Nowa Golgota Sołowiecka?

Nowa Golgota Sołowiecka?

Zjawili się w Warszawie we dwójkę. Trzydziestoparoletni mężczyzna i starsza kobieta. Mówili po rosyjsku. Przedstawili się jako ksiądz i zakonnica. Powiedzieli, że należę do środowiska katolików, z którym jako prawosławni chcieliby prowadzić ekumeniczny dialog. Natknęli się gdzieś na moją wypowiedź, że wielka ofiara chrześcijan zabitych za swoją wiarę w XX wieku nie może nie przynieść duchowych owoców. Oni sami mieli podobne intuicje. W trakcie rozmowy okazało się, że mieliśmy takie samo zdanie na temat aborcji, eutanazji czy homoseksualizmu.

Skarżyli się na wrogi stosunek Patriarchatu Moskiewskiego do Stolicy Apostolskiej. Nie zgadzali się z tym i uważali, że przyszłością chrześcijaństwa jest pojednanie między prawosławnymi i katolikami. Ich duchowym przywódcą jest władyka Joann (Bieriesławski), o którym usłyszałem wówczas po raz pierwszy. Pokazali mi kilka fotografii, na których dostojnik ów modli się lub spotyka wspólnie z katolickimi księżmi we Włoszech, USA czy Chorwacji. Na zakończenie obiecali, że kiedy przyjadą następnym razem do Polski, będą mieli gotowe propozycje współpracy.

Po kilku miesiącach zjawili się z ofertą wydawniczą, by wydać u nas książkę władyki Joanna. Powiedzieli, że mają już gotowe nie tylko tłumaczenie na język polski, lecz również dysponują gotówką, aby pokryć koszty druku. Mieli też dla mnie niezwykłą wiadomość: Joann, będący mistykiem, miał wizję, w której zobaczył, że jestem człowiekiem wybranym przez Boga, by zapoczątkować wspólnie z Nim wielką misję w Polsce. W związku z tym władyka zaprasza mnie do siebie do Rosji.

Kiedy usłyszałem taką nowinę, natychmiast w mojej głowie zapaliło się światełko alarmowe. Zaniepokojony, postanowiłem zbadać bliżej, kim jest ów tajemniczy Joann i jakiego rodzaju wizje miewa. Jego uczniowie ofiarowali mi kasetę z nagraniami katechez swego mistrza.

„Nie jesteśmy kapłanami Chrystusa. Nie jesteśmy kapłanami Adonaja. Jesteśmy kapłanami El Eliona”, krzyczał głos z kasety. Joann przekonywał, że Bóg objawił mu swoje prawdziwe imię: El Elion, co znaczy „ten, który przewyższa samego siebie”. Od razu pomyślałem sobie, że Kościół dawno już rozpoznał tego, który nie jest pogodzony ze swoim statusem i postanowił przekroczyć przyrodzony stan, by zająć miejsce Boga.

„Uznaję Lourdes i Fatimę, ale w innym znaczeniu niż Kościół katolicki”, perorował dalej „ekumeniczny” władyka, dla którego Kościół katolicki okazał się „faryzejską, smoczą pieczęcią”. Sens Fatimy sprowadzał się, według niego, do zdemaskowania antychrysta w Watykanie. Najwyżej stawiał on jednak (uznane przez Stolicę Apostolską za fałszywe) objawienie z Garabandal: „jesteśmy jednego z nim ducha”.

„Nie jesteśmy z Watykanu. Nie jesteśmy z Bizancjum. Jesteśmy z Sołówek”, powtarzał Joann. O tym, co miał na myśli, dowiedziałem się, kiedy otrzymałem pocztą elektroniczną plik z maszynopisem jego książki. Mogłem w niej przeczytać, że niedoskonała ofiara Chrystusa na Golgocie została zastąpiona przez doskonałą ofiarę niezliczonych męczenników uśmierconych przez komunizm na Wyspach Sołowieckich. Za swe męki mieli oni otrzymać władzę nad sferą ciemności i moc uwalniania z piekła.

W nauczaniu Joanna pojawia się też odwołanie do rosyjskiego mesjanizmu. Otóż „Chrystusem Golgoty Sołowieckiej” ma być patriarcha Serafin. Jego historia jest jakby żywcem wzięta z powieści Aleksandra Dumasa. Kiedy w 1918 roku rozstrzelany zostaje ostatni car Mikołaj II i jego rodzina, z egzekucji uchodzi żywo carewicz Michaił. Zaszywa się w monastyrze i rozpoczyna życie zakonne, przyjmując imię Serafina. Z czasem trafia do łagru na Wyspach Sołowieckich, gdzie więziony jest patriarcha moskiewski Tichon. Ten ostatni, przeczuwając rychłą śmierć, namaszcza na swego sukcesora Serafina. W ten sposób dochodzi do zjednoczenia dwóch głównych linii rozwojowych rosyjskiej historii – świeckiej i duchownej: następca tronu carskiego zostaje następcą tronu patriarszego. O tym wszystkim i o „nowej Golgocie” miał się dowiedzieć władyka Joann, kiedy objawił mu się Serafin Sołowiecki.

Gdy to przeczytałem, postanowiłem zasięgnąć informacji z najlepszego źródła, czyli z Centrum św. Ireneusza z Lyonu. Jest to najbardziej kompetentna prawosławna instytucja zajmująca się w Rosji gromadzeniem wiadomości na temat sekt. Okazało się, że patriarcha Joann to w rzeczywistości niejaki Beniamin Jankielman, założyciel nowego kultu znanego pod kilkoma różnymi nazwami, m.in. jako Cerkiew Trzeciego Testamentu, Cerkiew Niepokalanej Dziewicy czy Prawosławna Cerkiew Matki Bożej Panująca. Sekta ta określona została jako toksyczna i wyraźnie antychrześcijańska, jej adepci zaś – według danych Centrum – poddawani są praniu mózgu.

Najbardziej przeraziło mnie jednak co innego. Na taśmie z katechezą Joanna jest w pewnym momencie nagrany śpiew w językach, czyli glossolalia Jankielmana. Aż ciarki mi przeszły po plecach, gdy usłyszałem te pieśni w niezrozumiałej mowie. Jedno jest pewne: ani trochę nie przypominają one modlitw charyzmatyków z Odnowy w Duchu Świętym.

Św. Jan Ewangelista wzywał chrześcijan do rozeznawania duchów, gdyż „nie wszyscy jednego są ducha”. El Elion będzie musiał sobie poszukać w Polsce innego wybrańca do misji.

Nowa Golgota Sołowiecka?
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów.W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...