Słuchanie na modlitwie
Miałam zamiar pochylić się dziś nad intrygującą kwestią świni, a w szczególności nad nękającym mnie od jakiegoś czasu pytaniem: Dlaczego Pan Bóg stworzył świnię? Wiele było prób wytłumaczenia, dlaczego świnia jest niekoszerna; wielu się też zastanawiało nad pytaniem, dlaczego wśród zwierząt nieczystych to biedne stworzenie, miłe, przyjazne i inteligentne, jest w tradycji talmudycznej tak szczególnie znienawidzone. Są na ten temat najróżniejsze teorie – popularne, historyczne, antropologiczne, mniej lub bardziej wiarygodne. Nikt jednak, o ile wiem, nie zastanawiał się dotąd nad tym, dlaczego Pan Bóg w ogóle świnię stworzył. Mam własne zdanie na ten temat, które w stosownym czasie przedstawię. Jednak ponieważ jestem akurat w Izraelu, gdzie dowiedziałam się o świetnej nowej inicjatywie, mającej zachęcać do czytania Biblii, zostawiam kwestię świni na później i kontynuuję wątek biblijny. Zresztą jest on do kwestii świni w pewnym sensie dobrym wstępem. Czytelników, czekających na wyjaśnienie tej sprawy, proszę zatem o cierpliwość.
Inicjatywa – wspierana przez ministerstwo kultury i kosztująca podobno 47 milionów szekli – nazywa się „929” i wszędzie w Tel Awiwie – na murach, w witrynach sklepów i na wiatach autobusowych – umieszczono wielkie plakaty z kolorowymi cyframi 929, a pod nimi tekst: „Czytamy razem Tanakh”. O co chodzi?
929 to liczba rozdziałów Starego Testamentu, czyli Biblii hebrajskiej, zwanej po hebrajsku „Tanakh”. Codziennie na stronie internetowej www.929.org.il pojawia się jeden rozdział Biblii, opatrzony komentarzami. Nie są to jednak komentarze rabinów ani talmudystów; są to komentarze pisarzy, dziennikarzy, krytyków, biblistów, artystów, najrozmaitszych ludzi piszących w świecie świeckim i religijnym, dziennikarskim i uniwersyteckim. Tak więc na przykład kilka dni temu, w komentarzu do rozdziału szóstego, rozważał jeden mój znajomy dziennikarz, który pisuje tam prawie codziennie, jak to Bóg stopniowo poznawał naturę człowieka, którego sam stworzył, i dlaczego był tak zdumiewająco powolnym w tej szczególnej dziedzinie uczniem, długo nie umiejąc wyciągnąć wniosków z doświadczenia. Wcześniej, pisząc o rozdziale drugim, zastanawiał się, co Adam sobie pomyślał, gdy Bóg zabronił mu jedzenia owoców z drzewa poznania dobra i zła, grożąc śmiercią: przecież Adam nie wiedział, czym jest śmierć, więc jak miał to rozumieć? I co myśleć o tej tajemniczej historii?
W takim właśnie duchu ciekawości, swobodnej interpretacji i nieskrępowanej refleksji, prowadzącej w niespodziewane miejsca, z których z kolei, jak to zawsze bywa przy uważnym czytaniu Biblii, wyrastają coraz to nowe pytania, powstają te komentarze. Inicjatorzy są religijni; nad stroną i doborem komentatorów czuwa rabin, ale celem tego przedsięwzięcia jest zachęcanie wszystkich, wierzących i niewierzących, ultraortodoksyjnych i całkiem od religii oddalonych, do uczestniczenia w swobodnej i jak najszerszej dyskusji o Biblii, by poczuli się spadkobiercami tego najważniejszego dla nas wszystkich, podstawowego dla naszej cywilizacji tekstu; by w jakiś sposób się wokół niego zjednoczyli czy nawzajem do siebie przybliżyli, przypominając sobie (być może), że łączą ich pewne wspólne podstawowe wartości; by się z nim identyfikowali.
Dobrze by było, gdyby w Polsce powstało coś podobnego. Dziś bowiem ani w naszym kraju, ani w Izraelu, ani wśród wierzących, ani wśród niewierzących, Biblia nie jest szeroko czytana. Ludzie niewierzący w ogóle się nią nie interesują; dla wierzących nie jest to tekst do czytania i swobodnej interpretacji.
Na pozór mało prawdopodobne się wydaje, by Ministerstwo Kultury zafundowało nam coś takiego, ale skoro się udało w Izraelu – mimo niezwykle ostrych ataków ze strony świeckich Żydów, którzy widzieli w tym i widzą nadal jakiś podejrzany spisek rabinów, choć zaangażowani w to komentatorzy nic z rabinami nie mają wspólnego – to właściwie dlaczego nie tu? W Polsce sytuacja jest odwrotna niż tam: wyobrażam sobie, że na projekt, przedstawiony jako religijny czy inicjowany przez Kościół, ministerstwo by spoglądało niechętnie. Z drugiej strony wątpię, by Kościół się takim pomysłem zachwycił. Jednak gdyby tak przedstawić go (zresztą zgodnie z prawdą) jako coś całkiem innego, mającego wszystkich połączyć wokół wspólnych wartości, wspólnej historii? Kto wie…
Oceń