Triduum Paschalne. Przewodnik
Postępujące z wiekiem zanik pamięci, roztargnienie i chwile zadumania na środku jezdni mają swoje, jak zwykł mawiać jeden znajomy (sam podatny na imponujące chwile roztargnienia, zwłaszcza gdy akurat prowadził samochód: chętnie wtedy rozmawiał ze swoimi pasażerami, odwracając się do nich i gestykulując energicznie), ujemne wady i dodatnie zalety. Zadumanie na środku jezdni zapewne też ma jakieś zalety, choć akurat w tej chwili nie pamiętam jakie.
Coraz łatwiej, na przykład, całymi tygodniami zapominać o tym, że ma się do napisania felieton. Ma też swoje niewątpliwe zalety, jeśli się lubi kryminały, prawie natychmiastowe zapominanie, kto, kogo i dlaczego w nich zabił, dzięki czemu można te same czytać w kółko, oszczędzając pieniądze i miejsce na półkach. Oczywiście można też w kółko czytać rozmaite inne rzeczy; gorzej jeśli chciałoby się je zapamiętać dłużej niż przez pięć minut. Podniecenie towarzyszące żałosnej iluzji czytania ich po raz pierwszy walczy wtedy z niepokojącym poczuciem déjà vu i podejrzeniem, że za chwilę znów się wszystko zapomni. Podobnie, rozczarowanie wywołane odkryciem, że sklep, do którego człowiek się wybiera – pełen nadziei, że tam właśnie, i tylko tam, znajdzie wreszcie tę brakującą śrubkę – nie istnieje już od dobrych 30 lat, przeobraża się w przerażenie wobec realizacji, że rytuał ten, wraz z towarzyszącą mu huśtawką emocji, godną greckiej tragedii – nadzieja, rozczarowanie, przygnębienie, przerażenie i w końcu rozpacz – odbywa się już, w dokładnie ten sam sposób, po raz piętnasty. Jak mówię, są ujemne wady i dodatnie zalety.
Ale też życie bywa zaskakująco urozmaicone. Nieubłaganie postępująca bezsilność wobec siły wyobraźni niekorzystnie wpływa na umiejętność czytania, dzięki czemu odkrywa się nowe światy – piękne i nieoczekiwane. Słowo „zaskakujący” przypomina mi jeden taki przykład. Jadąc na lotnisko, zauważyłam reklamę samochodu o następującej treści: „Zaskakuje wielkością, zachwyca wyglądem”. Czytać umiem już od jakiegoś czasu; podobno już w wieku dwudziestu lat umiałam rozróżniać litery. A mimo to drugą część tego zdania przeczytałam jako „zachwyca wielbłądem”.
Oddałam się miłym marzeniom, zastanawiając się, czy ów wielbłąd ma dwa garby, czy jeden, czy zmieściłby się w domu (schody nie są dla wielbłąda problemem), czym go będę karmiła i gdzie najwygodniej mógłby sobie spać – pod kołdrą czy bez niej. Już prawie postanowiłam kupić ten samochód, gdy uświadomiłam sobie, że chyba jednak coś jest nie tak i że wielbłąda nie będzie. I znów gorzkie rozczarowanie, okrutnie zdruzgotane nadzieje, przerażenie i rozpacz. Przelotna chwila szczęścia wobec perspektywy wielbłąda, po czym człowiek, pozbawiony wielbłąda, na nowo pogrąża się w rozpaczy.
Swoją drogą, wolałabym, żeby mój samochód mnie nie zaskakiwał. No, ewentualnie może zaskakiwać wielbłądem. Ale wolałabym, żeby nie zaskakiwał, na przykład, wadliwą skrzynią biegów. Ani brakiem hamulców. Ani nawet wielkością. Wyobrażam sobie dumnego nowego posiadacza tego samochodu, drapiącego się posępnie w głowę i szepczącego do siebie w konsternacji: „Jestem zaskoczony! Nie mieści się na tym parkingu!”. Poza tym jeśli wbrew oczekiwaniom się okazuje, że w samochodzie zmieści się pięcioro dzieci, dwoje dorosłych, dwa psy, narty i babcia (jeśli ją dobrze upchać), co wtedy? Nie ma już pretekstu, żeby dzieci sąsiadów i znajomych nie zabierać do szkoły ani babci na narty.
Pogodziwszy się wreszcie ze smutną nikłością szans na wielbłąda, przynajmniej w najbliższej przyszłości, i odparłszy denerwujące myśli o tym, w jaki sposób samochód mógłby zaskakiwać, podjęłam próbę bardziej praktycznego myślenia. Zaczęłam się mianowicie zastanawiać, jak przekonać producentów samochodu, że ich reklama jest głęboko chybiona i że powinni wynająć mnie – za bardzo duże pieniądze – żebym wymyśliła lepszą. Mam przecież masę świetnych pomysłów. („Szybszy od wielbłąda”? „Całkiem przewidywalny”? „Zupełnie niezaskakujący pod żadnym względem”? „Wcale nie większy, niż się wydaje”?). Dlaczego nikt do mnie w tej sprawie nie dzwoni?
Oceń