Dwa Kościoły: „toruński” i „łagiewnicki”

Dwa Kościoły: „toruński” i „łagiewnicki”

Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Obiecałem sobie, że na tych łamach, jak diabeł święconej wody unikał będę pisania o Kościele i polityce. Nie od dziś przecież wiemy, że jakość życia religijnego nie zależy od tego, ilu jeszcze polityków oświadczy, iż wyssało wiarę katolicką z mlekiem matki. Jakość wiary nie zależy też od tego, jak wielkimi wpływami będzie się cieszył Kościół w sferze publicznej. Jakość życia religijnego zależy od przenikliwości myślenia. Wiedział o tym już św. Bazyli Wielki, kiedy pouczał i zachęcał, by nasze myśli o Bogu nie były małostkowe, lecz byśmy, z wielkim rozumieniem rozważając to, co dotyczy Stwórcy, tak mówili o sprawach boskich, aby również ci, którzy są daleko od zbawienia, mogli usłyszeć nasze słowo z powodu przenikliwości nauki.

Pokusa, by pójść ścieżką, którą wskazuje Bazyli, jest wielka i intrygująca. Tyle tylko, że czasami pojawiają się okoliczności, które sprawiają, że się nie myśli i nie pisze o tym, o czym chciałoby się myśleć i pisać najbardziej, ale o tym, o czym pisać należy. A o czym dziś pisać trzeba? Co sprawia, że należy bić na alarm?

Po pierwsze, można odnieść wrażenie, że Kościół znów wchodzi w stare koleiny, którymi już raz kroczył i które okazały się fałszywe. Zdawać by się mogło, że sam Kościół sparzył się na tyle dotkliwie, że nie będzie chciał wchodzić w nieformalne alianse ze światem polityki. Historia w tym przypadku nie stała się jednak nauczycielką życia. Dziś, analogicznie jak na początku lat 90., Kościół polski znów zapomina, że nie wolno łączyć tronu z ołtarzem: że to, co boskie, należy się Bogu, a co cesarskie, cesarzowi.

Oczywiście dobrze, że ludzie władzy nie kryją swoich katolickich przekonań. Świetnie, gdy chcą kierować się w swojej publicznej działalności chrześcijańską etyką. Sęk w tym, żeby robili to na własny rachunek, a nie podpierali się autorytetem Kościoła, realizując swoje partykularne, polityczne cele. Katolicy nie należą tylko i wyłącznie do partii braci Kaczyńskich. Miał rację metropolita lubelski abp Józef Życiński, kiedy przestrzegał w kazaniu noworocznym: „Jeśli Kościół zwiąże się zbyt silnie z aktualną władzą polityczną, drogo zapłaci w okresie następnym”.

Kościół, niestety, już ponosi koszty swojego obecnego zaangażowania politycznego. Obecna partia władzy, Prawo i Sprawiedliwość, postanowiła związać się na dobre i złe z nurtem katolicyzmu, który promuje ks. Tadeusz Rydzyk i jego Radio Maryja. To na antenie i na falach mediów zarządzanych przez zakonnika swoje polityczne poglądy sprzedają przede wszystkim ludzie obecnego obozu rządzącego. „Katolickie” radio i „katolicka” telewizja stały się tubą propagandową rządzącej partii władzy, a ich szef nieformalnym doradcą personalnym i ideologicznym obecnego rządu.

Oczywiście konkurencja polityczna, która została zgodnie z życzeniem o. Tadeusza Rydzyka „zatopiona” przez jego zwolenników w czasie podwójnych wyborów parlamentarnych i prezydenckich, czyli Platforma Obywatelska, także postanowiła zawiązać sojusz z Kościołem. Dokładniej: została potraktowana jako narzędzie walki o rząd dusz. Ludzie PO zjechali w połowie stycznia do Krakowa na zaproszenie metropolity krakowskiego abp. Stanisława Dziwisza, by integrować się w zaciszu łagiewnickiego sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Skoro o. Rydzyk ma swoją partię, dzięki której może realizować swoje ambicje i cele polityczne, to dlaczego ma jej nie mieć nowy przywódca polskiego Kościoła, metropolita krakowski abp Stanisław Dziwisz? Goszcząc i błogosławiąc liderów PO w swej rezydencji, pokazał, że też dysponuje „armią” oddanych polityków. Rzecz jasna, działacze PO skorzystali z okazji i przyjęli zaproszenie metropolity krakowskiego z radością. Krakowski lider PO Jan Maria Rokita obwieścił nawet, że w ten sposób dwie zwalczające się dziś formacje polityczne – PiS i PO – podzieliły wpływy wśród katolickiego elektoratu. PiS, jak pijany płotu, trzyma się „Kościoła toruńskiego”, a PO stawia na „Kościół łagiewnicki”.

Muszę przyznać, że nie podoba mi się ta zabawa polegająca na dzieleniu wiernych według kryteriów sympatii politycznych. Po pierwsze dlatego, że Kościół jest jeden – jest to Kościół Jezusa Chrystusa, co znaczy, że jego drzwi są otwarte dla każdego człowieka. Po drugie, nie po drodze mi ani z katolicyzmem „toruńskim”, ani z katolicyzmem „łagiewnickim”. Mój katolicyzm opiera się na wierze Abrahama, Izaaka, Jakuba i Jezusa, wierze Apostołów oraz tych świętych kobiet i mężczyzn, którzy własnym życiem zaświadczyli, że Chrystus jest Panem.

Dwa Kościoły: „toruński” i „łagiewnicki”
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...