Łagodny spowiednik
fot. keila hotzel / UNSPLASH.COM

Łagodny spowiednik

– Jestem przeciwnikiem etyki rezultatów – mówi, kiedy pytam, czy miał nadzieję, że jego książka odmieni świat. – Warto coś robić z samej potrzeby. Albo dlatego, że inaczej czulibyśmy się ze sobą okropnie.

Patrzę, jak podkręca wąsy – bujne, sterczące w górę jak u maharadży – i myślę, że sama coraz częściej włączam podobną obronę przed bezsilnością. Zawsze wtedy, kiedy rzeczywistość – jej prozaiczna natura, niezmienny bieg rzeczy, uporczywość zła, wszędobylskość bezsensu – robi się nie do zniesienia.

Martín mógłby być moim tatą. Widział kawał świata. Pracował dla gazet, organizacji międzynarodowych, był na wojnach, w strefach katastrof, w dzielnicach biedy. Rozmawiał, pisał, raportował przez lata. Mówi, że dopiero po jakimś czasie dostrzegł ten wspólny wątek. Motyw zawsze obecny w tle opowieści o innych, bardziej spektakularnych formach nieszczęścia. Głód. Wszystkim ludziom, z którymi rozmawiał, nie starczało jedzenia. Ale jak opowiedzieć coś, czego nie ma – brak. Jak napisać książkę o złu tak zbanalizowanym, że uznawanym za nieusuwalne. O cierpieniu, które nigdy nie dotyczy nas, zawsze tamtych, innych. Był przed sześćdziesiątką,

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się