Apostolstwo świeckich dominikanów

Apostolstwo świeckich dominikanów

Oferta specjalna -25%
Wyczyść

Jeżeli laikat jest powołany do głoszenia w świecie, to gdzie mają głosić kapłani? Timothy Radcliffe napisał, że nie są oni formacją pierwszoliniową. Pracują na tyłach, przygotowując ludzi świeckich do tego, by byli na linii frontu, w zderzeniu ze światem.

Mówiąc o apostolstwie świeckich dominikanów, należy je odróżnić od apostolstwa świeckich w ogóle. To rozróżnienie dokonuje się na takiej samej zasadzie, na jakiej odróżniamy powołanie dominikanina od powołania do życia zakonnego w ogóle. Każdy zakon ma swój charyzmat. Trzeba zatem zastanowić się nad specyfiką apostolstwa świeckich dominikanów na tle powszechnego powołania do apostolstwa.

Uszy i usta Kościoła

Zacznijmy od apostolstwa Kościoła, misji wynikającej ze słów Pana Jezusa: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Nakaz misyjny dotyczy wszystkich chrześcijan, we wszystkich czasach i formach powołania. Nasze podstawowe zadanie to uświęcanie tego świata, napełnianie go duchem Dobrej Nowiny. „Obowiązek ewangelizacji jest właściwym powołaniem Kościoła” — powiedział Paweł VI. Głoszenie Chrystusa przez Kościół sprawia, że staje się On wspólnotą wiary wyznawanej w świecie, uobecnianej przez sakramenty i przeżywanej w miłości. W takim kontekście zastanówmy się, na czym polega specyfika powołania dominikańskiego, niezależnie od tego, o którą gałąź zakonu chodzi.

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus rozmyślała kiedyś nad tym, w którym miejscu Kościoła, w której części Mistycznego Ciała mogłaby się odnaleźć. Chciała być wszystkim, więc stwierdziła, że jej powołaniem jest być sercem Kościoła. W której części Ciała Chrystusowego należałoby umieścić dominikanów? Sądzę, że najprawdopodobniej w głowie. Z trzech powodów. Po pierwsze, jesteśmy powołani do tego, aby myśleć. Po drugie, bardzo ważne, abyśmy słuchali tego świata — byli uszami Kościoła. Wreszcie po trzecie, byśmy przepowiadali, czyli byli ustami Kościoła.

Zastanawiając się nad powołaniem do głoszenia, nad łaską słowa, myślałem o naszych świętych: Dominiku, Jacku, Marcinie de Porres, Fra Angelico, Katarzynie ze Sieny, Tomaszu z Akwinu, Małgorzacie z Citta di Castello, Zdzisławie z Moraw. Każdy z nich głosił na swój sposób. Św. Jacek był kaznodzieją, misjonarzem, który docierał na krańce chrześcijaństwa. Św. Katarzyna działała we Włoszech, dyktując teksty i dialogi mistyczne, ale również strofowała papieży i władców księstw włoskich. Tomasz studiował, głowił się nad szukaniem prawdy i odpowiedzią na pytanie, kim jest Bóg. Marcin de Porres rozdawał chleb biednym. Św. Zdzisława była żoną, matką, która przez swoje życie mówiła o Chrystusie mężowi i dzieciom. Fra Angelico malował. Różnili się bardzo, jednak łączył ich fakt, że proklamowali Słowo, uobecniali i uwidaczniali Chrystusa. Jest to istota powołania dominikańskiego. O ile każdy ochrzczony został wezwany do tego, by być współuczestnikiem funkcji kapłańskiej, królewskiej i prorockiej Chrystusa, o tyle powołanie dominikańskie najbliższe jest prorockiemu. Co to oznacza? Otóż „udział w prorockim urzędzie Chrystusa uprawnia i zobowiązuje świeckich do tego, by z wiarą przyjęli Ewangelię i głosili ją słowem i czynem, demaskując śmiało i odważnie wszelkie przejawy zła”. Podkreślam: słowem i czynem. Nie jest to proste powołanie, ponieważ świat nie lubi, gdy się mu mówi o Słowie. Wtedy często oskarża, że ktoś jest nachalny, zdewociały, nawiedzony, nie z tego świata. To są utrapienia głosicieli Ewangelii. Jednak skoro Mistrza prześladowali, to i nas będą prześladować i nie umniejsza to wagi wezwania do prorokowania.

Łaska przepowiadania

Mówiąc o głoszeniu Słowa, warto zapytać o specyfikę dominikańskiego przepowiadania.

Pierwszym jego wyznacznikiem jest hasło contemplata allis tradere. Nie można mówić o kimś, kogo się nie zna. Nie sposób głosić Boga, którego się nie spotkało. Św. Dominik podobno twierdził, że zapalać innych może ten, kto sam płonie. Przepowiadanie dominikańskie powinno być zakorzenione w Chrystusie. To jest punkt wyjścia do głoszenia. Częścią powołania dominikańskiego jest codzienna modlitwa, kontemplacja, wsłuchanie się w Boga, by napełnić się Nim samym. W konkrecie może wyglądać to bardzo rozmaicie, zależnie od tego, do której gałęzi zakonu ktoś należy. Niemniej trudno wyobrazić sobie dominikanina, który się nie modli. Szczególną rolę w tejże modlitwie będzie miało czytanie i kontemplowanie słowa Bożego. Gdy spojrzymy na ikonografię św. Dominika, zauważymy, iż wszystkie najsłynniejsze obrazy przedstawiają go z Księgą. Tradycja mówi, że zawsze miał przy sobie Ewangelię i Listy.

Drugim istotnym elementem powołania dominikańskiego jest wsłuchanie się w świat, który nas otacza, bycie uszami w mistycznym Ciele Chrystusa. Św. Dominik dostrzegał potrzebujących chleba mieszkańców Palencji i głodnych prawdy albigensów. Musiał być człowiekiem wrażliwym, ażeby ich zauważyć. Dziś nazywa się to odczytywaniem znaków czasu. Początkiem przepowiadania jest wsłuchanie się w człowieka. Zatem trzeba go poznać, aby nie mówić wszystkiego, co się wie, ale przepowiadać w taki sposób, aby być przez niego zrozumianym. Na co dzień oznacza to nie tylko pokorne słuchanie tego, co ludzie mówią, ale także znajomość realiów społecznych, politycznych, gospodarczych itd. Trudno sobie wyobrazić powołanie dominikańskie, które byłoby oderwane od rzeczywistości tego świata. Jeżeli głosimy Słowo w tym świecie, to musimy go znać i rozumieć.

Dlaczego przepowiadanie św. Dominika wobec albigensów okazało się skuteczne? Odkrył, że chcąc spierać się z nimi, musi sprostać ich argumentom, wymaganiom intelektualnym. Cechą przepowiadania dominikańskiego jest przepowiadanie doktrynalne. Wyraża to słowo veritas. Dominik, który posyłał braci, bardzo dbał o ich wykształcenie. Niezależnie od tego, czy chodzi o zakonników, mniszki czy świeckich dominikanów, częścią powołania jest studiowanie. Oczywiście, nie każdy znajdzie odpowiedź na wszystkie pytania, które się pojawiają, ale ważne, jak na nie zareaguje. Czy wybierze drogę ucieczki, czy raczej wejdzie na tomaszową drogę szukania prawdy, na której uczciwość przekładać się będzie na życzliwe poznanie argumentów przeciwnych Ewangelii. Trzeba powiedzieć sobie videtur quot (wydaje się, że…) i szukać odpowiedzi prawdziwej, płynącej z Ewangelii, z nauczania Chrystusa. Studiowanie obejmuje Magisterium Kościoła, pisma Ojców Kościoła, Tradycję…

Łaska słowa, o której mówi się w powołaniu dominikańskim, oparta jest na dwóch elementach. Z jednej strony jest to dar nadprzyrodzony, z drugiej ciężka praca. Dominik zapewniał braci o modlitwie i posyłał na uniwersytety, kształtował duchowo i formował intelektualnie. O ile sfera nadprzyrodzona to dar, który możemy wymodlić, o tyle ciężka praca nad poznaniem prawdy jest formą ascezy. Nie chodzi o to, by wszyscy byli Tomaszami z Akwinu, bo mało kto otrzymał takie talenty jak on, ale jeżeli mówimy o powołaniu dominikańskim, to istotne jest studiowanie, czytanie, poznawanie prawdy na miarę swoich możliwości czasowych i intelektualnych.

Jeszcze jedna rzecz, którą wskazałbym jako cechę przepowiadania dominikańskiego, to staranie, by głoszenie słowa było posługą miłości. Tym, co grozi sługom Słowa, jest postawa propagandysty albo kogoś, kto chce osiągnąć sukces, zgromadzić wokół siebie wielu ludzi, oglądać owoce swojego przepowiadania. Chodzi o to, żeby głosząc Ewangelię, stawać obok Pana Boga. On powołał dominikanów, by współdziałali z Nim w ogłaszaniu dzieła zbawienia. Pan Bóg chce dotrzeć do ludzi ze swoim orędziem. Dostąpiliśmy zaszczytu włączenia w Jego dzieło. Mamy być wyrazem miłości, którą Bóg kieruje do człowieka. Zwiastowanie Ewangelii jest formą mówienia, że Bóg ludzi kocha, że zbawia ich, że chce dotrzeć do ich serc. Nie wystarczy postanowić, że przepowiadanie dominikańskie będzie wypływać z miłości. Źródłem apostolskiej płodności jest zjednoczenie z Chrystusem, naśladowanie Go i upodobnienie się do Niego. Warto sobie ciągle uświadamiać, że jesteśmy częścią Ciała Chrystusa, Jego przedłużeniem. Nie jesteśmy od tego, by głosić naukę Chrystusa. Jesteśmy powołani do tego, by głosić samego Chrystusa: osobę i dzieło zbawcze. Chrystus jest mistrzem, ale mistrzem może być również Budda czy Konfucjusz. Tylko Chrystus jest Zbawicielem, tylko Chrystus jest Słowem życia, dlatego nasze przepowiadanie ma być zwiastowaniem Boga jako Słowa zbawiającego.

Wezwanie do przepowiadania jest prawdziwym powołaniem. Nie można go sobie postanowić. Można je odkryć. Fakt, że człowiek znalazł się w duszpasterstwie albo środowisku dominikańskim jest dopiero zaproszeniem. Może się zdarzyć, że ktoś chodzi od lat do dominikanów, ale nie ma powołania dominikańskiego. Niekoniecznie musi być wezwany do przepowiadania Słowa. Może być zaproszony na drogę innej duchowości, do innej posługi.

Dobre życie to za mało

Zastanówmy się, jak specyfikę przepowiadania dominikańskiego zastosować w świeckiej rzeczywistości.

Dużym niebezpieczeństwem jest możliwość, że głoszenie słowa Bożego utożsamimy z dobrym życiem. Ktoś może powiedzieć: „Jestem chrześcijaninem, wsłuchuję się w Ewangelię i przez to, jak żyję, głoszę Chrystusa”. Owszem, św. Dominik wskazywał na potrzebę zgodności słowa głoszonego z prawdą życia. To było siłą jego przepowiadania. Jednak jeżeli uznamy, że specyfiką dominikanów jest proklamacja Słowa, to również powołanie człowieka żyjącego duchowością dominikańską w świecie będzie charakteryzować się zwiastowaniem Słowa w warunkach i formie dostosowanej do charakteru świeckiego. Jeżeli ktoś twierdzi, że dzieła miłosierdzia same w sobie są specyfiką dominikańską, to się z nim zgodzę. Myślę, że nawet Marcin de Porres, który rozdawał chleb biednym, chociażby przez to, że chodził w habicie, przez to, że rozmawiał z ludźmi o Panu Jezusie, był głosicielem.

Powołanie dominikańskie to nie akcja humanitarna, to nie powołanie Małych Sióstr czy Braci od Karola de Foucauld, którzy mówią, że chcą być obecni w świecie i przez swoje ubóstwo, oddanie Chrystusowi, trwać w modlitwie wśród żywiołu tego świata. Naszym powołaniem jest głosić Słowo.

Kim są świeccy

Jan Paweł II w Christifideles laici mówi, że niezależnie od tego, do którego stanu należymy, wszyscy jesteśmy równi w Chrystusie i niezależnie od powołania, jesteśmy współodpowiedzialni za misję Kościoła. Tym, co stanowi o świeckim charakterze ludzi, jest w głównej mierze obszar, w którym żyją, miejsce, w którym dotarło do nich wezwanie Boże. Żyć w świecie, znaczy żyć „pośród wszystkich razem i poszczególnych spraw i obowiązków świata, w zwyczajnych warunkach życia rodzinnego i społecznego, z których niejako utkana jest ich egzystencja”. II Sobór Watykański mówi, iż to nie duchowni są powołani na pierwszym miejscu do głoszenia Słowa w świecie. Oni przez swoją służbę mają sprawować opiekę pasterską nad wiernymi i tak uznawać ich posługi oraz charyzmaty, żeby każdy na swój sposób zgodnie pracował dla wspólnego dzieła. Zakonnicy żyją trochę z boku, za klauzurą. Cały bałagan świata spada więc na barki świeckich. Przez zanurzenie w jego żywiole, w rodzinie, w społeczeństwie powołani są oni do głoszenia Słowa. „Chrzest bowiem nie odrywa świeckich od świata, lecz powierza im powołanie, które właśnie w świecie, wewnątrz świata powinno się urzeczywistniać”.

Kapłani nigdy nie dotrą tam, dokąd możecie dotrzeć laikat, bo on już tam jest. Księża musieliby się wybrać tam, gdzie żyją ludzie. Jeżeli chcę porozmawiać, ewangelizować jakąś rodzinę, małżonków, to muszę do nich pojechać, ewentualnie zaprosić ich do siebie. Jednak sami małżonkowie, będąc u siebie w domu, mogą wzajemnie ogłaszać sobie Dobrą Nowinę. Nie muszą nigdzie się wybierać. Świeccy dominikanie są na studiach, a zakonnik może tylko odwiedzić uniwersytet. Oni mieszkają wśród studentów, a on może jedynie przyjść do akademika. Podobnie jest w zakładzie pracy i w każdym innym miejscu. Moglibyśmy ewentualnie zastanawiać się nad francuskim pomysłem księży–robotników, ale ta idea się nie sprawdziła. Świeccy uobecniają zakon w świecie, do którego skierowane jest orędzie Ewangelii. Zakonnicy, nawet kiedy zdejmują habit, przebierają się w świeckie rzeczy i idą między ludzi, którzy wiedzą, z kim mają do czynienia, zawsze będą traktowani jako „ci inni”, ci, którzy „nic nie wiedzą o życiu rodzinnym, bo nie mieli żony”. Zapytają: „Co on może mówić o modlitwie, jak mu dzieciaki nad głową nie krzyczą?”. Albo stwierdzą: „Jakby pracował dziesięć godzin, to by wiedział, jak wygląda życie”. Każdemu z księży można coś takiego powiedzieć. Gdy człowiek świecki zacznie mówić o Chrystusie, to powyższe argumenty odpadają, ponieważ podbudowuje słowo świadectwem życia. Mówiąc o Jezusie, staje bardzo blisko tych, do których skierowana jest misja.

Christifideles laici w tym kontekście przypomina o apostolstwie indywidualnym:

Sobór mówi o niezbędnej potrzebie indywidualnego apostolstwa świeckich. (…) Do tego rodzaju apostolstwa zawsze i wszędzie owocnego, a w niektórych okolicznościach jedynie przydatnego i możliwego są wezwani i zobowiązani wszyscy świeccy, jakiegokolwiek stanu, chociaż nie mają sposobności lub możności współpracować w stowarzyszeniu.

Oczywiście Kościół ma wymiar hierarchiczny. Kapłani są powołani do tego, żeby uobecniać Słowo w czasie liturgii, w czasie Mszy świętych, misji czy rekolekcji. Powołanie ludzi świeckich do głoszenia Dobrej Nowiny nie ma realizować się przez klerykalizowanie się, czyli np. przez głoszenie misji i rekolekcji. Oczywiście, jeżeli ktoś ma do tego predyspozycje, to może dostać misję od biskupa. Ludzie żyjący w świecie nie powinni naśladować zakonników w ich posłudze, tylko szukać sposobu, przez który uobecniać będą Ewangelię w swoim środowisku. Od ich inteligencji, pomysłowości, wyobraźni czy dojrzałości będzie zależało, jaki przybierze on kształt. To może być indywidualny kontakt, praca w mediach, malowanie ikon, prowadzenie ośrodka informacji o sektach albo jakakolwiek inna posługa. Każdy może się rozejrzeć i zastanowić, jak głosić Słowo. Warto wrócić do tradycji głoszenia, która była żywa wśród pierwszych dominikanów. Otóż mieli taki zwyczaj, że dopóty nie siadali do śniadania, dopóki nie opowiedzieli komuś o Chrystusie. Dziś taki radykalizm przekracza zapewne nasze możliwości, ale warto przynajmniej zmierzać w tym kierunku, dorastać do takiego ideału. Można zmienić tę pierwotną zasadę na uwspółcześnioną: „Nie kłaść się spać bez ogłoszenia Chrystusa”. To nie jest nierealne. Jeżeli rano małżonkowie powiedzą do siebie dobre słowo, to już jest zwiastowanie Ewangelii. Warto wprowadzać w swoje życie takie gesty, znaki, słowa, które będę przypominały o Chrystusie. Na przykład, gdy ktoś jedzie do pracy i przejeżdżając obok kościoła, przeżegna się, trzy osoby wokół niego w tramwaju czy autobusie to zobaczą. To jest właśnie zwiastowanie Chrystusa. Jeżeli wychodząc z domu, ktoś powie: „Z Panem Bogiem” czy w inny sposób przywoła imię Boże, to będzie to przepowiadanie. Dzięki temu Kościół będzie głosił wszędzie, wszystkim i na wszelkie sposoby.

Oczywiście tego typu zachowania mogą stać się rytuałem albo pustym znakiem, podobnie jak kazanie, które nie zawiera Dobrej Nowiny. Puste głoszenie w każdej postaci jest niebezpieczne — oznacza niewierność, zaprzeczenie powołania do głoszenia — ale nie jest argumentem przeciwko samemu przepowiadaniu.

Przestrzeń głoszenia

Christifideles laici podkreślając, że owocność głoszenia Ewangelii wypływa z komunii z Jezusem i braćmi, wskazuje, że „świecki charakter zobowiązuje [osoby świeckie], do tego, by przy użyciu właściwych sobie i niezastąpionych środków ożywiali rzeczywistość doczesną duchem chrześcijańskim”. Po czym wymienia miejsca, w których służba człowiekowi poprzez dzieło ewangelizacji powinna być szczególnie widoczna. Jan Paweł II zachęca, by:

1. Krzewić poszanowanie dla godności osoby ludzkiej, dzięki której człowiek przewyższa cały świat materialny i odkrywa, że ważniejsze jest, kim ktoś jest, niż to, co posiada. Apostolstwo będzie się w tym wypadku przejawiało w przeciwstawianiu się wszelkim krzywdom, nierównościom i dyskryminacjom oraz w zaangażowaniu w dzieła solidarności międzyludzkiej.

2. Otaczać głębokim szacunkiem nietykalność osoby ludzkiej i bronić prawa do życia poprzez przeciwstawianie się aborcji, eutanazji, wszelkim manipulacjom genetycznym czy innym przejawom kultury śmierci. Papież wzywa również do obrony tych, którzy są prześladowani, torturowani i w jakikolwiek sposób poniżani w swojej godności. Wszyscy muszą zachować czujność wobec koncentrowania władzy sprzyjającemu manipulacjom w sferze sumienia i wzorców życiowych.

3. Zagwarantować wolność wzywania imienia Pańskiego. Dla chrześcijanina ważna jest obrona wolności sumienia i wolności religijnej każdego człowieka, nie tylko chrześcijanina, by mógł wyznawać swoją wiarę. Gwarancja ta dotyczy zarówno osób, jak i narodów oraz społeczeństw. Jednocześnie każdy uczeń Chrystusa jest wezwany do dawania świadectwa wierze, nie tylko w obliczu przykrości, ale nawet wobec prześladowań i męczeństwa.

4. Uczynić rodzinę pierwszą płaszczyzną społecznego zaangażowania. Małżonkowie, którzy zakładają rodzinę, są w pierwszym rzędzie powołani do głoszenia Ewangelii sobie nawzajem, dawania siebie, uobecniania Chrystusa w swoim życiu, sięgania do łaski sakramentu. Nałożony jest na nich szczególny rodzaj apostolstwa, którym jest wychowanie dzieci. Jest to powołanie bardzo trudne i bardzo długotrwałe. Łatwiej przyjechać, wygłosić rekolekcje albo misje i wyjechać. Wychowywać kogoś przez lat dwadzieścia, przekazywać mu prawdziwe wartości, przysposabiać, by mały, a potem coraz większy człowiek żył nimi, to ogromna przestrzeń apostolstwa.

5. Przyjąć miłość jako duszę i podstawę solidarności. Każdy odruch wzajemnej pomocy i okazywanie miłosierdzia tym, którzy ich potrzebują, może stać się najbardziej bezpośrednią i powszechną formą apostolatu. W ten sposób chrześcijanie upodabniają się do Chrystusa, „który nie przyszedł, aby Mu służono, ale by służyć”. Wystarczy włączyć wiadomości radiowe czy telewizyjne, by w doniesieniach o poszerzającej się w Polsce strefie ubóstwa, obrazach głodu dotykającego trzy czwarte ludzkości albo depeszach o wojnach i klęskach żywiołowych usłyszeć wezwanie Chrystusa głodnego, nagiego i bezdomnego.

6. Uwierzyć, że zaangażowanie polityczne dotyczy wszystkich i służy wszystkim. W tym wypadku apostolstwo będzie zmaganiem o sprawiedliwość, walką o dobro wspólne. Jeżeli widzimy kogoś działającego na niwie społecznej i samorządowej czy politycznej i partyjnej, często patrzymy na niego jak na człowieka uwikłanego w dziedzinę brudną, złą, poddaną manipulacji, korupcji itp. Adhortacja mówi, że nie wolno dać się zwieść takiemu myśleniu. Fakt, że władza jest sferą podatną na różnego rodzaju zło, nie usprawiedliwia nieobecności katolików w życiu społecznym, politycznym i gospodarczym. Bardzo trudno głosić teraz w Polsce wartości chrześcijańskie, apostołować wśród zwolenników ugrupowań niechętnych Kościołowi. Jednak, czy sytuacja św. Dominika, który poszedł do albigensów i katarów, była łatwiejsza? Musiał im powiedzieć prawdę o Chrystusie i o Kościele. Byli oni przecież odłączeni od Kościoła katolickiego. Myślę, że bardzo szybko zrozumieliby się w wielu kwestiach z dzisiejszymi antyklerykałami. Podejrzewam, że o Kościele katolickim mówiliby jednym głosem. Sytuacja na początku XIII wieku nie była tak bardzo różna od dzisiejszej. Dominik poszedł i mówił prawdę o Chrystusie, o przynależności do jednego, prawdziwego Kościoła. Wezwanie do tego, by mówić o świętości i powszechności Kościoła tym, którzy są daleko od Niego, jest bardzo trudne, ale jest powołaniem jak najbardziej Dominikowym.

7. Człowiek był ośrodkiem życia gospodarczo–społecznego. Mądre używanie dóbr i sensowne spożytkowanie pracy jest powinnością każdego chrześcijanina wynikającą z błogosławieństwa „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Włącza ono człowieka w stwórcze dzieło Boga. Kompetentna praca — służąca utrzymaniu siebie i bliskich — może być też darem, wyrazem miłości bliźniego. Właściciel przedsiębiorstwa, na miarę swojej kreatywności i posiadanego kapitału, kształtuje życie społeczne. Opowiedzenie się w świecie nastawionym na maksymalizację zysku po stronie uczciwości, przeciwko korupcji i złodziejstwu, po stronie sprawiedliwości, przeciwko wyzyskowi i deptaniu słabych może stać się ewangelizacyjnym zasiewem. Niejednokrotnie słyszałem, jakie zdziwienie budziła postawa menedżera, który chciał zapłacić podatek, nie godząc się na lewą premię, albo przedsiębiorcy, który zamykał swój zakład w niedzielę, mimo że konkurencja zyskiwała przez to nad nim przewagę. Większość otaczających ich ludzi pukała się w czoło, ale byli tacy, którzy zadziwieni podejmowali rozmowę o tym, co w życiu istotne.

8. Ewangelizować cywilizacje i kultury. Miejscami tego apostolstwa są: „szkoły i uniwersytety, ośrodki badań naukowych i technicznych, środowiska twórczości artystycznej i humanistycznej refleksji”. Jeżeli weźmiemy do ręki album, który chronologicznie ukazuje malarstwo jednego z krajów europejskich, to przekonamy się o sekularyzacji kultury. Wśród pierwszych reprodukcji średniowiecznych obrazów znajdziemy tylko takie, które są oparte na motywach biblijnych, potem pojawiają się motywy antyczne i świeckie, a wśród najnowszych dzieł trudno znaleźć nawiązujące do wymiaru religijnego. Kultury europejskiej nie sposób zrozumieć bez znajomości chrześcijaństwa, ale dziś, np. we Francji trzeba wydawać słowniki tłumaczące ludziom podstawowe pojęcia związane z Pismem Świętym, Kościołem i wiarą. Jeszcze niedawno kultura i tradycja wspierały dzieło apostolskie. Głoszący mogli się odwoływać do powszechnie znanych treści i symboli. Dziś trzeba ewangelizować społeczeństwo wykorzenione ze swojej pamięci, przeciwstawiając się produktom współczesnej kultury niosącej treści przeciwne chrześcijaństwu. Stajemy się coraz bardziej religią diaspory i nie chcąc zamknąć się we własnym getcie, musimy starać się odwrócić tę tendencję, zatroszczyć się, by „na wszystkich drogach świata, a więc na jego wielkich arteriach, którymi są prasa, film, radio, telewizja i teatr, głoszone było zbawcze słowo Ewangelii”.

Apostolstwo świeckich dominikanów
Paweł Kozacki OP

urodzony 8 stycznia 1965 r. w Poznaniu – dominikanin, kaznodzieja, rekolekcjonista, duszpasterz, spowiednik, publicysta, wieloletni redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, w latach 2014-2022 prowincjał Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego. Obecnie mieszka w Dom...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze