebie nawzajem. Odpowiadać by jej miały nie tylko godziny mszy i nabożeństw, tematy kazań i grupy adresatów, usługi diakonii i fundacje solidarnościowe, lecz trzeba by uwzględnić również kwestie kształcenia i dokształcania młodych teologów, angażowania personelu etatowego i pracującego społecznie (według charyzmatów i profili danych stanowisk), kościelne środki kontroli (wspólny raport z wizytacji!), jak i synodalne struktury.

Struktury synodalne, które należałoby zgodnie z powyższą wizją rozwinąć, reprezentujące poszerzoną przestrzeń odpowiedzialności duszpasterskiej jako gremium doradcze i decyzyjne, nie mogłyby składać się już z samodzielnych rad parafialnych, które tylko reprodukują i legitymizują zawężone środowiska parafii. Dla nowej przestrzeni odpowiedzialności duszpasterskiej trzeba by raczej stworzyć nowego rodzaju radę duszpasterską, której należałoby przekazać więcej kompetencji (również dotyczących wykorzystania podatków kościelnych). Jej skład ustalany byłby w przeważającej mierze na zasadzie oddelegowania, co pozwoliłoby jej na reprezentowanie różnych środowisk.

Za funkcjonalnym podziałem pracy

Tym, czego zwykle brak nowym inicjatywom społecznym i pomysłom na duszpasterskie zagospodarowanie przestrzeni życia w Kościele, jest funkcjonalny podział pracy, względnie strukturalne zaplecze współpracy z innymi formami duszpasterzowania. Inicjatorzy nowych pomysłów duszpasterskich spotykają się wprawdzie ze strony hierarchii Kościoła ze wsparciem albo są tolerowani, jednakże rzadko są włączeni w system połączonych duszpasterstw, który jest dla nich oparciem i odciążeniem, działając na zasadzie podziału pracy i będąc ostatecznie systemem skoncentrowanym. Z uwagi na parafialno–lokalistyczno–terytorialnego upór dominujący w głowach, sercach i programach działania osób odpowiedzialnych, inicjatywy te mają wciąż jeszcze posmak czegoś egzotycznego, spektakularnego i czasami narażone są na niebezpieczeństwo, że podzielą los pionierów walczących na własną rękę. Nie tylko rozbudowa, lecz także strukturalne włączenie i duszpasterskie powiązanie obecnie jeszcze pojedynczych duszpasterskich inicjatyw odnoszących się do przestrzeni społecznej i życiowej, jak i ich zabezpieczenie instytucjonalne będzie — obok śmiałych modelowych eksperymentów duszpasterskich — jednym z najważniejszych zadań następnych lat.

przeł. Joanna Kubaszczyk

Potrzeba nowych miejsc
Michael N. Ebertz

urodzony 25 listopada 1953 r. w Offenbach am Main – niemiecki socjolog religii i teolog pastoralny, profesor w Wyższej Szkole Katolickiej we Fryburgu Bryzgowijskim....