sakrament spowiedzi
fot. Cottonbro / PEXELS

Wiem, bo (się) spowiadam

Świat, do którego wrócimy po spowiedzi, będzie dalej taki sam, jaki był przed chwilą – ze wszystkimi swoimi bolączkami i trudnymi relacjami. To my możemy być inni, bo Bóg chce zmienić nasze serce.

Chciałbym dodać odwagi wszystkim, którzy chcą się wyspowiadać, a jednocześnie czują ogromny strach przed tym sakramentem. Jak również wesprzeć tych, których dręczy sumienie, ale wstyd skutecznie blokuje ich decyzję, by w końcu pójść do konfesjonału. Im wszystkim chciałbym powiedzieć, że każda spowiedź, choć z natury swojej niedoskonała i obarczona ludzkimi ograniczeniami, jest zawsze i przede wszystkim miejscem spotkania z miłością Boga.

Zdaję sobie sprawę, że pójście do spowiedzi nie jest łatwe, nikt nas w tym nie wyręczy, i dlatego sami musimy się z tym zmierzyć, przełamując własne opory i tocząc walkę duchową. Dlatego być może największym sukcesem jest już samo podejście do konfesjonału i rozpoczęcie wyznania. Często niezgrabnie i za pomocą przypadkowo dobieranych słów. Często ze łzami w oczach i pociągając nosem. Tak bywa, a wszystko to świadczy tylko o tym, że traktujemy spowiedź poważnie. Stąd kilka poniższych rad, które nie roszcząc sobie prawa do wyczerpania tematu, są prostymi podpowiedziami, by owocniej doświadczać pojednania i przebaczenia.

Szczerość

Trzeba unikać udawania. Można tak wyznawać grzechy, jakby nie były grzechami. Mówić „trochę”, „tak jakby”, „samo wyszło”, „się ułożyło”, „nie dało się inaczej”. To nic innego jak podkładanie sobie nogi, z jednej strony chcąc przemiany serca, a z drugiej strony tłumiąc to pragnienie.

Kluczem do dobrej spowiedzi jest możliwie precyzyjne nazywanie grzechów, bez wnikania w okoliczności ich popełnienia. Kłamstwo, lenistwo, zazdrość, zawiść, brak przebaczenia to zachowania mimo wszystko proste do zdefiniowania. Jeżeli robiliśmy to świadomie i dobrowolnie, należy to wyznać, nie doszukując się winy w innych. Wprowadzanie księdza w skomplikowany układ relacji zawodowych lub rodzinnych, w których przychodzi nam podejmować konkretne decyzje, jest próbą emocjonalnego uwikłania spowiednika. Ostatecznie to, co powiemy, będzie zawsze naszym subiektywnym punktem widzenia, a ksiądz, nie znając naszego charakteru ani temperamentu, przez kilka minut spowiedzi nie jest w stanie wydać salomonowego rozstrzygnięcia. A jeśli nawet spróbuje to zrobić, może zostać posądzony o ignorancję, brak zrozumienia lub stanie po stronie krzywdziciela.

Spowiadamy się z grzechów własnych, a nie cudzych. To z pozoru oczywiste rozróżnienie pozwoli nam lepiej myśleć o skuteczności sakramentu pojednania. Bo świat, do którego wrócimy po spowiedzi, będzie dalej taki sam, jaki był przed chwilą – ze wszystkimi swoimi bolączkami i trudnymi relacjami. To my możemy być inni, bo Bóg chce zmienić nasze serce. Im bardziej się przed Nim otworzymy, tym większej doświadczymy wolności.

Prawdą jest i to, że nie zawsze jedno słowo adekwatnie oddaje złożoność sytuacji i niekiedy warto dopowiedzieć drugie, co pozwoli księdzu właściwie ocenić ewentualną miarę zaniedbania. Prosty przykład. Oskarżanie się o lenistwo bez wspomnienia o tym, że jest się mamą trójki dzieci, zajmującą się domem i chorym rodzicem, naraża nas na słuchanie uwag o konieczności zwiększonego wysiłku i wartości modlitwy. Podobnie rzecz się ma, gdy mowa jest o życiu z osobą uzależnioną, która nie zamierza podjąć leczenia i nie widzi swojego problemu w kategoriach toksycznej relacji. Zarzucanie sobie, że emocjonalne zwracanie komuś uwagi i szorstkie konfrontowanie go z problemem to przejaw braku troski, jest nieporozumieniem. W

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 0,00 PLN
Wyczyść

Zaloguj się

Wiem, bo (się) spowiadam
Roman Bielecki OP

urodzony w 1977 r. – dominikanin, absolwent prawa KUL i teologii PAT, kaznodzieja i rekolekcjonista, od 2010 redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, Prowincjalny Promotor Środków Społecznego Przekazu, autor wielu wywiadów, recenzji filmowych i literackich, publicysta, aut...

Produkt dodany do koszyka

Polecane przez W drodze