Pludry, czyli sztuka (nie)tolerancji
fot. courtney nuss / UNSPLASH.COM

Pludry, czyli sztuka (nie)tolerancji

Człowiekowi tolerancyjnemu nie jest wszystko jedno, a wyznawana przez niego prawda nie przestaje być prawdą. Tolerancja jest powstrzymaniem swej negatywnej reakcji na coś, co uznaję za złe, a nie wyrzeczeniem się prawa do oceny.

Informacje o obyczajach mieszkańców odkrytej co dopiero Ameryki, które w XVI wieku docierały do Europy, budziły bardzo negatywne reakcje ówczesnego społeczeństwa. Zwyczaje, o których opowiadano, uznawane były za barbarzyńskie i niemożliwe do zaakceptowania. Trudno się dziwić, że na przykład kanibalizm wzbudzał w Europejczykach powszechną odrazę. Czy mógł mieć w sobie coś akceptowalnego? Chrystianizacja ludów Ameryki Łacińskiej traktowana więc była jako proces cywilizowania „dzikich”. Odpowiedź na pytanie, jakie przyjąć kryteria oceny, a w konsekwencji akceptowania czy odrzucania tego, co się jawiło jako „barbarzyńskie” (nikt jeszcze nie myślał o tolerancji), nie dla wszystkich była oczywista. Szukał jej XVI-wieczny filozof francuski Michel de Montaigne, podejmując w swoich Próbach refleksję nad kanibalizmem i innymi – już mniej okrutnymi – zwyczajami ludów Ameryki Południowej. Otóż Montaigne – zapewne ku zdziwieniu wielu ówczesnych czytelników – pisał: „Znajduję, iż wedle tego, co mi opowiadano, nie ma nic barbarzyńskiego ani dzikiego w tym ludzie”1. To dość radykalne stwierdzenie także dzisiaj może wzbudzać zdziwienie. Na jakiej podstawie filozof wyciągnął taki wniosek?

Istota barbarzyństwa

Montaigne oczywiście w Ameryce nie był i nie mógł na własne oczy obserwować zwyczajów ludów tubylczych, ale znał relacje hiszpańskich, francuskich czy portugalskich podróżników. Kilku – jak wówczas mówiono – „dzikich” poznał osobiście, jeden bowiem z żeglarzy przywiózł ich do Rouen, gdzie Montaigne rozmawiał z nimi za pośrednictwem tłumacza. Relacja z tego spotkania, którą znajdujemy w Próbach, pokazuje, że filozof starał się nie odrzucać apriorycznie nieznanych mu wcześniej zwyczajów, ale wykazywał dla nich duże zainteresowanie, zrozumienie, a nawet czasami uznawał je za szlachetniejsze od niektórych zwyczajów europejskich. Skąd brała się więc – według niego – negatywna ich ocena? „[…] każdy chce mienić barbarzyństwem to, co różni się od jego obyczaju” – odpowiada Montaigne. I wyjaśnia: „Jakoż po prawdzie nie mamy innej miary dla prawdy i rozumu jak tylko przykład i obraz mniemań i zwyczajów naszej ojczystej ziemi; tam jest zawżdy najlepsza wiara, najlepsze prawa, najlepszy i doskonały obyczaj w każdej rzeczy”2.

Punktem wyjścia – twierdzi Montaigne – do oceny zwyczajów i postępowania drugiego człowieka jesteśmy my sami: nasze zwyczaje i nasze postępowanie. Jeśli czyjeś postępowanie jest radykalnie inne od naszego, oceniamy je jako barbarzyńskie. Komentując poglądy Montaigne’a, Claude Lévi-Strauss dopowiada: „Tymczasem nie istnieje wierzenie czy zwyczaj, jakkolwiek byłby dziwny, oburzający czy nawet szokujący, który, odczytany w kontekście, nie znalazłby racjonalnego wyjaśnienia”3. Inność sama w sobie nie może być oceniana negatywnie, a tym samym – stawać się powodem odrzucenia. Każdy zwyczaj znajduje swoje wyjaśnienie i uzasadnienie. Każdy ma jakąś genezę, która czyni go zrozumiałym.

Lévi-Strauss pokazuje to na przykładzie dwóch zabiegów obrzezania: mężczyzn i kobiet, z których pierwsze jest społecznie akceptowane, a drugie – nie. F

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się