fot. fot. okeykat/unsplash

Nieodpuszczalne?

 

Niektórzy nigdy o nich nie słyszeli. Inni słyszeli, ale nie zrozumieli. Jeszcze inni wprawdzie słyszeli, ale nie wzięli ich sobie do serca, a przynajmniej nie odnieśli do siebie. Są wreszcie i tacy, którzy je usłyszeli, i było to dla nich jak rażenie piorunem, jak doświadczenie śmiertelnej grozy i atak paniki. Chodzi o słowa o bluźnierstwie czy też o grzechu przeciwko Duchowi Świętemu – grzechu, który nie będzie odpuszczony ani w tym życiu, ani w przyszłym. O co w tym chodzi?

Bóg złagodniał

Długo, zbyt długo, wieki całe, chrześcijaństwo koncentrowało się na grzechach, sądzie, karze, potępieniu. Topografia, socjologia i technologie piekielne bardziej pociągały ludzką wyobraźnię niż blado wypadające i nudne nieco imaginarium niebiańskie, kategoria Bożego miłosierdzia i pozytywna wartość zbawienia. Było to charakterystyczne dla zwykłej, ludowej pobożności i moralności, ale dominowało też w katechezie i w znacznym stopniu w teologii. Powszechne było (i mimo wszelkich przemian wciąż jeszcze często się zdarza) myślenie kazuistyczne według schematu: Czy to już grzech? Gdzie zaczyna się grzech? Jak daleko mogę się posunąć, żeby jeszcze nie popaść w grzech, a jeśli już, to tylko w lekki?

Poziom koncentracji na grzechu dobrze obrazuje, jak mi się wydaje, podejrzliwość, z jaką początkowo przyjmowano przesłanie św. Faustyny o Bożym miłosierdziu. Czy to możliwe, słuszne i prawdziwe, że Bóg jest aż tak miłosierny? Że jest skory do bezgranicznego przebaczania? Czy wiara w Boże miłosierdzie nie rozluźni przypadkiem chrześcijańskich rygorów moralnych, nie zepsuje ludzkich sumień, nie będzie zachętą do pobłażania złu i grzechowi? Kardynał Walter Kasper w swoim obszernym studium Miłosierdzie. Klucz do chrześcijańskiego życia pisze, że we współczesnej teologii temat miłosierdzia, centralny dla Biblii, był karygodnie zaniedbany, a skutki tego są przerażające, a nawet katastrofalne.

W ostatnich dziesięcioleciach dokonała się jednak głęboka zmiana w nauczaniu katolickim. Ktoś nawet zauważył z odrobiną ironii, że „po ostatnim soborze Pan Bóg wyraźnie złagodniał”. Rzeczywiście, w drugiej połowie XX wieku miłosierdzie Boże zostało „odnalezione” i wydobyte na pierwszy plan nauki chrześcijańskiej. Jan Paweł II, który kanonizował Faustynę Kowalską, wprowadził do liturgii święto Miłosierdzia Bożego i miłosierdziu poświęcił jedną z pierwszych swoich encyklik, Dives in misericordia, ma tu chyba największe zasługi. Ale wcześniej niemało w tej sprawie zdziałał św. Jan XXIII, „Dobry Papież”, a później Bened

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się