Wiara czyni cuda?
fot. simon abrams / UNSPLASH.COM

Najistotniejsza nie jest cudowność znaku, ale zakomunikowanie jego znaczenia, czyli to, że Bóg przez jakieś wydarzenie apeluje do ludzkiej wiary.

Istnieją co najmniej trzy typy sytuacji egzystencjalnych, w których człowiek znajduje się wobec cudu. Celowo nie piszę o trzech typach cudu, bo od strony samego wydarzenia, zewnętrznego fenomenu, mamy do czynienia z taką samą rzeczywistością. Pierwsze dwa typy znajdują się na przeciwległych końcach linii, na której możliwe są postawy pośrednie. Chodzi o wyczekiwanie lub wręcz domaganie się cudownej boskiej interwencji oraz o sytuację, w której dochodzi do interwencji, choć nikt jej nie oczekuje i dotyczy ona na przykład osoby niewierzącej czy świadków takiego zdarzenia.

Pierwsza sytuacja związana jest z doświadczeniem bezradności wobec zła w świecie (zwykle fizycznego, bo częściej domagamy się cudownego uzdrowienia z choroby czy kalectwa niż nawrócenia grzesznika) i przynależy do przedchrześcijańskiej jeszcze warstwy doświadczenia religijnego. Odkąd bowiem człowiek istnieje na Ziemi i ma pewną intuicję istnienia Boga (bóstw), zwraca się do Niego z prośbą o radykalną, przekraczającą zwykły bieg zdarzeń poprawę swojej sytuacji. Postawę taką trafnie charakteryzuje zwrot „jak trwoga, to do Boga”. Oczywiście nie dotyczy ona wyłącznie cudów, ale szerzej – tego, by On zarządził dziejami zgodnie z naszym zamysłem i w zasadzie tylko wtedy, gdy sami sobie nie radzimy. Niebezpieczeństwo traktowania Boga jako pogotowia ratunkowego w sytuacjach kryzysowych (i tylko w takich) jest tu aż nadto wyraźne. Chyba też dlatego sporo intensywnych wołań o cud pozostaje bez odpowiedzi. Cud nie wydaje się w zamyśle Bożym sposobem zaspokajania naszych bieżących potrzeb.

I tu pr

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się