Z wiatrem w żaglach
fot. andea ferrario / UNSPLASH.COM

Z wiatrem w żaglach

Odwlekając bierzmowanie, łudzimy się, że mając kontakt z dorastającą młodzieżą, uda nam się spowolnić albo nawet zatrzymać proces odchodzenia młodych ludzi z Kościoła. Łudzimy się, bo praktyka sugeruje coś zupełnie innego.

Kiedy rozpoczynam pisanie tekstu o sakramencie bierzmowania, na myśl przychodzą mi kultowe słowa z filmu Apollo 13: „Houston, mamy problem”. I to niejeden – chciałoby się powiedzieć. Tych poważnych, zarówno teologicznych, jak i praktycznych trudności jest co najmniej kilka. Wszyscy odpowiedzialni za przygotowanie młodzieży do bierzmowania zastanawiają się, jak to zrobić, aby bierzmowanie nie stało się uroczystym pożegnaniem z Kościołem w obecności i z błogosławieństwem biskupa. Najpoważniejszy problem nie leży jednak w samej praktyce przygotowania do bierzmowania, na czym najczęściej koncentruje się cała uwaga pragnących jakichś zmian, ale w teologii tego sakramentu, z której to powinna wynikać praktyka. Niestety, ta zależność w ogóle nie jest uświadomiona. Można się w tym utwierdzić, analizując większość programów przygotowania do bierzmowania.

Niektórzy nazywają bierzmowanie „sakramentem zaniedbanym lub zapomnianym”. W praktyce jednak żaden inny sakrament – z wyjątkiem sakramentu święceń – nie absorbuje tyle uwagi duszpasterzy i nie wymaga od kandydatów aż trzyletniego przygotowania. W tym sensie nie jest ani zaniedbany, ani zapomniany. A równocześnie wszyscy intuicyjnie czujemy, a może nawet już jesteśmy do tego przekonani, że coś nie działa. I to bardzo nie działa. Ale co?

Ośmielę się postawić tezę, że największym problemem sakramentu bierzmowania jest to, że nie bardzo wiadomo, czym on właściwie jest i po co jest. Skoro sami duszpasterze mają problem z jasnym zdefiniowaniem go i ukazaniem jego znaczenia teologicznego i egzystencjalnego, dlaczego przygotowująca się do niego młodzież miałaby tak bardzo pragnąć żyć czymś, czego nie rozumie i co wydaje jej się w ogóle zbędne? Chociaż ta teza jest może odważna, uczciwie muszę przyznać, że nie jest ona mojego autorstwa. W 2004 roku na Międzynarodowym Kongresie Liturgicznym w Rzymie poświęconym bierzmowaniu amerykański teolog Nathan D. Mitchell wygłosił referat o znamiennym tytule: „Bierzmowanie w drugim tysiącleciu: Sakrament poszukujący swojego znaczenia”. Ten teologiczny brak znaczenia bierzmowania – co z przykrością muszę napisać – w jakiś sposób pokazuje również Katechizm Kościoła katolickiego, o czym najlepiej może świadczyć to, że Kongregacja Nauki Wiary naniosła w rozdziale o bierzmowaniu olbrzymią liczbę poprawek. Zmian dokonano w ośmiu na 37 paragrafów (ok. 22 procent). Dla porównania: w wypadku chrztu poprawki wyniosły niespełna trzy procent objętości tekstu, w artykule o Eucharystii zaś około sześciu procent.

Teologia uzupełniania braków

Sformułowania użyte w Katechizmie dla przedstawienia teologii bierzmowania i owoców tego sakramentu również budzą niepokój i skłaniają raczej do postawienia ko

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się