Po ptokach
fot. meritt thomas / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Słuchanie na modlitwie

0 votes
Wyczyść

W ostatnich tygodniach śląską prowincję odwiedziła znacząca liczba VIP-ów. U nas to niechybny znak, że albo jakieś wybory za pasem, albo znów będą reformować górnictwo. Tertium właściwie zupełnie non datur, poza oczywiście pandemonium zupełnym, czyli reformowaniem górnictwa w kontekście nadchodzących wyborów.

Ale spokojnie. Nie będę pisał o wyborach ani o reformowaniu górnictwa. To są tematy, na których wszyscy się w Polsce znają, więc szkoda drukarskiej farby. Trochę jednak zacznę od tego reformowania. A właściwie od wrażenia wielu mieszkańców śląskiej prowincji: niezależnie od tego, która ekipa się za to bierze, każda zaczyna wtedy, gdy jest już „po ptokach”. Przy okazji małe wyjaśnienie. Zwrot ten narodził się w czasach, gdy w kopalniach nie było urządzeń do pomiaru poziomu metanu, a zagrożenia sygnalizowały zabierane przez górników ptaki – często hodowane przez nich samych. Gdy one ginęły, sytuacja robiła się krytyczna, często już beznadziejna. Stąd na śląskiej prowincji, kiedy jest zdecydowanie za późno na jakieś działanie, mówimy, że jest „po ptokach”.

Nie potrafię zweryfikować, czy prawdziwa jest dość rozpowszechniona opinia, że kłopoty górnictwa biorą się głównie ze skumulowanych zaniedbań na różnych poziomach zarządu, związanych choćby z tym, że kiedy było dobrze, w okresach koniunktury, unikano trudnych decyzji. Wydaje mi się jednak, że taka opinia diagnozuje problem wielu instytucji, których funkcjonowanie jest silnie uwarunkowane czynnikami zewnętrznymi. Na przykład w Kościele.

Kościół katolicki, instytucjonalnie rzecz biorąc, to organizm znacznie większy niż polskie spółki górnicze. Jakkolwiek cele są wyraźnie różne, sposób funkcjonowania wydaje się podobny. Kościół także przeżywa okresy zewnętrznej koniunktury, kiedy przekazowi Dobrej Nowiny sprzyja kultura, władze państw, w których funkcjonuje itd. I w Kościele zdarza się, że wybór kadry zarządzającej podlega silnym naciskom różnych grup wpływu – z politycznymi włącznie. Rząd nie może sobie pozwolić na upadłość dużych spółek górniczych, co niekoniecznie dobrze wpływa na motywację zarządów, w Kościele mamy zapewnienie, że „bramy piekielne go nie przemogą”… Pewnie jeszcze kilka analogii dałoby się wskazać. Jednak nie o ich wyliczenie mi chodzi.

Instytucjonalny wymiar Kościoła został powierzony naszej roztropności. Prowadzenie Ducha Bożego realizuje się głównie przez jej wspieranie, a nie zastępowanie. Nieomylność chroni istotny, ale zarazem niezwykle wąski zakres decyzji kościelnych. I zupełnie nie dotyczy ani wymiaru wyborów personalnych, ani decyzji administracyjnych w bieżącym zarządzie, ani stanowienia prawa (oczywiście poza sytuacjami, gdy norma wypływa wprost z dogmatu). Kościół zaś nie jest zamkniętym ekosystemem – to, co się dzieje „w świecie”, zwłaszcza zmiany zachodzące w kulturach, w których funkcjonuje, warunkują świadomość jego członków. Stąd instytucje, prawo, tradycje, style zarządu mają tendencję do „starzenia się” – powoli tracą już to czytelność, już to skuteczność w zmieniającym się kontekście. Stąd maksyma ecclesia semper reformanda – Kościół w swym instytucjonalnym wymiarze ciągle wymaga reformy.

Paradoksalnie największym niebezpieczeństwem stają się w tym kontekście okresy koniunktury. Czasy, w których Kościół staje się – głównie, choć nie tylko poprzez liczbę wiernych – dominującą siłą w kulturze, hołubiony jest przez władze świeckie… Takie okresy w dziejach zdarzają się cyklicznie. Zwykle jednak taki czas się kończy. I jeśli pasterze przespali ten okres – zaniedbując czy to formację wiernych (i tak chodzą…), czy to przeprowadzanie koniecznych reform (po co coś zmieniać, skoro doskonale działa – niech się martwią następcy), to może się okazać, że kryzys dekoniunktury będzie przebiegać w wielce bolesny sposób. Zresztą początkowe reakcje zarządów na dekoniunkturę nieraz opierają się na założeniu, że „jesteśmy na tyle silni, że przetrwamy”. Efekt? Reforma nadchodzi „po ptokach”. To znaczy wtedy, gdy już nie ma innego wyjścia, a straty (w ludziach – tu znowu odzywa się analogia do górnictwa) okazują się znaczące.

Może się mylę, ale w ostatnich wiekach dwa razy Kościół reformował się „po ptokach”. Najpierw na Soborze Trydenckim po kryzysie reformacji, potem na Soborze Watykańskim II, po kryzysie oświecenia. Czy uda nam się nie powtórzyć tego schematu po raz trzeci?

Po ptokach
ks. Grzegorz Strzelczyk

urodzony w 1971 r. – prezbiter archidiecezji katowickiej, doktor teologii dogmatycznej, były członek Zarządu Fundacji Świętego Józefa KEP (2020-2023). W diecezji odpowiada za formację stałą prezbiter...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze