Moje trzy upadki
fot. carlos kenobi / UNSPLASH.COM

Jeden z lekarzy powiedział, że zostały mi jakieś cztery miesiące. A ja wciąż żyję i mam się dobrze. Nie rozumiem, dlaczego mnie miałby dotknąć cud? Czym sobie na to zasłużyłem?

Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP: Podpowiadał pan córce, by swoje wyzdrowienie z ciężkiej choroby zgłosiła jako cud, który dokonał się za wstawiennictwem Jana Pawła II. Wierzy pan w cuda?

Jerzy Stuhr: To była duża licentia poetica. Bardziej żartem niż serio. Rzeczywiście, tak się zdarzyło, że kiedy Marianna chorowała, prosiłem księdza Jerzego Bryłę, duszpasterza środowisk twórczych w Krakowie, który jechał akurat do Watykanu, o wsparcie duchowe dla nas u Ojca Świętego. Gdy wrócił, powiedział, że wspomniał o naszej sytuacji papieżowi. Siedzieli wtedy przy obiedzie. Jan Paweł II przerwał jedzenie i zatopił się w modlitwie. To było dokładnie wtedy, gdy nasza córka była operowana. Myślę, że to raczej zbieg okoliczności, nie żaden cud.

Pana wyzdrowienie to też zbieg okoliczności?

Pani doktor, która mnie leczyła, pewnego dnia powiedziała do mnie tak: Wszystko pan dobrze robi – jest wola i siła i ma pan ogromną motywację. Poddaje się pan pokornie leczeniu. I to są wszystko bardzo ważne czynniki. Tylko w tej chorobie trzeba mieć jeszcze szczęście.

I pan tak myśli?

To ona tak powiedziała. Ja pomyślałem wtedy, że do wczoraj w życiu miałem bardzo dużo szczęścia. Choć ono nie jest stanem, który towarzyszy mi stale. Gdy jestem szczęśliwy, to już się boję, że za chwilę życiowa sinusoida opadnie i przyjdzie się z czymś borykać. Ale po tym, co przeszedłem, jestem na to przygotowany. To znaczy, że pokornie i szczerze mogę powiedzieć, że mam szczęście. Do dziś, do godziny 18.30 jestem zdrowy, ale co będzie o 19, tego już nie wiem.

Czy spokój, który panu towarzyszy, to wynik zmagania z chorobą?

Oczywiście, choroba zmienia każdego.

Na lepszego człowieka?

Na pewno na inaczej myślącego. Dziś jestem człowiekiem, który jest przygotowany na wszystko i który w każdej chwili może podsumować życie. To nie odbiera mi energii, zapału i siły, ale gdyby się coś odwróciło, to bym powiedział: Przeżyłem uczciwie życie, dziękuję.

I nie żałuje pan tej choroby?

Każda choroba wzbogaca, uczy cierpliwości i tolerancji. Mówiąc inaczej, od czasu pobytów w szpitalach patrzę na drugiego człowieka z dużym zrozumieniem przez pryzmat bólu i strachu przed nim.

Ale jest też w chorobie element odarcia…

Z czego? Z radości?

Raczej z tego, że trzeba się upokorzyć przed innymi, prosząc chociażby o pomoc.

Wykonuję zawód, któremu upokorzenie towarzyszy każdego dnia. Borykam się z tym całe życie, więc jestem już chyba przyzwyczajony i uodporniony. Weźmy choćby recenzje filmu czy sztuki w gazecie. Dwa zdania i już ktoś cię miesza z błotem, odsądza od czci i wiary. Dlatego mówi się, że aktorowi potrzebna jest siła słonia i

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się