W europejskim domu
fot. mike von 60 / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Święty Józef. Niedopowiedziana historia

0 votes
Wyczyść

Aż do wojny (mniej więcej) byliśmy w nim wszyscy jako tako zadomowieni. W tym starym, dziś rozpadającym się i zaniedbanym europejskim judeochrześcijańskim domu o fundamentach sięgających trzech tysięcy lat. Był to nasz wspólny dom: katolików, żydów i protestantów, wierzących i niewierzących, socjalistów (starej daty, bo dzisiejsi socjaliści do tej wspólnoty już się nie przyznają), liberałów i konser-watystów. Odnajdywaliśmy się w nim i wbrew wszelkim różnicom mieliśmy wspólny język.

Fundamentami tego domu były Biblia, kultura grecka i prawo rzymskie: Ateny, Rzym, Jerozolima. Homer, Dante, renesans i humanizm renesansu. Ale przede wszystkim Biblia; zwłaszcza Biblia hebrajska, to znaczy Stary Testament.

Dlaczego Biblia i dlaczego hebrajska? Biblia stanowiła podstawę tych wszystkich rzeczy; była najgłębiej zakorzeniona. Kościół przez długi czas odradzał jej czytanie; ale była znana – nie tylko wiernym, i nie tylko jako Słowo Boże. Miała również ogromne znaczenie kulturalne. A hebrajska dlatego, że w ostatnich wiekach to głównie ona pełniła tę kulturową rolę. I nadal ma to znaczenie dla tych spośród nas, którzy drepczą z nostalgią po tym starym europejskim domu, i nadal chcą w nim żyć, nie wiedząc, gdzie indziej mieliby się podziać. Dla niewierzących, lecz także dla niektórych wierzących Biblia hebrajska pozostaje największym w zachodniej cywilizacji dziełem literatury. To właśnie kulturalne i literackie znaczenie Biblii jest – z perspektywy niewierzącego – tym najgłębszym z fundamentów naszego wspólnego domu.

Są jednak w Kościele katolickim wierni, którzy to znaczenie odrzucają. Podobnie jak kreacjoniści, którzy dopuszczają tylko dosłowne jej czytanie. Lecz ani wyłącznie dosłowne czytanie Biblii, z pominięciem jej interpretacji, ani odrzucanie literackiego i cywilizacyjnego jej znaczenia, nie było nigdy częścią nauki Kościoła. Chyba tylko ultramontanie kategorycznie i explicite potępiali postrzeganie Biblii jako (także) wielkiego dzieła literatury, tak samo jak piętnowali podziwianie architektury kościelnej i czerpanie przyjemności z słuchania muzyki w kościele. Ale wśród katolików nadal istnieje nurt, ignorujący literacki i kulturowy aspekt Biblii. Nikt nie domaga się czytania Biblii w szkołach; przeciwnie, wydaje mi się, że taki pomysł spotkałby się ze sprzeciwem zarówno Kościoła, jak i wielu wiernych. Istnieje też – w obecnych warunkach zagrożenia dla naszej osadzonej na Biblii cywilizacji – pokusa sojuszu z kreacjonistami. Pośród obrońców wartości naszego domu są również szaleńcy, którzy widzą nadzieję w Rosji albo w islamie – w złudnym i niezwykle głupim przekonaniu, że świat islamu i Rosja Putina bronią tradycyjnych wartości (bo Putin prześladuje homoseksualistów, a islam kamienuje za cudzołóstwo i jest teokracją).

Sądzę jednak, że obowiązkowa lektura Biblii w szkole – lektura obu Testamentów – byłaby niezwykle ważną podstawą do naprawy tego naszego rozpadającego się domu i uleczenia sytuacji, do której doprowadził nie tylko nasz brak woli, lecz także ignorowanie lub lekceważenie najgłębszych korzeni naszej kultury; byłaby podstawą walki z tymi, którzy chcieliby nas z tego domu wypędzić i go zniszczyć, pozostawiając po nim jedynie pustkę i gruzy. Wydaje mi się też, że nie ma możliwości racjonalnego dialogu z ludźmi, którzy wierzą, że Adam i Ewa żyli sześć tysięcy lat temu i chodzili po ziemi razem z dinozaurami, bo tacy ludzie w podobny sposób odrzucają naszą cywilizację i przyczyniają się do jej niszczenia jak ideolodzy gender.

Wszystko, o czym zamierzam tu pisać, będzie w taki lub inny sposób związane z zagrożeniami dla naszej kultury i sposobami walki z nimi. Zagrożenia te są wielorakie i pochodzą z różnych, na pozór czasem niewiele mających ze sobą wspólnego dziedzin i kierunków; a jednak składają się na jedną ideologię. Wszystkie odznaczają się nienawiścią do chrześcijaństwa i do zachodniej kultury; do wolności, demokracji i liberalizmu (w najszerszym tego słowa znaczeniu); do odpowiedzialności, do nauki, do niezależnego myślenia; do prawdy i do wartości, które leżą u korzeni naszej cywilizacji i są jej podstawą.

Cokolwiek chcieliby na tych gruzach wybudować ideolodzy nowoczesności, która jest po prostu nihilizmem, i nienawiści, która zwie się tolerancją i różnorodnością, nie przetrwa długo, ponieważ nie ma żadnych fundamentów i nie jest w niczym zakorzenione. Lecz nie wiadomo także, czy na tych gruzach uda się odbudować to, co było. Na razie jedną z najważniejszych i najskuteczniejszych broni w walce z nimi jest przypominanie o biblijnych korzeniach naszej kultury.

W europejskim domu
Agnieszka Kołakowska

urodzona w 1960 r. – polska filozof i filolog klasyczny, tłumaczka i publicystka. Agnieszka Kołakowska jest autorką cyklu felietonów pt....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze