Wakacje bez Pana Boga
fot. andrew buchanan / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Pierwszy i Drugi List do Tesaloniczan

0 votes
Wyczyść

Mam zawsze poczucie winy, gdy jadę na wakacje. Po pierwsze, dlatego że zawsze zostawiam za sobą masę spraw niezałatwionych, a po drugie, dlatego że mam w tyle głowy coś, co mówi mi, że bezczynne leżenie na nadmorskiej plaży jest raczej niemoralne.

Nie ukrywam, że pierwsze silne poczucie winy mija po 24 godzinach, ale pozostaje lekki dyskomfort, który nie pozwala mi odprężyć się do końca. Mój codzienny rytm życia zostaje zaburzony także w swoim aspekcie modlitewnym. Totalna niemoc wakacyjna wypiera też codzienne odmawianie różańca czy medytowanie Pisma Świętego. Pozostaje automatyczna modlitwa wieczorna i uczestnictwo w mszy świętej niedzielnej.

Pan Bóg został w domu ze starzejącymi się rodzicami, dorastającymi dziećmi, z codziennymi problemami, zadaniami i zmartwieniami. Nie pojechał ze mną na wakacje. Został tam, gdzie zwykle, i trudno jest mi znaleźć miejsce dla Niego w mojej totalnej bierności. On zresztą wie o tym i w swojej nieskończonej delikatności nie obraża się, tylko wysyła mi codziennie sygnały, że mnie kocha, także, oczywiście, w sposób nieskończony.

Czasami sygnały są tak silne, że trudno ich nie zauważyć. To na przykład zachwyt, który mnie ogarnia, gdy oglądam głęboki błękit morza z turkusowymi refleksami albo cudowną fasadę romańskiego kościoła, zbudowaną z lekko różowego kamienia i skąpaną w świetle zachodzącego słońca. Czasami sygnały są minimalne jak uśmiech ślicznego, opalonego dziecka biegnącego przede mną na plaży, czy smak kęsa czerwonego, słodkiego pomidora z listkiem pachnącej bazylii. Problem w tym, żeby je rozpoznać, przyjąć i podziękować z pokorą i radością. Jednym słowem, nie pozostać obojętnym na stałą obecność Boga i Jego łaski w codziennym życiu.

Na nic mogą być moje różance, modlitwy, nawet, ośmielam się powiedzieć, moje uczestnictwo we mszy świętej, jeżeli mają pozostać rutynowymi chwilami, które tylko tworzą rytm dnia. Jeżeli natomiast zostaną wplecione świadomie i dobrowolnie w tkaninę mojej egzystencji, wtedy nabierają sensu.

Pojechałam na wakacje i po drodze zgubiłam surowego Boga, który rozlicza mnie stale z lenistwa, i odnajduję Tego, który uśmiecha się do mnie twarzą dziecka i zapewnia mnie o swojej miłości nieustannym szumem fal.

Wakacje bez Pana Boga
Tessa Capponi-Borawska

urodzona 3 marca 1959 r. we Florencji – ukończyła studia historyczne na tamtejszym uniwersytecie, do Polski przyjechała w 1983 roku, przez wiele lat wykładała na Uniwersytecie Warszawskim. Od wielu lat publikuje w „Twoim...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze