Ekranofilia
fot. ryan arnst / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Drugi List do Koryntian

0 votes
Wyczyść

Jak wiedzą zapewne wszyscy rodzice, oderwanie dziecka od telewizora nie jest łatwym zadaniem. Niezależnie od tego, czy dziecko ma cztery lata, osiem czy piętnaście. Było tak zawsze i tak zapewne będzie jeszcze przez długi czas.

O ile jednak jeszcze niedawno rodzice musieli odkleić swoje pociechy od jednego ekranu (a i tak przychodziło im to z ogromnym trudem), dzisiaj są zmuszeni do walki z wielogłowym smokiem. To już nie jest jeden Bolek i Lolek nadawany o dziewiętnastej, to setki kanałów z kreskówkami dla najmłodszych i amerykańskimi serialami o życiu gimnazjalistów dla nieco starszych dzieci, to Facebook, kwejk i demotywatory, to smartfony w niemal każdym tornistrze.

W internecie (notabene) można znaleźć słynne zdjęcie uczniów idących chodnikiem ze wzrokiem wlepionym w ekraniki swoich telefonów. „Czy ktoś jeszcze obawia się inwazji zombie, skoro sami nimi jesteśmy” – brzmi kąśliwy podpis. Na YouTube furorę robi film I forgot my phone („Zapomniałam mojego telefonu”), w którym główna bohaterka spędza cały dzień bez tytułowego urządzenia. Spotyka się ze swoimi koleżankami, pije z kimś kawę, idzie na koncert, a wieczorem na imprezę urodzinową przyjaciela. Wszędzie pojawia się bez telefonu. Jej życie towarzyskie okazuje się płytkie i smutne. Próby nawiązania rozmowy z kimkolwiek kończą się porażką, wszyscy wokół albo piszą SMS-y, albo czatują na Facebooku, albo tweetują, albo robią zdjęcia i nagrywają filmy. Widzą świat wyłącznie poprzez swoje smartfony. Obserwujemy, jak dziewczyna czuje się coraz bardziej osamotniona. Wybiera się na kręgielnię, cieszy się z udanego rzutu, ale nikt poza nią go nie widział. Jej towarzysze byli w tym czasie pogrążeni w swoim cyberświecie…

Jeszcze jedna opowieść: kilka rodzin, zaangażowanych w neokatechumenat i wychowujących swoje dzieci bez telewizora, wybrało się na wspólne wakacje. Pewnego dnia przyjechali do nich rodzice jednej z par. Dziadkowie mieli ze sobą prezent dla wnuków: mały telewizor. Rzecz jasna, maluchy nie mogły się oprzeć pokusie i co wieczór siadały przed ekranem ku wyraźnej irytacji mam i tatusiów. Nie chodziło wyłącznie o pokoleniowy konflikt. Okazało się, że po paru dniach wszystkie dzieci, dotąd grzeczne, spokojne i radosne, zaczęły się dziwnie zachowywać. Były rozdrażnione, nadmiernie pobudzone, marudziły za każdym razem, gdy rodzice o coś je prosili. Nieważne, co oglądały – kilkanaście godzin spędzonych przed telewizorem zmieniło je nie do poznania.

Jakiś czas temu amerykańska policja, chcąc przestrzec młodych ludzi przed zażywaniem narkotyków, opublikowała zdjęcia uzależnionych, zazwyczaj młodych ludzi – sprzed dziesięciu, piętnastu lat oraz aktualne. Na tych pierwszych wyglądają jeszcze przyzwoicie, na tych drugich już nie. Wyniszczone twarze, poorana skóra, przekrwione oczy, włosy w nieładzie. Słowem: ludzkie wraki. Czyż nie można by stworzyć podobnej galeryjki z fotografii dzisiejszych nastolatków, spędzających po osiem godzin dziennie przed ekranem telewizora, komputera i smartfona? Ich twarze zapewne zbytnio się nie zmienią, może nieco przytyją, za to ich mózgi prawdopodobnie będą przypominały porowatą gąbkę. Na zdjęciu tego nie zobaczymy, efekt będzie mniej spektakularny niż w przypadku kokainy czy LSD, lecz społeczne konsekwencje zgubnego działania ekranów są już dziś przerażające.

Trudno jest oczywiście rzucić kamieniem komuś, kto sam spędza zbyt dużo czasu wpatrzony w świecący prostokąt (nawet jeśli usprawiedliwieniem miałaby być praca zawodowa). Całkowite odcięcie dzieci od ekranów także nie byłoby rozsądnym rozwiązaniem. Ale rodzice muszą sobie przynajmniej zdać sprawę z tego, że uzależnione od komputerów i smartfonów dzieci stają się umysłowo uboższe, a ich rozwój społeczny bywa mocno zaburzony. Weźmy pierwszy przykład z brzegu: już niedługo „wybitni specjaliści od edukacji” zapewne dojdą do wniosku, że uczenie dzieci pisania nie ma sensu. Coraz mniej wypracowań pisanych jest odręcznie, studenci robią notatki na tabletach, listów nie pisze już nikt. Sztuka kaligrafowania staje się zbędna. Problem w tym, że nic tak nie rozwija mózgu kilkulatka, jak właśnie nauka pisania – o czym doskonale wie każdy neurolog. Kolejny przykład: niegdyś ludzie ze sobą rozmawiali, przy stole, przy kominku, na spacerze, przez telefon. Dzisiaj młodzież porozumiewa się najczęściej za pośrednictwem „postów”, komplementem jest „lajk”, a jeśli chce się komuś dopiec, wystarczy wyrzucić tego kogoś z grona „friendsów”.

Czy za kilkanaście lat obecni nastolatkowie będą w stanie przeprowadzić normalną rozmowę w realu, na jakiś niebanalny temat, używając normalnego języka? Kiedy rozmawiam z moimi dziećmi (które, niestety, również cierpią na ekranofilię), zauważam, że w ogóle nie gestykulują. Bo kiedy „rozmawiają” ze swoimi „friendsami”, nie potrzebują gestów. Wystarczają im emotikony.

Oto nowy gatunek człowieka. Nowy gatunek bardzo sprawnie pisze na klawiaturze i nie gestykuluje. Czy jest jednak lepszy od poprzedniego?

Ekranofilia
Marek Magierowski

urodzony 12 lutego 1971 r. w Bystrzycy Kłodzkiej – iberysta, absolwent hispanistyki na UAM, dziennikarz prasowy, polityk i dyplomata, ambasador RP w Izraelu (25.06.2018 - 07.11.2021), ambasador RP w Stanach Zjednoczonych (od 23.11.2021r.)....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze