Nie ma księdza? Nic nie szkodzi

Nie ma księdza? Nic nie szkodzi

Oferta specjalna -25%

Dzieje Apostolskie

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Siostra Mellitus nie sądzi, by parafia cierpiała z powodu braku księdza. Uważa, że przyszłość należy do świeckich, którzy sami będą prowadzić parafie. Dziwi ją, że świeckich nie przygotowuje się do tej nowej roli.

Podczas oprowadzania gości po kościele i plebanii siostra Mellitus Lawlor ani razu nie wspomina o księdzu. W parafii bowiem mieszczącej się niedaleko londyńskiego lotniska Heathrow nie mieszka żaden kapłan. To siostra Mellitus wspierana przez grupę świeckich prowadzi parafię. Księża przyjeżdżają tu jedynie, by sprawować sakramenty. Parafia pod wezwaniem św. Dawida w Stanwell, w zachodnim Londynie, bynajmniej nie podupada. Wzrasta liczba parafian, w niedalekiej przyszłości planuje się nawet wybudowanie w sąsiedztwie kościoła mieszkań dla starszych osób.

Sposób organizacji parafii nie jest typowy, ale nie jest też wyjątkowy. W Anglii i Szkocji istnieje kilka innych wspólnot parafialnych, które — z powodu braku księży — są prowadzone przez siostry zakonne i świeckich. W Netherley, w ubogiej części Londynu, siostry ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia pomagają świeckim w prowadzeniu parafii pod wezwaniem św. Grzegorza. W Bramley siostra Marion Short opiekuje się parafią pod wezwaniem św. Tomasza Morusa. Wspólnoty te kwitną, niemniej nie nagłaśnia się faktu prowadzenia parafii przez świeckich, nie wspominając już o promowaniu tego rozwiązania. Siostra Mellitus uważa jednak, że hierarchia kościelna powinna z większym entuzjazmem podchodzić do wspólnot funkcjonujących w ten sposób. Można bowiem sądzić, że właśnie one są rozwiązaniem na przyszłość, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę kryzys powołań kapłańskich.

Kościół pod wezwaniem św. Dawida jest nowoczesny, zbudowany w posoborowym stylu, ławki okalają ołtarz. W przylegającej do kościoła plebanii, również odznaczającej się nowoczesną architekturą, znajdują się duża kuchnia, salon i kilka sypialni. Siostra Mellitus sama sprawuje nad wszystkim pieczę, ale nie narzeka. Z wykształcenia pielęgniarka, pracująca niegdyś jako oddziałowa w katolickim szpitalu św. Jana i św. Elżbiety w Londynie, jest kobietą zaradną i praktyczną, której bardzo odpowiada życie parafialne. — Myślę, że to, czego tu doświadczamy, przypomina Kościół pierwszych wieków — mówi siostra Mellitus. — Ludzie we wspólnocie parafialnej są uwrażliwieni na potrzeby drugich — dodaje. Nie sądzi, by parafia cierpiała z powodu braku księdza. Przyszłość zaś należy do świeckich, którzy sami będą prowadzić parafie. — My, zakonnice, nie zostaniemy tu na zawsze; obecnie niewiele osób decyduje się na życie zakonne — stwierdza. Dziwi ją, że świeckich nie przygotowuje się do tej nowej roli i że parafie prowadzone przez nich nie są uwzględniane w duszpasterskich programach. Zakonnice, które prowadzą parafie, powołały stowarzyszenie, mając nadzieję na bezpośredni kontakt z biskupami.

Siostra Mellitus przyznaje, że prowadzona przez świeckich parafia nie jest wolna od problemów. Pośród księży, którzy mieli sprawować sakramenty w tutejszej parafii, byli tacy, którzy uważali, że ten sposób działania się nie sprawdza. Taktownie zauważa, że księżom może nie być łatwo pracować w parafii, która z powodzeniem funkcjonowała bez ich stałej obecności. — Księża naprawdę muszą uznać coraz większą rolę świeckich w Kościele — mówi siostra Mellitus. — To wymusza zmianę w rozumieniu ich własnej roli.

W parafii w Bramley, w której pracuje siostra Marion Short, przyjęto inne rozwiązanie niż u św. Dawida. Przydzielono tam księdza pracującego na stałe w seminarium w Wonersh. Siostra Mellitus zauważa, że może to powodować zamieszanie wśród parafian co do osoby odpowiedzialnej za parafię. Siostra Marion prowadzi parafię, jednak oficjalnie to nie do niej należy podejmowanie decyzji. Wprawdzie wielu świeckich aktywnie angażuje się w życie wspólnoty, jednak niektórzy nadal oglądają się na przydzielonego księdza, licząc na jego większą inicjatywę.

Podobnie jak siostra Mellitus, siostra Marion nie chce być księdzem. — Nie czuję się do tego powołana — mówi. Chciałaby jednak odgrywać bardziej aktywną rolę podczas takich obrzędów jak chrzty czy pogrzeby. Siostra idzie jeszcze dalej, argumentując, że osoby takie jak ona, prowadzące parafie, w których nie ma księdza, powinny móc udzielać rozgrzeszenia i namaszczać chorych. Nie ma w tym pragnieniu ambicji liturgicznego awansu, ale silne przekonanie — przemodlone i przemyślane — że powinna móc dopełnić silną duszpasterską więź, którą buduje z ludźmi. Absurdalna wydaje się jej sytuacja, gdy wysłuchuje zwierzających się jej ze swych problemów parafian, a potem musi szukać księdza, który będzie mógł wysłuchać przy innej okazji spowiedzi. Przytacza słowa z Listu św. Jakuba:

Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi starszych Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. Modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. Wyznawajcie zatem sobie grzechy, módlcie się jeden za drugiego i to was uzdrowi.

Siostra Mellitus przejęła prowadzenie parafii św. Dawida w połowie lat 90. za zgodą ówczesnego ordynariusza biskupa Pata O’Donoghue i kardynała Basila Hume’a. Obecnie parafia rozrasta się. Msza odprawiana jest w sobotę wieczorem oraz w niedzielę rano. Ponadto są dwie msze w ciągu tygodnia. W sobotę i niedzielę w eucharystii uczestniczy około dwustu osób, z których wiele pracuje na lotnisku Heatrow. Z duszpasterskiego punktu widzenia parafia nie jest łatwa, okolica znana jest z problemów z przestępczością i narkotykami. Ludzie dobrowolnie podejmują się najróżniejszych prac w parafii. Zajmują się praniem, utrzymaniem ogrodu, księgowością czy przygotowaniem do sakramentów. — Nikt nie robi tego odpłatnie. Jako siostra zakonna formalnie mam taką samą pozycję jak osoba świecka. Wszyscy, którzy w tym uczestniczymy, jesteśmy zatem świeckimi, i to daje nam poczucie pewnej więzi — mówi siostra Mellitus.

Mimo że wiele osób w Wielkiej Brytanii kształci się w zakresie posługi świeckiej, siostra Mellitus nie widzi w tym wysiłku większego sensu, skoro później i tak nie wolno im niczego robić w parafiach. — Wielu księży ich nie chce. Ich wiedza nie jest wykorzystywana — mówi. Sama chętnie przyjmuje świeckich na praktyki, żeby zobaczyli, na czym polega prowadzenie parafii. — Wszystko to powinno się planować z pozytywnym nastawieniem, a nie traktować jak ewentualne rozwiązanie kryzysowe. Połowa parafii na świecie prowadzona jest przez świeckich. W ciągu 10, 15 lat wiele parafii w tej diecezji nie będzie miało księży. Co zamierzamy z tym zrobić? — pyta.

Siostra Mellitus mówi o trzech modelach parafii w przyszłości. Po pierwsze, małe grupy księży żyjących razem będą sprawować posługę w różnych parafiach. Zamiast indywidualnego przydziału do poszczególnych parafii, połączą swoje siły. Drugi model odpowiadałby temu, co się dzieje u św. Dawida, gdzie świeccy albo mieszana wspólnota osób świeckich i zakonnych żyją na plebanii i troszczą się o codzienne potrzeby duszpasterskie i administracyjne parafii oraz odpowiadają za katechezę i przygotowanie do małżeństwa. Trzeci model polegałby na większym udziale w posłudze wszystkich członków wspólnoty parafialnej.

Do wprowadzenia tych modyfikacji niezbędna będzie zmiana dotycząca sposobu kształcenia księży. Muszą się nauczyć, że nie są przeznaczeni do zajmowania miejsca na piedestale, i powinni zgodzić się na większy udział świeckich w podejmowaniu decyzji. Wspólnota parafialna powinna z kolei zmienić sposób postrzegania księży. Nie powinno się oczekiwać od nich codziennej opieki duszpasterskiej, byłoby to raczej zadanie dla osób świeckich. Świeccy podejmujący zaś nowe obowiązki w parafii powinni zostać odpowiednio do tego przygotowani.

Tymczasem niektóre parafie w Anglii i Szkocji nie mogą czekać na takie zmiany w strukturach Kościoła. Zajmują się swoimi sprawami. U św. Grzegorza w Netherley, w Liverpoolu, siostra Cecylia Coyle i inne Siostry Miłosierdzia żyją na plebanii i zarządzają parafią, współpracując ze świeckimi. Parafia się rozwija i zatrudnia osobę do pracy z młodzieżą, prowadzi liczne kółka zainteresowań i kasę oszczędnościową, a mimo to groziła jej likwidacja. Wspólnota nie chciała do tego dopuścić i udało się. „Ludzie są bardzo zadowoleni z przynależności do tej parafii”, opowiada mi siostra Cecylia. Do pracy u św. Grzegorza wydelegowany jest ksiądz Paul Glover, który mieszka poza parafią. Całkowicie akceptuje sposób, w jaki zarządzana jest parafia i pozostawia swobodę działania siostrom i świeckim. Gdy jednak ktoś potrzebuje kapłana, i jest to sytuacja, w której nie można go zastąpić, natychmiast jest do dyspozycji.

Ks. Glover mówi, że wolałby mieszkać w parafii, w której pracuje, ale: — W przypadku wielu księży jest to obecnie niemożliwe i nie będzie możliwe również w przyszłości — zaznacza. Jest jednak spokojny o parafię św. Grzegorza, ponieważ wspólnota jest „mała, ale silna”, a Siostry Miłosierdzia są wspaniałe. Niegdyś mieszkał u św. Grzegorza przez 4 lata i uważa, że parafia dobrze się rozwija nawet bez niego. Co więcej, jest przekonany, że świeccy nie byliby tak zaangażowani w życie wspólnoty, szczególnie w posługę sakramentalną, gdyby nadal tam mieszkał. Wskazuje ponadto na większe zdolności sióstr zakonnych w pewnych wymiarach opieki duszpasterskiej, takich jak praca z samotnymi matkami. Przyznaje, że ksiądz, który posługuje w parafii z zewnątrz, ma mniejsze szanse na nawiązanie osobistych relacji z parafianami, ale z drugiej strony, i tak wielu księży nie zna wszystkich swoich parafian.

Dobre funkcjonowanie takich parafii jak św. Grzegorza sygnalizuje potrzebę przemyślenia na nowo roli księży. Na razie nie można się dziwić, że biskupi niechętnie promują na większą skalę parafie prowadzone przez świeckich. Jeśli jednak liczba powołań kapłańskich będzie nadal spadać i nie zacznie się wyświęcać żonatych mężczyzn albo kobiet, parafie prowadzone przez świeckich — czy tego chcemy czy nie — będą znakiem Kościoła przyszłości.

przeł. Paweł Łącki

Nie ma księdza? Nic nie szkodzi
Anna Miller

urodzona w 1990 r. – absolwentka historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Pracuje w domu aukcyjnym i galerii DESA Unicum. Mieszka w Warszawie....