fot. fot. jeremy-wong-weddings/unsplash

I ślubuję ci… A jednak nie

 

To widać w języku. W tym, jak na co dzień rozmawiamy. Jak nazywamy niektóre rzeczy, sprawy, zjawiska. Kto dziś jeszcze żyje na kocią łapę? Nikt. Co najwyżej będzie w związku nieformalnym. Konkubinat? Niegdyś miał zdecydowanie pejoratywne znaczenie. Dziś albo już takiego nie ma (najczęściej w dużych miastach), albo jako słowo w ogóle wypadł z użycia. A wraz z nim konkubina i konkubent. Bo jak to? Wolne żarty! W nieformalnych związkach jesteśmy partnerami.

Język także się rozszerza. Jeszcze kilkanaście lat temu psychologowie prowadzili terapie małżeńskie, dziś chodzi się na terapię dla par. Wszak sporo par, nawet niezwiązanych węzłem małżeńskim, chce wciąż walczyć o swoje relacje i związki. Zmiany idą tak głęboko, że gdy wstukamy w wyszukiwarkę Google „patchwor…”, to zobaczymy, że jako pierwsza podpowiedź wyskakuje rodzina właśnie, a nie narzuta. Choć to narzuta szyta z małych kawałków różnych tkanin, tak by uzyskać nowy wzór, jest pierwotna dla słowa „patchwork”.

W takich patchworkowych rodzinach, w nieformalnych związkach żyją dziś miliony ludzi na świecie. Tylko co się takiego stało, że nie chcemy już sobie ślubować miłości i wierności do grobowej deski?

Opowieści niemałżeńskie

– Przez długi czas czułam, że tego nie potrzebuję – mówi Justyna, nauczycielka z Warszawy. Jest po trzydziestce. Od studiów miała dwa poważne związki. Jeden trwał sześć lat, drugi cztery. Każdy był jak małżeństwo, ze wspólnym mieszkaniem. Teraz Justyna jest w kolejnym związku, ale już się zaręczyła. Z narzeczonym planują ślub. Prosty, skromny, cywilny. – Nigdy wcześniej aż do teraz nie spotkałam kogoś, z kim chciałabym spędzić całe życie. Małżeństwo jest mi teraz potrzebne, bo czuję się bezpiecznie – opowiada.

Gdy pytam, dlaczego ludzie coraz rzadziej decydują się na małżeństwo, Justyna otwiera cały wór z argumentami. – Kiedyś to była ostoja, ludzie walczyli o swoje małżeństwa, np. w pokoleniu naszych rodziców. Teraz już tak nie jest, mamy w Polsce mnóstwo rozwodów – wzdycha. – Z drugiej strony widzimy małżeństwa osób w wieku naszych rodziców. Często znudzone, z oddzielnymi pokojami, z oddzielnymi w nich telewizorami, słyszałam nawet o oddzielnych lodówkach. To są nieraz zupełnie już obcy sobie ludzie, którzy jedynie dzielą mieszkanie, jak współlokatorzy. A my nie chcemy tkwić do końca życia w takich związkach.

Justyna pochodzi z niedużej miejscowości na zachodzie Polski. – Ludzie tutaj cały czas się żenią. Długo było tak, że nie można było mieszkać razem, gdy nie jest się narzeczonymi. Nagle się okazało, że ten akt narzeczeństwa jest poważnie traktowany przez rodziny. Taka paranoja. Cały czas jest też presja rodziny na zawarcie ślubu. Ja tego na szczęście nie czuję, bo mieszkam 500 kilometrów od domu.

A w Warszawie – podobnie jak w innych dużych miastach Polski, Europy, Stanów Zjednoczonych – bycie w związku nieformalnym nie jest już niczym niestosownym, jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Po co więc małżeństwo? – Ludzie w moim pokoleniu mówią, że częs

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się