Miejsce w Kościele

Miejsce w Kościele

Ks. Piotr Dzedzej, Porzucone sutanny. Opowieści byłych księży, Wydawnictwo Znak, Kraków 2007, s. 174

Ta książka musiała się ukazać. Towarzyszące jej lekturze pytania (czy cieszyłaby się takim zainteresowaniem przed głośnymi przypadkami porzucenia kapłaństwa? dlaczego powstała tak późno? czy nie można było „docisnąć” pytaniami rozmówców?) należy odstawić na bok. Ważne jest, aby zrozumieć dlaczego i w jaki sposób powstała. Ksiądz Piotr Dzedzej postanowił przeprowadzić rozmowy z „eksami”. Chciał zrozumieć. Czuł również, że nie można tak po prostu zapomnieć, odwrócić się od tych, z którymi stało się za ołtarzem, że byli księża mają swoje miejsce w sercu kapłaństwa.

Nie było łatwo. Niektórzy nie chcieli rozmawiać. Dzedzej zachował jednak ich godność; bardziej słuchał, niż wypytywał. Jeśli „byli” wydają się nieraz śmieszni czy tragiczni, to poprzez swoje wypowiedzi, a nie pułapki zastawiane przez prowadzącego wywiad. Są szczerzy. Tak szczerze w Kościele w Polsce i o Kościele jeszcze nie było.

Dlaczego?

Ponad dwadzieścia rozmów. Ponad dwudziestu mężczyzn, a każdy z nich inny, z odmienną historią. Jednak pewne punkty są stałe.

Kobieta pojawia się w ich historiach gdzieś dalej, później. Przede wszystkim przyczyną odejścia jest niewłaściwa relacja z hierarchią kościelną. W odejściu w dużej mierze pomógł proboszcz, starszy wikary. Zabrakło zwykłej troski, ludzkiego ciepła. Byli księża nie skarżą się, mówią zazwyczaj, że nagle coś w nich pękło i dalej nie mogli już tak żyć. Informowali na ogół o nadużyciach, na swój sposób walczyli z materializmem, starali się żyć Ewangelią. Powalił ich głuchy mur, od którego się odbijali. Bagatelizowanie problemu, odsuwanie w czasie decyzji, uciszanie. Długo można by wymieniać.

Ich historie stanowią nierzadko przestrogę dla tych, którzy pozostali w kapłaństwie. Prowadzenie zbyt świeckiego życia lub, dla odmiany, zbytnie zaangażowanie w działalność duszpasterską, które nie pozwala zadbać o własne życie religijne, o siebie. Alkohol. Plotki, intrygi jak na królewskim dworze. Pycha. Prowokowanie lub bycie prowokowanym do dwuznacznych sytuacji. Chwile słabości i brak modlitwy. Potrzeba doświadczonego ojca duchownego, który wprowadzi w praktyczne życie na parafii. I ostatnie, choć może najważniejsze: brak serdecznego, szczerego zainteresowania kolegów w kapłaństwie życiem jednego z nich, powierzchowne relacje, brak rozmów, ludzkiego dodawania otuchy.

Żaden nie stracił wiary. Niektórzy utrzymują, że mieli i mają powołanie. Bycie w stanie kapłańskim oceniają jako jeden z najpiękniejszych okresów życia. Odejścia żałują lub nie. Nie afiszują się ze swoją historią. Oceniają siebie jako dobrych, oddanych księży. Wspominają nie tylko zaufanie, którym zostali obdarzeni, ale także zaufanie, którym sami obdarzyli. Lubią pracę z ludźmi, w dalszym ciągu starają się, na swój sposób, służyć im radą, pomagać.

Odejścia były różne, choć przeważają te, które dokonały się bez rozgłosu. Niektórzy poczekali do terminu przeniesienia na inną parafię, inni podejmowali decyzję szybciej. Jeszcze inni przygotowywali się z zimną krwią przez trzy lata, a przecież nie były to tylko przygotowania duchowe. Jeden z byłych księży przed zrzuceniem sutanny odwiedził swoich przyjaciół, pożyczył od nich pieniądze bez zamiaru oddania…

Psy i koty w domu rodziców

Po lekturze, z rozmów wyłaniają się dwa szokujące obrazy: seminarium i rodziny.

Jeden z „byłych” stwierdza, że seminaria kształcą dwa typy osobowości: „psy” i „koty”. „Pies” to człowiek, dla którego dobrem jest przypodobanie się panu. Prezbiterzy z tego typu osobowością są przykładnymi wykonawcami woli przełożonych. Cechuje ich formalizm, trzymanie się nakazów przełożonego, a nie samodzielne podejmowanie decyzji. „Koty” z kolei zrobią to, co do nich należy, ale z myślą, że po wykonaniu zadania powinni mieć czas na swoje sprawy. Krytyka dotyczy oceniania długości modlitwy, małego przygotowania do życia w celibacie, wyręczania w podejmowaniu samodzielnych decyzji. Seminarium opuszcza człowiek posłuszny, skrywający swoją indywidualność, a jednocześnie jej pragnący, oczekujący, że ważniejsze sprawy materialne będą za niego załatwione. Trudno orzec, czy taki obraz jest prawdziwy. Wszak w Porzuconych sutannach nie brak głosów wdzięczności wobec wychowawców za włożony trud, zrozumienie i prowadzenie. Być może są seminaria lepsze i gorsze.

Na marginesie opowieści byłych księży powstaje jeszcze jeden obraz, wizerunek polskiej rodziny. Władza rodziców odciska swe znamię. Ambicje rodziny, szantaż emocjonalny. Niemal zawsze rodzina wyrzekała się zrzucającego sutannę syna. Co ciekawe, inaczej postępowała rodzina kobiety, z którą wiązał się „eks”. Naprawianie relacji z rodzicami mężczyzny trwa latami lub nie jest już możliwe.

Te dwa obrazy – seminarium i polskiej rodziny – zostają znacznie dłużej w pamięci czytelnika niż opowieści o odchodzeniu.

Życie po…

Bywa różnie, niektórym się udało, inni się pogubili (przypadek „eksa” homoseksualisty i alkoholika). Mnie interesują dwie rzeczy: miłość oraz Bóg.

Porusza mnie sposób, w jaki „byli” mówią o swoich żonach. Gdy Dzedzej pyta: „Zostawiłeś kapłaństwo dla kobiety?”, zapytany odpowiada: „Nie dla kobiety, ale dla wielkiej miłości”. Ze słów tych, którzy założyli rodzinę (a tych jest większość), przebija wdzięczność dla wybranek. To one poniosły większy ciężar. Zainwestowały znacznie więcej, wystarczy wsłuchać się w to, co brzmi między słowami. Małżeństwo, tak różne od kapłaństwa, dla nich samych stanowiło nie lada wyzwanie. Jeden z nich stwierdza wprost, że w małżeństwie jest po prostu trudniej. „Kiedyś, gdy pokłóciłem się z proboszczem lub kolegami, mogłem poprosić biskupa o zmianę parafii i problem z głowy. Teraz, gdy pokłócę się z żoną, muszę do niej wrócić i się pogodzić. Razem jesteśmy już dwanaście lat – to kawał czasu i trudnej szkoły miłości oraz własnego rozwoju pod tym względem. Coraz bardziej zależy mi na szczęściu żony i dzieci, coraz lepiej widzę, że moje szczęście ma swoje źródło w ich radości”.

Zdumiewa, że niemal żaden z nich nie odszedł od Boga. Wszyscy starają się żyć zgodnie z nauką Kościoła. Dramatyczne wydarzenia umocniły ich wiarę, choć nieraz sami przyznają, że to, co się wydarzyło, stanowi dla nich zagadkę życia. Każdy wypowiada się na temat celibatu, ale nie będę pozbawiał czytelnika radości z lektury.

Jak czytać tę książkę? Szukający plotek zostaną usatysfakcjonowani, ale nie po to powstała. Nie spotkamy też prób usprawiedliwiania. Raczej jest próba zrozumienia, pokazanie, że „byli” nie są już poza Kościołem, ale dalej pozostają w jego sercu. I to stanowi wielką zasługę tej niewielkiej książki.

Miejsce w Kościele
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz.  Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....