Czy Zachód i islam mogą żyć razem?

Czy Zachód i islam mogą żyć razem?

Fundamentalizm islamski nie jest wynikiem odosobnienia, społecznej izolacji lub globalizacji. Jest kulturową i religijną odpowiedzią na świecki materializm.

Po świecie snuje się widmo. Nie jest nim już obecnie komunizm, lecz powszechne odrodzenie religii z jej wpływem na politykę światową. Wydaje się, że niewiele osób chce uznać, iż dokonuje się zasadnicza przemiana kulturowa. Co dziwne, najmniej co do tego jest przekonanych wielu chrześcijan, skoro najczęściej podawana przyczyna ataku na World Trade Center ma charakter świecki i materialistyczny.

Wielu chrześcijan w Wielkiej Brytanii wyraża się, podobnie jak Tony Blair, że należy być „nieustępliwym w stosunku do terrorystów i zdecydowanym wobec przyczyn terroryzmu”. Wydaje się, że prezentując podobne opinie, mają oni na myśli radzenie sobie z gospodarczymi, społecznymi i politycznymi nierównościami, które przyczyniają się do powstawania religijnego ekstremizmu i islamskiego fundamentalizmu. Jednak to nie negatywne skutki globalizacji czy niepowodzenia amerykańskiej polityki zagranicznej były przyczyną zniszczenia World Trade Center i Pentagonu w wyniku ataków terrorystycznych, które w przeciągu zaledwie jednej godziny kosztowały życie blisko siedmiu tysięcy osób (około 10% całkowitej liczby ofiar po stronie amerykańskiej w wojnie w Wietnamie).

Można było oczekiwać, że do zrozumienia polityki światowej chrześcijanie spróbują zastosować teologiczne przesłanki i idee. Jednak tak się nie stało. W celu wyjaśnienia wspomnianych ataków terrorystycznych przyjęto najpierw materialistyczne założenia teorii społecznej, a dopiero później zasady etyki chrześcijańskiej. Kazanie na Górze lub inne fragmenty biblijne dołączono na samym końcu do świeckiej analizy spraw światowych.

Do badań stosunków międzynarodowych należałoby bardziej zdecydowanie stosować kryteria teologiczne. Powinno się lepiej zrozumieć, jak w polityce międzynarodowej poprawnie patrzeć na kulturę i religię oraz jak powiązać etykę chrześcijańską z teoriami naukowymi, stosowanymi do interpretacji stosunków międzynarodowych.

Analiza ekonomiczna, którą wielu chrześcijan zastosowało do wyjaśnienia ataków terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton, nie pasuje ani do sylwetek porywaczy samolotów, ani do sylwetki samego Osamy bin Ladena. Porywacze nie byli osamotnionymi lub zepchniętymi na margines ofiarami globalizacji, lecz muzułmanami, którzy korzystali z jej owoców podczas swego pobytu na Zachodzie. Wspólną cechą ich samych oraz przywódców i członków wielu ruchów islamskich, na przykład Saida Qutba, radykalnego islamisty w czasach reżimu Nassera w Egipcie, lub Hassana al–Turabiego w Sudanie, jest odrzucenie zachodniej nowoczesności, z którą wielu z nich zetknęło się podczas kształcenia się na Zachodzie.

Fundamentalizm islamski nie jest wynikiem odosobnienia, społecznej izolacji lub globalizacji. Jest kulturową i religijną odpowiedzią na świecki materializm. Od czasów okupacji kolonialnej kraje rozwijające się stanęły przed dylematem, czy próbować dorównać państwom zachodnim, aby osiągnąć jednakowe znaczenie, odrzucając przy tym swoją kulturową tożsamość, czy też zachować własne tradycje kulturowe i religijne, pozostając ekonomicznie słabymi.

W pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości próbowano rozwiązać ten dylemat na korzyść rozwoju ekonomicznego, usiłując dorównać Zachodowi. Pierwsze pokolenie elit Trzeciego Świata, które doszło do władzy pod koniec lat 40., np. w Indiach pod rządami Nehru, Egipcie pod rządami Nassera, Indonezji pod rządami Sukarno (oraz, cofając się do lat 20., Turcji pod rządami Atatürka), opowiedziało się za przejętym z Zachodu „mitem nowoczesności”. Powielanie tego mitu w większości krajów rozwijających się, a szczególnie na Bliskim Wschodzie, nie doprowadziło jednak do aktywnego uczestnictwa w polityce międzynarodowej ani osiągnięcia podstawowego poziomu dobrobytu gospodarczego. Spowodowało natomiast odrodzenie się religii i nacjonalizmu oraz rozprzestrzenienia się religijnych i etniczno–narodowościowych konfliktów.

W przypadku zniszczenia World Trade Center chodziło o zderzenie się idei oraz o walkę o kulturową tożsamość w świecie islamu. Większa pomoc zagraniczna oraz szybszy rozwój gospodarczy, jakkolwiek ważne, nie zlikwidują korzeni terroryzmu o podłożu religijnym oraz niekoniecznie przyczynią się do zapewnienia trwalszego pokoju na świecie. Rozwój gospodarczy nie rozwiąże podstawowych różnic religijnych, kulturowych bądź politycznych między państwami lub cywilizacjami. W rzeczywistości może je nawet pogłębić w momencie, gdy słabe państwa lub grupy obywateli nie uzyskają większego wpływu na światową politykę.

Podstawowym problemem w relacjach między Zachodem i światem islamu jest zmiana w światowym układzie sił, która trwa, począwszy od XVI wieku. Jej źródłem jest kulturowy i polityczny konflikt, niemożliwy do usunięcia na drodze szybszego rozwoju gospodarczego, ponieważ jego istotą jest rozwój Zachodu przy równoczesnym stopniowym upadku islamu. Mieszkańcom Zachodu zwykle wydaje się, że jeśli nastąpi rozwój gospodarczy, wówczas ludzie żyjący w krajach islamskich staną się „tacy sami jak oni”. Tym samym znikną zagrożenia dla światowego bezpieczeństwa. Wezwanie do rozprawienia się z domniemanymi „źródłowymi przyczynami” terroryzmu i islamskiego fundamentalizmu należy więc w pewnym stopniu uznać za to, czym jest w rzeczywistości: za nową formę liberalnego imperializmu.

Większa zagraniczna pomoc i rzekomo bardziej sprawiedliwa gospodarka światowa nie zmieni niechęci wielu zwykłych muzułmanów wobec amerykańskiej polityki zagranicznej. Powodem wypowiedzenia wojny Stanom Zjednoczonym przez bin Ladena i tego, że uciekł się do najokrutniejszego, niespotykanego dotąd we współczesnym świecie terroryzmu, nie jest jego troska o Palestyńczyków, Czeczenów czy separatystów kaszmirskich walczących z Rosją czy z Indiami. Bin Laden prowadzi wojnę ze Stanami Zjednoczonymi, ponieważ wspierają one umiarkowane rządy arabskie na Bliskim Wschodzie, głównie w Arabii Saudyjskiej, lecz także w Egipcie, Jordanii czy Maroku. Amerykańskie stanowisko nie podoba się grupom islamistów, które chcą narzucić czystszą, bardziej wymagającą formę islamu stanowiącą element światowej przemiany kulturowej. Fakt, że Arabia Saudyjska cofnęła Stanom Zjednoczonym pozwolenie na prowadzenie ataku przeciw Afganistanowi ze swego terytorium, może wskazywać na rosnący rozdźwięk między umiarkowanymi elitami, które rządzą państwami w Zatoce Perskiej, a większą islamską wrażliwością żyjących tam zwykłych ludzi.

Jak należy rozumieć wpływ idei, szczególnie religijnych, na nauki społeczne oraz relacje między religią i kulturą w polityce międzynarodowej? Jest to podstawowe zagadnienie teoretyczne. Czy religię należy interpretować głównie jako zbiór idei i doktryn, co miałoby oznaczać, że islamski fundamentalizm trzeba uznać za rodzaj prawicowej ideologii?

Jeśli zastosujemy ten rodzaj rozumowania, łatwo zorientujemy się, dlaczego religia bywa często postrzegana jedynie jako epifenomen, wtórny symptom rzekomo ważniejszych gospodarczych, społecznych lub technologicznych procesów zachodzących w społeczeństwie. Jeśli religia — na podstawie teorii społecznej — będzie rozumiana jako zbiór prywatnie wyznawanych poglądów i przekonań, zastosowanych do całych społeczeństw, które albo jeszcze nie przeprowadziły tego rodzaju społecznych przemian, albo mają trudności z ich przeprowadzeniem, albo bardzo starają się ich nie przeprowadzać, przemian stanowiących zarzewie konfliktu między cywilizacjami, wówczas wpływ religii i kultury na politykę międzynarodową będzie zniekształcony.

Poważne podejście do religii i kultury oznacza uznanie, że kosmopolityczne wartości zachodniego liberalizmu, zakorzenione w europejskim oświeceniu, mogą już nie być odpowiednią podstawą dla autentycznie wielokulturowego społeczeństwa międzynarodowego, rodzącego się po raz pierwszy w historii. Czy Zachód i islam mogą żyć razem, a jeśli tak, to w jaki sposób? Nie stanie się to możliwe, jeśli Zachód będzie oczekiwał od muzułmanów zmiany swych przekonań, praktyk i tradycji, konstytutywnych dla społeczności islamskich, na przekonania, praktyki i tradycje charakterystyczne dla zachodniego liberalizmu. Wydaje się, że tego właśnie oczekuje wielu ludzi na Zachodzie.

Innym sposobem zrobienia kroku do przodu jest uznanie, że mogą istnieć religijne środki do budowania porządku międzynarodowego. Stanowisko, które można nazwać „kosmopolityzmem zakorzenionym”, uznaje fakt, że większa część ludzkości nie czuje się podmiotem etyki światowej mającym swe międzynarodowe prawa i obowiązki. Zaprzeczanie temu jest mitem zachodniego liberalizmu. Doświadczenie życia moralnego tych osób jest zakorzenione w wartościach, zwyczajach społecznych i tradycjach ich wspólnot, opartych na najważniejszych religiach światowych, niezależnie od tego, jak niedoskonale osoby te nimi żyją. To właśnie w tym miejscu może zacząć się autentyczny dialog pomiędzy cywilizacjami.

przeł. Krzysztof Warchoł

Artykuł Can the West and Islam live together? opublikowano w brytyjskim tygodniku katolickim „The Tablet” 6 października 2001 roku.

Czy Zachód i islam mogą żyć razem?
Scott M. Thomas

amerykański wykładowca stosunków międzynarodowych i polityki krajów rozwijających się, wykładał na uniwersytetach w Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii i RPA, zanim przyjechał do Bath w 1994 roku, gdzie jest stałym członkiem kadry nauczycielskiej....