fot. fot. noah-buscher/unsplash

Piotr Świątkowski: Ja się z żoną nie kłócę. Ja z żoną milczę.

prof. Bogdan de Barbaro: Gdybyśmy byli w gabinecie psychoterapeutycznym, zapytałbym, na jaki temat pan milczy i ile milczenie pana i pana żonę kosztuje. Za milczenie płaci się smutkiem i dolegliwościami psychosomatycznymi. Tłumiona złość odbija się na organizmie i przeżyciach. Sama idea niekłócenia się jest zacna, jeśli wynika z idealnej harmonii, w którą – nawiasem mówiąc – trudno jest uwierzyć. Idealna harmonia jest podejrzana, bo przecież różnimy się między sobą. Mamy różne potrzeby, słabości i zasoby. Inaczej reagujemy na niebezpieczeństwo. Inaczej wyrażamy radość. Mamy różne pomysły pedagogiczne dotyczące naszych dzieci. Moglibyśmy godzinami mnożyć różnice. Pytanie, co zrobić z różnicą. Czy ją zwalczamy w partnerze, czy ją szanujemy?

Ja się z żoną nie kłócę. Ja na żonę warczę.

Czyli zaprasza pan do kłótni. Jeśli odburknę partnerowi, wyładuję się i idę dalej, to niech sobie to warknięcie będzie, bo jest szansa, że rozpuści złość. Ale jeżeli warczenie poniża albo jest unieważniające, to jest gorsze od kłótni.

O co się kłócą pana klienci?

Treść kłótni właściwie nie ma znaczenia. Co za różnica, czy żona ma do męża pretensję, że nie odnosi talerza do kuchni, a on do żony, że znowu wyczyściła kartę kredytową. Kłótnia odbywa się według klucza – może ja nie jestem w porządku, ale ty jeszcze bardziej jesteś nie w porządku. Jeśli ktoś czuje się nie w porządku, to może szukać ulgi w unieważnianiu drugiej osoby.

Wiem, że ciebie boli głowa, ale mnie boli bardziej. Ja z gorączką pracuję, nie leżę. Mógłbyś chociaż potrzymać garnek.

Licytujemy się, komu gorzej. Ale gdyby to było tylko tyle, to pół biedy. Pod licytacją znajdziemy pytanie: Dlaczego mnie nie wspierasz, skoro jest mi źle? Niedostatecznie mi współczujesz. Nie opiekujesz się mną, a ja doznaję krzywdy. Nie wyrażamy wprost wołania naszego wewnętrznego dziecka, więc wymuszamy troskę licytacją na nieszczęścia. Pamiętajmy, że każdy z nas przynosi do związku swoją historię. Ona też ma wielkie znaczenie.

Nie każda szkoła terapeutyczna lubi sięgać do dzieciństwa.

W gabinecie terapeutycznym spotykają się trzy perspektywy. Pierwsza to nasza przeszłość, druga – to wydarzenia bieżące i trzecia – to, co się dzieje między pacjentem a terapeutą. Te trzy obszary przeplatają się z sobą i się w sobie przeglądają. Są szkoły terapeutyczne, które zatrzymują się na tym, co dziś i jutro. Uważam, że abstrahowanie od przeszłości byłoby odwracaniem się od źródeł problemów i objawów. Przecież istnieje związek między wczoraj a dziś. Wgląd w to, co niegdyś, wydaje mi się nieodzowny.

Rodzice nie poświęcali czasu, nie opiekowali się, więc dorosły nie opiekuje się ani sobą, ani partnerem?

Może nam się wydawać, że nasz świat z czasów, gdy mi

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się